środa, 23 grudnia 2015

Małe, ale ważne chwile

W ferworze świątecznych przygotowań musiałam odetchnąć ;-) Opowiem Wam szybciutko o uroczym miejscu, które ostatnio odkryliśmy. Spędziliśmy tam całą rodziną naprawdę sporo czasu, dosłownie przenieśliśmy się w czasie i przestrzeni. Ale żeby precyzyjnie nakreślić wyjątkowy klimat naszej ostatniej wycieczki, musimy się cofnąć do grudnia 2014.
Dokładnie rok temu odbyliśmy świąteczną podróż do Londynu. Długo planowaną i przygotowywaną.  To miał być pierwszy zagraniczny wyjazd naszego młodszego synka, Maksia.

Londyn to trochę takie nasze miejsce na ziemi. Bardzo często tam wracamy, zresztą ponad dekadę temu, jeszcze na studiach, pracowaliśmy wakacyjnie na wyspach, mamy więc stamtąd mnóstwo wspomnień. Nic więc dziwnego, że chcieliśmy tam też zabrać nasze dzieci. Trochę się bałam podróży z nimi. Mieliśmy wylecieć w środku nocy, poza tym było bardzo zimno. Wizja ciągłego ubierania i rozbierania z setek warstw trochę mnie zniechęcała. Ale jeszcze w pierwszej ciąży obiecywałam sobie i innym, że nasz tryb życia się nie zmieni (tak, tak, wiem ;-) i będziemy dalej często podróżować, tyle że z małymi pasażerami na gapę. Tak więc słowo się rzekło, bilety były kupione, sami rozumiecie, że tak na koniec nie mogłam się wycofać. I bardzo dobrze!
Chłopcy pięknie przeszli przez cały wyjazd, mimo że byli jeszcze tacy maleńcy: Maksio 1.5 roku, Kuba niecałe 3 latka. Nie tylko nie marudzili, nie sprawiali problemów, ale też czerpali pełnymi garściami z naszej wyprawy. Muzeum Historii Naturalnej, Akwarium, Winter Wonderland, duży sklep Disneya: to wszystko zrobiło na nich ogromne wrażenie. Spędziliśmy wspaniały rodzinny czas.

piątek, 18 grudnia 2015

Co jest w życiu tak naprawdę ważne

Zbliża się koniec roku, a koniec roku dla większości z nas to czas podsumowań. Bilansu, przeanalizowania plusów i minusów, jakie przyniosły ze sobą te dwanaście miesięcy. To też wspaniały czas postanowień. Bo w nowym roku oczywiście wszystko będzie inaczej, lepiej, od początku. Bo nowy rok to karta, którą dopiero będziemy zapisywać.

 I w zasadzie szkoda, że od razu na czysto, że nie można jak za naszych czasów szkolnych. Najpierw w brudnopisie, a dopiero potem w wersji ostatecznej. Nie wiem, jak Wy, ale ja zawsze wiele rzeczy bym poprawiła. Zresztą nasi stali czytelnicy wiedzą, co mi w duszy gra. Nigdy nie jest tak dobrze, że nie mogłoby być lepiej. Zawsze znajdzie się powód, coś, na co będzie można narzekać. Niby typowo słowiańska przypadłość, ale jednak moja to taka w wydaniu wyjątkowo ekstremalnym. Wymagam dużo, czasem za dużo od siebie i od innych. Uczę się jednak, żeby cieszyć się zawsze z tego, co mam, a to, że czasem nie jest idealne. Cóż, tak właśnie w życiu bywa i o tym jest ten post.


poniedziałek, 7 grudnia 2015

Tripp Trapp® od STOKKE - wygraj kultowe krzesełko!



     Czy wyobrażasz sobie krzesło, które będzie zarówno trwałe, jak i funkcjonalne przez całe życie Twojego dziecka, zapewniając mu na każdym etapie zdrową postawę kręgosłupa, a przy tym dopasuje się do każdego Waszego wnętrza? Nie? To poznaj krzesełko Tripp Trapp® od STOKKE!
Jedyne krzesło, które od 40 lat nie zmieniło swojego designu… bo po prostu nie musiało!



(fot. Pinterest)

sobota, 5 grudnia 2015

Gotowa na wszystko!

Wiecie, odkąd posiadam dzieci, robię się coraz bardziej świadoma swoich własnych cech. Obserwuję te małe istnienia krzątające się po domu, ze swoimi wszystkimi zaletami i wadami i zaskakująco często widzę w nich swoje własne odbicie. Schematy zachowań, które od lat sama powielam na co dzień. Bardzo to pouczające. Bo jak na dłoni widzę słabości własnego charakteru. A już najbardziej dobitna jest dla mnie obserwacja modelu zachowań mojego starszaka. Zdecydowanie zaczyna przejawiać cechy zamiłowania do daleko posuniętej organizacji otoczenia. Zabezpieczania się na wszelkich możliwych frontach przed czymś, co może się nieoczekiwanie wydarzyć. Znam to doskonale z autopsji.  JESTEM CODZIENNYM PREPERSEM!





środa, 2 grudnia 2015

Coś się kończy, coś się zaczyna… Dziewięć najbardziej zaczarowanych miesięcy mojego życia


     Niespodziewanie nadszedł grudzień. Nie wiem kiedy, nie wiem, jakim cudem tak szybko… ale nadszedł. A wraz z nim zbliża się moja wielka Chwila Prawdy… Już za kilka dni poznam moje najmniejsze dzieci. Nowe życie… razy dwa! I znowu wszystko się zmieni!..
Ostatnio koleżanka zapytała mnie, jak z perspektywy czasu wspominam te ostatnie dziewięć miesięcy. Zaskoczyła mnie bardzo… Ale chyba faktycznie ten czas był, jest tak wyjątkowy, że wymaga oddzielnego podsumowania…



środa, 25 listopada 2015

Z dziećmi przy stole? A dlaczego nie?! / Plebiscyt na restauracje przyjazne dzieciom


     Jakiś czas temu przeszła przez blogosferę istna burza pt. dzieciaki w restauracji. Nie chcę odsmażać nieświeżych kotletów, ale tak się składa, że mam swoje zdanie na ten temat i dzisiaj jak nigdy jest ono bardzo na czasie. A czemu? Ponieważ mój ulubiony (kto czyta bloga ten wie dlaczego ;) ) portal dla mam BABYBOOM.PL oraz znana Wam wszystkim firma STOKKE® zorganizowały świetny PLEBISCYT NA RESTAURACJE PRZYJAZNE DZIECIOM, w którym do wygrania są fantastyczne nagrody!
Poczytaj dalej, a zobaczysz, jak bardzo sprawa może dotyczyć Ciebie :)



poniedziałek, 23 listopada 2015

Święta z Befado, czyli ciepłe stópki dziecka zimą / KONKURS


        Nowy dom to nowe możliwości. Szczególnie, gdy przenosisz się ze swoją pokaźną rodzinką z  mieszkania 54mkw… do siedmiopokojowego domu o powierzchni 220m i o pięciu kondygnacjach ;) Oj, jest co urządzać, a przede wszystkim - gdzie chodzić! Dlatego od początku było jasne - chociaż nasze dzieci zazwyczaj chodzą boso, tym razem będziemy potrzebować dla nich tradycyjnych, domowych kapciuszków. Takich, by nie poślizgnęli się na schodach, po których z pewnością będą biegać, takich, w których będzie im zimą ciepło, ale w których nie spocą się im stópki. Na szczęście trafiliśmy na Befado - polską firmę produkującą świetnej jakości obuwie dla dzieci - i nie tylko :)


wtorek, 17 listopada 2015

Wszyscy jesteśmy wariatami!


