środa, 1 lipca 2015

Wprawki do wyprawki cz. I

Przyznam Wam szczerze, że post wyprawkowy tworzyłam chyba z miesiąc non stop, nazbierałam tyle materiału, że zrobią się z tego trzy wpisy. Przynajmniej nie zabraknie nas Wam w wakacje ;-)

Generalnie rzecz ujmując, wpadam powoli w lekką panikę, mimo że wszystko w zasadzie mam zorganizowane. Torba szpitalna stoi niemal spakowana, większość najbardziej potrzebnych rzeczy kupiona, wypadałoby więc tylko siedzieć i czekać ;-) No ale tak się nie da. Mamy wiedzą, o czym mówię ;-)

Jak tylko usiądę bezczynnie, w głowie niczym klatki filmu pojawiają mi się kolejne scenariusze porodowe. Co może pójść nie tak. Jaka wersja będzie najmniej, jaka najbardziej optymistyczna. Czy zdążę dojechać z Gdyni do Gdańska. Czy badania dalej będą w porządku. Czy nie odeślą mnie z kwitkiem. Czy i tym razem obejdzie się bez komplikacji.
Do tego w nocy dręczą mnie koszmary, a to tylko pod warunkiem, że już zasnę. Bo że od jakichś trzech tygodni spać nie mogę, to już chyba wiele razy Wam mówiłam. Ekscytacja miesza się ze strachem, ciekawością i niepewnością. Chciałabym tak bardzo już, ale jednak może jeszcze nie. Wszystko odbywa się wbrew logice ;D Kolejne nastroje zmieniają się jak w kalejdoskopie. I w zasadzie Bogu dzięki, że mam jeszcze małą dwójkę Drombo pod ręką, inaczej tak bardzo skupiłabym się na sobie, że bym zwariowała. Nie bez powodu w dwóch poprzednich ciążach jeździłam kilka razy do porodu. Tak bardzo wsłuchiwałam się w bodźce wszelakie, że mocniejszy podmuch wiatru wydawał mi się nadchodzącym skurczem porodowym. Nie wspominając o burczącym pustym żołądku w nocy.

Nie jest to najprostszy czas dla kobiety. Domyślam się, że dla jej otoczenia też nie ;-) Szczególnie w tych upałach rzecz się komplikuje. Obecnie przed zachodem słońca nie wychodzę za drzwi. W przeciwnym razie czuję się jak wielbłąd, który obładowany próbuje przemierzyć pustynię. Tylko że ja nie mam wielbłądzich zapasów wody uwalnianych w miarę wędrówki. Za to brzuch, który nie dość, że nie oddaje, to jeszcze ściąga wszystko, co cenne. Przytyłam całe 15 kilogramów. Niektórzy powiedzą, że niedużo, jednak biorąc pod uwagę fakt, że wszystko poszło w brzuch, jest co dźwigać na co dzień. Ale nie myślcie, że się nad sobą umartwiam. Jestem jak najdalsza od tego. To zwyczajne nieszkodliwe marudzenie. Jestem szczęśliwa, że to już trzecia ciąża bez komplikacji, sytuacji prawdziwie stresowych, że malutka się dobrze rozwija, rośnie, że ciąża już w zasadzie niemal donoszona. To wszystko cieszy jak nic innego.



poniedziałek, 22 czerwca 2015

Podróże z dziećmi vol. 1: Bracia Be w Disneylandzie




     Jeśli ktoś czytał mój zeszłoroczny wpis dotyczący wyprawy do Disneylandu w Orlando (tutaj) nie mógł być zdziwiony, że marzyliśmy z D. o tym, by móc zabrać tam nasze dzieci. Niekoniecznie do Stanów, ale choćby do Paryża. W końcu - wystarczy jeden krótki lot samolotem…
Wizja parku stawała się coraz bardziej kusząca, im bardziej Felek stawał się samodzielny, aż któregoś dnia stwierdziłam: teraz albo nigdy! Pod wpływem impulsu zaczęłam szukać biletów do Paryża dla całej naszej piątki. Kilka kliknięć wystarczyło, by znaleźć wyjątkową promocję w Wizzair… jedyny wolny - w tak niskich cenach - termin wypadał idealnie w moje urodziny! Czy to nie idealne zrządzenie losu? Nie wahałam się ani chwili dłużej i po kilku minutach już wiedziałam: JEDZIEMY!!!

czwartek, 18 czerwca 2015

Podwójna niespodzianka, czyli ratunku… to bliźniaki!


