poniedziałek, 24 sierpnia 2015

Najpiękniej… nad morzem, czyli humbak i spółka na plaży!



     Kto czyta naszego bloga na pewno zorientował się, że z nas wielkie lokalne patriotki. Wszędzie ładnie, owszem, ale najładniej w "naszych" okolicach! Kaszuby to najpiękniejsza - naszym zdaniem - kraina w Polsce i wiem, że to zrozumiecie, jeśli kiedykolwiek byliście u nas… jeziora, lasy, pola, nieregularny krajobraz i wreszcie - morze… 

Jedno z "moich" ulubionych miejsc to Jastrzębia Góra. Piękna we wszystkie pory roku, jak wszystkie nadmorskie, turystyczne kurorty, jest oblegana w sezonie. Co za tym idzie - jarmark, jarmark, jarmark… uginające się od tandety stragany, sztuczne bursztyny, chińskie maskotki o potwornym nieraz wyrazie twarzy. Ma to jednak swój wakacyjny urok i nie wyobrażam sobie nie spędzić przynajmniej dwóch dni w trakcie wakacji - właśnie tam.. W końcu dla dzieci największą atrakcją są zawsze morskie kąpiele i pełne złotego piasku plaże. 
Afrykańskie upały nieźle dały nam się we znaki w Borucinie, dlatego prosto stamtąd czmychnęliśmy nad morze - gdzie wielką ulgę gwarantowała nadmorska bryza. I było genialnie. Genialnie! Trzy dni totalnego relaksu, piękna pogoda, szczęśliwe dzieci i my… czego chcieć więcej… 






 Maksio - czarny jak nigdy dotąd :D Takie lato, to ja rozumiem!


Przyłapana na pozowaniu ;)



Buciki typu Native - kupiłam nieoryginalne już rok temu i jakoś wysłużyły drugi sezon ;) Genialny wynalazek, nie nosili praktycznie żadnych innych butów, bo nawet na mokrą pogodę są lepsze niż kalosze… Ale strasznie zjechała się farba, w przyszłym roku już na pewno zainwestuję w oryginalne. Mam nadzieję, że problem zjechanej farby nie wystąpi :P


Gorrrrrąca kukurydza, orzrzrzeszszki w karmeluuu!… Ta przyśpiewka do dzisiaj nam chodzi po głowie ;)




Parawaning - zjawisko, które podbiło media w tym roku ;) My zawsze leżakujemy na ustronnej plaży, nie w samym centrum Jastrzębiej, więc nie zauważyliśmy skali zjawiska. Ale w trend wpasować się trzeba, więc Felek razem z tatą rozstawili i boski parawan, a co!



Nie ma też nic lepszego niż orzełki na piasku… lepsze od tych na śniegu!







Moi "ziomale" :D


I Pharell Williams ;)





A tu już największy humbaczek na plaży ;) Ja z moim nadbagażem również zażywaliśmy kąpieli - i słonecznej, i morskiej. A co mam sobie odmawiać!



Dumny tata :D


Belly button ;)





Czy to nie wygląda jak polskie Karaiby? ;)

Ech, nie ma nic piękniejszego niż ucieczka przed całym światem… nawet w towarzystwie połowy tego świata. Żaden hałas, tłum i zgiełk nie są w stanie zabrać tej przyjemności z obcowania z tak pięknym żywiołem, jak morze. A umówmy się, radości z wielkich fal, miękkiego piasku, gorącej kukurydzy na leżaku i pysznych gofrów nie zepsuje nawet podrabiany Rynkowski, ryczący w okno naszego pokoju w pensjonacie. Nawet o północy. Kurort czy nie kurort - urok jest, radość jest, beztroska - jest. Czyli… wakacje idealne!

~P.

środa, 19 sierpnia 2015

Poród bliźniąt, czyli SN czy CC?



