niedziela, 28 lipca 2013

Wakacyjny konkurs z MANFITOYS roztrzygnięty!



    Przepraszamy, że tak późno, ale nadesłaliście masę pięknych zdjęć i aż mam ciarki, że wybrałyśmy tylko kilka.. Ale cóż, takie są zasady gry, że ktoś musi przegrać, by wygrać mógł ktoś. Na pocieszenie powiem, że to nie ostatni konkurs z MANFI :)

A oto zwycięzcy! 

Nianię elektroniczną wygrywa:

ANIA WICHNOWSKA

za kreatywne przedstawienie hasła "Wakacje" :) Zazdrościmy pomysłowości i gratulujemy!



Basen ogrodowy wygrywa 

WIOLA BARTKIEWICZ

a raczej para prawdziwych buszmenów - bo czujemy do nich miętę :D 
I zazdrościmy boskiej zabawy w dzikich rytmach! 



Szaliczek, metkę albo komin od BPM wygrywa 

KAMILA ŚLEPKO

za śliczne i równe kostiumy w grochy u mamy i córeczki :D Urzekające!




Drugi szaliczek, metkę albo komin od BPM wygrywa 

MARTA KAPUŚCIŃSKA

za fantastyczną zabawę w wodzie!



 Postanowiliśmy wyróżnić jeszcze dwie osoby - za prześliczne zdjęcia i nie tylko.. Wyróżnieni dostaną miłą niespodziankę od MANFI !

MAJĘ BALWIERZ

za boską zabawę w wodzie z ukochanym przyjacielem :) 


Drugie wyróżnienie dostaje 

PIOTR KORDALSKI 

za niesamowitą i urokliwą astmosferę zdjęcia. Zazdrościmy!



GRATULUJEMY ZWYCIĘZCOM!

 I prosimy o przesyłanie adresów na boginieprzymaszynie@gmail.com lub poprzez wiadomości na Facebooku :)

sobota, 27 lipca 2013

Kominy z kołnierzykiem, czyli odrobina stylu specjalnie dla dzieci!



     KOMINY. Od dawna chodziły za mną, ale coś mi zawsze przeszkadzało się za nie zabrać. A kilka dni temu, gdy szykowałam materiały na Bam-Bama, znalazłam kawałek tkaniny w aparaty, z którego robiłam kiedyś poduszkę. Jest on niedostępny w hurtowniach, a mi podobał się straszliwie, chciałam moim chłopcom uszyć z tego bluzkę albo gatki na lato.. i nie zdążyłam, wyszły ze sklepu i wrócić nie chcą. Ale nie mogłam wyrzucić tego kawałka, który mi został, choć teoretycznie był zbyt mały i niewymiarowy, by powstało z niego coś sensownego. I wtedy nastąpiło olśnienie. KOMIN! Ten stylowy dodatek od dłuższego czasu robi furorę w stylówkach, szczególnie wśród dorosłych. Ale - czy nasze dzieci nie zasługują na odrobinę stylu i luksusu? Komin w teorii nie sprawdzi się raczej jako ochrona przed zimnem, lepiej nadadzą się do tego nasze apaszki na minky, ale jako modny dodatek do dziecięcej stylóweczki... jak znalazł! I powstał pierwszy komin, a za nim następne, dla moich chłopaków i nie tylko. Osobiście zakochałam się w nich :-) A Wam jak się widzą?


Zrobiłam je z kontrastującą metką z minky i z rozcięciem, wg mnie wyglądają lepiej niż całkiem spięte :) Taki nasz patent.




Uwielbiam go :D


A tu już testowanie nowych kominów w terenie... Ta sesja wymagała od matki :P tyle pracy, że wieczorem czułam się jak koń po westernie... Zgroza... Ale za to wycieczka na Węsiory była bardzo przyjemna ;)

Tu Maksio w "aparatach" :D Model...


Filip wyniuchał dla siebie tym razem komin na minky w dinusie. :)




A Feluś w czachy :) Mój ulubiony wzór.


Moje ulubione zdjęcie z wycieczki na Węsiory..




Model przy kurhanie...



Ustawić ich dobrze i razem, zadanie praktycznie niewykonalne...



Troskliwy kuzyn..






