czwartek, 18 września 2014

Funny bunny, czyli jak królik szturmem wdarł się w nasze życie

Dzieje się w naszej boskiej rodzinie ostatnio, oj dzieje. Nie śpimy po nocach, produkujemy po nocach i debatujemy, żeby było ciekawie, też po nocach ;)  Dni mamy też zajęte, nie martwcie się. Dużo potu i łez wylałyśmy nad tym, co chcemy Wam pokazać, ale tym razem jesteśmy pewne, że to jest to. Idealne, przemyślane, dopracowane w każdym detalu. Przypilnowane na każdym etapie produkcji. Tkaniny zdekatyzowane, wymemłane i poddane próbom jak trzeba. Żeby nie było niespodzianek z jakością. Żeby dobrze wyglądały nie tylko przed praniem ;) I na koniec, przetestowane na naszych dzieciach i na nas.


wtorek, 16 września 2014

BOSKI PROJEKT - nadchodzi nowa era BPM!



     Jak to zazwyczaj bywa z genialnymi ( ;) ) pomysłami, nazwa BOGINIE PRZY MASZYNIE powstała zupełnie przypadkiem, jako słowny żart. Połączenie dwóch idei - bycia literalnie boginiami domowego ogniska i szycia na maszynie - wywołało u nas wybuch śmiechu. Zdawałyśmy sobie również sprawę z lekkiej "obrazoburczości" i potencjalnych kontrowersji wokół nazywania samych siebie tą najwyższą formą APOTEOZY... ;) Czułyśmy się trochę jak uzurpatorki, sięgające bezprawnie po boski tron! Jednak nie dałyśmy się zbić z tropu wątpliwościom i pewne siebie właśnie tak zatytułowałyśmy naszego bloga. I szybko zdałyśmy sobie sprawę z potencjału, jaki tkwi w naszej nazwie!


piątek, 12 września 2014

Przystanek STOP..




   Raz, dwa, trzy... Próba mikrofonu! Oto bowiem post pisany wprost z...telefonu :D Nie z wyboru, a z konieczności. Laptop bowiem postanowił  zrobić sobie wakacje - krótkie, na dłuższe mu nie pozwolę ;)

     Całe nasze życie składa się z wyborów. I nigdy nie wiesz, czy podejmowana decyzja przyniesie ze sobą dobre czy złe skutki. Choć są tacy, co to wierzą w tarota i błyskotliwy umysł wróżbita Macieja, mnie wystarczy kobieca intuicja. Chociaż trudno z nią żyć, bo nad wyborem tak dramatycznym jak wybór skarpetek potrafię spędzić długie godziny (serio), to jednak w kwestiach poważniejszych wybór jest zwykle... Intuicyjny. Prosty i paradoksalnie całkiem pewny. Zwykle ogarnia mnie wówczas jakieś niezidentyfikowane drżenie w członkach ;) i szybsze bicie serca. Uczucie podobne do motylków w brzuchu.. Wtedy wiem, że decyzja już jest gdzieś we mnie. I że jest ona dobra i moja. Że zapadła gdzieś na granicy podświadomości, snu i jawy jako doskonała wypadkowa wszystkich okoliczności. 

     Ostatnio zdecydowałam o wielu rzeczach. Zwykle istotnych. Postawiłyśmy z Martą wszystko na jedną kartę, a zarazem na głowie, by spełnić swoje marzenie, które nazywamy ze śmiechem "BPM COMPANY". To nic, że przy przekształcaniu poprzedniej działalności musiałyśmy spisywać ilość śmietników, guzików i tasiemek. Dzisiaj, po dwutygodniowym maratonie, wiem, że i tak było warto. Widzę na wieszakach coraz więcej odszytych projektów i pękam z dumy... 
Otwierają się przed nami nowe drzwi, literalnie... Zwykle, proste i tanie drzwi, co do których mamy absolutne przekonanie, że prowadzą do nowego świata, jak te od szafy, które prowadziły do Narnii. Sami zobaczcie! 


Jak to powiedział Marty mąż: "Schodzimy poziom niżej, by wznieść się poziom wyżej". Więcej przestrzeni zaowocuje, mam nadzieję, większą produkcją i nowymi, boskimi projektami!

