sobota, 4 marca 2017

Najtrudniejsza decyzja w życiu...


    Ojjjj ile zbierałyśmy się do tego posta... nawet dzisiaj palce nie chcą współpracować z głową i potykają się na klawiaturze. Ale mleko się rozlało. Podjęłyśmy jedną z najtrudniejszych decyzji i podjęłyśmy ją szybko - w miesiąc. Wczoraj postawiłyśmy ostatnią kropkę nad "i".
To już koniec naszego boskiego projektu... Koniec marki BPM!


  Czasem nie wierzymy, że to prawda. BPM traktujemy obie jak swój dom i swoje dzieci. Kawałek naszego życia. Dokładnie cztery lata temu stawiałyśmy pierwsze kroki, a raczej kroczki na drodze do szycia. Już rok później szyłyśmy ciuchy na zamówienie... w kolejnym roku otworzyłyśmy sklep. Odniosłyśmy niemały sukces - bez grosza pożyczonej złotówki marzenia obracałyśmy w rzeczywistość, od zera zbudowałyśmy nieźle działającą firmę. Rysowałyśmy w głowie projekty i znalazłyśmy krawcowe, które zrozumiały naszą wizję. Potknęłyśmy się na tej drodze kilka razy - ale stworzyłyśmy linię ubrań, które w końcu spełniły nasze oczekiwania i zachwyciły klientów. Przez ostatnie dwa i pół roku ciągle pięłyśmy się w górę, zarówno w jakości, designie, a także - w sprzedaży. Przez cztery lata ani razu nie straciłyśmy płynności finansowej, co na rynku jest niemałą osobliwością - znamy ten temat z opowieści...

     Skąd więc taka zaskakująca decyzja?

     Jak to zwykle bywa: SAMO ŻYCIE...

     Przez ostatni miesiąc przegadałyśmy więcej, niż przez ostatni rok. Biłyśmy się z myślami i przerzucałyśmy pomysłami. Może tylko zawiesić. Jakoś odroczyć. W końcu kochamy to robić!
Ale... nie dajemy rady. Trzeba to przyznać, nasze domowe królestwa potrzebują królowych. Szefa sztabu, głównodowodzącego, lidera. Kto, jak nie my? Kto, jak nie mama? A w zderzeniu dom i rodzina vs firma dzieci ZAWSZE wygrają. Co do tego nie mamy najmniejszych wątpliwości. To one potrzebują nas najbardziej. A firma pochłania coraz więcej czasu i czujemy, że by się rozrosnąć, jak byśmy chciały, musiałybyśmy poświęcić jej jeszcze więcej - czasu i siebie. Kosztem dzieci... a tkwić w sytuacji "tyle o ile, byle jak", jak teraz... nie ma sensu.

Jeszcze jeden powód... ostatnia kolekcja BPM była naszą wisienką na torcie. Zakładałyśmy, że może być ostatnią, ale chciałyśmy spróbować, czy mimo małych dzieci uda nam się jeszcze bardziej rozwinąć firmę. I jakim kosztem.
Udało się. Żadna kolekcja nie podobała nam się tak bardzo... i chyba dlatego też sprzedała się w rekordowo szybkim czasie. W styczniu nie miałyśmy nawet możliwości, by zrobić wyprzedaż, nie było już z czego. Mimo największego dotychczasowego zakupu na start - w niespełna trzy miesiące go wyzerowałyśmy!
Musiałyśmy szybko zacząć prace nad nową, wiosenno-letnią kolekcją, gdy dobiła nas wiadomość o zawieszeniu działalności naszej dotychczasowej szwalni.
Załamka.
Trzy razy to przerabiałyśmy. Każda nowa szwalnia =  masa pracy. Okres próbny, testowy. Dopracowywanie projektów, zawsze jakieś mniejsze lub większe różnice w jakości. Non stop kontrola, jeżdżenie w tę i wewtę. Znowu do Łodzi. 3h w jedną stronę.
Z roczniakami pod pachą.
Nie ma szans.

Oczywiście, można szukać innych rozwiązań. Problem jest wtedy, gdy po cichu czujesz, że to nie ma sensu. Umówmy się, szycie w Polsce nie jest łatwe. Ani tanie. Konkurencja rośnie, startupów jest milion. Rynek polskiej mody ciągle się powiększa. Fajnie było w nim konkurować i nieźle dawałyśmy sobie radę - co długo było dla nas źródłem ogromnej satysfakcji. Ale niestety - to wymaga CIĄGŁEJ uwagi. Trzymania ręki na pulsie - non stop. Nie tylko śledzenia trendów, nowości, informacji, ale także - wyjazdów, choćby w celach marketingowych. Targi i jeszcze raz targi  - minimum raz w miesiącu. Uwielbiałyśmy to! Ale gdy nie możesz sobie na to pozwolić - a przy małych dzieciach nie możesz! - powoli tracisz grunt pod nogami i wypadasz z obiegu.

Trzeba wiedzieć, kiedy przestać się szarpać. I uznałyśmy, że to jest dobry moment. Kiedy firma jest na plusie, a my mamy satysfakcję. Lepiej teraz niż za rok - potencjalnie z długami i frustracją, bo się odpuściło i zaprzepaściło... My zamykamy piękny rozdział w naszym życiu - a BPM kojarzy się nam tylko dobrze. Poza tym.. mówią jaskółki, że niedobre są spółki. O Boże, jak się tego bałyśmy! Przyjaźnimy się bowiem już prawie piętnaście lat! Zaprzepaścić przyjaźń dla materialnych rzeczy, dla pieniędzy wydawało nam się rzeczą najgorszą. I dzisiaj możemy odetchnąć  z ulgą. Zamykamy BPM w momencie, gdy obie jesteśmy na to gotowe i obie mamy tylko dobre doświadczenia. Nie ma żalów, pretensji i skarg. Kto wie, co byłoby za rok w obliczu potencjalnych problemów, które narosłyby przez rok zaniedbania?

     Jesteśmy wdzięczne. Sobie, losowi i WAM. I trochę czujemy, jakbyśmy Was zawiodły. Wiem, że dla wielu z Was byłyśmy dobrym przykładem, że się DA. Że można wziąć życie we własne ręce nawet z małymi dziećmi u boku, prowadząc dom.
I nie zrozumcie naszego gestu źle. DA SIĘ. Przez lata nam się udawało i tylko wyjątkowy zbieg okoliczności, piętrzące się problemy sprawiły, że na tę chwilę wolimy odpuścić. Coś się w nas wypaliło i wolimy iść dalej. Nie poddajemy się, tylko zmieniamy kurs!
Nikt nie odbierze nam tego, czego się nauczyłyśmy, a w te cztery lata zdobyłyśmy tyle doświadczenia i wiedzy z różnych zakresów, że to aż nie do wiary. Począwszy od wiedzy branżowej, przez technologie, marketing, zarządzanie, obsługę mediów społecznościowych, kontakt z klientem, plus papierologię... OMG, to najgorszy z potworów, ale jak się i jego okiełzna, to już prawie jak pan świata... ludzkie pany, czy co tam ;) Z żadną z tych rzeczy nie miałyśmy w praktyce wcześniej do czynienia. A dziś czujemy, że była to prawdziwa szkoła życia! Tylko własna firma może wam to dać! Dlatego jeśli macie pomysł, czas, energię, to róbcie to, co kochacie - tylko w ten sposób można odnieść prawdziwy sukces, nie tylko materialny! Będziemy Was dopingować do sięgania po własne marzenia, bo są na wyciągnięcie ręki, a Wy jestescie wielkie! Nikt nie ma takiej siły jak mama - wiecie to przecież najlepiej!

     A blog, pytacie... co z blogiem?
Jak się łatwo domyślić... niedługo przestanie istnieć.
Nazwa się dezaktualizuje. Nie ma marki, nie ma spółki... a przy tym każda z nas ma własny pomysł na najbliższe lata. Dlatego powoli będziemy wygaszać to miejsce. Bo to nie "blog".. to nasz dom. Tu się wszystko zaczęło i kończy... Z ogromnym bólem serc, które chyba nam pękną, serio... każdy post to kawałek naszego życia, historii. Pamiętnik dla naszych dzieci i dla nas...

Ale, ale! Żeby nie było smutno: każdy koniec to nowy początek. BPM zapewne jeszcze przez jakiś czas zostanie na razie kanałem, gdzie będziemy informować Was o swoich poczynaniach - bo każda z nas stworzy coś nowego, swojego, świeżego.


Ja, Marta, wygaszę na chwilę (co już w zasadzie chyba się wydarzyło w ostatnim czasie samoistnie) działalność parentingową, żeby móc wrócić do Was z nowymi zdobyczami. Kiedy wiedziałyśmy, że BPM chyli się ku końcowi i w zasadzie blog zostanie jedyną formą działalności, bez zaplecza szyciowego, coś zaczęło mi uwierać. Owszem, lubiłam puszczać do Was oczko z prywatnego zacisza, ale zawsze moim konikiem było to "coś jeszcze", co może stworzyć mama. A domowe ognisko niechaj na razie pozostanie domowe. Mam wiele nowych pomysłów, kiełkują w głowie kolejne projekty. Na razie nieśmiało i powoli, niczym przebiśniegi przedzierające się przez ostatnie warstwy śniegu. Mam nadzieję, że wraz z wiosną, rozkwitną w mojej głowie na dobre i pozwolą pokazać coś zaskakującego. BPM już zawsze będzie dla mnie takim filarem, wspomnieniem, które powinno utwierdzać w przekonaniu, że umiem, że potrafię, że dam radę. Czuję niemałą tremę, niepokój, który atakuje mnie nagle o różnych porach dnia i nocy. Ale cóż, zawsze uważałam, że zmiany są dobre. Najgorzej tkwić w miejscu w obawie przed zachwianiem statusu quo. Wierzę, że dopiero teraz rozwinę skrzydła. Odchowam jeszcze nieco moje małe łabądki i ruszę w swoją własną podróż. Mam nadzieję, że obfitującą w nowe ekscytujące miejsca i inspirujących ludzi, którzy dużo wniosą do mojego życia. Bo czuję się gotowa. A jeżeli czegoś mi teraz brakuje, to odwagi. I nad tym pracuję ;-)

     Ja, Pat, pokochałam blogowanie. Dzięki Wam, waszemu zaangażowaniu, wsparciu, czytaniu tego wszystkiego, co mi przychodziło do głowy!.. I czuję się tu jak ryba w wodzie, to mój sposób na życie. Chcę to robić i chyba wiem już, jak. Tego też nauczyłam się przez ostatnie cztery lata. Dlatego pracuję po cichu nad nowym projektem, który będzie gotowy już całkiem niedługo - za kilka tygodni. Inwestuję, dopieszczam i mam nadzieję, że już niebawem będę Was zapraszać w nowe miejsce. Mam nadzieję, że nas tam znajdziecie - bardzo na to liczę! Musicie kibicować. <3 Mnie i moją hałaśliwą gromadkę :D
Damy o sobie znać tutaj. Stay tuned. <3

     Całkiem na koniec pochwalimy się naszą ostatnią i piękną współpracą z marką FUNIDELIA! Pod koniec grudnia zrobiłyśmy największą w naszej karierze sesję zdjęciową. Co to było za wyzwanie logistyczne... tyle dzieci... ponad siedemdziesiąt strojów... cały dzień pracy w koniecznie najlepszych humorach! Bałyśmy się jak cholera tak dużego przedsięwzięcia. Że my padniemy, a dzieci odmówią współpracy na pierwszej prostej... A wyszło... po prostu BOSKO! Zdjęcia wykonał nasz ulubiony Trochę Fajny Fotograf... zobaczcie - uśmiejecie się tak jak my na sesji! :D

  




Jeszcze kilka słów... Nic o nas - bez Was. 
Dzięki Wam przeżywałyśmy i mamy nadzieję dalej przeżywać przygodę swojego życia. Jesteście najlepsi. 
Dziękujemy!!! 

