niedziela, 30 czerwca 2013

Czekam, czekam i...nic!

No więc sprawy u mnie mają się następująco: siedzę, myślę, wyczekuję i... I nic się nie dzieje. Przyznaję uczciwie, że szlag mnie powoli trafia. Ale zacznijmy od początku.
W 33. tygodniu trafiłam na izbę przyjęć z przedwczesnymi skurczami. Od tego momentu Maks mocno dawał do zrozumienia, że śpieszno mu do nas.
Sytuacja powtórzyła się w 36. tygodniu, co zaowocowało kilkoma dniami na patologii. W 38. tygodniu trafiłam już  na porodówkę, z której zostałam warunkowo zwolniona do domu (na patologii nie było miejsca, poza tym wyprosiłam wypis), żeby w spokoju i relaksie oczekiwać na rozwój sytuacji (czyt. postęp porodu).
Obecnie jestem w trakcie 39. tygodnia i stwierdzam, że nic się nie dzieje! Zupełnie nic! Skurcze ustały, maluch się wyciszył, a ja coraz bardziej nie mogę doczekać się rozwiązania. Nawet mój lekarz prowadzący był przekonany, że do tego czasu dawno urodzę i nie zapisywał mnie na kolejną wizytę kontrolną. Nie ukrywam, że powoli wpadam we frustrację.

Po pierwsze dlatego, że Maks dość szybko przybiera. I mam świadomość, że z każdym kolejnym dniem coraz ciężej będzie mi podejść do porodu fizjologicznego. Coraz ciężej już mi się poruszać.

Po drugie: tak, straaaaaaaaaasznie dużo przytyłam ( jak na mnie). W pierwszej ciąży bardzo dbałam o to, co jadłam. Z tygodniowym wyprzedzeniem planowałam menu, jadałam zbilansowane posiłki. Odkąd Kuba pojawił się na świecie, nie mam czasu na tego typu duperele i jadam z tak zwanego doskoku. Nie zawsze zdrowo, nie zawsze racjonalnie, głównie wieczorami uzupełniam dzienne braki w kaloriach. A w ciąży niesie to za sobą następujące konsekwencje:  pierwszy raz wskaźnik na wadze pokazał mi...70 kilogramów! Przyznaję, że jak to zobaczyłam, oblał mnie zimny pot. Ale co poradzić. Postanowiłam nie płakać nad rozlanym mlekiem i skupić się na tym, jak zrzucić po ciąży 18 kilogramów na plusie. Po urodzeniu Kuby wystarczyło kilka rundek biegiem dookoła osiedla i kilka sesji jogi. Teraz pewnie trzeba będzie się bardziej postarać.

Po trzecie: nie szyję. Nie dlatego, że brak mi energii, zapału, czy pomysłów. Ale mam tak duży brzuch, że przy stole siedzę zazwyczaj bokiem. Więc nie ma mowy, żebym mogła komfortowo używać maszynę. Zrealizowałam ostatnie zamówienia i wyczekuję z niecierpliwością powrotu. Może jeszcze uda mi się jakimś sposobem uszyć kocyki dla Kuby i Maksa, w piątek zamówiłam materiały i jutro mają dotrzeć na miejsce. Chociaż nie nastawiam się jakoś bardzo;)

Po czwarte: nie śpię w nocy. Nie mogę leżeć w jednej pozycji dłużej niż minutę-dwie. Nie pomaga już nawet moja ukochana poduszka ciążowa. 

Po piąte: nie mogę w pełni opiekować się Kubą. A że jest to bardzo energiczny, wymagający ogromnego refleksu chłopiec, sprawa jest tym bardziej utrudniona. Wprawdzie pomaga mi moja mama, ale chciałabym już móc polegać tylko na sobie.

Patrycja poradziła mi, że mam się nie przejmować, tylko leżeć, jeść lody i inne pyszności i spokojnie czekać. Maks przyjdzie na świat, kiedy przyjdzie i nie ma sensu się dręczyć myślami, kiedy wreszcie to nastąpi. I trudno odmówić jej racji.
Tak więc publicznie deklaruję, że naprawdę się staram nie użalać nad sobą i nie wyć do księżyca (nawet w pełni - kobiety w ciąży doskonale wiedzą o co chodzi ;-), za to cieszyć się ostatnimi chwilami wolności.

Raczę się więc takimi specjałami:

 Muszę tu zareklamować omlety mojego męża, które jadamy co weekend. Nie ma lepszego śniadania, uwierzcie mi!