     Do niedawna myślałam, że moje życie jest już nieźle ustabilizowane. Trzej odchowani chłopcy, satysfakcjonująca praca, kochany mąż i własne mieszkanie - dość małe, ale jeszcze się tu mieściliśmy. Nawet remont w dziecięcym pokoju zrobiłam, myśląc, że dzięki temu łatwiej będzie nam tu mieszkać przez następne dwa - trzy lata, zanim zaczniemy budować swój Wymarzony Dom. A tu nagle… zaskoczyła nas wieść zupełnie niesamowita!
Zdecydowanie wiem już, że nie da się w życiu niczego zaplanować… jak to się mówi - nie znasz dnia ani godziny. Ale kto przy zdrowych zmysłach uznałby, że po trójce chłopców należy mi się jeszcze PODWÓJNA WYGRANA?!
Cóż… na pewno nie ja…


piątek, 12 czerwca 2015

Chłopięcy świat… Boyhood Bedroom vol.3


     Wiem, że wypatrujecie paryskiego wpisu i opisu wrażeń z Disneylandu, skąd ostatnio wróciliśmy, ale na to będziecie musieli jeszcze trochę poczekać ;) Mam tak wiele zdjęć, że ich obrobienie zajmie mi co najmniej kilka dni, a wrażeń do opisania jeszcze więcej. Natomiast dzisiaj chciałabym Was zaprosić raz jeszcze do królestwa moich chłopców, bo ostatnio bardziej skupiłam się na wystroju wnętrz niż samych lokatorach tej nowej, boskiej przestrzeni :) A muszę przyznać, że są oni bardzo zadowolonymi odbiorcami i jestem wręcz zachwycona, jak genialnie ta przestrzeń umożliwiła im swobodną zabawę, a co za tym idzie, i rozwój - szczególnie więzi braterskiej ;)


środa, 10 czerwca 2015

KONKURS NA BOSKĄ STYLÓWECZKĘ! WYNIKI



     Wielkimi krokami zbliża się oszałamiająca i okrągła liczba DZIESIĘCIU TYSIĘCY boskich fanów na FB… Dlatego BPM już przebiera nóżkami ;) Niby nic takiego, a jednak strasznie to miłe, że jest Was tylu, coraz więcej, mimo tego, że czasem dajemy ciała i żyjemy własnym - acz boskim ;) - życiem… na blogu nas ostatnio mało, ale już niedługo powiemy, czemu. Powodów jest kilka :) Ale o tym kiedy indziej ;)

     Dzisiaj chciałybyśmy podziękować Wam za każdy dzień i za każdy zakup <3 Wiele tych paczuszek już było i za każdym razem bardzo się cieszymy, że komuś sprawi przyjemność boski produkt.. Naprawdę to doceniamy! I dlatego wymyśliłyśmy: chcemy Was zaprosić do konkursu! Zabawy! Dla wszystkich naszych fanów i wszystkich naszych klientów, dzięki którym serce roście każdego dnia, po każdym miłym słowie od Was do nas… :)

Wiemy, że już wielu z Was ma w swojej szafie coś boskiego. Apaszkę, czapeczkę, ubranko, kocyk, bambama… Cokolwiek! Prosimy Was dzisiaj, byście w dniach od 10 do 24 czerwca nadesłali nam zdjęcie swoje lub swojego dziecka z boskim ciuszkiem lub dodatkiem. Słowem -

OGŁASZAMY KONKURS NA BOSKĄ STYLÓWECZKĘ!

czwartek, 28 maja 2015

My mamy

Aż trudno mi uwierzyć, że to już czwarty dzień matki, który obchodziłam. Jeszcze nie zdążyłam się mentalnie przestawić na tryb, że to także moje święto. Bo na razie bardziej skupiam się na tym, jak umilić ten dzień swojej kochanej mamie. Nie nauczyłam się jeszcze, że sama mogłabym celebrować ;) A w przyszłym roku to nawet potrójnie. Chyba sama nie wierzę w to, co piszę ;-)

Prawda, że piękny prezent dostałam? ;-)



czwartek, 21 maja 2015

PANDA GANG! Czyli zestawy dla mam i dzieci!