     Pamiętacie film "Dzień świra"? Oj, chyba wielu z nas utożsamiało się z głównym bohaterem. Kogo nie wkurza sąsiadka, która wstaje codziennie o piątej rano, od samego rana chodząc po domu w butach na obcasach? Albo pies innych sąsiadów, który ujada za każdym razem, jak twoja pralka pierze? Albo kogo nie drażni regularne przestawianie kolejności śmietników do sortowania? Mam wrażenie czasem, że panowie od śmieci specjalnie robią na złość, za każdym razem stawiając je w innej konfiguracji… A może to ja jestem świrnięta, tak przywiązując się do miejsca, w którym stoją… śmietniki!?
     Wczoraj natknęłam się na artykuł, który sprawił, że poczułam się odrobinę lepiej sama ze sobą. Od dziecka miotała mną niepohamowana furia, gdy tylko ktoś przy mnie jadł ze smakiem - oddając się temu bez reszty, czyli pomlaskując z zadowoleniem, żuł zawzięcie gumę, tupał ustawicznie nogą lub chrapał, smacznie śpiąc. Ja w myślach planowałam wtedy zawzięcie kilka różnych metod na wieczne uciszenie tego potwornego dźwięku, który wwiercał się w mój mózg i rozpalał do czerwoności agresję…

piątek, 13 listopada 2015

It's a girl thing

Czego ma oczekiwać matka dwóch synów przed narodzeniem się córki? Czy coś się zmieni? Czy instrukcja obsługi będzie do ogarnięcia na nowo? Czy w ogóle jest jakaś różnica? W końcu, mogłoby się wydawać, dziecko to dziecko, a o tym, czy to chłopiec, czy dziewczynka informują nas wyłącznie atrybuty odpowiednie dla każdej płci.
Matka dwóch synów, która doczekała się córki mówi Wam: różnica jest i to ogromna! Przekonałam się o tym już w pierwszej dobie, gdy po otwarciu pieluszki nie strzelał we mnie wartki strumień ;-) Swojego czasu marzyłam o wynalazku, który był u nas jeszcze niedostępny: peepee teepee. Szczęśliwie przewijanie już nie stanowi już problemu. Na luzie otwieram pieluszkę, bez przyodziewania fartucha ochronnego i maski ;-)


wtorek, 10 listopada 2015

Moja własna "podwójna" wyprawka plus... Konkurs WHISBEAR!


    Mimo tego, że od początku ciąży nosiłam się z myślą, że poród - z racji ciąży bliźniaczej - może tym razem nastąpić nawet o miesiąc i dwa wcześniej, nie znalazłam do niedawna w sobie mobilizacji, by przyszykować wyprawkę dla moich bąbli. Skutecznie powstrzymywał mnie od tego brak miejsca w mieszkaniu i bardzo piękna, obiecująca wizja dużych przestrzeni w nowym domu, a przede wszystkim… chroniczny brak czasu ;)
Dopiero zimny prysznic w postaci mocno przedwczesnej akcji skurczowej w 32tc, z powodu którego leżeliśmy w szpitalu, a chłopcy dostali sterydy na rozwój płuc "bo różnie to może być", zadziałał jak alarm. I tak, nie minął tydzień od momentu wyjścia ze szpitala, jak miałam już wszystko! Chcecie zobaczyć, na jakie produkty się zdecydowałam tym razem?

środa, 4 listopada 2015

Jak przygotować się na Armageddon, czyli oswajamy poród!

   Nie wiem, jak wy, ale gdy przygotowywałam się do mojego pierwszego porodu, byłam całkiem zielona. Miałam, oczywiście, mgliste pojęcie, że skurcze, że krocze, że główka, ale jak to się tam miało zmieścić i w jaki sposób - pozostawało dla mnie tajemnicą. Świadomość tej części kobiecości była u mnie niemal zerowa - chociaż niby byłam już dorosłą kobietą!
Dlatego poczyniłam pewne kroki, by oswoić sobie temat ciąży i porodu, a potem i połogu. I dzisiaj przygotowałam dla Was ściągawkę, dzięki której i Wy przygotujecie się psychicznie do tego ważnego wydarzenia!


(fot. BBC)


poniedziałek, 2 listopada 2015

Wielodzietna = patologiczna?!

Tak, jesteśmy rodziną wielodzietną. W Polsce rodziny 2+3 są już zaliczane do grona z etykietą "WIELODZIETNI". Początkowo uwierał mnie ten termin. Zupełnie nie potrafiłam znaleźć pozytywnych konotacji, kojarzył mi się tylko i wyłącznie negatywnie.  Mówiąc wprost, miałam skojarzenia patologiczne. Zaczęłam problem trawić i analizować. Dlaczego w głowie zapalała mi się lampka ojciec pije, matka bije, dzieci bez butów. Oj źle mi z tym było i trochę wstyd mi się przyznawać do takiego stereotypowego myślenia. Bo kiedy patrzyłam na rodziców z pokaźną liczbą potomstwa, zawsze miałam duży uśmiech na twarzy i całą serię pozytywnych wrażeń, a nawet lekkie ukłucie zazdrości. Widziałam wielki stół w centralnym miejscu w domu i całą gromadę zasiadającą i dzielącą się wrażeniami z minionego dnia. Marzenie! Przynajmniej moje ;-)


wtorek, 27 października 2015

Projekt: DOM POTRZEBNY OD ZARAZ! + garść inspiracji do pokoi dziecięcych



     Gdy dowiedzieliśmy się o podwójnej ciąży, przeżyliśmy szok. Już o tym pisałam i nie chcę się powtarzać… daliśmy sobie z nim radę. Ale jedna obawa spędzała nam sen z powiek najbardziej.
Nie to, czy damy radę wychować pięcioro dzieci - bo kurczę, im więcej do kochania, tym lepiej. Czas nam się skurczy i portfel też, ale przecież w ogólnym rozrachunku zyskamy o wiele, wiele więcej…

Najbardziej martwiliśmy się o to… GDZIE MY SIĘ WSZYSCY ZMIEŚCIMY???