Ja się specjalizuję w deserach ;-) (PS. Odkąd Kuba pomaga nam wyciągać naczynia ze zmywarki, robią się dziwnie wyszczerbione)

I już nawet odpuszczam i pozwalam Kubie na realizowanie pasji, jaką jest nieustanne włączanie piekarnika i obserwowanie, jakie cuda się tam dzieją (??).


Uwierzcie, tym razem nie było trudno złapać go w kadr, robi to naprawdę nieustannie.


Na szczęście mamy sąsiadów z dużym ogrodem i zawsze możemy zejść "wybiegać" malucha. Ja siedzę, a Kuba pokonuje niezbędne mu do życia kilometry ;)







 Nie mówiłam przypadkiem, że ledwo trzymam się na nogach? ;-)


A na dziś planuję jeszcze długi spacer. Kto wie, może pomoże? ;-)


sobota, 29 czerwca 2013

Nasze pierwsze blogowe wyróżnienie! Liebster blog award :)



     Jakiś czas temu na blogu http://www.niebowo.blogspot.com/ czekała na nas miła niespodzianka :D Dostałyśmy od autorki bloga wyróżnienie. Kilka słów o tym, co to takiego:

Wyróżnienie Liebster Blog Award  otrzymywane jest od innego blogera w ramach uznania  za" dobrze wykonaną robotę".  Jest przyznawane dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów. Osoba z wyróżnionego bloga odpowiada na 11 pytań zadanych przez osobę , która blog wyróżniła. Następnie również wyróżnia
11 osób (informuje je o tym wyróżnieniu)  i zadaje 11 pytań. Nie można nominować bloga , z którego
otrzymało się wyróżnienie.




To nasze pierwsze wyróżnienie, nie znamy totalnie blogosfery naszej, dopiero się uczymy, co to takiego, z czym to się je i w ogóle ;) Także, Julcia, dziękujemy bardzo!!!

Oto odpowiedzi na zadane pytania:

1 . Bloga założyłaś ponieważ . . .

Założyłyśmy go z Martą, by pokazać wszystkim, jak jedna dobra decyzja może zmienić całe życie. Od dawna podziwiałyśmy polski design i kreatywne mamy, dlatego ostanowiłyśmy pójść na kurs kreatywnego szycia i nauczyć się czegoś nowego, zacząć realizować pomysły, które od dawna miałyśmy w głowach :)

2 . Jakiej nowej techniki chcesz się nauczyć ?

Przede wszystkim chyba musimy nauczyć się dużo o samym blogowaniu :D Np dopiero wczoraj założyłam nam konto na Google Analytics :D Wcześniej nie wiedziałam, że to tak potrzebne! Także dużo pracy przed nami :D

3 . Ulubiona książka ?

Moja ukochana książka z dzieciństwa - Ania z Zielonego Wzgórza. I cały cykl o Ani. Myślę, że to książka, która mnie niejako ukształtowała... bardzo się z nią identyfikuję :)

4 . Co poprawia Ci humor ?

Moje dzieci! Ich radość jest dla mnie jak balsam, czuję wtedy, że "robię dobrze". I każdy miły komentarz na blogu, i stale rosnąca grupa czytelników na facebooku... Każde kolejne zamówienie :) I mój mąż!

5 . Gdzie chciałabyś spędzić wakacje ?

Ostatnio zaczęłam marzyć o wyjeździe na wakacje wielkim autem - camperem, z dziećmi, by przez kilka tygodni podróżować po południowej Europie, śladami moich dawnych wypraw :) Bo kiedyś z moim przyszłym małżonem jeździliśmy dużo "na stopa", zwiedziliśmy tak Niemcy, Belgię, Francję i Hiszpanię :) Marzy mi się taka podróż "gdzie oczy poniosą", bez planu, niedroga w realizacji, a satysfakcjonująca na maxa!

6 . Bez jakiego kosmetyku nie wyjdziesz z domu ?

Mam wrażliwą, naczynkową cerę, więc jedyny kosmetyk, bez jakiego nigdy nie wyjdę z domu to łagodząco-nawilżający krem do twarzy - AR z Biodermy.

7 . W jakim najpiękniejszym według Ciebie miejscu byłaś ?

Les Calanques - blisko Marsylii. Myślę, że to jedno z najpiękniejszych i najbardziej tajemniczych miejsc na Ziemi...



8 . Ulubione kwiaty ?

Frezje i konwalie :) I bez..

9 . Jakiego typu filmów nie lubisz ?

Jestem bardzo wrażliwa i nie znoszę wszelkiego typu filmów, w których jest ukazane ludzkie okrucieństwo. Choćby to były arcydzieła filmowe - unikam... Nie mogłam spać kilka nocy po obejrzeniu np "Pianisty". Szczególnie, jak jest ukazane cierpienie dzieci... straszne. Wystrzegam się.

