piątek, 12 lutego 2016

Dzieciństwo z Tripp Trapp / KONKURS




     Moja przygoda z Tripp Trapp od Stokke nie jest tak naprawdę moja, tylko moich dzieci… od dwóch miesięcy testujemy z Okruszkami te krzesełka i… zachwytom nie ma końca!
Przeczytajcie o naszych dotychczasowych doświadczeniach, a pod koniec wpisu będzie dla Was wielka niespodzianka :D


środa, 10 lutego 2016

Poród "na życzenie"… dobre sobie! Czyli o SN i CC słów kilka


     Osiołkowi w żłobie dano… czyli gdybym miała wybór - przy potencjalnym kolejnym porodzie (Boże, uchowaj :D), czy zdecydowałabym się rodzić naturalnie czy przez cesarskie cięcie? Od dwóch miesięcy staram się uporządkować emocje, by odpowiedzieć sobie na to pytanie. Wydaje mi się, że wreszcie nabrałam odpowiedniego dystansu. Jeśli zmagacie się z podobnym dylematem, zapraszam do przeczytania tego postu. Chociaż obawiam się, że poród jest jak sytuacja tragiczna w dramacie antycznym - nie ma łatwego rozwiązania ;)

piątek, 5 lutego 2016

Sukces większy niż inne

O raju, nie było mnie tu ponad miesiąc. Jakby ktoś zapytał, to z rozpędu odpowiedziałabym, że tydzień, może półtora. Cały ten czas zlał mi się w jeden, przeraźliwie długi dzień. Z mnóstwem powtarzających się obowiązków. W połowie grudnia zapadłam na zapalenie płuc i wtedy też zaczęły się komplikacje. Na pewno znacie to z autopsji: łańcuszek chorób, tata załapuje od mamy, dzieci od rodziców i przekazują kolejnym osobom dalej. I od nowa to samo.

Ostatnie półtora miesiąca spędziłam na ciągłym pielgrzymowaniu do przychodni. Znają mnie tam z nazwiska już chyba wszyscy. Zresztą na pogotowiu, na izbie przyjęć w szpitalu i nawet na oddziale laryngologicznym też. Przeszliśmy chyba przez wszystkie stadia i instytucje medyczne;-) Ale wcale nie o tym chciałam pisać. To tak w ramach usprawiedliwienia (się). Wybaczycie? ;)

Opowiem Wam o czymś, co mnie ostatnio najbardziej zajmuje, cieszy, budzi dumę. O sukcesie, który jest dla mnie większy niż wszystkie inne, które do tej pory postrzegałam jako największe.  O sukcesie, który mnie wzrusza bardziej niż cokolwiek innego. Który jest zwieńczeniem wszystkich dotychczasowych starań, trudnych dni. Który pozwala z przymrużeniem patrzeć na każdą kolejną awaryjną sytuację, który wymaga ode mnie ogromnych pokładów cierpliwości i opanowania. I którym wreszcie chwalę się bez cienia skromności.
Daje mi on poczucie dobrze wykonywanej roboty. Poczucia, że starania nie idą na marne i że dzieci realnie chłoną słowa, które im na co dzień przekazujemy. Jak takie małe gąbeczki, które absorbują z najbliższego otoczenia atmosferę, sposób odnoszenia się do siebie, wyrażania swoich emocji, werbalizowania własnych potrzeb i budowania relacji z innymi domownikami.




wtorek, 2 lutego 2016

Za dużo szczęścia… to nie do wytrzymania?



     Zwariujesz, mówili. Nie będziesz miała chwili dla siebie ani na pracę, mówili. I życzyli, bym się wyspała na zapas, chociaż to i tak się nie uda.
I wiecie co… nie mylili się ani trochę!

     Tylko dlaczego w tym wszystkim jestem taka szczęśliwa?!

piątek, 22 stycznia 2016

Brotherhood! Czyli bracia mniejsi i Starszaki


     Narodziny dziecka są również narodzinami każdego nas - w nowej roli. Stajemy się rodzicami, z każdym kolejnym dzieckiem - na nowo… Po raz kolejny los daje nam carte blanche. Następuje szereg obietnic, składanych samemu sobie: 
- Będę bardziej cierpliwa… 
- Będę mniej krzyczeć. 
- Będę lepszą mamą, lepszym tatą. 
- Poświęcę więcej uwagi starszym…

     Pojawienie się kolejnego maleństwa w rodzinie jest też zarazem narodzinami rodzeństwa. Brata, siostry... Nowych więzi. I chociaż zawsze są to chwile trudne, graniczne,  bo w końcu wszystko się zmienia… to gdy dobrze przygotujemy będące już w domu dzieci na przybycie nowych członków rodziny, cudownie będzie je potem obserwować!


piątek, 8 stycznia 2016

Dwa Okruszki i My, czyli… da się! :D


     Nie mam pojęcia, jak to się stało, ale… okazuje się, że minął już miesiąc od narodzin Leonka i Gucia. Prawie cały pierwszy miesiąc życia moich Okruszków! Nie wierzę, nie dowierzam, nie chcę uwierzyć, że ten najcenniejszy, najbardziej "żabkowy", najpierwszy czas mamy już prawie za sobą… całe szczęście, że ten, który trwa teraz, jest jeszcze piękniejszy - taki paradoks macierzyństwa, prawda..? Że coś się kończy, coś się zaczyna, a to coś wymazuje, zastępuje powoli wspomnienia tego, co wcześniej… bez końca…