Dużo zmieniło się, odkąd mamy bloga. Dziś wiem, ze to była jedna z najlepszych decyzji w życiu... Przyniosła mnóstwo nowych pomysłów, marzeń i ich realizacji. W torebce, przy sobie zawsze już mam pewność siebie, satysfakcję i dumę. 
Jednak przyniosła też coś, czego bym sobie nie życzyła... Moją zwiększoną nerwowość, wieczną potrzebę kontroli, stres i nieustanną pogoń za kolejnymi sprawami do załatwienia. Niestety dopiero niedawno zauważyłam, że mocno wplynęło to na moją rodzinkę.. A ona jest przecież zawsze na pierwszym miejscu! 
Dlatego poczyniłem kilka decyzji. Więcej czasu będę spędzać na rozmowie z dziećmi, to niesamowite, jak piękne mają umysły.. Chcę chodzić do parku i do lasu na grzyby, bez ciśnienia i presji, że powinnam w tym czasie pisać bloga, prowadzić FP, szyć, robić zdjęcia, itp, itd.. Chcę zwolnić i żyć spokojniej. Skupić sie na pracy - w godzinach pracy, a poza nią... ŻYĆ. Pić kawę w kawiarni, a nie z papierowego kubka na stacji, bo szybciej.. Iść z mężem do kina i na kolację, rozmawiać z rodzicami, spotykać się z przyjaciółmi.. Czesać kota i sprzątać w szafie na bieżąco, a nie wtedy, kiedy już wszystko się wysypuje  (chociaż tu mam niewielkie nadzieje na powodzenie ;) ). Taki plan. Po prostu żyć. 
Niekoniecznie pisać o tym... Ostatnio zaczynam post - i w połowie przerywam. W połowie brakowało mi sensu, by pisać dalej. Chyba to objaw przemęczenia i stresu. Przerastał mnie blog, stawał się obowiązkiem, a nie przyjemnością... Dlatego wcisnęłam przycisk "pauza" i zbieram siły... Chociaż dzieje się tyle dobrego!..




















Paradoksalnie do ilości pracy, jaka jest za nami i wciąż jeszcze przed, mam wrażenie, że wszystkie kroki, które z Martą przedsięwzięłyśmy, na tyle usprawnią nam pracę, że lepiej zorganizujemy sobie życie domowe. W końcu jedna dobra decyzja pociąga za sobą drugą dobrą decyzję.. Prawda? Musi tak być. Choćby nie wiem, co, nie pozwolę sobie dalej tak wariować i próbować łapać kilku srok za ogon - naraz. Nie da się, ktoś lub coś zawsze na tym traci. Chociaż mam nadzieję osiągnąć idealną równowagę, to wiem, że na pewno nie pozwolę dłużej tracić na tym pościgu mojej rodzinie, moim dzieciom, wreszcie mi samej. 
Dlatego, chociaż troszkę mniej nas będzie (a raczej już jest) rodzinnie na blogu, to jest mi to chwilowo potrzebne.. Przystanek, by uspokoić oddech, schronienie, by doń uciec przed stresem. Ale życie płynie dalej i przynosi wiele niespodzianek.. Nie wiadomo, co się czai za progiem.
Ale znajome uczucie podpowiada mi, że to coś dobrego...!
  
~P.

piątek, 5 września 2014

Bo czasem naprawdę warto się wysilić ;)

Dziś na naszym blogu goście: córeczki fotografki Edyty Parzuchowskiej. Czasem będziemy Was zaskakiwały nowymi "akcjami specjalnymi". Dziś na tapecie hit hitów, czyli czapki uSzatki. Ostatnia zima upłynęła pod znakiem właśnie czapek z uszami. W pewnym momencie zamówień było tyle, że nie wyrabiałam z produkcją ;) I mimo że nastało lato, ludzie ciągle pytali o czapki z uszami. Sprzedawały się nawet podczas eventów w największym upale.
Ale czapki z uszami oznaczają dla mnie coś więcej niż tylko produkt, na punkcie którego ludzie szaleją ;) Moment, w którym powstały to dla mnie cezura, data, która oddzieliła grubą kreską okres wczesnego  niemowlęctwa mojego drugiego syna i sprawiła, że zaczęłam poważnie myśleć o projekcie BPM. Zauważyłam, a przede wszystkim uwierzyłam, że mamy siłę rażenia i że małymi krokami dojdziemy do czegoś wielkiego. Dla nas obecny okres to czas wielkich zmian, wielkich decyzji. Okres dość bolesny i trudny, bo zmiany moim zdaniem zazwyczaj oznaczają lepsze, ale dojście do nich wcale nie jest proste. Ustalamy naraz tyle różnych rzeczy, zaczynając od zasad współpracy, wizerunku, po niepisane umowy między sobą. Dzieje się naprawdę dużo, ale czuję, że idziemy także do dużego, może nawet wielkiego ;) 
Wracając do czapek ;D Sukces uszatek dał mi swojego czasu duży power do działania. Byłam w dość nieciekawym momencie, kiedy chłopcy byli jeszcze maleńcy (Kuba 1.5 roku, Maks 3 miesiące), wymagali mojej pełnej uwagi, szyłam po nocach zamówienia i mocno wątpiłam w sens takiego działania. Nie miałam siły wymyślać niczego nowego, trochę mechanicznie odszywałam kolejne zamówienia, bo wzór już znany, bo nie wymagało to dodatkowej kreatywności. Jednym słowem: nie miałam siły robić niczego innego oprócz opiekowania się dziećmi. A że ze mnie matka Polka, nie potrafiłam odpuścić i znaleźć innego rozwiązania, podzielić się opieką. Dzieci szły spać wieczorem, a ja dopiero myślałam o czym innym. Do tego wszystkiego Maks budził się co pół godziny (oczywiście nie dałam sobie przetłumaczyć, żeby bardziej stanowczo zachęcać go do mleka modyfikowanego, które nasyci go na dłużej),  więc moje perspektywy rozwoju były dość opłakane. Na szczęście zamówienia, które zaczęły spływać na czapki, postawiły mnie w tamtym okresie do pionu (na tyle, na ile było to możliwe) i zmobilizowały do otwarcia się na nowe rozwiązania. Skorzystałam z pomocy dodatkowej krawcowej, która potrafiła błyskawicznie przygotować duże partie produktów. Z czapek szybko zrobiły się komplety z kominami bądź apaszkami. Zaraz okazało się także, że nie tylko dzieci chcą nosić czapy z uszami, chętne są także mamy. Powstały więc wersje w dorosłej rozmiarówce. Każda uszyta ilość schodziła na pniu. 
Kuba niedługo potem poszedł do żłobka, Maksia woziłam jeszcze ze sobą, z czasem zaczęłam go na dłużej zostawiać u mamy. Wszystko się ułożyło ;) O ciężkim okresie w zasadzie zapomniałam, a produkt z dobrą famą pozostał. I  wraca na kolejny sezon ;) Wysiłek się opłacił. To daje poczucie satysfakcji. Niedługo oficjalny wpis ze zdjęciami moich dzieci, a teraz obejrzyjcie siostry Parzuchowskie. Prawda, że śliczne? ;)


