10 . Co najdziwniejszego nosisz w torebce ?

Zawsze mam ze sobą maleńkie dziecięce skarpetki :))) Odkąd pierwszy raz wyjechałam bez dzieci (do Paryża 6 lat temu), mam je ze sobą jako talizman na szczęście. :D

11 . Czy często podglądasz inne blogi ?

Od niedawna - często :D To uzależnia, jak wszystko, co dobre i miłe.

========================================================================



A teraz nominowani :))

1. http://lilki-szpilki.blogspot.com/
2. http://chwileskradzione.blogspot.com/
3. http://aparatmojedziecko.blogspot.com/
4. http://lenaikuba.pl/
5.  http://kreatywnymokiem.blogspot.com
6. http://newlife-newlove-newme.blogspot.com/
7. http://mommy-and-little-sonny.blogspot.nl
8. http://fabrykamalychrzeczy.blogspot.com/
9. http://sukienkikopciuszka.blogspot.com/
10. http://perfekcyjnamamabyc.blogspot.com/
11. http://aleksandra-sz-szyje.blogspot.com/

========================================================================

I moje pytania:

1. Dlaczego prowadzisz bloga?
2. Twoja wymarzona praca to..?
3. Co Ci wystarcza do szczęścia?
4. Książka czy film?
5. Rodzina czy kariera?
6. Blog czy facebook i dlaczego?
7. Uciekając z płonącego domu, zabrałabyś...
8. Podróż marzeń będzie do...
9. Wygraną w totka przeznaczyłabyś na... :)
10. Lubisz zakupy? Co kupujesz najczęściej i najchętniej?
11. Ulubiona muzyka - typ lub konkretny wykonawca :)

Chyba wsiooooooooooooooooo! Uff :D Zapraszam do zabawy!

~PaT

czwartek, 27 czerwca 2013

Nie lenimy się...



     Jeśli ktoś sobie myślał, że Boginie czekają już tylko na poród (Marta), albo na dłuuuugi wyjazd na wakacje (Patrycja), to się GRUBO myli. Ciągle szyjemy, ale nie wszystko wrzucamy tutaj. Może to błąd, bo myślicie, że tylko sobie nabijamy lajki na fejsie ostatnio, konkursując zawzięcie (do czego Was zapraszamy! Linki do konkursów tu i tu. Otóż nie :)) Blog kochamy miłością totalną i bezwzględną, dlatego od dzisiaj każdym uszytkiem, nawet, jeśli to nie będzie nic zupełnie nowego, będziemy się dzielić z Wami. Bo szyjemy ciągle, aż nam się maszyny psują, palce do maszyn przyszywają, nerwy puszczają i kocyki z tych nerwów po ścianach latają. A tak, bo nie zawsze się bosko wszystko szyje, nieraz prucia jest więcej niż szycia. Ale na szczęści efekt końcowy musi zawsze być dobry, więc nie próżnujemy i dla Was zaszywamy się na śmierć :D

Oto moje wczorajsze uszytki. Pierwszy - kocyk dla małej Bianki. Kocyk niestandardowy, duży, 100x135cm, oraz duża poducha - 40x60cm. Do tego poszedł tyż gratisik, a co, do dużego zamówienia, i bo starczyło materiału :)) Dla małej Bianki, klientki kręcącej noskiem na standardowe wymiary - proszę, takie oto uszytki, wedle zamówienia:

Spersonalizowana podusia - tkanina Busy Bee Michael Miller :) Zakupiona, oczywiście, w naszym Craftoholic Shop. Aplikacje z mięciutkiego minky, nic nie podrażni buźki w trakcie przytulania :)





Minky Cuddle Dimple Turquoise, znalezione u Mamigo.pl






I gratisik :D


Tak opakowany komplet jest idealny na prezent :)


A tu drugi komplet. O nim już była mowa nieraz, bo komplet "Różowy miś na piku" (albo "Niebieski miś na piku"), czyli dreskocyk, dość popularnym prezentem na narodziny i chrzest jest i basta. Dzisiaj w odsłonie dla małej Lenki :) Personalizacja na podusi.