     Gdy dowiedziałam się, że będę mamą bliźniąt, jedno z pierwszych pytań mojego męża było:

- Żaba.. ale czy ot dla Ciebie bezpieczne, taka ciąża?.. I kolejny poród..?

Zbyłam go uspokajającym "No pewnie, dam radę!", ale jednak mina mi zrzedła. Fak.. o tym nie pomyślałam…
I chociaż do porodu zostało mi jeszcze trochę czasu, to nie ma co ukrywać - zaczynam się bać. Czytam, oglądam filmiki, staram się zdecydować, który z wariantów porodu może być korzystniejszy dla mnie i dzieci… I wiem już, że nic nie wiem!


(fot. Pinterest)

środa, 12 sierpnia 2015

Walka z… imionami, czyli my kid, my rules!


   
     Jestem w 22 tygodniu ciąży. I jak zwykle - jestem w szoku, że to tak szybko zleciało! Kiedy, ja się pytam? Dopiero co dowiedziałam się, dopiero co przeżyłam szok, a tu już wielki brzuszek.
Ciągle nie mogę do końca uwierzyć, że niedługo znowu zostanę mamą, a już całkiem nie mogę sobie wyobrazić, że tym razem po raz czwarty i.. piąty! Jednocześnie! Czy to się w ogóle DA? :D
Z tym etapem ciąży wiąże się wiele rzeczy… coraz bardziej konkretne zakupy, decyzje, jaki wózek, a przede wszystkim, gdzie chcemy mieszkać. I najważniejsze - IMIONA! Kto zacz siedzi w tym moim coraz bardziej pokaźnym brzuszku?

(fot. bejsment.com)


piątek, 31 lipca 2015

Raj na ziemi



     Pokażę Wam dzisiaj, dlaczego nas tak mało ostatnio… rozkoszujemy się. Świeżym powietrzem, upojną zielenią, morzem wolnego czasu i sobą nawzajem… Wakacje - i to w najpiękniejszym miejscu na ziemi. Kaszuby!

środa, 15 lipca 2015

Matka królów!



     Od dwunastu tygodni wiem, że jestem w ciąży. Z bliźniętami.
     Od sześciu wiem, że to są chłopcy.
     Będę mieć czwartego i piątego syna!

Wydawało mi się, że jestem z tym pogodzona, mimo tego, że od dziecka - zaczytywawszy się w dziewczęcej literaturze Lucy Maud Montgomery - marzyłam o małej córeczce. Mając w pamięci to, co przeżywałam w ciąży z Felutkiem (patrz tu - klik), tym razem od początku nie pozwalałam sobie marzyć o różowym zawiniątku. I nie byłam bardzo zaskoczona, gdy w dwunastym tygodniu lekarz pokręcił głową i z podziwem orzekł - wiedząc, że jestem już mamą trzech synów:

- Matka królów!…


czwartek, 9 lipca 2015

Podróże z dziećmi vol. 2, czyli Elegancja Francja!


     Podróże kształcą. Nic nie rozwija tak, jak one, nic tak nie poszerza horyzontów, nic nie jest tak bogate w rozmaite wrażenia… Dlatego - to chyba dla wszystkich oczywiste - warto podróżować z dziećmi, uczyć ich otaczającego świata... A jednak - często potencjalne problemy zniechęcają już na starcie. Podróżowanie z dziećmi może się wydawać trudne i z pozoru - nastręczające wielu nieprzyjemnych wrażeń. Dzieci szybko się nudzą, jeszcze szybciej męczą, a zainteresowanie pięknym krajobrazem czy zabytkami jest, a jakże, zerowe. Do tego wieczne "kupa, siku, głodny, piciu", a i najgorsze ze wszystkiego, doprowadzające do szału pytania: "kiedy wreszcie będziemy" i "ale ja chcę do domu!".
NIC BARDZIEJ MYLNEGO! Chcę dzisiaj obalić ten mit. Podróżowanie z dziećmi to wielka frajda. I mówię wam to ja - mama (póki co ;) ) trzech BARDZO żywiołowych chłopców! Da się ich "ujarzmić", a nawet więcej - zainteresować na tyle, by zachwyceni łapali tysiące wrażeń, nowych zapachów, smaków, widoków… by wychować małych, ciekawych wszystkiego turystów, a nawet - mądrych obywateli świata.