     Od trzech tygodni trwa u nas blogowy post (nie post, tylko post ;) haha), bo tyle się u nas dzieje, że słowami ciężko to opisać. Boska rewolucja to mało powiedziane! Już niedługo podzielę się z Wami prawdziwą bombą, a uwierzcie, jest na co czekać ;) Ale ten projekt jeszcze trochę czasu potrzebuje, dlatego póki co możemy w tajemnicy zacierać rączki. Jednak przyznaję - ciężko mi się teraz skupić na codzienności ;)
Uświadomiłyśmy sobie z Martą, że nie pokazałyśmy Wam wielu pięknych fot z naszej ostatniej sesji - a szkoda, a szkoda! Na pierwszy ogień zatem idzie seria, która - już widzimy - podbiła Wasze serca!  Tak samo jak i nasze… PANDA GANG <3


poniedziałek, 27 kwietnia 2015

Boyhood bedroom / Królestwo Braci Be vol. 2 - EFEKTY!



     Jakiś czas temu, wobec rozpadających się mebli i wrażenia bycia zalaną przez monstrualną ilość dziecięcych RZECZY (zabawek, ubrań, poduszek, ręczników, bielizny itp, itd), z których ani jedna nie pasowała do drugiej, powiedziałam sobie DOŚĆ! Nie zniesę dłużej skarpet wychodzących z pojemnika na klocki, ani kart do gry wymieszanych z Felkowymi maskotkami. Za mało miejsca, niefunkcjonalne pojemniki na zabawki, źle rozplanowana przestrzeń, dzieci skaczące po głowie, bo nie mieli nawet gdzie się podziać w swoim własnym pokoju… Koniec! Basta! Nadeszła era nowego porządku!!!
Od postanowienia do czynów nie minęło wiele czasu: w dwa tygodnie mieliśmy wspaniałą szafę, kolejny tydzień później dzięki życzliwym duszom z boskiego FB i DPD Gdańśk, mieliśmy nasze wymarzone łóżko. Malowanie zajęło przysłowiowe pięć minut, ale… wtedy przyszła pora na Telesfora - czyli na mnie i moje skomplikowane pomysły na dekoracje i ich realizacje :D
Dzisiaj, chociaż zajęło mi to tradycyjnie dużo dłużej niż planowałam, mogę stwierdzić: EFEKT JEST OSZAŁAMIAJĄCY! Chcecie się przekonać? :D

wtorek, 21 kwietnia 2015

Chwilowo nie ogarniam… ;-)


Choć samej trudno mi w to uwierzyć, weszłam w trzeci trymestr ciąży. Kiedy to się stało, dlaczego tak szybko, nagle, niespodziewanie. Dopiero co czekałam niecierpliwie na koniec 12. tygodnia, żeby móc odetchnąć z ulgą, że wszystko w porządku, że można poinformować świat o fasolce numer trzy.  Ledwie zarejestrowałam początek drugiego trymestru, który zazwyczaj jest bardzo przyjemnym okresem ciąży, bo piękna cera, bo włosy gęste, dużo energii, brzuch jeszcze nie przeszkadza, a już przyszło mi się z nim pożegnać. Poród zbliża się wielkimi krokami, a ja nie zdążyłam jeszcze porządnie zarejestrować ciąży. Pokontemplować jej. A obiecywałam sobie, że tym razem nadrobię wszystko, o czym zapomniałam poprzednio. Guzik niestety z tego wyszło. Jeśli mam być szczera, ciąża została zupełnie odstawiona na boczny tor, priorytet ma moja dotychczasowa dwójka Drombo. Doszło nawet do tego, że gdy mnie ktoś pyta o etap ciąży, muszę się nieźle wysilić, żeby precyzyjnie określić tydzień. Przyznaję, że często wchodzę na strony z kalkulatorami, żeby mi wyliczyły, na jakim etapie aktualnie jestem. Nie ogarniam moi drodzy zupełnie ;-)