piątek, 23 października 2015

Misja: WÓZEK DLA BLIŹNIĄT - przegląd najciekawszych podwójnych wózków


     Z wizją podwójnego wózka zaznajomiłam się już 7 lat temu, gdy jednocześnie chowałam półtorarocznego Filipka i nowo narodzonego Maksia. Dobrze, że wtedy tylko pożyczyłam wózek podwójny dla rodzeństwa, bo szybko okazał mi się zbędny - Filip szybko stał się samodzielnym małym człowieczkiem i nie interesowało go siedzenie w wózku na spacerach, wolał dreptać sam. A drzemek, niestety, nie odbywali w tym samym czasie..
Inaczej sytuacja wygląda dzisiaj, bo tym razem - z racji bliźniąt - podwójny wózek jest mi absolutnie niezbędny :) I chociaż od początku wiedziałam, który z wózków będzie nasz, przejrzałam ofertę różnych producentów. Dzisiaj Wam pokażę i krótko omówię pozycje, które wg mnie wyróżniają się na rynku spośród wszystkich bliźniaczych propozycji - bo wózków bliźniaczych jest baaaaaardzo dużo, do wyboru, do koloru. Ceny jak przy pojedynczych wózkach, od tysiąca do 8 tysięcy złotych, co niekoniecznie idzie w parze z jakością i rewolucyjnymi rozwiązaniami.
O ten post prosiliście mnie w mailach najczęściej :)) Dlatego pochylam się nad tematem i wyjaśniam, dlaczego Bugaboo był dla mnie jedynym wyborem :))


poniedziałek, 19 października 2015

Dlaczego moje dziecko nie śpi?

     Zanim urodziła się Pola, wielokrotnie zastanawiałam się, w którego z braci wda się w kwestii temperamentu: Kubę, który przespał pierwsze pół roku i w zasadzie nie zauważyliśmy, że mamy nowego domownika na pokładzie, czy Maksia, który od pierwszych swoich dni podporządkował sobie wszystkich domowników i skutecznie nie dawał o sobie zapomnieć. Już pierwszej nocy po porodzie czekałam w napięciu, żeby wstępnie ocenić, z kim przyszło mi się zmierzyć. Kuba czy Maks? Kuba czy Maks? Kuba czy Maks? W skrytości przyznam, że liczyłam na drugiego Kubę, snułam wizje maleńkiej dziewczynki, która będzie przesypiała całe dnie, w harmonii i spokoju, budząc powszechny zachwyt nad tym, jaka jest grzeczna. Bardzo szybko okazało się, że mam jednak twardy orzech do zgryzienia. Już w pierwszych dobach okazało się bowiem, że Pola w zasadzie nie potrzebuje w dzień spać. Pół godziny drzemki dwa-trzy razy dziennie i koniec. Potem organizuj matko zajęcia, żeby mała królewna nie umarła z nudów ;)



piątek, 16 października 2015

Stan (podwójnie) BŁOGOSŁAWIONY, czyli… GERIATRIA PARTY!


     Dziś w repertuarze moja własna, prywatna ściana płaczu, bo jak się nie wygadam, prawdopodobnie uschnę jak śliwka, albo odwrotnie, napęcznieję od żalu nad samą sobą jak balon. I pęknę (choć pękać zamierzam za jakieś sześć tygodni ze zgoła innego powodu ;) ).

Zapraszam na przegląd dziesięciu ciążowych upierdliwości do granic!



poniedziałek, 12 października 2015

Jestem szalona?!


     Wiecie, mam swoją małą upierdliwość, którą uprzykrzam życie wszystkim dookoła. Im jestem starsza, tym ta upierdliwość bardziej determinuje moje życie, a co za tym idzie - i innym. Wyznanie to czynię z uśmiechem na ustach. O co chodzi? Mam świra na punkcie zdrowej żywności. I nie do końca mówię o produktach z półki EKO. Tylko o takich, których jakość będzie mnie, matkę trojki dzieci, satysfakcjonowała. Im bardziej wgryzam się w temat, tym bardziej jestem zdania, że dziś coraz trudniej o dobre produkty...


czwartek, 8 października 2015

WYPRAWKA dla mamy i maleństwa wg Pat - KOMPLETNA LISTA!



     Ostatnie tygodnie to dla mnie niesamowicie szalony czas. Projekt "DOM DLA SIEDMIORGA" doczekał się szczęśliwego finału. Mamy to!!! Opowiem Wam o szczegółach w kolejnych wpisach, natomiast na pewno się domyślacie, że wymagało to od nas totalnego zaangażowania. Nie myślałam wówczas niemalże o niczym innym, niż finalizacja tej operacji ;)

Błogosławiłam fakt, że nasza nowa kolekcja została idealnie obgadana zawczasu, wszystkie szczegóły na tyle omówione, że nic nas nie zaskoczyło w momencie jej "wypuszczenia" na świat. Nie wiem, czy dałabym radę cokolwiek innego ogarnąć.
Niemniej - niespodziewanie minął wrzesień, a razem z nim kolejne tygodnie mojej ciąży. I nie wiem, jak to możliwe, że dopiero wczoraj spojrzałam w mój kalendarz ciąży i zmartwiałam, gdy pokazał mi jasno i dobitnie: 30ty tydzień! A z wieści od bliźniakowych mam, a przede wszystkim mojego lekarza wiem, że w skończonym 36tc ciąże bliźniacze uważa się za donoszone, a poza tym, że 80% ciąż kończy się do tego terminu! 
WOW! Zostało mi zatem 6-7 tygodni, bo nawet nie zakładam, że miałabym szybciej urodzić - tej opcji nie biorę w ogóle pod uwagę. 
A ja, tymczasem, ZUPEŁNIE nie jestem gotowa


wtorek, 6 października 2015

Ratujcie! Tego nie przewidziałam!

W trzeciej ciąży zewsząd słyszałam, że trzecie dziecko to nie kwestia, bo przecież wychowa się przy okazji dwóch poprzednich. Jak zwą, tak zwą, multi mamy wiedzą, że każde kolejne potomstwo to niekoniecznie tak "przy okazji". A już na pewno nie bezproblemowo. Bo nakarmić, przewinąć, zabawić trzeba tak czy inaczej. Jeśli mam być szczera, to widzę większą różnicę między pojawieniem się na świecie trzeciego niż drugiego dziecka. Naprawdę brakuje jeszcze jednej ręki. Bo dwójkę karmię, a gdy trzecie chce jeść, już nie mam czym wymachiwać. A cała trójka jest jeszcze w wieku wymagającym obsługi. Wprawdzie w różnym zaawansowaniu, ale tak czy inaczej zaangażowana jestem cały czas. Przyznaję jednak, że doświadczenie pomaga mi zmagać się z problemami dnia codziennego. Nie biegnę już na ostry dyżur przy pierwszym katarze, nie płaczę z bezradności razem z rozdartym noworodkiem i nie drżę na myśl o alergiach i tym podobnych atrakcjach. Z drugiej strony jest wiele rzeczy, które mnie zaskoczyły ponownie, zupełnie na nowo. Mimo że tak niedawno przez nie przechodziłam dwukrotnie.

czwartek, 1 października 2015

Nowa BOSKA kolekcja JESIEŃ / ZIMA 2015/16 już w sklepie!



    Jest. Nadeszła! Nowa boska kolekcja na jesienno-zimowy sezon 2015/16! Wzory kochane przez Was i zupełne nowości, plus nowe, energetyczne wzory i kolory naszych autorskich dzianin… ZAPRASZAMY DO BOSKIEGO ŚWIATA! 



poniedziałek, 28 września 2015

Co z tym karmieniem?

