czwartek, 12 stycznia 2017

Mama time, czyli dlaczego TERAZ JA!


     Tak jak bardzo kocham Święta i spędzanie czasu z rodziną, tak w okolicach Nowego Roku zaczynam mieć wszystkiego dość. Totalnie! Mniej więcej w tym właśnie czasie, rok w rok,  cudowne, beztroskie dni pełne pysznego jedzenia i błogostanu w postaci "nic nie muszę, nic nie robię" zmieniają się nagle o sto osiemdziesiąt stopni. Najlepsze żarcie już się dawno skończyło, ja stoję przy garach i próbuję wcisnąć niechętnej rodzinie niedojedzone resztki. Z "nic nie muszę, nic nie robię" robi się nagle "to gdzie dziś idziemy? Co dziś robimy?". Do kompletu trzech wyrośniętych, wiecznie pełnych energii starszaków, którzy mają milion pomysłów na minutę, mam dwa ząbkujące, nieśpiące, marudne maludki, które utrudniają każde zwykłe wyjście na spacer nieuregulowanym czasem drzemek i pór karmienia... W tym roku coś we mnie pękło - i się zbuntowałam. W ramach noworocznych postanowień podjęłam tylko jedno: ZNAJDĘ WIĘCEJ CZASU TYLKO DLA SIEBIE!




Spojrzałam ostatnio na siebie i... nie mogę uwierzyć, kim się stałam.  O ile moje dzieci chodzą do fryzjera minimum raz na półtora miesiąca - o tyle ja... nawet nie raz na pół roku. O kosmetyczce zapomniałam dawno temu - w zeszłym roku byłam jeden jedyny raz - przed komunią mojego pierworodnego. Mimo problemów z kręgosłupem, które mam od dziecka, w zeszłym roku nie poszłam ani razu na basen i tylko jeden, jedyny raz na masaż - mimo zalecenia, że powinnam się im poddawać raz, dwa razy w tygodniu! Po ciąży bliźniaczej, która obciążyła kręgosłup do maksimum!

To nic, że włosy me jak siano, paznokcie króciutkie jak u chłopki, a kręgosłup nie daje żyć codziennie. Wmówiłam sobie i bliskim, że dom to ja, ja to dom - i beze mnie wszystko się zawali, z bliźniakami nikt sobie nie poradzi tak jak ja. Dlatego nie wychodziłam - prawie wcale, a jeśli nawet, to po coś - dla kogoś. Jedyną moją rozrywką stały się zakupy - chwile wytchnienia, bo uwielbiam shopping. Oczywiście wracałam stamtąd z siatami rzeczy dla dzieci, będącymi tak samo niepotrzebnymi, jak próbą poradzenia sobie z wyrzutami sumienia, bo wyszłam z domu...

Co więcej, gdy tak patrzyłam z boku, okazało się, że żadnych oszałamiających efektów to nie przynosi. Wcale nasz dom nie jest idealny, wysprzątany, pranie nadal zalega jak zalegało, a w szafach bajzel. Lekcje dzieci zdarzają się niedopilnowane, a nawet na gry ze starszakami brakuje i czasu. Mimo, że zrezygnowałam z własnych przyjemności i rozrywek, dalej jesteśmy pogrążeni w domowym chaosie.
Jestem ciągle i zawsze na wyciągnięcie ręki, co wydawało mi się dobre - ale teraz widzę, że moje dzieci beze mnie i moich komend średnio sobie radzą. Doszło do absurdalnych sytuacji, gdy moje wyrośnięte dzieci prosiły: "Nalejesz mi picie? Zrobisz mi kanapkę?" Że co!? Muszę obsługiwać dziesięcioletnie dziecko, tylko dlatego, że jestem w domu i aktualnie kręcę się po kuchni!?
Co więcej, przez to, że jestem ciągle z dziećmi w domu, mam wrażenie, jakbym stawała się dla nich coraz bardziej przezroczysta. Jednocześnie jedynym sposobem, by dzieci zwróciły na mnie uwagę i od czasu do czasu zastosowały się do poleceń, jest rola domowego żandarma - słowem, jak się nie wydrę, to nie posłuchają!
Zastanawiam się, gdzie, do jasnej ciasnej, popełniłam błąd, skoro prawie codziennie rano znajduję brudne ciuchy na podłodze - zamiast w koszu na brudy, a szczoteczki i odkręcone pasty do zębów latające luzem po umywalce, mimo codziennych próśb, gróźb, komend, karteczek pozostawianych dookoła "Brudne ciuchy wrzucaj do kosza na brudy!", "Szczotki i pasty wkładaj do kubka!". Do czego to doszło także, by sterroryzowały mnie dwa małe roczniaki, że gdy tylko przestawię nogę za bramkę salonu, by - na przykład - pójść do toalety, albo zrobić pranie, towarzyszy mi przez ten cały czas ich wrzask!? Czemu poddaję się temu terroryzmowi i ulegam prawie za każdym razem? Z frustracji dostanę kiedyś skrętu kiszek, albo umrę na zawał przez ten stres kilka lat szybciej, niż powinnam!