poniedziałek, 6 lipca 2015

Akcja: Sesja ciążowa potrzebna na zaraz

O sesji ciążowej marzyłam już jak byłam w pierwszej ciąży. Tylko jak zwykle, skończyło się na wielkich planach, wielogodzinnych poszukiwaniach fotografów i brakiem decyzji. Suma sumarum prędzej rodziłam niż zdecydowałam się na cokolwiek. Szczęśliwie pod koniec pierwszej ciąży wzięłam udział w dokumencie Marty Grabickiej, która akurat wtedy poszukiwała mam ciężarnych i z małymi dziećmi. Inaczej nie miałabym żadnej pamiątki.

Gdy zaszłam w trzecią ciążę, obiecałam sobie jedno: skoro już prowadzę blog, robię masę zdjęć, bywam w różnych ciekawych miejscach, muszę to wykorzystać i rejestrować każdy możliwy moment ciąży. Zdjęcia każdego etapu, najlepiej tydzień po tygodniu, w tym samym miejscu,  tym samym ubraniu. AKURAT!!! Gdy minął 35. tydzień ciąży wpadłam w panikę i złość, że znowu wyszło jak zawsze. Nie miałam prawie żadnego zdjęcia intencjonalnie ciążowego.

Na szczęście w tym momencie z pomocą przyszły moje kochane dziewczyny, które spytały o pomysł na prezent na spontanicznie zorganizowany baby shower. Rozumiecie więc, że nie mogłam prosić o nic innego. Wprawdzie przeczuwam, że spowodowałam im tym życzeniem niemało problemów, ale cóż. Nie miałam innego wyjścia ;-) To była moja ostatnia deska ratunku.
Tym sposobem jeszcze przed pierwszą imprezą malutkiej Poli, w zasadzie z dnia na dzień miałam zorganizowaną swoją wymarzoną sesję. I to jeszcze u Beaty z Indygo Tree, z którą współpracujemy od dawna i czułam się bezpiecznie, bo wiedziałam, że efekt będzie spójny z moją własną wizją.



środa, 1 lipca 2015

Wprawki do wyprawki cz. I

Przyznam Wam szczerze, że post wyprawkowy tworzyłam chyba z miesiąc non stop, nazbierałam tyle materiału, że zrobią się z tego trzy wpisy. Przynajmniej nie zabraknie nas Wam w wakacje ;-)

Generalnie rzecz ujmując, wpadam powoli w lekką panikę, mimo że wszystko w zasadzie mam zorganizowane. Torba szpitalna stoi niemal spakowana, większość najbardziej potrzebnych rzeczy kupiona, wypadałoby więc tylko siedzieć i czekać ;-) No ale tak się nie da. Mamy wiedzą, o czym mówię ;-)

Jak tylko usiądę bezczynnie, w głowie niczym klatki filmu pojawiają mi się kolejne scenariusze porodowe. Co może pójść nie tak. Jaka wersja będzie najmniej, jaka najbardziej optymistyczna. Czy zdążę dojechać z Gdyni do Gdańska. Czy badania dalej będą w porządku. Czy nie odeślą mnie z kwitkiem. Czy i tym razem obejdzie się bez komplikacji.
Do tego w nocy dręczą mnie koszmary, a to tylko pod warunkiem, że już zasnę. Bo że od jakichś trzech tygodni spać nie mogę, to już chyba wiele razy Wam mówiłam. Ekscytacja miesza się ze strachem, ciekawością i niepewnością. Chciałabym tak bardzo już, ale jednak może jeszcze nie. Wszystko odbywa się wbrew logice ;D Kolejne nastroje zmieniają się jak w kalejdoskopie. I w zasadzie Bogu dzięki, że mam jeszcze małą dwójkę Drombo pod ręką, inaczej tak bardzo skupiłabym się na sobie, że bym zwariowała. Nie bez powodu w dwóch poprzednich ciążach jeździłam kilka razy do porodu. Tak bardzo wsłuchiwałam się w bodźce wszelakie, że mocniejszy podmuch wiatru wydawał mi się nadchodzącym skurczem porodowym. Nie wspominając o burczącym pustym żołądku w nocy.