Karmisz piersią czy butelką? Matko jedyna, ile razy słyszałam to pytanie. Ile razy widziałam to zapalczywe oczekiwanie na prawidłową odpowiedź. Prawidłową, bo mam wrażenie, że każda inna niż "Karmię piersią" budzi oburzenie. A jeszcze jak taka matka karmi butelką z własnej woli, dopiero dostaje cięgi. Presja laktacyjna w naszym społeczeństwie jest ogromna. Chyba nawet same nie zdajemy sobie na co dzień sprawy, jak wielka. Sposób karmienia jest jednym z głównych obszarów zainteresowania niemal każdego.
Pytanie o to, jak karmię padało chyba nawet częściej niż pytanie o imię dziecka. Ostatnio nawet pani woźna w przedszkolu zainteresowała się, jak karmię. Miała bardzo przejętą minę i gdy usłyszała, że piersią, uwierzcie, że kamień spadł jej z serca.
-A już się bałam, że nie… To bardzo dobrze, jestem spokojna - podsumowała.



wtorek, 22 września 2015

Bo jak nie my, to kto? O BPM prawd parę!



   Zdradzę Wam dzisiaj tajemnicę.
   BPM nie spoczęło na laurach. Nie zawieszamy działalności i nie zwalniamy tempa. Rozwijamy się. Wbrew okolicznościom, a raczej - z nimi :D

Kiedyś pisałam, że gdy pierwszy raz zamówiłyśmy całą belę, nie mogłyśmy spać z wrażenia - i z radości, i z obawy, że się nie sprzeda… tak dzisiaj, gdy mamy pełny magazyn naszych bel autorskich dzianin - jesteśmy dumne. Pijane ze szczęścia! I pełne wiary we własne możliwości!

A wróżono nam - z fusów… - że to się nie uda.
Już nigdy.




środa, 16 września 2015

Matka matce wilkiem

Kolejka do kasy w jednym z gdańskich sklepów odzieżowych. Stoimy z Polą, czekając na swoją kolej. Zamyśliłam się straszliwie, to jeden z tych nielicznych momentów, gdy Pola spała i mogłam choć trochę zebrać myśli. Kątem oka widziałam stojące z tyłu matkę z córką. Córką właściwie zupełnie wyrośniętą w porównaniu do Poli, kilkuletnią, jednak jeszcze nie potrafiącą ocenić, że matka użyje jej zaraz do swych niecnych planów. Widzę, że się zbliżają, niemalże przyklejają mi się do pleców. I słyszę:
- O zobacz jaka dzidzia! Jaka maleńka, no naprawdę, kruszynka, że ledwo widać spod kocyka. No mówię Ci, chodź, spójrz zobacz. Takiej małej jeszcze nie widziałaś!
Tryka tę swoją zdezorientowaną córkę palcem i popycha w naszą stronę.
-Niech no Pani powie, ile malutka ma? Bo naprawdę drobniutka, taka tyciulka, że aż niewiarygodne.
-Cztery tygodnie - mówię.
-Cztery tygodnie, ojojojojojoj. No naprawdę. I już ją Pani zabiera ze sobą do sklepu? No muszę Pani powiedzieć, że ogromna odwaga. Aż podziwiam.

Uśmiecham się kurtuazyjnie, przeczuwając, co zaraz nastąpi. Jedna z tych stereotypowych sytuacji, które wiele razy przechodziłam z chłopcami. Nagle ton miłej Pani się wyzłośliwił. W oczach pojawił się ten charakterystyczny błysk. Niczym wąż, który oplata swoją ofiarę, by zaraz zadusić, wysyczała:

-Ja ze swoją córką w życiu bym tak wcześnie nie wyszła. Bałam się chorób. Wie Pani, w takich skupiskach to może wszystko złapać. No i ta klimatyzacja. Nie no, odwagę takich matek naprawdę podziwiam.
Na twarzy pojawił się wyraz absolutnego triumfu.

_YYYY???@)#)%@I!O!@O




poniedziałek, 14 września 2015

Misja: PODWÓJNA WYPRAWKA! vol.1 - Genialne gadżety (nie) tylko dla bliźniąt


     W gorsze dni, których ostatnio - z racji jesieni bądź po prostu ciążowej chandry - mam naprawdę sporo, prawdziwą ulgę stanowi dla mnie przekopywanie się przez internet w poszukiwaniu coraz to fajniejszych nowinek z kategorii "wyprawka niemowlaka". Butelki, smoczki, pieluszki, kocyki, śpiworki, pościel, wreszcie mebelki i wózek… niekończąca się historia! Przyznaję - mam swoje sprawdzone akcesoria, o których opowiem w kolejnych wpisach z tej serii, ale dzisiaj folguję sobie i oglądam wszystko, co w temacie się mieści. Zdając sobie sprawę, że to na 99% moje ostatnie maluszki (już nigdy nie powiem nigdy ;) ), mam ochotę sprawić sobie całe morze przyjemności i wypróbować wielu nowości, które od czasu Felutka pojawiły się na rynku. A jest tego sporo! Dlatego rusza mój nowy blogowy cykl - PODWÓJNA WYPRAWKA, gdzie postaram się zachwycić Was różniastymi propozycjami dla niemowląt - nie tylko w wersji x2!

Ale dzisiaj… w ramach interesującej wycieczki do "innego świata" dla zdecydowanej większości mam - zapraszam na cykl z akcesoriami, które przydatne będą szczególnie mamom bliźniaków :-)

(fot. ETSY)

czwartek, 10 września 2015

Gdzie byłam, gdy mnie nie było...

Pola zaraz kończy dwa miesiące. Aż trudno uwierzyć. Wydaje mi się, że dopiero opuszczałyśmy szpital, a jednak już wyrasta ze swoich pierwszych rzeczy. Urodziła się taka maleńka, delikatna, o wiele drobniejsza od chłopców. Była tak krucha, że przez długi czas bałam się ją przebierać. Doświadczona mama nie powinna mieć z tym pozornie problemu. A jednak miałam wrażenie, że podnosząc taką maleńką rączkę czy nóżkę i próbując włożyć w rękaw czy nogawkę mogę zrobić jej krzywdę.


poniedziałek, 7 września 2015

Misja: Tatuś vs… wyprawka dla maleństw!


     Zakupy dla maluszka - to jedna z największych ciążowych przyjemności. Która  z mam się ze mną nie zgodzi! Maleńkie skarpetki, pieluszki, śpioszki, czapeczki - do kompletu z ciążowymi hormonami wzruszają nas niesamowicie, nic więc dziwnego, że spędzamy długie godziny przed monitorami i w sklepach, wybierając najpiękniejsze ciuszki i akcesoria dla maleństwa, które kopniaczkami tylko podpowiada, a jakże, co mu się podoba… Prawda?