Uzmysłowiłam też sobie, że mój dzień to jedna wielka szarpanina. Po nocy pełnej pobudek - nie dane mi było ani jedno dziecko, które przesypia noce... - kawa wypijana albo duszkiem, albo zimna. Potem próba przygotowania dobrego śniadania i obiadu, w międzyczasie pranie, suszenie, usypianie, karmienie, przebieranie. Gdy śpią - ogarnianie wszystkiego, co znajduje się poza naszym salonem, bo maluchy są na etapie, że nie mogę opuścić pokoju nawet na krótką chwilę bez ich bacznej asysty, co powoduje, że 90% dnia spędzam z nimi w jednym pomieszczeniu... Potem znowu - spacer, karmienie, przebieranie, karmienie, sprzątanie, wmuszanie w rodzinę jedzenia, kąpanie, karmienie, padanie na twarz.
Bez chwili przerwy.
Bez chwili dla mnie.

W tym wszystkim ostatnio doszłam do ściany. Mam wrażenie, że jeszcze chwilę, a zaleje wszechświat białe światło, a ja zatkam uszy, zamknę oczy i zacznę krzyczeć wniebogłosy, bez końca!.. Zmęczenie materiału osiągnęło maksimum. Byle banał potrafi wytrącić mnie z równowagi i mam wrażenie, że wpadłam w jakąś spiralę, z której nie potrafię się wydostać. Patrzę na siebie i nie dowierzam: to ja? Serio? Zamiast tłumaczyć (nawet po tysiąckroć), wykrzykuję komendy, a potem kary, których nigdy nie dotrzymuję? Co się ze mną stało?

Uświadomiłam sobie właśnie, że to droga donikąd. Mama nie jest tylko mamą. Jest też kobietą. Czasem niedoskonałą, pełną emocji, często irracjonalnych, ale równie ważnych jak emocje reszty członków rodziny. Musimy być także dla siebie dobre i wyrozumiałe, bo nasze dzieci inaczej nauczą się, że mamie nic się nie należy. Poza tym, mama, która powoli rezygnuje ze wszystkich swoich potrzeb, rozrywek, które może są błahe, może nieistotne w ogólnym pojęciu i niepotrzebne, to mama sfrustrowana, wściekła, ciągle poirytowana, narzekająca, coraz bardziej nieszczęśliwa. Czy ja sama chciałabym mieć taką mamę!? NIGDY W ŻYCIU!
Moja mama pracowała przez całe życie moje i siostry. Większość dnia spędzałam w przedszkolu, potem szkole, i u babci i dziadka. Miałam mnóstwo zajęć pozalekcyjnych i z rodzicami w tygodniu byliśmy dopiero od 18-19! I żyję, co więcej, mam z nimi fantastyczne relacje - i zawsze miałam - ponieważ od tej 19 moi rodzice byli skupieni na nas, na wspólnej kolacji, wspólnych grach, rozmowach o wszystkim. Często w weekendy wychodziliśmy gdzieś, by aktywnie spędzać czas, a w wakacje jeździliśmy razem na kilka tygodni nad jezioro. I to mimo, że moja mama do dzisiaj jest spełniona zawodowo oraz zawsze regularnie chodziła do fryzjera i kosmetyczki!