I brodzimy ;)



Matka, umęczona ale szczęśliwa ;)



\
Testowanie kominów przebiegło pomyśnie, dzieci nie marudziły, że nie chcą nosić, a raczej były dumne, że posiadają coś nowego i uszytego przez mamę :) Poza tym tylko, że Maksio bardzo chce mieć nowy szalik na minky, bo jednak pluszowa strona przy szyi jest baaaaardzo przyjemna w dotyku  (a aparaty uszyłam na szarym dresie akurat) :D 
Jedna uwaga tylko. Te kominy, które mają na sobie chłopcy na fotkach, są na amen zaszyte, ale debatowaliśmy w grupie później, że ciężko przechodzą potem przez głowę. Przyznajecie, że może to generować pewne konflikty z dziećmi, które, prawda, są zupełnie niepotrzebne ;) Zdecydowałam, że trzeba je zanapować. Dlatego zakupiłam napownicę - to dla mnie jak krok milowy! Do tej pory korzystałam z pomocy znajomej krawcowej, ale nie było to najlepsze rozwiązanie dla mnie, bo często gęsto była albo niedostępna, albo musiałam długo czekać na zanapowanie (w końcu kilkanaście, czy kilkadziesiąt szaliczków nie napuje się w 5 minut). A tak mogę na bieżąco napować dowolną ilość sztuk, ilekroć zapragnę :D Wypróbowałam i już drugi nap wyszedł idealnie, szarpałam, ile wlezie, i nie odpadają, także - przygodo, trwaj!!! Możecie teraz śmiało w każdej chwili zawołać o szaliczek albo komin do zanapowania - czas realizacji mocno się skrócił :D


Będą dwie napy, żeby rozcięcie pozostało, moim zdaniem fajnie się dzięki temu kominy układają na szyi i ramionach. Poza tym wyróżnia to nasze kominy wśród innych. Jednak, jakby ktoś chciał posiadać możliwość zapięcia komina całkowicie - nie ma problemu, żeby dorobić więcej nap.
Tu zanapowane aparaty - to białe, co widać na fotce, to niestety ślad po rozpruciu, będę musiała coś z tym zrobić. Ale poradzę sobie :D


A tu już seria uszytych kominów, niedługo wrzucę je do nas na facebook https://www.facebook.com/BoginiePrzyMaszynie?ref=hl :) Uszyję też praktycznie każdy, jaki wymyślicie :) Można zamawiać na boginieprzymaszynie@gmail.com :D Mam nadzieję, że się Wam spodobają tak, jak mi i moim chłopakom :D


Pozdrawiam! 

~PaT

piątek, 26 lipca 2013

Minkościnki, bambamy, podusie... czyli jak Feniks z popiołów :)


     Lato = wakacje = lenistwo. Proste równanie! Mnie w tym roku opanowało to-tal-nie. Nie miałam siły, ani nawet ochoty, zabrać się za cokolwiek innego, niż przebywanie na świeżym powietrzu. Pogoda dopisuje, więc tym bardziej się cieszę  i tym bardziej się lenię. Leżak, książka, dzieci sobą zajęte, dobre, swojskie jedzenie i ... centymetrów w pasie przybywa, a maszyna porasta kurzem (aczkolwiek zostaje czasem zaatakowana przez dziką naturę :D mrówki, chrząszcze i inne tekie bajery. Wczoraj właśnie zaprzyjaźniała się z zieloną gąsią, najpewniej zniesioną do domu przez dzieci ;) ). Dobrze, że chociaż spacerujemy codziennie, bo w głowach by się nam poprzewracało od tego nieróbstwa ;)

I tak to toczyły się dni od początku lipca... aż tu nagle... przyjechał mały Bruno. Tzn był już wcześniej, ale przyjechał był znowu. Wczoraj. Wraz ze swoją zwariowaną mamą, czyli moją siostrą. A musicie wiedzieć, że siostra moja gust ma wybredny i wymagania spore :D Zwłaszcza wobec szyjącej sis ;) Dlatego maszyna poszła w ruch, bo nie mogłam jej odmówić, bo foch, kłótnie i zgrzytanie zębów niechybnie by mnie czekały. A tak po prawdzie, to nie mogłam mojemu małemu siostrzeńcowi odmówić posiadania minkowych uszytków, bo takiego małego MinkoJunkie to nie zna świat, nawet w to nie uwierzę! Od małego totalnie uzależniony od miziania się milusimi maskotkami ;) Jak niedopieszczony :D (ale tu żart, bo mało kto jest tak rozpieszczony i rozkochany, jak on, no, może poza naszymi, boginiowymi dziećmi ;) ). Także trafił się klient najmilszej materii, bo absolutnie zakochany w każdym minkościnku. Zabierał mi wszystko, co spadło z maszyny :) I kiział się, i miział po buźce.. I zmobilizował ciotkę do uszycia paru rzeczy. Po pierwsze primo powstała poducha. A potem druga, bo jak tę zobaczył Felek - zabierał kuzynowi i po prostu zaraz po pierwszej nastąpiła następna :) A potem poszło... bo jak maszyna się rozkręciła, to uszyła dużo nowego... I tak moja kreatywność wróciła z wakacji i sprawiła, że paluchy mnie świerzbią i męczy mnie dusza, bo tysiąc pomysłów się kłębi w głowie ;) I każdy chce być uszyty!

