poniedziałek, 28 września 2015

Co z tym karmieniem?

Karmisz piersią czy butelką? Matko jedyna, ile razy słyszałam to pytanie. Ile razy widziałam to zapalczywe oczekiwanie na prawidłową odpowiedź. Prawidłową, bo mam wrażenie, że każda inna niż "Karmię piersią" budzi oburzenie. A jeszcze jak taka matka karmi butelką z własnej woli, dopiero dostaje cięgi. Presja laktacyjna w naszym społeczeństwie jest ogromna. Chyba nawet same nie zdajemy sobie na co dzień sprawy, jak wielka. Sposób karmienia jest jednym z głównych obszarów zainteresowania niemal każdego.
Pytanie o to, jak karmię padało chyba nawet częściej niż pytanie o imię dziecka. Ostatnio nawet pani woźna w przedszkolu zainteresowała się, jak karmię. Miała bardzo przejętą minę i gdy usłyszała, że piersią, uwierzcie, że kamień spadł jej z serca.
-A już się bałam, że nie… To bardzo dobrze, jestem spokojna - podsumowała.



wtorek, 22 września 2015

Bo jak nie my, to kto? O BPM prawd parę!



   Zdradzę Wam dzisiaj tajemnicę.
   BPM nie spoczęło na laurach. Nie zawieszamy działalności i nie zwalniamy tempa. Rozwijamy się. Wbrew okolicznościom, a raczej - z nimi :D

Kiedyś pisałam, że gdy pierwszy raz zamówiłyśmy całą belę, nie mogłyśmy spać z wrażenia - i z radości, i z obawy, że się nie sprzeda… tak dzisiaj, gdy mamy pełny magazyn naszych bel autorskich dzianin - jesteśmy dumne. Pijane ze szczęścia! I pełne wiary we własne możliwości!

A wróżono nam - z fusów… - że to się nie uda.
Już nigdy.




środa, 16 września 2015

Matka matce wilkiem

Kolejka do kasy w jednym z gdańskich sklepów odzieżowych. Stoimy z Polą, czekając na swoją kolej. Zamyśliłam się straszliwie, to jeden z tych nielicznych momentów, gdy Pola spała i mogłam choć trochę zebrać myśli. Kątem oka widziałam stojące z tyłu matkę z córką. Córką właściwie zupełnie wyrośniętą w porównaniu do Poli, kilkuletnią, jednak jeszcze nie potrafiącą ocenić, że matka użyje jej zaraz do swych niecnych planów. Widzę, że się zbliżają, niemalże przyklejają mi się do pleców. I słyszę:
- O zobacz jaka dzidzia! Jaka maleńka, no naprawdę, kruszynka, że ledwo widać spod kocyka. No mówię Ci, chodź, spójrz zobacz. Takiej małej jeszcze nie widziałaś!
Tryka tę swoją zdezorientowaną córkę palcem i popycha w naszą stronę.
-Niech no Pani powie, ile malutka ma? Bo naprawdę drobniutka, taka tyciulka, że aż niewiarygodne.
-Cztery tygodnie - mówię.
-Cztery tygodnie, ojojojojojoj. No naprawdę. I już ją Pani zabiera ze sobą do sklepu? No muszę Pani powiedzieć, że ogromna odwaga. Aż podziwiam.

Uśmiecham się kurtuazyjnie, przeczuwając, co zaraz nastąpi. Jedna z tych stereotypowych sytuacji, które wiele razy przechodziłam z chłopcami. Nagle ton miłej Pani się wyzłośliwił. W oczach pojawił się ten charakterystyczny błysk. Niczym wąż, który oplata swoją ofiarę, by zaraz zadusić, wysyczała:

-Ja ze swoją córką w życiu bym tak wcześnie nie wyszła. Bałam się chorób. Wie Pani, w takich skupiskach to może wszystko złapać. No i ta klimatyzacja. Nie no, odwagę takich matek naprawdę podziwiam.
Na twarzy pojawił się wyraz absolutnego triumfu.