Dziwię się dzisiaj sobie strasznie, że ja tak poddałam się małym tyranom i domowej rutynie. I dlatego właśnie poczyniłam w Nowym Roku tylko jedno postanowienie: TERAZ JEST MÓJ CZAS!
Zadbam bardziej o siebie, nie tylko zewnętrznie, ale wydzielę czas co najmniej raz w tygodniu na własne aktywności, bez niczyjej asysty. Czy to będzie siłownia czy kurs fotograficzny - jeszcze nie zdecydowałam. Bo pierwsze, co zaczęłam robić w nowym roku, to planować zimowe wakacje bez dzieci - i to zaraz, teraz, w styczniu! Dostałam od moich rodziców na święta najlepszy możliwy prezent: zaopiekują się w ferie moją rozentuzjazmowaną gromadką i na cały tydzień mam zniknąć. I wiecie co? Nie tylko dla własnej przyjemności! Także, a może i głównie dla ich komfortu. Muszę nabrać dystansu, ukoić nerwy, w spokoju przespać noce, a dnie spędzić bez ciągłego "mama, mama, mama, mama!". Bez proszenia o picie, bez egzekwowania poleceń, bez krzyków i bez frustracji. Mam wrócić wypoczęta, spokojna i CIERPLIWA. Bo z próżnego nie nalejesz - gdy powoli czujesz, że tracisz grunt pod nogami, a nadmiar obowiązków cię przygniata - musisz za wszelką cenę znaleźć jakieś odbicie. Ja mam to szczęście, że mam możliwość rzucenia wszystkiego i zostawienia dzieci pod opieką dziadków, których kochają nad życie i którzy zastąpią nas doskonale przez ten krótki czas. I mimo wyrzutów sumienia, które śnią mi się czasem, mam zamiar wykorzystać tę okazję i nasycić się ciszą, spokojem, przeczytaną książką, cudownie przespaną nocą i spokojnie zjedzonym śniadaniem, nie naprędce uszykowanym śmieciowym jedzeniem, a nawet resztkami po dzieciach.

Dlatego mimo, że wyjazd jest za kilka dni, a ja dopiero dzisiaj paszport, bo okazało się przy rezerwacji, że jest nieważny - ja i tak mam już wszystko spakowane. Przebieram nogami i cieszę się jak dziecko. Idę do kosmetyczki na całe siedem godzin, bo będę robić się na bóstwo. I u fryzjera byłam i mam piękną fryzurę. W końcu doszłam do wniosku: i mi się coś należy! I będę się tego stanowczo trzymać!


     Jeśli miewasz od czasu do czasu takie stany jak ja, a mam mdlącą, niestety, pewność, że każdej mamie się czasem zdarza zatracić w domowej rutynie, to głowa do góry! Można się z tego wydostać. I wcale nie trzeba brać urlopu wypoczynkowego w Tworkach - kuracja, wbrew pozorom, będzie bardzo przyjemna! Jedyne, czego potrzeba, to wsparcia w najbliższych. Mam nadzieję, że masz na kim się wesprzeć - i jeśli tak, poproś o pomoc. Musisz sobie uświadomić: sama nie dasz rady zrobić wszystkiego, w końcu, prędzej czy później, padniesz na twarz. A nie warto! Bycie mamą to najlepsza rola pod słońcem - trzeba tylko ustawić mądre granice i zachować odrobinę zdrowego egoizmu. W końcu tego chcemy też nauczyć swoje dzieci: mają walczyć o to, żeby być szczęśliwe. A żeby być szczęśliwym, nie można tylko dawać, ale od czasu do czasu także... brać.


Dajcie znać, czy macie podobne doświadczenia... i czy udało wam się wyjść z tego zamkniętego kręgu, mając ciągle małe dzieci u nogi? Mam nadzieję, że mi się to uda i połączę zgrabnie wychowanie pięciu synów, posiadanie dużego domu, prowadzenie bloga i... bycie kobietą. Nie tylko mamą!

~ P. 

30 komentarzy:

  1. Szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko .. nawet nie muszą to być od razu wakacje - ta chwila z książka w CISZY z kubkiem kawy to reset na dalszą walkę .. która szybko się nie skończy :) a jak już nadejdzie ten czas gdy dzieci wyjdą z domu, to co nam zostanie jeśli zatracimy siebie? Zgorzkniała mamuśka która zatruwa dzieciom życie z tęsknoty i nudy, bo zatraciła po drodze wszystko inne? Ooo nie! Go Mums ! ! !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Tobie, sis, mogłam dziś wyjść i zamknąć za drzwiami ten domowy chaos <3 Dziękuję <3