Teraz głównie towarzyszy mi rozkojarzenie, trudności ze skupieniem, skoordynowaniem wielu rzeczy naraz. I to, co najgorsze: napady głodu. Głodu tak wielkiego, nieposkromionego, że mam wrażenie, że pochłonę wszystko, co obecnie znajduje się w lodówce. Najchętniej oczywiście słodycze. Obiecywałam sobie sto razy: tym razem się opamiętam, stawię czoła cukrowi, o który mój organizm woła jak szalony. Nic z tego. Działam jak odkurzacz. Dopóki nie zjem, nie jestem w stanie nic innego zrobić. Przyznaję, że wyjadam słodycze dzieci, chowam się za ścianą w kuchni i zjadam egoistycznie sama, żeby tylko nie musieć się dzielić. Ulga przychodzi tylko na chwilę. Proces pochłaniania odbywam kilka razy dziennie ;-) Usprawiedliwiam się skrajnie niskim ciśnieniem i tym, że mój organizm woła o najprostsze paliwo. Każde wytłumaczenie dobre, żeby zagłuszyć wyrzuty sumienia ;-)

Swoją drogą mam za sobą dość poważne problemy zdrowotne, podczas których zamiast przybrać, sporo schudłam, więc uczciwie nadrabiam kilogramy. Nie martwcie się, zdrowo i pożywnie też jem. Generalnie głównie jem ;-) Nie ma potrawy, która by mi szczególnie nie smakowała. Zrobiłam się mało wybredna i wciągam nawet grejpfruty, których wcześniej nie znosiłam.
Poza tym zaczynam narzekać. Hormony tak bardzo uderzają mi do głowy, że już nawet nie próbuję się kontrolować. Kromka chleba źle położona na talerzu może się naprawdę nagle stać życiowym dramatem. W jednej chwili wydaje mi się, że mam skumulowane w sobie tyle energii, że mogłabym przenosić góry, w drugiej czuję się jak balon, z którego właśnie uszło powietrze. W zasadzie nie wiem, komu ciężej z taką karuzelą nastrojów, emocji i humorów: mnie samej czy otoczeniu, któremu przyszło ze mną się mierzyć ;-)

I jeszcze coś, co nie daje mi spokoju: zapachy. Nagle uczucie wstrętu wywołują perfumy, proszek do prania, płyn do płukania, balsamy do ciała. Zachwycać za to zaczęły mnie wszelkiej maści detergenty! Domestos, płyn do spryskiwaczy, płyn do naczyń, wybielacz. No i jeszcze zapach benzyny!!  Wszystko to, z czym kobieta w ciąży do czynienia mieć nie powinna ;-) Chociaż przyznaję, że jadąc autem, włączam spryskiwacze na każdym czerwonym świetle ;-) Totalnie dziwaczna przypadłość ciążowa. Kosmetyki kupuję bezzapachowe, a gdy myję lustro, spryskuję je wyjątkowo dokładnie, żeby przypadkiem zacieków nie było ;-)

Daję Wam dziś mały przedsmak naszej kolekcji wiosenno-letniej. Trochę spóźnionej, ale co tam. Wyluzowałyśmy z Patrycją w ostatnim czasie. Nie spinamy się już, że coś niezrobione, że inni już mają, a my nie. Że inni pracują już nad jesienią, a my dopiero ogarniamy wiosnę. I dopiero zamierzamy pochylić się nad latem. Małe serie, spontaniczne projekty. Tak teraz pracujemy. Spontanicznie, wtedy kiedy naprawdę mamy inspirację i kiedy rodziny nam na to pozwalają. Wypracowałyśmy balans między domem a pracownią. Odpuściłyśmy i teraz snu z powiek nie spędza nam kolor ściągacza, który jest o ton jaśniejszy od koloru dzianiny, z którą ma współgrać. Do zen nam daleko, ale naprawdę się staramy ;-) A już w środę pokażemy Wam, co przygotowałyśmy. Będzie wysyp królików, kotów i innych stworków. Coś dla mamy i taty. Wpadłyśmy po uszy w uszatą konwencję, dlatego niespodzianek w tym temacie nie będzie ;-)

A na koniec moje dwa bąbelki, główni bohaterowie mojej codzienności: jeden już całkiem duży, drugi zupełnie mały, kochany osesek. Czekają dzielnie na siostrę, pukają w brzuch i zupełnie nie mogą jeszcze pojąć, o co w tym wszystkim chodzi. Co za mały kosmita niedługo z nimi zamieszka, a który teraz pływa w brzuchu mamy.  Choć sama też tego wszystkiego jeszcze nie ogarniam ;-)
m.


















fot. INDYGO TREE
rekwizyty: BUNNY LIKES