Nie jest to najprostszy czas dla kobiety. Domyślam się, że dla jej otoczenia też nie ;-) Szczególnie w tych upałach rzecz się komplikuje. Obecnie przed zachodem słońca nie wychodzę za drzwi. W przeciwnym razie czuję się jak wielbłąd, który obładowany próbuje przemierzyć pustynię. Tylko że ja nie mam wielbłądzich zapasów wody uwalnianych w miarę wędrówki. Za to brzuch, który nie dość, że nie oddaje, to jeszcze ściąga wszystko, co cenne. Przytyłam całe 15 kilogramów. Niektórzy powiedzą, że niedużo, jednak biorąc pod uwagę fakt, że wszystko poszło w brzuch, jest co dźwigać na co dzień. Ale nie myślcie, że się nad sobą umartwiam. Jestem jak najdalsza od tego. To zwyczajne nieszkodliwe marudzenie. Jestem szczęśliwa, że to już trzecia ciąża bez komplikacji, sytuacji prawdziwie stresowych, że malutka się dobrze rozwija, rośnie, że ciąża już w zasadzie niemal donoszona. To wszystko cieszy jak nic innego.



poniedziałek, 22 czerwca 2015

Podróże z dziećmi vol. 1: Bracia Be w Disneylandzie




     Jeśli ktoś czytał mój zeszłoroczny wpis dotyczący wyprawy do Disneylandu w Orlando (tutaj) nie mógł być zdziwiony, że marzyliśmy z D. o tym, by móc zabrać tam nasze dzieci. Niekoniecznie do Stanów, ale choćby do Paryża. W końcu - wystarczy jeden krótki lot samolotem…
Wizja parku stawała się coraz bardziej kusząca, im bardziej Felek stawał się samodzielny, aż któregoś dnia stwierdziłam: teraz albo nigdy! Pod wpływem impulsu zaczęłam szukać biletów do Paryża dla całej naszej piątki. Kilka kliknięć wystarczyło, by znaleźć wyjątkową promocję w Wizzair… jedyny wolny - w tak niskich cenach - termin wypadał idealnie w moje urodziny! Czy to nie idealne zrządzenie losu? Nie wahałam się ani chwili dłużej i po kilku minutach już wiedziałam: JEDZIEMY!!!

czwartek, 18 czerwca 2015

Podwójna niespodzianka, czyli ratunku… to bliźniaki!


     Do niedawna myślałam, że moje życie jest już nieźle ustabilizowane. Trzej odchowani chłopcy, satysfakcjonująca praca, kochany mąż i własne mieszkanie - dość małe, ale jeszcze się tu mieściliśmy. Nawet remont w dziecięcym pokoju zrobiłam, myśląc, że dzięki temu łatwiej będzie nam tu mieszkać przez następne dwa - trzy lata, zanim zaczniemy budować swój Wymarzony Dom. A tu nagle… zaskoczyła nas wieść zupełnie niesamowita!
Zdecydowanie wiem już, że nie da się w życiu niczego zaplanować… jak to się mówi - nie znasz dnia ani godziny. Ale kto przy zdrowych zmysłach uznałby, że po trójce chłopców należy mi się jeszcze PODWÓJNA WYGRANA?!
Cóż… na pewno nie ja…