      Usuń
  2. Pati!
    - cudownie piszesz (czekam na książkę ;))
    - Tobie się kobieto wszystko należy za tą twoją 5 chłopaków i po prostu za to, że jesteś :)
    - baw się najlepiej na świecie podczas swoich zasłużonych wakacji (bez wyrzutów sumienia :) stęsknią się, to jeszcze bardziej docenią :))
    - masz cudowną mamę (i tatę i siostrę i całą rodzinkę)!!! Wielkie brawa dla nich!
    - przy 6 chłopakach w domu etap "padam na twarz" większość z nas miałaby już o 9 rano, a ty masz dopiero wieczorem? Szacun i oklaski na stojąco :)
    - dzięki temu artykułowi spojrzałam na swoje paznokcie i włosy....i zaraz umawiam się do kosmetyczki i fryzjera (nawet nie pamiętam kiedy ostatni raz byłam :/)
    Love you :)

    Aga

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za te słowa, boskie! <3 Masz rację, bez tak fajnej rodziny nie ma szans na odpoczynek. Po tysiąckroć dziękuję im za to <3
      I masz rację - stęsknią się, to może docenią ;)))

      Usuń
  3. Jesteś wielka. Ja w tamtym roku odkryłam, że wpadłam w taki kołowrotek - dom, szkoła, dzieci itd. W końcu powiedziałam dość ! Zapisałam się do kosmetyczki i obiecałam sobie regularność co 3 tygodnie, co do fryzjera to jest różnie. Starałam się zadbać o siebie i przyniosło to oczekiwany skutek. Znalazłam czas na szycie i inne przyjemności, a jak tylko trafia się okazja do wspólnego wyjścia z mężem - to idziemy. Jestem szczęśliwsza, weselsza, mniej zestresowana i mam większą przyjemność z życia. W tym roku postanowiłam, że dzieciaki muszą więcej robić w domu i bardziej się usamodzielnić, a i częściej pomóc, bo ja nie jestem ich sprzątaczką i służącą - tylko matką :-) Dziękuję Ci bardzo za ten wpis. Życzę wytrwałości i spełnienia oraz więcej czasu dla siebie :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brawo! Doszłaś do tego szybciej niż ja :D Powodzenia!

      Usuń
  4. a gdzie w tym wszystkim jest ojciec tych dzieci. Przykre ze tyrasz sama. Niech zarobi na kobiete co sprzata Wam w domu i pierze. Wątpię że uda Ci się znaleźć czas dla siebie bez pomocnicy albo chlopa co pomoze. Tak dużo macie dzieci że nie ma szansy na odpoczynek. pomysl o wsparciu psychologicznym bo to pachnie depresją. Ja miałam identycznie jak ty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A widzisz, o mężu nic nie napisałam, a on właśnie zarabia na nas wszystkich, panią od sprzątania mam raz w tygodniu i bez niej też bym wymiękła. A mąż w domu dużo pomaga po pracy, nigdy nie mogę na to narzekać :) Tym bardziej, że kocham go bardzo ;) a on mnie. Dzięki temu jeszcze jakoś ten chaos nasz wytrzymujemy ;)

      Usuń
  5. NO to chyba ja też tak mam. Dzieci i mąż częściej u fryzjera niż ja raz na rok :)
    Ale ja to zmienię!
    Zapraszam do mnie :) wymarzona-rodzinka.blogspot.com
    Wracam! Już niebawem nowy post!

    OdpowiedzUsuń
  6. Ty kobieto wyglądasz jak nastolatka. Śliczna, młoda, zadbana. Jesteś zaprzeczeniem styranej matki :).
    Postanowienia naprawdę mądre i życzę, byś nie boczyła z obranego kursu.

    OdpowiedzUsuń
  7. Trafiłam tu pierwszy raz, z polecenia. Powiem tylko chylę czoła. Ja ledwo ogarniam jedno, więc nie wiem jak dajesz sobie radę z tą gromadką, w tym z dorastającymi chłopakami 😱 i choć chodzę na fittnes, wyoadam gdzieś czasem z kumpelami, to i tak czasem dopada mnie totalna rezygnacja i frustracja rzeczywistością. Więc wielkie dzięki za ten wpis!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Buziaki, ja też wychodzę "czasem", ale muszę regularnie wychodzić i zrobić coś dla siebie samej, nie tylko od czasu do czasu relaks.. inaczej zwariuję!