Ale już wersja tatuś na zakupach - jest wersją hard! Obrosła tyloma stereotypami, że wysłanie taty po wyprawkowe zakupy dla malucha przeciętnej mamie wydaje się być co najmniej bardzo ryzykowne. Żeby nie powiedzieć - głupie ;) W końcu wróci z dziewczęcymi rajstopkami zamiast chłopięcych, kupi za duże lub po prostu.. odstające zbyt mocno od naszych oczekiwań ;)

Dzisiaj jednak muszę powiedzieć - oj, jak bardzo się myliłam!!!


piątek, 4 września 2015

Twarzą w twarz z figurą po ciąży

Taki mam już charakter, że kiedy pojawia się jakiś problem, z którym trudno mi się zmierzyć zsuwam go w czeluście podświadomości. Staram się nie myśleć, zakopuję sto metrów pod ziemią i przyklepuję dokładnie łopatką, co by przypadkiem nie ujrzał światła dziennego. Niestety, zazwyczaj tak bywa, że bardzo szybko wychodzi na wierzch i prześladuje mnie do momentu, kiedy nie postanowię się z nim zmierzyć. Gniecie, gniecie, aż ugniecie ;-)
Tym razem było inaczej. Już w ciąży z Polą podejrzewałam, że trudniej będzie mi sobie poradzić z nadprogramowymi kilogramami i nadmiarem ciała tu i ówdzie. Wprawdzie owa świadomość nie skłoniła mnie do racjonalnego dawkowania cukru. Jadłam to, na co miałam ochotę. Czytaj: głównie cukier. Miałam ciągłą nieodpartą potrzebę dawkowania kolejnych dawek cukru. Najchętniej podłączyłabym sobie kroplówkę z upłynnioną czekoladą i byłabym najszczęśliwsza na świecie. Summa summarum waga w dniu porodu pokazała 21 kilogramów na plusie. Z jednej strony czułam się fatalnie z tą myślą, z drugiej przybywające na przestrzeni ciąży kilgoramy nie motywowały mnie, żeby zadbać o siebie zawczasu.




poniedziałek, 31 sierpnia 2015

6 najważniejszych rzeczy w każdej wyprawce!


    Ostatnie tygodnie to festiwal blogowych wpisów dotyczących tego, co najpotrzebniejsze, najładniejsze, najmodniejsze i naj-MUST-HAVEniejsze w wyprawce przedszkolaka czy ucznia.
Nie będę konkurować, bo wierzę, że moje koleżanki zrobiły to za mnie i to zrobiły to doskonale. Mam swoje typy, jak będziecie ciekawi, pokrótce opowiem, ale.. w gruncie rzeczy to nie jest ważne. Za to jako mama, która już wielokrotnie przeżywała "pierwszowrześniową" rozłąkę i wypychanie z gniazda w bezduszne trybiki żłobkowej - przedszkolnej  i szkolnej maszynerii, dzisiaj opowiem Wam, co jest naprawdę najważniejsze.
I wierzę, że każda z Was to wie. Co więcej: już to zapewniła. Chociaż może nie zdajecie sobie z tego sprawy...

Usiądź zatem spokojnie, zostaw to żelazko, prasujące już idealnie prostą białą koszulę. Zostaw tą torbę z kocykiem, podusią, piżamką i ukochanym misiem do przedszkola. Przestań podpisywać metki. Już jest dobrze.
I zrób sobie pyszną herbatę i nawet wyjmij ulubiony smakołyk - to nic, że już po dwudziestej. Zasłużyłaś! Oto jak dałaś radę przygotować swoje wychuchane maleństwo na te potworności, które czekają je jutro!



poniedziałek, 24 sierpnia 2015

Najpiękniej… nad morzem, czyli humbak i spółka na plaży!



     Kto czyta naszego bloga na pewno zorientował się, że z nas wielkie lokalne patriotki. Wszędzie ładnie, owszem, ale najładniej w "naszych" okolicach! Kaszuby to najpiękniejsza - naszym zdaniem - kraina w Polsce i wiem, że to zrozumiecie, jeśli kiedykolwiek byliście u nas… jeziora, lasy, pola, nieregularny krajobraz i wreszcie - morze… 

Jedno z "moich" ulubionych miejsc to Jastrzębia Góra. Piękna we wszystkie pory roku, jak wszystkie nadmorskie, turystyczne kurorty, jest oblegana w sezonie. Co za tym idzie - jarmark, jarmark, jarmark… uginające się od tandety stragany, sztuczne bursztyny, chińskie maskotki o potwornym nieraz wyrazie twarzy. Ma to jednak swój wakacyjny urok i nie wyobrażam sobie nie spędzić przynajmniej dwóch dni w trakcie wakacji - właśnie tam.. W końcu dla dzieci największą atrakcją są zawsze morskie kąpiele i pełne złotego piasku plaże. 
Afrykańskie upały nieźle dały nam się we znaki w Borucinie, dlatego prosto stamtąd czmychnęliśmy nad morze - gdzie wielką ulgę gwarantowała nadmorska bryza. I było genialnie. Genialnie! Trzy dni totalnego relaksu, piękna pogoda, szczęśliwe dzieci i my… czego chcieć więcej… 


środa, 19 sierpnia 2015

Poród bliźniąt, czyli SN czy CC?



     Gdy dowiedziałam się, że będę mamą bliźniąt, jedno z pierwszych pytań mojego męża było:

- Żaba.. ale czy ot dla Ciebie bezpieczne, taka ciąża?.. I kolejny poród..?

Zbyłam go uspokajającym "No pewnie, dam radę!", ale jednak mina mi zrzedła. Fak.. o tym nie pomyślałam…
I chociaż do porodu zostało mi jeszcze trochę czasu, to nie ma co ukrywać - zaczynam się bać. Czytam, oglądam filmiki, staram się zdecydować, który z wariantów porodu może być korzystniejszy dla mnie i dzieci… I wiem już, że nic nie wiem!


(fot. Pinterest)

środa, 12 sierpnia 2015

Walka z… imionami, czyli my kid, my rules!


   
     Jestem w 22 tygodniu ciąży. I jak zwykle - jestem w szoku, że to tak szybko zleciało! Kiedy, ja się pytam? Dopiero co dowiedziałam się, dopiero co przeżyłam szok, a tu już wielki brzuszek.
Ciągle nie mogę do końca uwierzyć, że niedługo znowu zostanę mamą, a już całkiem nie mogę sobie wyobrazić, że tym razem po raz czwarty i.. piąty! Jednocześnie! Czy to się w ogóle DA? :D
Z tym etapem ciąży wiąże się wiele rzeczy… coraz bardziej konkretne zakupy, decyzje, jaki wózek, a przede wszystkim, gdzie chcemy mieszkać. I najważniejsze - IMIONA! Kto zacz siedzi w tym moim coraz bardziej pokaźnym brzuszku?

(fot. bejsment.com)


piątek, 31 lipca 2015

Raj na ziemi



     Pokażę Wam dzisiaj, dlaczego nas tak mało ostatnio… rozkoszujemy się. Świeżym powietrzem, upojną zielenią, morzem wolnego czasu i sobą nawzajem… Wakacje - i to w najpiękniejszym miejscu na ziemi. Kaszuby!

środa, 15 lipca 2015

Matka królów!