środa, 23 grudnia 2015

Małe, ale ważne chwile

W ferworze świątecznych przygotowań musiałam odetchnąć ;-) Opowiem Wam szybciutko o uroczym miejscu, które ostatnio odkryliśmy. Spędziliśmy tam całą rodziną naprawdę sporo czasu, dosłownie przenieśliśmy się w czasie i przestrzeni. Ale żeby precyzyjnie nakreślić wyjątkowy klimat naszej ostatniej wycieczki, musimy się cofnąć do grudnia 2014.
Dokładnie rok temu odbyliśmy świąteczną podróż do Londynu. Długo planowaną i przygotowywaną.  To miał być pierwszy zagraniczny wyjazd naszego młodszego synka, Maksia.

Londyn to trochę takie nasze miejsce na ziemi. Bardzo często tam wracamy, zresztą ponad dekadę temu, jeszcze na studiach, pracowaliśmy wakacyjnie na wyspach, mamy więc stamtąd mnóstwo wspomnień. Nic więc dziwnego, że chcieliśmy tam też zabrać nasze dzieci. Trochę się bałam podróży z nimi. Mieliśmy wylecieć w środku nocy, poza tym było bardzo zimno. Wizja ciągłego ubierania i rozbierania z setek warstw trochę mnie zniechęcała. Ale jeszcze w pierwszej ciąży obiecywałam sobie i innym, że nasz tryb życia się nie zmieni (tak, tak, wiem ;-) i będziemy dalej często podróżować, tyle że z małymi pasażerami na gapę. Tak więc słowo się rzekło, bilety były kupione, sami rozumiecie, że tak na koniec nie mogłam się wycofać. I bardzo dobrze!
Chłopcy pięknie przeszli przez cały wyjazd, mimo że byli jeszcze tacy maleńcy: Maksio 1.5 roku, Kuba niecałe 3 latka. Nie tylko nie marudzili, nie sprawiali problemów, ale też czerpali pełnymi garściami z naszej wyprawy. Muzeum Historii Naturalnej, Akwarium, Winter Wonderland, duży sklep Disneya: to wszystko zrobiło na nich ogromne wrażenie. Spędziliśmy wspaniały rodzinny czas.

piątek, 18 grudnia 2015

Co jest w życiu tak naprawdę ważne

Zbliża się koniec roku, a koniec roku dla większości z nas to czas podsumowań. Bilansu, przeanalizowania plusów i minusów, jakie przyniosły ze sobą te dwanaście miesięcy. To też wspaniały czas postanowień. Bo w nowym roku oczywiście wszystko będzie inaczej, lepiej, od początku. Bo nowy rok to karta, którą dopiero będziemy zapisywać.

 I w zasadzie szkoda, że od razu na czysto, że nie można jak za naszych czasów szkolnych. Najpierw w brudnopisie, a dopiero potem w wersji ostatecznej. Nie wiem, jak Wy, ale ja zawsze wiele rzeczy bym poprawiła. Zresztą nasi stali czytelnicy wiedzą, co mi w duszy gra. Nigdy nie jest tak dobrze, że nie mogłoby być lepiej. Zawsze znajdzie się powód, coś, na co będzie można narzekać. Niby typowo słowiańska przypadłość, ale jednak moja to taka w wydaniu wyjątkowo ekstremalnym. Wymagam dużo, czasem za dużo od siebie i od innych. Uczę się jednak, żeby cieszyć się zawsze z tego, co mam, a to, że czasem nie jest idealne. Cóż, tak właśnie w życiu bywa i o tym jest ten post.


poniedziałek, 7 grudnia 2015

Tripp Trapp® od STOKKE - wygraj kultowe krzesełko!



     Czy wyobrażasz sobie krzesło, które będzie zarówno trwałe, jak i funkcjonalne przez całe życie Twojego dziecka, zapewniając mu na każdym etapie zdrową postawę kręgosłupa, a przy tym dopasuje się do każdego Waszego wnętrza? Nie? To poznaj krzesełko Tripp Trapp® od STOKKE!
Jedyne krzesło, które od 40 lat nie zmieniło swojego designu… bo po prostu nie musiało!



(fot. Pinterest)

sobota, 5 grudnia 2015

Gotowa na wszystko!

Wiecie, odkąd posiadam dzieci, robię się coraz bardziej świadoma swoich własnych cech. Obserwuję te małe istnienia krzątające się po domu, ze swoimi wszystkimi zaletami i wadami i zaskakująco często widzę w nich swoje własne odbicie. Schematy zachowań, które od lat sama powielam na co dzień. Bardzo to pouczające. Bo jak na dłoni widzę słabości własnego charakteru. A już najbardziej dobitna jest dla mnie obserwacja modelu zachowań mojego starszaka. Zdecydowanie zaczyna przejawiać cechy zamiłowania do daleko posuniętej organizacji otoczenia. Zabezpieczania się na wszelkich możliwych frontach przed czymś, co może się nieoczekiwanie wydarzyć. Znam to doskonale z autopsji.  JESTEM CODZIENNYM PREPERSEM!