      Usuń
  8. Mam tylko jedno dziecko, pięciomiesięcznego chłopca i nawet nie jestem sobie w stanie wyobrazić, jak to jest mieć pięcioro. Niemniej też ostatnio znalazłam się w tym ciemnym miejscu pełnym poczucia osaczenia codziennością, żalu do otoczenia i samej siebie i ogromnych wyrzutów sumienia. Bo przecież powinnam być cały czas radosna i wdzięczna, że mam cudowne zdrowe dziecko i kochającego męża. Najgorsze jest, gdy same nie dajemy sobie przyzwolenia na ten czas dla siebie. Od tygodnia leczę się z tego intensywnie i choć narazie nie wchodzi w grę żaden wyjazd ani nawet weekend bez Stasiutka (bo tylko ja mam takie pyszne cycki;)) to nawet po krótkim wyjściu wracam lepszą matką.
    Dziękuję Ci za ten tekst. Nie mogę też nie napisać, choć zapewne wciąż to czytasz i słyszysz, że jesteś przepiękną kobietą i cudownie jest patrzeć na matkę pięciorga dzieci, która całą swoją osobą zadaje kłam stereotypowi steranej kwoki. Ppzdrawiam,
    Łucja

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, o tym nie napisałam - o wyrzutach sumienia, że w ogóle zdarza mi się narzekać, skoro pięć razy trafiłam na zdrowe, mądre, kochane dzieci. A mimo to każda z nas przecież ma też słabszy czas.
      Dziękuję za przemiłe słowa <3 wcale często tego nie słyszę :D

      Usuń
  9. Witaj! Nie raz mam takie uczucie. Kompletnego wypalenia. 5 razy w tygodniu pobudka przed 6, potem odwożę dzieci do przedszkola i szkoły, potem jazda do pracy tzn. do szkoły, gdzie uczę, potem powrót do domu, po drodze dzieci i zakupy, szybki obiad, zadanie domowe z synem, raz w tygodniu tańce z córcią. Czas mam dla siebie tylko między 6 a 6.20 wtedy jem śniadanie, czasem coś przeczytam, umaluję się, ubiorę i wieczorem jak już dzieci zasną. Fryzjer to 1 na 2 miesiące ale tylko podcinam włosy, bo farbuje w domu. Kosmetyczka by się przydała, bo niestety od roku paznokcie mam krótkie jak chłopka. Niestety dziadkowie nie żyją, więc nie ma nam, tak na prawdę kto pomóc. Rzadko kiedy proszę siostrę, tylko w nadzwyczajnych sytuacjach. Niestety jesteśmy skazani sami na siebie. Zazdroszczę Ci cudownych rodziców.
    Trzymaj się bo jesteś świetna, wyglądasz pięknie. Na pewno nie jak udręczona mamuśka, tylko jak piękna, pełna życia i dobrego humoru młoda kobieta.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo Ci dziękuję za miłe słowa <3 Rodzice i siostra to nasz największy skarb... zdaję sobie z tego sprawę. Trzymam kciuki, byś znalazła kogoś, na kim będziesz mogła polegać - i uda Wam się znaleźć czas dla siebie, z dala od domu :)

      Usuń
    2. Dziękuję za wsparcie psychiczne. Zapomniałam jeszcze, ze mam czas tylko dla siebie gdy jadę do pracy. To normalnie 30 minut w jedną stronę. Więc mam godzinkę. A od 2 tygodni to prawie 2, bo zanim przebiję się przez zaspy, jadąc góra 30- 40 km/ h to mi schodzi 55- 60 minut w jedną stronę. Choć dzięki temu jestem chyba 10 lat starsza z nerwów. Boję się, żeby jakieś zwierzę nie wypadło mi na drogę, bo jadę przez lasy i pola. Nie wspomnę o innych nierozważnych kierowcach,pieszych i rowerzystach. Życzę miłego relaksu podczas zasłużonego urlopu. Pozdrawiam!