Wszystkie zdjęcia wykonała Edyta Parzuchowska, wszystkie jej prace możecie oglądać tu: parzuchowscy.com

piątek, 29 sierpnia 2014

Przez rewolucję do ewolucji!



     Ostatni post na naszym blogu - 19 sierpnia... możnaby pomyśleć, że wyjechałyśmy na wakacje, ale nic bardziej mylnego! Po prostu tyle SIĘ DZIEJE, że nie nadążamy z ogarnięciem choćby MYŚLĄ tego wszystkiego... Teoretycznie powinnyśmy być w 6 miejscach naraz! Od samego rana, ze ściskiem w żołądku, szykujemy dla Was coś dużego, jednocześnie stawiając wszystko, co dotychczasowe, po prostu na... głowie!


wtorek, 19 sierpnia 2014

kOt PsOt wprowadza się na bOską

Rozrasta się nasze stadko maskotek, nie ma co. W ostatnim czasie ulicę bOską zamieszkały Fela i Panda Zuzia, a teraz z wizytą wpadł kOt PsOt. PsOt dlatego, że od samego początku płata figle. Już na etapie tworzenia wykroju było wesoło. Chyba pierwszy raz miałam tyle znaków zapytania. Zaczynając od koloru kota, kończąc na rozmieszczeniu uszu, długości i kształcie ogona. Do dziś nie do końca wiem, który kształt oczu wybrać (zauważcie, że jeden ma oczy w słupek, drugi w łuk ;)

poniedziałek, 11 sierpnia 2014

Czas na drzemkę! - Wyprawka przedszkolaka



     Żłobek, przedszkole... temat rzeka. Każda mama panicznie boi się rozstania z maluszkiem. O ile jest pewna, że sama, jako dorosła, raczej poradzi sobie z tęsknotą i strachem o dziecko w obcych rękach, o tyle sen spędza jej z powiek, jak rzeczony maluszek poradzi sobie w nowej sytuacji. Im mniejsze dziecko, tym lęk jest większy. Znacie to, prawda?




poniedziałek, 4 sierpnia 2014

w boSkiej pracowni zawrzało

I to dosłownie! Wielokrotnie Was zapewniałyśmy, że ta ciągnąca się w nieskończoność cisza nie wynika z naszego znudzenia blogiem. Wręcz przeciwnie! Przyczaiłyśmy się na chwilę, żeby we wrześniu wystartować pełną parą. Pracujemy jak mrówki, bo czasu mało, a rzeczy do ogarnięcia naprawdę mnóstwo. W ubiegłym tygodniu na przykład odwiedziły nas dwie cudowne dziewczyny, Marta i Beata. Towarzyszyły nam przez chwilę w pracy, rejestrując nasze starania.

poniedziałek, 28 lipca 2014

Kolorowe podróże z ochraniaczami na pasy!



     Historia naszych ochraniaczy na pasy jest już dość długa ;) Na początku maja jeszcze olśniło mnie, że oto znowu jest lato, w aucie gorąco, a ja rozebrana ;) I znowu, jak co roku, mam podrażnienia na obojczyku. Od pasów. Która z was tego nie zna?




środa, 23 lipca 2014

Radosny powrót do rzeczywistości

Po trzytygodniowym błogim czasie spędzonym na Kaszubach wróciłam do rzeczywistości. Chyba w ogóle pierwszy raz nie mam poczucia, że zakończyło się coś pięknego i teraz będę musiała rok czekać na kolejne prawdziwe lenistwo. Długo się zastanawiałam, czemu tak bez zająknięcia weszłam z powrotem w codzienny kierat. A więc dlatego, że właśnie na Kaszubach widziałam wielką przemianę mojego starszego syna, Kuby. Jak z niesfornego berbecia stawał się chłopcem...