     Od dwunastu tygodni wiem, że jestem w ciąży. Z bliźniętami.
     Od sześciu wiem, że to są chłopcy.
     Będę mieć czwartego i piątego syna!

Wydawało mi się, że jestem z tym pogodzona, mimo tego, że od dziecka - zaczytywawszy się w dziewczęcej literaturze Lucy Maud Montgomery - marzyłam o małej córeczce. Mając w pamięci to, co przeżywałam w ciąży z Felutkiem (patrz tu - klik), tym razem od początku nie pozwalałam sobie marzyć o różowym zawiniątku. I nie byłam bardzo zaskoczona, gdy w dwunastym tygodniu lekarz pokręcił głową i z podziwem orzekł - wiedząc, że jestem już mamą trzech synów:

- Matka królów!…


czwartek, 9 lipca 2015

Podróże z dziećmi vol. 2, czyli Elegancja Francja!


     Podróże kształcą. Nic nie rozwija tak, jak one, nic tak nie poszerza horyzontów, nic nie jest tak bogate w rozmaite wrażenia… Dlatego - to chyba dla wszystkich oczywiste - warto podróżować z dziećmi, uczyć ich otaczającego świata... A jednak - często potencjalne problemy zniechęcają już na starcie. Podróżowanie z dziećmi może się wydawać trudne i z pozoru - nastręczające wielu nieprzyjemnych wrażeń. Dzieci szybko się nudzą, jeszcze szybciej męczą, a zainteresowanie pięknym krajobrazem czy zabytkami jest, a jakże, zerowe. Do tego wieczne "kupa, siku, głodny, piciu", a i najgorsze ze wszystkiego, doprowadzające do szału pytania: "kiedy wreszcie będziemy" i "ale ja chcę do domu!".
NIC BARDZIEJ MYLNEGO! Chcę dzisiaj obalić ten mit. Podróżowanie z dziećmi to wielka frajda. I mówię wam to ja - mama (póki co ;) ) trzech BARDZO żywiołowych chłopców! Da się ich "ujarzmić", a nawet więcej - zainteresować na tyle, by zachwyceni łapali tysiące wrażeń, nowych zapachów, smaków, widoków… by wychować małych, ciekawych wszystkiego turystów, a nawet - mądrych obywateli świata.


poniedziałek, 6 lipca 2015

Akcja: Sesja ciążowa potrzebna na zaraz

O sesji ciążowej marzyłam już jak byłam w pierwszej ciąży. Tylko jak zwykle, skończyło się na wielkich planach, wielogodzinnych poszukiwaniach fotografów i brakiem decyzji. Suma sumarum prędzej rodziłam niż zdecydowałam się na cokolwiek. Szczęśliwie pod koniec pierwszej ciąży wzięłam udział w dokumencie Marty Grabickiej, która akurat wtedy poszukiwała mam ciężarnych i z małymi dziećmi. Inaczej nie miałabym żadnej pamiątki.

Gdy zaszłam w trzecią ciążę, obiecałam sobie jedno: skoro już prowadzę blog, robię masę zdjęć, bywam w różnych ciekawych miejscach, muszę to wykorzystać i rejestrować każdy możliwy moment ciąży. Zdjęcia każdego etapu, najlepiej tydzień po tygodniu, w tym samym miejscu,  tym samym ubraniu. AKURAT!!! Gdy minął 35. tydzień ciąży wpadłam w panikę i złość, że znowu wyszło jak zawsze. Nie miałam prawie żadnego zdjęcia intencjonalnie ciążowego.

Na szczęście w tym momencie z pomocą przyszły moje kochane dziewczyny, które spytały o pomysł na prezent na spontanicznie zorganizowany baby shower. Rozumiecie więc, że nie mogłam prosić o nic innego. Wprawdzie przeczuwam, że spowodowałam im tym życzeniem niemało problemów, ale cóż. Nie miałam innego wyjścia ;-) To była moja ostatnia deska ratunku.
Tym sposobem jeszcze przed pierwszą imprezą malutkiej Poli, w zasadzie z dnia na dzień miałam zorganizowaną swoją wymarzoną sesję. I to jeszcze u Beaty z Indygo Tree, z którą współpracujemy od dawna i czułam się bezpiecznie, bo wiedziałam, że efekt będzie spójny z moją własną wizją.



środa, 1 lipca 2015

Wprawki do wyprawki cz. I

Przyznam Wam szczerze, że post wyprawkowy tworzyłam chyba z miesiąc non stop, nazbierałam tyle materiału, że zrobią się z tego trzy wpisy. Przynajmniej nie zabraknie nas Wam w wakacje ;-)

Generalnie rzecz ujmując, wpadam powoli w lekką panikę, mimo że wszystko w zasadzie mam zorganizowane. Torba szpitalna stoi niemal spakowana, większość najbardziej potrzebnych rzeczy kupiona, wypadałoby więc tylko siedzieć i czekać ;-) No ale tak się nie da. Mamy wiedzą, o czym mówię ;-)

Jak tylko usiądę bezczynnie, w głowie niczym klatki filmu pojawiają mi się kolejne scenariusze porodowe. Co może pójść nie tak. Jaka wersja będzie najmniej, jaka najbardziej optymistyczna. Czy zdążę dojechać z Gdyni do Gdańska. Czy badania dalej będą w porządku. Czy nie odeślą mnie z kwitkiem. Czy i tym razem obejdzie się bez komplikacji.
Do tego w nocy dręczą mnie koszmary, a to tylko pod warunkiem, że już zasnę. Bo że od jakichś trzech tygodni spać nie mogę, to już chyba wiele razy Wam mówiłam. Ekscytacja miesza się ze strachem, ciekawością i niepewnością. Chciałabym tak bardzo już, ale jednak może jeszcze nie. Wszystko odbywa się wbrew logice ;D Kolejne nastroje zmieniają się jak w kalejdoskopie. I w zasadzie Bogu dzięki, że mam jeszcze małą dwójkę Drombo pod ręką, inaczej tak bardzo skupiłabym się na sobie, że bym zwariowała. Nie bez powodu w dwóch poprzednich ciążach jeździłam kilka razy do porodu. Tak bardzo wsłuchiwałam się w bodźce wszelakie, że mocniejszy podmuch wiatru wydawał mi się nadchodzącym skurczem porodowym. Nie wspominając o burczącym pustym żołądku w nocy.

Nie jest to najprostszy czas dla kobiety. Domyślam się, że dla jej otoczenia też nie ;-) Szczególnie w tych upałach rzecz się komplikuje. Obecnie przed zachodem słońca nie wychodzę za drzwi. W przeciwnym razie czuję się jak wielbłąd, który obładowany próbuje przemierzyć pustynię. Tylko że ja nie mam wielbłądzich zapasów wody uwalnianych w miarę wędrówki. Za to brzuch, który nie dość, że nie oddaje, to jeszcze ściąga wszystko, co cenne. Przytyłam całe 15 kilogramów. Niektórzy powiedzą, że niedużo, jednak biorąc pod uwagę fakt, że wszystko poszło w brzuch, jest co dźwigać na co dzień. Ale nie myślcie, że się nad sobą umartwiam. Jestem jak najdalsza od tego. To zwyczajne nieszkodliwe marudzenie. Jestem szczęśliwa, że to już trzecia ciąża bez komplikacji, sytuacji prawdziwie stresowych, że malutka się dobrze rozwija, rośnie, że ciąża już w zasadzie niemal donoszona. To wszystko cieszy jak nic innego.



poniedziałek, 22 czerwca 2015

Podróże z dziećmi vol. 1: Bracia Be w Disneylandzie




     Jeśli ktoś czytał mój zeszłoroczny wpis dotyczący wyprawy do Disneylandu w Orlando (tutaj) nie mógł być zdziwiony, że marzyliśmy z D. o tym, by móc zabrać tam nasze dzieci. Niekoniecznie do Stanów, ale choćby do Paryża. W końcu - wystarczy jeden krótki lot samolotem…
Wizja parku stawała się coraz bardziej kusząca, im bardziej Felek stawał się samodzielny, aż któregoś dnia stwierdziłam: teraz albo nigdy! Pod wpływem impulsu zaczęłam szukać biletów do Paryża dla całej naszej piątki. Kilka kliknięć wystarczyło, by znaleźć wyjątkową promocję w Wizzair… jedyny wolny - w tak niskich cenach - termin wypadał idealnie w moje urodziny! Czy to nie idealne zrządzenie losu? Nie wahałam się ani chwili dłużej i po kilku minutach już wiedziałam: JEDZIEMY!!!

czwartek, 18 czerwca 2015

Podwójna niespodzianka, czyli ratunku… to bliźniaki!


     Do niedawna myślałam, że moje życie jest już nieźle ustabilizowane. Trzej odchowani chłopcy, satysfakcjonująca praca, kochany mąż i własne mieszkanie - dość małe, ale jeszcze się tu mieściliśmy. Nawet remont w dziecięcym pokoju zrobiłam, myśląc, że dzięki temu łatwiej będzie nam tu mieszkać przez następne dwa - trzy lata, zanim zaczniemy budować swój Wymarzony Dom. A tu nagle… zaskoczyła nas wieść zupełnie niesamowita!
Zdecydowanie wiem już, że nie da się w życiu niczego zaplanować… jak to się mówi - nie znasz dnia ani godziny. Ale kto przy zdrowych zmysłach uznałby, że po trójce chłopców należy mi się jeszcze PODWÓJNA WYGRANA?!
Cóż… na pewno nie ja…


piątek, 12 czerwca 2015

Chłopięcy świat… Boyhood Bedroom vol.3


     Wiem, że wypatrujecie paryskiego wpisu i opisu wrażeń z Disneylandu, skąd ostatnio wróciliśmy, ale na to będziecie musieli jeszcze trochę poczekać ;) Mam tak wiele zdjęć, że ich obrobienie zajmie mi co najmniej kilka dni, a wrażeń do opisania jeszcze więcej. Natomiast dzisiaj chciałabym Was zaprosić raz jeszcze do królestwa moich chłopców, bo ostatnio bardziej skupiłam się na wystroju wnętrz niż samych lokatorach tej nowej, boskiej przestrzeni :) A muszę przyznać, że są oni bardzo zadowolonymi odbiorcami i jestem wręcz zachwycona, jak genialnie ta przestrzeń umożliwiła im swobodną zabawę, a co za tym idzie, i rozwój - szczególnie więzi braterskiej ;)


środa, 10 czerwca 2015

KONKURS NA BOSKĄ STYLÓWECZKĘ! WYNIKI



     Wielkimi krokami zbliża się oszałamiająca i okrągła liczba DZIESIĘCIU TYSIĘCY boskich fanów na FB… Dlatego BPM już przebiera nóżkami ;) Niby nic takiego, a jednak strasznie to miłe, że jest Was tylu, coraz więcej, mimo tego, że czasem dajemy ciała i żyjemy własnym - acz boskim ;) - życiem… na blogu nas ostatnio mało, ale już niedługo powiemy, czemu. Powodów jest kilka :) Ale o tym kiedy indziej ;)

     Dzisiaj chciałybyśmy podziękować Wam za każdy dzień i za każdy zakup <3 Wiele tych paczuszek już było i za każdym razem bardzo się cieszymy, że komuś sprawi przyjemność boski produkt.. Naprawdę to doceniamy! I dlatego wymyśliłyśmy: chcemy Was zaprosić do konkursu! Zabawy! Dla wszystkich naszych fanów i wszystkich naszych klientów, dzięki którym serce roście każdego dnia, po każdym miłym słowie od Was do nas… :)

Wiemy, że już wielu z Was ma w swojej szafie coś boskiego. Apaszkę, czapeczkę, ubranko, kocyk, bambama… Cokolwiek! Prosimy Was dzisiaj, byście w dniach od 10 do 24 czerwca nadesłali nam zdjęcie swoje lub swojego dziecka z boskim ciuszkiem lub dodatkiem. Słowem -

OGŁASZAMY KONKURS NA BOSKĄ STYLÓWECZKĘ!

czwartek, 28 maja 2015

My mamy

Aż trudno mi uwierzyć, że to już czwarty dzień matki, który obchodziłam. Jeszcze nie zdążyłam się mentalnie przestawić na tryb, że to także moje święto. Bo na razie bardziej skupiam się na tym, jak umilić ten dzień swojej kochanej mamie. Nie nauczyłam się jeszcze, że sama mogłabym celebrować ;) A w przyszłym roku to nawet potrójnie. Chyba sama nie wierzę w to, co piszę ;-)

Prawda, że piękny prezent dostałam? ;-)



czwartek, 21 maja 2015

PANDA GANG! Czyli zestawy dla mam i dzieci!




     Od trzech tygodni trwa u nas blogowy post (nie post, tylko post ;) haha), bo tyle się u nas dzieje, że słowami ciężko to opisać. Boska rewolucja to mało powiedziane! Już niedługo podzielę się z Wami prawdziwą bombą, a uwierzcie, jest na co czekać ;) Ale ten projekt jeszcze trochę czasu potrzebuje, dlatego póki co możemy w tajemnicy zacierać rączki. Jednak przyznaję - ciężko mi się teraz skupić na codzienności ;)
Uświadomiłyśmy sobie z Martą, że nie pokazałyśmy Wam wielu pięknych fot z naszej ostatniej sesji - a szkoda, a szkoda! Na pierwszy ogień zatem idzie seria, która - już widzimy - podbiła Wasze serca!  Tak samo jak i nasze… PANDA GANG <3


poniedziałek, 27 kwietnia 2015

Boyhood bedroom / Królestwo Braci Be vol. 2 - EFEKTY!