A to wszystkie moje uszytki wczorajsze i dzisiejsze, przygotowane do wysyłki, która już jest w drodze :) Tajemniczy beżowo-fioletowy komplet tajemnicą zostanie, aż nie trafi do właścicielki, która za Wielką wodą mieszka. To prezent - niespodzianka i obiecałam, że pokażę Wam, jak dojdzie na miejsce :D


Także widzicie, nie próżnujemy :D Teraz w planie mam trzy kolejne "dorosłe" minkowe poduchy i też się Wam pochwalę, może jutro. A już zaraz po nich trzy duże, chłopięce kołdry na minky - dla moich trzech Budrysów. Wreszcie im mama coś uszyje porządnego :D

Dobrej nocy!!! Nie traćcie wiary w nas :)

~PaT

środa, 26 czerwca 2013

Bracia Be nad morzem, czyli plażowy weekend



     Jakoś tak to bywa, że czas ucieka nie wiadomo, kiedy. Nawet nie mówię teraz o tym, że nie wiem, kiedy to tak porosło wszystko, bo dalej mam wrażenie, że tycie takie bąble latają po domu... A tu już do szkoły Filip zaraz. Nie, nie o tym mówię. Jest czerwiec, właściwie koniec czerwca, wakacje w pełni. Już w tę sobotę wybywam z całą ferajną na Kaszuby, na letni domek, na całe dwa miesiące (bo z nimi w domu przez dwa miesiące oszalałabym - niechybnie). Chodzi mi jednak o to, że my w tym roku ANI RAZU nie pojechaliśmy plażować!!! Mamy morze pod nosem, zimą nawet często uskuteczniamy spacery po plaży, a odkąd żar zaczął lać się z nieba - nie pojechaliśmy jeszcze! Dlatego więc ostatni weekend postanowiliśmy pojechać nad morze. W sobotę byliśmy w Rewie, czyli nad Zatoką Gdańską, a w niedzielę - w Chałupach :) I powiem wam, że kto myśli, że egispkie czy tureckie plaże są lepsze, to się guzik zna! Nie ma cudowniejszego piasku nad naszym, nie ma piękniejszego szumu fal, nie ma charakterystycznego zapachu, letniej, morskiej bryzy... Wiem, bo byłam w zagramanicznych kurortach nieraz (jesienią i zimą). Lepszych plaż od naszych nie ma nigdzie! Dlatego warto choćby na jeden weekend, a nawet na parę godzin przyjechać i zobaczyć, poczuć ten miękki piaseczek, gwiżdżący wręcz pod stopami. Najlepszy i najtańszy peeling dla stóp i rąk :) A dzieci, co tu dużo mówić.. frajdę miały nieziemską :D Zaleję Was zdjęciami :D


Rewa. Dzika plaża, dzikie róże przy plaży, duuużo śmieci wyrzuconych przez morze (zawsze wracamy z kilkoma pełnymi siatami - skandal, co ludzie mogą wyrzucić do morza... wstyd, hańba, nie wiem, jak to nazwać). Chociaż dzieci mają frajdę wyszukiwać co lepsze skarby, choć szukanie bursztynu i łowienie ryb jest plażową atrakcją numer jeden, to się chyba nie zmieni nigdy, bo sama to uskuteczniałam zawsze i do dziś lubię :D Ale urok takich wyludnionych i nieokiełznanych plaż jest niesamowity, i zacisznie bardzo, i bezludno praktycznie...



W piachu :))

I dzika radość :)


Felek zwycięzca :D


Przysypmy brata! Przysyp go!


 Rewanż ;)


Really well done :))



Brrr.. zimna ;)



Do odważnych świat należy :)


Bursztynek, bursztynek..


A tu braciszkowa miłość w wieczornej kąpieli, nie mogłabym nie wrzucić tak cudnego widoku :))


A tu poranek w Dniu Taty. Zastali tatę w łóżku i reszta zdjęć nie nadaje się do publikacji ;) Ale to jedno musi wam wystarczyć. Ta miłość jest nie do opisania :)


A tu już Chałupy. Plaża równie bezludna, bo pogoda miała być kiepska. A okazało się, że tak cudnie to nie było jeszcze... Ciepło, bezwietrznie, ale nie upalnie.. słońce bardziej pieściło skórę, niż paliło. A dzieci znowu miały używanie :D Piszczący piach robił furorę, no i ryby :D
Tu łowisko:


Zjem rogala, będę silny jak tata :D


Szaleństwo z brudną buźką ;)


Najsłodszy szogun :D



 Komitywa:



Dopiero jak obrabiałam zdjęcia zobaczyłam, że imprezy sponsorował Spiderman. Wiaderko, piłka, a nawet chłopców kąpielówki :DD WTF? Nawet nie sądziłam, że mamy tego tyle :D



Starszak:



JEDYNE zdjęcie z mamą. GRRR!


A tu mój Tatuś kochany :) Z okazji Dnia Taty - dla najlepszego Taty pod słońcem (no, plus mój mąż ;) ) - wszystkiego najlepszego jeszcze raz!!!!!!!!!! Uszyłam tacie słonika na szczęście, ale wstawię innym razem, bo nie zrobiłam mu zdjęć :(


~PaT