      Usuń
  10. Ten moment, gdy marzeniem jest urlop polegający na tym, że zjesz NORMALNIE śniadanie... ☺ Znam, uśmiecham się czytając ze zrozumieniem 😊 ... Miłego wypoczynku!
    P.s. I tak oczywiście podziwiam Cię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wcale nie trzeba podziwiać, wręcz odwrotnie, nie chciałabym, by mnie ktoś oglądał w domu ;)
      NORMALNE śniadanie to mój priorytet w przyszłym tygodniu :DDD OWOCE na śniadanie w dowolnej ilości, już obrane i pokrojone... !!!!!!!!!! :D

      Usuń
  11. Bardzo ważne w tym zabieganym życiu jest wsparcie najbliższych. Niestety niektórzy nie mają tego szczęścia. Weekendowy tato(zarabia na rodzinę)brak możliwości wyjścia samej(fryzjer.kosmetyczka-fanaberia)..Trafiło do mnie określenie.że stajemy się przezroczyste.Zdałam sobie sprawe.że własnie taka jestem dla najbliższych. Czytając wpis zadawałam sobie pytanie: Czytasz w myślach? Wyznaczanie granic jeest trudne.ale warto pomyśleć o sobie..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za ten komentarz.. wiem, że mam życie jak w Madrycie i doceniam to każdego dnia. Wiem też, że nigdy nie zdecydowałabym się tak powiększać rodziny gdyby nie ONI - rodzice, siostra, wspaniały mąż.
      Ale na przezroczystość, jak mówisz, nie możemy sobie pozwolić... nawet jeśli nie ma środków na wyjście z domu na płatne wizyty gdzieś, to może chociaż jakiś kurs, nawet finansowany ze środków publicznych, wiele jest takich fajnych akcji, wbrew pozorom! A jeszcze można coś dla siebie uszczknąć w ramach samodoskonalenia :) A w sumie liczy się tylko to, że poświęcamy czas samym sobie. Tylko tyle i aż tyle.
      Trzymam za Ciebie kciuki. :*

      Usuń
  12. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  13. Patrycja jesteś w tym fantastycznym położeniu, że możesz liczyc na wsparcie kochających dziadków, którzy z wielką ochotą zajmują się wnukami. Niestety wiele z nas- -mam - może tylko o tym pomarzyć. Udanego wypoczynku!!
    ps. a co się dzieje z Martą? - jesli mozna wiedzieć? dlugo nie było jej na blogu.

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja mam dwójkę: 4,5l i 15 m-cy i podobny stan. Nosz kurka czasem mam wrażenie, ze sama sobie dokładam do tego pieca, a ani nikt tego nie zauważą, ani nikt tego nie docenia!!!! Kiedy byłam u fryzjera? - nie pamiętam, u kosmetyczki....hmmm ponad rok temu "na hennie". Ukochany taniec poszedł w odstawkę dawno, od dwóch miesięcy nawet zwykły fitness mi się nie zdarzą, bo nie ma czasu. Nie szyję, nie dłubię, blog leży odłogiem... Czasem mam ochotę krzyczeć, ale już nie mam siły nawet na to :(

    OdpowiedzUsuń
  15. Świetny tekst, szczery i nieprzelukrowany jak na niektórych blogach. Prawda jest taka, że nawet najwspanialsza mama ma czasem poprostu dość, potrzebuje czasu tylko dla siebie, odpoczynku i relaksu :)
    Matka też człowiek ;)
    http://genypoojcu.blogspot.com/?m=0

    OdpowiedzUsuń
  16. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  17. Ja czasem przeklinam moje dni, ale gdybym nie wróciła do pracy to chyba bym oszalała. Co prawda wiąże się to w 4h cyklem snu, bo muszę zrobić to co siedząc w domu plus od rana mnie nie ma i wieczorami sprawdzam testy. Na hobby starcza czasu tylko kosztem snu.
    Ja na szczęście walczę o swój czas z ojcem dzieci. w końcu czemu sama mam wszystko robić???

    OdpowiedzUsuń
  18. Witam. Podziwiam Cię za siłę, wytrwałość i za ten uśmiech na twarzy...jak Ty to robisz??? �� Szukam wsparcia troszkę...jestem mamą 6 letniego urwiska..za nie całe 5 miesięcy zostanę mamą po raz drugi też chłopca...i strasznie sie boję czy dam sobie radę..zwłaszcza że wszyscy wokoło wmawiają mi ze "wygladam" na dziewczynke...to jest takie wkurzajace...dlaczego tak jest że każdy uważa ze skoro jest chłopczyk juz to teraz musi być dziewczynka???? Boje się komukolwiek przyznać że bedzie chłopczyk bo boję sie reakcji głupich ludzi...tym bardziej ze siostry maja parki...wesprzyj proszę jakimś dobrym słowem bo oszaleje....Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń