sobota, 3 grudnia 2016

Odzyskaj swoje wspomnienia... z PRINTU!


     Jeśli, tak jak ja, macie problem z wywoływaniem zdjęć na bieżąco, po prostu musicie przeczytać ten post. Znalazłam idealne rozwiązanie, jak nie skazywać Waszych pięknych fotek na istnienie tylko w wirtualnej rzeczywistości i odzyskać przepiękne wspomnienia! To fotoksiążki PRINTU - śliczne, gustowne albumy, które mogą pomieścić ogromną ilość zdjęć.
Zaraz Wam pokażę, jakie to proste - i ile radości sprawia oglądanie kolorowej książki, w której bohaterami jesteście Wy sami!


wtorek, 29 listopada 2016

Podziel się radością na Święta!

     Wyobrażasz sobie dzieciństwo, w którym nie ma Świętego Mikołaja? Może takie, w którym Ten jest wymyśloną postacią z reklamowych folderów produktów, których nigdy nie widziałeś na żywo? Albo gorzej...
     Wyobrażasz sobie wiarę w Mikołaja, który nigdy, ale to NIGDY jeszcze do ciebie nie przyszedł? Zapomina o Tobie, rok w rok, aż w końcu przestajesz wierzyć..?
     Wyobrażasz sobie być mamą wspaniałego dziecka, które marzy o najmniejszym prezencie, najprostszej, świątecznej chwili radości... a Ty musisz zastanowić się, czy najpierw wykupić leki, opał, czy ciepłe buty na ciągle rosnące małe stopy... gdy nie możesz nawet marzyć o kupieniu dziecku upragnionej zabawki..?

Wiele ubogich dzieci czeka na jedyny prezent od Świętego Mikołaja... którym możesz być właśnie Ty. Będziesz? To bardzo proste!



wtorek, 22 listopada 2016

To dobry czas.. na zmiany

   
     Nie było mnie ponad miesiąc. Dopadła mnie jesienna chandra - nienawidzę zmiany czasu... wybija mnie to z rytmu na długie tygodnie. Co roku to samo. Nie mogę rano wstać, właściwie czuję się śpiąca przez cały dzień. Cierpliwości mi brakuje na wszystko, wszystko też leci mi z rąk i nigdy nie zdążam dokończyć tego, co planuję na dany dzień - a góra mi świadkiem, że nie planuję dużo! Potem się wściekam i taka zła jak osa kładę się spać, wierząc, że następnego dnia uporam się z całym bałaganem... I nic z tego. Rozmemłana jak mamałyga - oto ja, przyznaję się bez bicia!
Ale co jak co, o ile blog może poleżeć i poczekać, aż się ogarnę sama ze sobą i z rzeczywistością, to moi najbliżsi nie. Dlatego dzisiaj kilka klatek pełnych miłości i tego, co absorbowało mnie ostatnie tygodnie...

środa, 12 października 2016

Podobni... jak bliźniacy?!


     Dopóki po świecie dreptało trzech naszych synków - Filip, Maks i Felek, a każdy był inny, ich wygląd i wzajemne (znikome) podobieństwo nie było dla nas nigdy tematem do dyskusji. Jeden był "mamusi", drugi "tatusia", a Feluś był "wymieszany". Przyjmowaliśmy piękną rzeczywistość bez zastanowienia i dopiero, gdy na świecie miały pojawić się bliźniaki, zaczęliśmy myśleć o tym, do kogo będą podobne. Przecież duże było prawdopodobieństwo, że będą identyczni!




     Jest rzeczą oczywistą, że gdy dowiedziałam się o podwójnej ciąży, w głowie miałam jeden obrazek: dwa małe, identyczne bobaski ze słynnego zdjęcia, na którym jednego mama nakarmiła dwa razy,  a drugiego wcale. Taki stereotyp bliźniąt jest powszechny i wiele osób wręcz dziwi się na widok niepodobnych do siebie bliźniaków. I mimo, że moja przyjaciółka miała bliźnięta różnej płci i całkowicie różnej fizjonomii, a ja na drugiej wizycie dowiedziałam się, że maluszki będą dwujajowe, więc nie identyczne - nie przeszkadzało mi to snuć uroczej wizji.
   
     Nie, żebym faktycznie tego chciała. Zdecydowanie było mi to obojętne. Myślę, że może to być tak samo urocze, jak i uciążliwe, a przy tym może nastręczać z czasem kłopotów wychowawczych. A nawet, dalej idąc, same identyczne bliźnięta mogą mieć problem z odnalezieniem swojej indywidualnej natury. Ale nie chcę drążyć tego tematu - ostatecznie nic o tym nie wiem ;) Tuż po porodzie okazało się, że z tych moich wyimaginowanych dwóch identycznych bobasków zostały... dwa całkiem odmienne maluszki. I od tej chwili zamiast szukać w nich różnic, na co przygotowywałam się psychicznie, szukam w nich podobieństw. I nie znajduję! Ani kolor skóry, ani kształt głowy, oczu, stóp, figura, nie mówiąc o samej twarzy... nie, no nie. Nawet ostatnio zaczyna być wyraźna różnica w wadze i wzroście - Leoś (który urodził się najmniejszy! O 200gr lżejszy od Gucia i o 1cm krótszy!) dzisiaj waży ponad dziesięć kilo, a Gucio - kilogram mniej!

Los jednak sprawił nam niespodziankę, której się absolutnie nie spodziewaliśmy. Żadne z nas nie założyłoby w najśmielszych wizjach takiej sytuacji: otóż Gucio i Leon są genetycznymi bliźniętami... a nawet, można powiedzieć, klonami... swoich najstarszych braci! I to jest dosłownie zaskakujące, niesamowite i nieprawdopodobne wręcz, jak identycznie odwzorowują nie tylko fizjonomię, ale charakter, nawyki, zachowania w poszczególnych sytuacjach... jesteśmy w szoku, z każdym dniem coraz bardziej :D Sami wielokrotnie zauważacie na zdjęciach niezwykłe podobieństwo Gucia do Filipa, a Leosia do Maksia... a dzisiaj pokażę Wam zdjęcia - niezbite dowody, że to jest prawda :D

GUCIO CZY FILIP? 









     I jak? :D Nie wydaje Wam się to niesamowite?!
     To popatrzcie teraz na...


LEOŚ CZY MAKSIO?







I najlepsze na koniec!!! To jest niemożliwe :D
Bliźniaki międzypokoleniowe, jak nic!!! 


Ja sama, przeglądając te zdjęcia, nie mogę się napatrzeć i nadziwić, jak to się stało? Gucio i Filip są bardzo podobni do mnie, Maksio i Leoś - kopie mojego męża. Ale żeby dwukrotnie udało nam się stworzyć tak podobne dzieciaki.. dosłownie podobni jak bliźniaki... dwa razy - tylko ze spoooorą różnicą wieku..? Śmiesznie się podzieliły te nasze geny! ;) 

Ale oczywiście, nie ma to żadnego znaczenia, tylko zaskakuje nas na każdym kroku, szczególnie, że podobieństwa są nie tylko na buziakach - Gucio zachowuje się identycznie jak Filip, tak samo reaguje na jedzenie (jakby ktoś miał go otruć ;) ), tak samo się obraża (a ma 10 miesięcy!), tak samo szybko zaczyna chodzić. Za to Leoś kocha jeść i spać, cudowne jest to dziecko - identycznie jak Maksio w jego wieku - tak samo siada w wielkim rozkroku, jak lalka (!), tak samo raczkuje, łapie w rączki tak nieporadnie, śmiesznie, jak osiem lat temu Maksio to robił... patrzymy na to z Dawidem i nie możemy się nacieszyć - Gucio i Leoś przypominają nam, jak było "dawno temu" z Filipkiem i Maksiem :D 

Ciekawe, co będzie dalej... myślę, że Leoś i Gucio stworzą team idealny, jaki dzisiaj tworzą starszaki :) Nie mogą bez siebie żyć! Wszyscy dookoła mówią, że wygląda, jakbyśmy mieli dwie pary bliźniaków - i Felusia, który za to, chociaż jeden, jest podobny po równo do obojga z nas - idealny, jedyny w swoim rodzaju i cudowny mix naszych genów!













     Jestem ciekawa, czy jesteście w stanie rozszyfrować na początkowych zdjęciach - zestawieniach, który jest który? ;) Myślę, że gdybym nie była autorką zdjęć, sama miałabym problem ;)

~ P. 

czwartek, 22 września 2016

BEATO! NIE POZWÓL NA TO! / #czarnyprotest


     Mamy dwudziesty pierwszy wiek, mamy iPhona 7, mamy telewizory z projektorami, ba! mamy internet. Najszersze okno na świat, pozwalające przemierzyć morze kilometrów w ułamku sekundy, by przekonać się, jak wygląda rzeczywistość - gdzieś indziej. I mamy obraz tego, do czego prowadzi totalitaryzm, władza jednostki, ba, mamy wiedzę na ten temat cokolwiek już dogłębną i bardzo bolesną, bo wciąż świeżą. Wiemy, do czego prowadzi narzucanie innym SIŁĄ swoich własnych przekonań. Jako naród niedawno cierpieliśmy jeszcze z powodu ignorancji i pychy.
I dlatego pojąć nie mogę, jak, no JAK może dzisiaj temat dzisiejszego projektu o zaostrzeniu ustawy antyaborcyjnej w ogóle być przedmiotem dyskusji publicznej? Ba, nie tyle dyskusji, co debaty politycznej? Na tyle zaawansowanej, że zmusza kobiety i wspierających ich partnerów do wyjścia na ulice w czarnym proteście!? Jakim sposobem ta ustawa w ogóle jest dzisiaj w sejmie i ktoś się nad nią poważnie pochyla?!


grafika z www.andrzejrysuje.pl

środa, 14 września 2016

(po)REMONTowy zawrót głowy!.. czyli o dwóch takich, co uwielbiają porządki ;)


     Wakacje skończyły się dwa tygodnie temu, a na boskim blogu nadal wakacyjne rozprężenie. Jeśli jednak myślicie, że nie mogąc zwlec się do codziennego reżimu i pisania do Was, leżę na plaży i dosmażam boczki, jesteście w wielkim błędzie. Tuż po powrocie z wakacji spotkały mnie bowiem takie rewolucje, że żołądkowe przy nich są zgoła królewskim luksusem... Otóż, kończy się u nas remont, który pozbawił mnie najmarniej dwóch lat życia, a przysporzył tyle zgryzot, ile nadziei na przepiękny koniec.

     Ale po kolei, żeby nie było, że miód, orzeszki i lukrecja na wierzchu...


poniedziałek, 22 sierpnia 2016

Projekt łóżko piętrowe do pokoju dziecięcego

Wraz z narodzinami Poli uświadomiłam sobie, że mimo że nasze mieszkanie nie należy do małych, to mieści zaledwie trzy pokoje i już długo się tu nie pomieścimy. Mieszkanie nabywaliśmy wcześnie, zanim w naszej głowie zakiełkowała jakakolwiek myśl związana z powiększeniem rodziny. Właściwie to nawet zaklinałam rzeczywistość i byłam zdania, że będziemy mieli w porywie szaleństwa dwójkę, o ile w ogóle i że przez jakiś czas spokojnie zmieszczą się na wspólnej przestrzeni. Jak widać, życie zweryfikowało te plany w błyskawicznym tempie. Mamy więc trójkę dzieci w wieku jeden, trzy i cztery lata i jeden pokój do zagospodarowania dla nich. Ktoś mógłby powiedzieć, że moglibyśmy oddać maluchom swoją sypialnię, ale sypialnia znajduje się na piętrze i nie byłoby to mądre rozwiązanie, biorąc pod uwagę stromość naszych schodów. Postanowiliśmy więc zmieścić tę naszą nadaktywną trójkę chwilowo na wspólnej przestrzeni. Zmiana adresu zajmie nam jeszcze około dwa lata, więc na ten czas musieliśmy zorganizować mądre i ergonomiczne rozwiązanie.



środa, 10 sierpnia 2016

Sam się schowaj!

     
    Naprawdę się zastanawiam, czy ten temat musi tak ciągle powracać? Mam wrażenie ze słyszę o tym na okrągło.. Co sezon afera w mediach, na blogach, na fejsie.. A przecież, do ciężkiej cholery!.. Wszyscy jesteśmy ludźmi, wszyscy jesteśmy ssakami i wszyscy zostaliśmy stworzeni w ten sam sposób: aby rosnąć i żyć, musimy jeść!


Fot. Ivette Ivens 

poniedziałek, 11 lipca 2016

Zombie Dash w wielkim mieście / KONKURS



     Od wielu lat wraz z końcem roku szkolnego pakujemy walizki i wyruszamy z dziećmi na Kaszuby, ale... nie w tym roku. Z wielu względów musieliśmy odłożyć nasz wyjazd do drugiej połowy lipca. Za to po raz pierwszy mieliśmy okazję odkryć nieznane nam uroki... lata w mieście! I wiecie co? Miejsce naprawdę nie ma znaczenia. Jak zawsze sprawdziła się zasada: liczy się tylko dobre towarzystwo i jeszcze lepsza zabawa! Najlepiej... zombiastyczna! <3



piątek, 8 lipca 2016

20 hitów i kitów mojej wyprawki dla bliźniąt



     Maluchy mają siedem miesięcy - pora na podsumowania. Co sprawdziło się, a co było zupełnym niewypałem w naszej niemowlęcej wyprawce? Zapraszam na bardzo subiektywny, niesponsorowany przegląd hitów i kitów, szczery i zupełnie od serca - od mamy dla mamy ;)