Na początek Bru i jego minkowe zdobycze :)

Podusia do wózka :)








Cudne stópki ;)




A ta moja!






Szał radości - trza obskakać nową poduchę :D

Przy okazji - kojarzycie Chow z filmu Kac Vegas? Zaplątał nam się na imprezę :D


I ostateczny test - do spania wyśmienita. :)



I tak gadu, gadu, o poduchach, których było już dużo u nas... Aż tu nagle, znienacka, w środku dnia, spadł nam na linki, pomiędzy wiszące pranie, nikt inny, jak.. BAM-BAM. Po prostu zrobił BAM! i jest... Przyznaję, pierwszy mój taki, ultra dumna z niego jestem i już wiem, że będzie ich dużo :D Pokochałam od pierwszego wejrzenia i mam już 4 spragnione Bam-bama proszące mordki! Wpadł i zrobił szał... jak Wam się podoba? Bru od razu zaanektował i w nosie miał wyjącego z boku Felka, że on nie ma. Własność Bru i koniec!











Mizio - miziak... 

 



MÓJ!





Ale szyciowego szału nie koniec... na linkach zlądowało coś jeszcze ;) Co to takiego? Dowiecie się już jutro... 



~PaT

środa, 24 lipca 2013

Pierwsze koty za płoty


Wracam po dwóch tygodniach pełnych przejść ;) Jest godzina 21.30, a ja mam pierwszą chwilę dla siebie. I to dosłownie chwilę: Maks ma dwugodzinny tryb nocny, co oznacza nie mniej nie więcej, że co dwie godziny mnie budzi i domaga się jedzenia. Efekty są powalające: w 3 tygodnie przybrał 1200 gramów. Dziś byliśmy na pierwszej wizycie u lekarza i przecierałam oczy ze zdumienia.
 Przyznaję: bywa ciężko. Opieka nad dwójką maluchów (Maks- 3 tygodnie, Kuba -niecałe półtora roku) naprawdę jest dla mnie wyzwaniem. Ten post powstawał dwa dni. I domyślam się, że kolejne zamieszczę nieprędko ;)
Ale nie chcę, żebyście myśleli, że narzekam. Jestem jak najdalsza od tego! Mam cudowne dzieci, które dają mi mnóstwo radości. To niesamowite, jak szybko się rozwijają. Próbuję każdą chwilę zarejestrować w pamięci, bo dzieci naprawdę błyskawicznie przeskakują z jednego etapu do drugiego.
A jak wyglądały nasze pierwsze dni z Maksem? Już sporo przeszliśmy: od bezsennych pierwszych nocy, przez problemy laktacyjne, po kolki. Zabawny jest powrót do etapu, kiedy jazda samochodem opiera się na unikaniu czerwonych świateł, bo każdy postój wiąże się z niezbyt przyjemnym dla ucha koncertem. A suszarka do włosów znowu służy nie tylko do suszenia włosów. Mamy niemowląt wiedzą, o czym mówię;)
Szycie jak na razie leży odłogiem. Planuję reaktywację już od kilku dni, ale dzieci mają własną wizję wykorzystania mojego czasu, a ja nie protestuję ;D
Wiem, że już niedługo będzie lżej, a okres wczesnego niemowlęctwa trwa tak krótko, że teraz zamierzam skupić się głównie na zajmowaniu się Maksem i Kubą.  A do szycia zobaczycie, że wrócę lada moment :)

Podzielę się z Wami zdjęciami z ostatnich trzech tygodni. Może nie działo się zbyt wiele, ale zapewniam, że był to jeden z piękniejszych dla mnie okresów.








Maks ma mnóstwo gości ;)



Kuba poskręcał z tatą trzy nowe komody:


Do domowych kultowych potraw dołączyła "czekomalinapka".






Miłość braterska niezastąpiona:







Odwiedziny u cioci Patrycji na Kaszubach:




Pierwsze lody:


Uroki mieszkania nad morzem:







Niedługo na pewno się odezwę, a teraz wracam do Maksa, bo właśnie się budzi ;) Na szczęście Kuba przesypia już całe noce ;D