     Jakiś czas temu, wobec rozpadających się mebli i wrażenia bycia zalaną przez monstrualną ilość dziecięcych RZECZY (zabawek, ubrań, poduszek, ręczników, bielizny itp, itd), z których ani jedna nie pasowała do drugiej, powiedziałam sobie DOŚĆ! Nie zniesę dłużej skarpet wychodzących z pojemnika na klocki, ani kart do gry wymieszanych z Felkowymi maskotkami. Za mało miejsca, niefunkcjonalne pojemniki na zabawki, źle rozplanowana przestrzeń, dzieci skaczące po głowie, bo nie mieli nawet gdzie się podziać w swoim własnym pokoju… Koniec! Basta! Nadeszła era nowego porządku!!!
Od postanowienia do czynów nie minęło wiele czasu: w dwa tygodnie mieliśmy wspaniałą szafę, kolejny tydzień później dzięki życzliwym duszom z boskiego FB i DPD Gdańśk, mieliśmy nasze wymarzone łóżko. Malowanie zajęło przysłowiowe pięć minut, ale… wtedy przyszła pora na Telesfora - czyli na mnie i moje skomplikowane pomysły na dekoracje i ich realizacje :D
Dzisiaj, chociaż zajęło mi to tradycyjnie dużo dłużej niż planowałam, mogę stwierdzić: EFEKT JEST OSZAŁAMIAJĄCY! Chcecie się przekonać? :D

wtorek, 21 kwietnia 2015

Chwilowo nie ogarniam… ;-)


Choć samej trudno mi w to uwierzyć, weszłam w trzeci trymestr ciąży. Kiedy to się stało, dlaczego tak szybko, nagle, niespodziewanie. Dopiero co czekałam niecierpliwie na koniec 12. tygodnia, żeby móc odetchnąć z ulgą, że wszystko w porządku, że można poinformować świat o fasolce numer trzy.  Ledwie zarejestrowałam początek drugiego trymestru, który zazwyczaj jest bardzo przyjemnym okresem ciąży, bo piękna cera, bo włosy gęste, dużo energii, brzuch jeszcze nie przeszkadza, a już przyszło mi się z nim pożegnać. Poród zbliża się wielkimi krokami, a ja nie zdążyłam jeszcze porządnie zarejestrować ciąży. Pokontemplować jej. A obiecywałam sobie, że tym razem nadrobię wszystko, o czym zapomniałam poprzednio. Guzik niestety z tego wyszło. Jeśli mam być szczera, ciąża została zupełnie odstawiona na boczny tor, priorytet ma moja dotychczasowa dwójka Drombo. Doszło nawet do tego, że gdy mnie ktoś pyta o etap ciąży, muszę się nieźle wysilić, żeby precyzyjnie określić tydzień. Przyznaję, że często wchodzę na strony z kalkulatorami, żeby mi wyliczyły, na jakim etapie aktualnie jestem. Nie ogarniam moi drodzy zupełnie ;-)



Teraz głównie towarzyszy mi rozkojarzenie, trudności ze skupieniem, skoordynowaniem wielu rzeczy naraz. I to, co najgorsze: napady głodu. Głodu tak wielkiego, nieposkromionego, że mam wrażenie, że pochłonę wszystko, co obecnie znajduje się w lodówce. Najchętniej oczywiście słodycze. Obiecywałam sobie sto razy: tym razem się opamiętam, stawię czoła cukrowi, o który mój organizm woła jak szalony. Nic z tego. Działam jak odkurzacz. Dopóki nie zjem, nie jestem w stanie nic innego zrobić. Przyznaję, że wyjadam słodycze dzieci, chowam się za ścianą w kuchni i zjadam egoistycznie sama, żeby tylko nie musieć się dzielić. Ulga przychodzi tylko na chwilę. Proces pochłaniania odbywam kilka razy dziennie ;-) Usprawiedliwiam się skrajnie niskim ciśnieniem i tym, że mój organizm woła o najprostsze paliwo. Każde wytłumaczenie dobre, żeby zagłuszyć wyrzuty sumienia ;-)

Swoją drogą mam za sobą dość poważne problemy zdrowotne, podczas których zamiast przybrać, sporo schudłam, więc uczciwie nadrabiam kilogramy. Nie martwcie się, zdrowo i pożywnie też jem. Generalnie głównie jem ;-) Nie ma potrawy, która by mi szczególnie nie smakowała. Zrobiłam się mało wybredna i wciągam nawet grejpfruty, których wcześniej nie znosiłam.
Poza tym zaczynam narzekać. Hormony tak bardzo uderzają mi do głowy, że już nawet nie próbuję się kontrolować. Kromka chleba źle położona na talerzu może się naprawdę nagle stać życiowym dramatem. W jednej chwili wydaje mi się, że mam skumulowane w sobie tyle energii, że mogłabym przenosić góry, w drugiej czuję się jak balon, z którego właśnie uszło powietrze. W zasadzie nie wiem, komu ciężej z taką karuzelą nastrojów, emocji i humorów: mnie samej czy otoczeniu, któremu przyszło ze mną się mierzyć ;-)

I jeszcze coś, co nie daje mi spokoju: zapachy. Nagle uczucie wstrętu wywołują perfumy, proszek do prania, płyn do płukania, balsamy do ciała. Zachwycać za to zaczęły mnie wszelkiej maści detergenty! Domestos, płyn do spryskiwaczy, płyn do naczyń, wybielacz. No i jeszcze zapach benzyny!!  Wszystko to, z czym kobieta w ciąży do czynienia mieć nie powinna ;-) Chociaż przyznaję, że jadąc autem, włączam spryskiwacze na każdym czerwonym świetle ;-) Totalnie dziwaczna przypadłość ciążowa. Kosmetyki kupuję bezzapachowe, a gdy myję lustro, spryskuję je wyjątkowo dokładnie, żeby przypadkiem zacieków nie było ;-)

Daję Wam dziś mały przedsmak naszej kolekcji wiosenno-letniej. Trochę spóźnionej, ale co tam. Wyluzowałyśmy z Patrycją w ostatnim czasie. Nie spinamy się już, że coś niezrobione, że inni już mają, a my nie. Że inni pracują już nad jesienią, a my dopiero ogarniamy wiosnę. I dopiero zamierzamy pochylić się nad latem. Małe serie, spontaniczne projekty. Tak teraz pracujemy. Spontanicznie, wtedy kiedy naprawdę mamy inspirację i kiedy rodziny nam na to pozwalają. Wypracowałyśmy balans między domem a pracownią. Odpuściłyśmy i teraz snu z powiek nie spędza nam kolor ściągacza, który jest o ton jaśniejszy od koloru dzianiny, z którą ma współgrać. Do zen nam daleko, ale naprawdę się staramy ;-) A już w środę pokażemy Wam, co przygotowałyśmy. Będzie wysyp królików, kotów i innych stworków. Coś dla mamy i taty. Wpadłyśmy po uszy w uszatą konwencję, dlatego niespodzianek w tym temacie nie będzie ;-)

A na koniec moje dwa bąbelki, główni bohaterowie mojej codzienności: jeden już całkiem duży, drugi zupełnie mały, kochany osesek. Czekają dzielnie na siostrę, pukają w brzuch i zupełnie nie mogą jeszcze pojąć, o co w tym wszystkim chodzi. Co za mały kosmita niedługo z nimi zamieszka, a który teraz pływa w brzuchu mamy.  Choć sama też tego wszystkiego jeszcze nie ogarniam ;-)
m.


















fot. INDYGO TREE
rekwizyty: BUNNY LIKES