_YYYY???@)#)%@I!O!@O




poniedziałek, 14 września 2015

Misja: PODWÓJNA WYPRAWKA! vol.1 - Genialne gadżety (nie) tylko dla bliźniąt


     W gorsze dni, których ostatnio - z racji jesieni bądź po prostu ciążowej chandry - mam naprawdę sporo, prawdziwą ulgę stanowi dla mnie przekopywanie się przez internet w poszukiwaniu coraz to fajniejszych nowinek z kategorii "wyprawka niemowlaka". Butelki, smoczki, pieluszki, kocyki, śpiworki, pościel, wreszcie mebelki i wózek… niekończąca się historia! Przyznaję - mam swoje sprawdzone akcesoria, o których opowiem w kolejnych wpisach z tej serii, ale dzisiaj folguję sobie i oglądam wszystko, co w temacie się mieści. Zdając sobie sprawę, że to na 99% moje ostatnie maluszki (już nigdy nie powiem nigdy ;) ), mam ochotę sprawić sobie całe morze przyjemności i wypróbować wielu nowości, które od czasu Felutka pojawiły się na rynku. A jest tego sporo! Dlatego rusza mój nowy blogowy cykl - PODWÓJNA WYPRAWKA, gdzie postaram się zachwycić Was różniastymi propozycjami dla niemowląt - nie tylko w wersji x2!

Ale dzisiaj… w ramach interesującej wycieczki do "innego świata" dla zdecydowanej większości mam - zapraszam na cykl z akcesoriami, które przydatne będą szczególnie mamom bliźniaków :-)

(fot. ETSY)

czwartek, 10 września 2015

Gdzie byłam, gdy mnie nie było...

Pola zaraz kończy dwa miesiące. Aż trudno uwierzyć. Wydaje mi się, że dopiero opuszczałyśmy szpital, a jednak już wyrasta ze swoich pierwszych rzeczy. Urodziła się taka maleńka, delikatna, o wiele drobniejsza od chłopców. Była tak krucha, że przez długi czas bałam się ją przebierać. Doświadczona mama nie powinna mieć z tym pozornie problemu. A jednak miałam wrażenie, że podnosząc taką maleńką rączkę czy nóżkę i próbując włożyć w rękaw czy nogawkę mogę zrobić jej krzywdę.


poniedziałek, 7 września 2015

Misja: Tatuś vs… wyprawka dla maleństw!


     Zakupy dla maluszka - to jedna z największych ciążowych przyjemności. Która  z mam się ze mną nie zgodzi! Maleńkie skarpetki, pieluszki, śpioszki, czapeczki - do kompletu z ciążowymi hormonami wzruszają nas niesamowicie, nic więc dziwnego, że spędzamy długie godziny przed monitorami i w sklepach, wybierając najpiękniejsze ciuszki i akcesoria dla maleństwa, które kopniaczkami tylko podpowiada, a jakże, co mu się podoba… Prawda?

Ale już wersja tatuś na zakupach - jest wersją hard! Obrosła tyloma stereotypami, że wysłanie taty po wyprawkowe zakupy dla malucha przeciętnej mamie wydaje się być co najmniej bardzo ryzykowne. Żeby nie powiedzieć - głupie ;) W końcu wróci z dziewczęcymi rajstopkami zamiast chłopięcych, kupi za duże lub po prostu.. odstające zbyt mocno od naszych oczekiwań ;)

Dzisiaj jednak muszę powiedzieć - oj, jak bardzo się myliłam!!!


piątek, 4 września 2015

Twarzą w twarz z figurą po ciąży

Taki mam już charakter, że kiedy pojawia się jakiś problem, z którym trudno mi się zmierzyć zsuwam go w czeluście podświadomości. Staram się nie myśleć, zakopuję sto metrów pod ziemią i przyklepuję dokładnie łopatką, co by przypadkiem nie ujrzał światła dziennego. Niestety, zazwyczaj tak bywa, że bardzo szybko wychodzi na wierzch i prześladuje mnie do momentu, kiedy nie postanowię się z nim zmierzyć. Gniecie, gniecie, aż ugniecie ;-)
Tym razem było inaczej. Już w ciąży z Polą podejrzewałam, że trudniej będzie mi sobie poradzić z nadprogramowymi kilogramami i nadmiarem ciała tu i ówdzie. Wprawdzie owa świadomość nie skłoniła mnie do racjonalnego dawkowania cukru. Jadłam to, na co miałam ochotę. Czytaj: głównie cukier. Miałam ciągłą nieodpartą potrzebę dawkowania kolejnych dawek cukru. Najchętniej podłączyłabym sobie kroplówkę z upłynnioną czekoladą i byłabym najszczęśliwsza na świecie. Summa summarum waga w dniu porodu pokazała 21 kilogramów na plusie. Z jednej strony czułam się fatalnie z tą myślą, z drugiej przybywające na przestrzeni ciąży kilgoramy nie motywowały mnie, żeby zadbać o siebie zawczasu.