Wasze boskie mamy - Patrycja i Marta



18 komentarzy:

  1. Jejku nie wiem co napisać, ale powiem szczerze że to jakoś wisiało w powietrzu (nawet ostatnio rozmawiałam z koleżanką o Was że to już powoli koniec BPM). Łezka się w oku kręci. Przez te 4 lata byłyśmy Waszymi wiernymi fankami i nadal nimi pozostaniemy 😊 no i kto mi teraz użyje pościelkę dla Leosia który za 10 tygodni się pojawi na świecie 😉
    Kochane życzę Wam powodzenia i trzymam kciuki za realizację Waszych nowych projektów!!!
    Jesteście Boskie 😊

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, że wisiało... nie jest łatwo pogodzić wszystko bez ofiar :)
      To prawda, jesteś chyba pierwszą klientką jeszcze sprzed czasów sklepu, która wiernie towarzyszy nam do dzisiaj :)) Ogromnie dziękujemy Ci za to <3 A dla maleńkiego Leosia - cudowne imię ;) - wszystkiego co najpiękniejsze..!

      Usuń
  2. Tak coś czułam kiedy zobaczyłam pytanie Pati o nazwę do nowego bloga. Trochę szkoda, ale z drugiej strony tak jak piszecie, nie ma się co szarpać. Przerabiałam to już raz i wiem, że każdy koniec to jest początek nowej przygody. Warto w życiu robić to co akurat jest możliwe i co nas rajcuje. Warto trzymać się swoich priorytetów bo one trzymają wszystko w ryzach. Jesteście dla mnie inspiracją od początku i czekam z niecierpliwością na nowe pomysły ☺ Trzymam mocno kciuki za powodzenie nowych projektów. Buziaki ☺

    OdpowiedzUsuń
  3. Ostatnio tylko Patrycja byla aktywna dlugi czas. Az bylo mi jej zal, ze sama pcha ten wozek, wiec czekam co ciekawego wyduma :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Moje dzieciaki zdążyły się dorobić uszatych bluz i kombinezonów z kolekcji broken mirrors (notabene tej, która najbardziej przypadła mi do serca), a dzięki Wam od jakiegoś czasu stawiam pierwsze szyciowe kroki. Byłyście dla mnie inspiracją. Również tą część waszego bloga lubiłam najbardziej. Żałuję, że wpisy typowo szyciowe przestały się pojawiać, chociaż to rozumiem. Przyjemnie było popatrzeć na wasze zmagania, postępy i coraz to nowe projekty. Lubię oglądać wasze zdjęcia i rosnące słodziaki ale mimo wszystko niedosyt pozostał. Trzymam za Was kciuki i na pewno chętnie zobaczę wasze nowe projekty :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Normalnie chyba się poryczę...tak strasznie żałuję, że to już koniec. Uwielbiałam Was czytać. Uwielbiam te Wasze cudne dzieciaczki i Was dziewczyny. Mam wrażenie jakbym Was znała całe życie. Będę strasznie tęsknić za BPM, ale trzymam kciuki za nowe projekty. Nie dajcie nam długo na siebie czekać. Ściskam Was Kochane mocno i powodzenia! Ata

    OdpowiedzUsuń
  6. To czekam na wasze nowe "dzieci" będzie bez was póki co smutno

    OdpowiedzUsuń
  7. Popłakałam się... od WAS MIAŁAM pierwsze uszytki dla Syna. Dziękuję.
    Napisane pięknie
    Dużo dobrego na nowej drodze życia <3

    OdpowiedzUsuń
  8. Z jednej strony strasznie mi smutno - nieraz podpatrywałem Waszą energię na targach, zawsze wydawało mi się, że wszystko robicie super na każdym szczeblu, ale jestem w stanie zrozumieć, bo brnę ze swoją marką już 3,5 roku i wszystko robię sama (pomaga mi tylko w wolnej chwili mój Mąż), łącznie z szyciem. Można być ośmiornicą z wieloma rękami do rożnych zadań, ale czasem można po prostu pęknąć, lepiej odpuścić. Doświadczenia nikt Wam nie zabierze - trzymam kciuki, aby wszystko poszło po Waszej myśli! Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
  9. Czułam, że coś wisi w powietrzu więc kiedy zobaczyłam pytanie o nazwę dla bloga Patrycji nawet nie byłam mocno zdziwiona (i zalajkowałam chyba 7 różnych nazw ;)) Proponuję, abyście zostawiły to miejsce i zostawiły tu linki do nowych Waszych nowych projektów, blogów, biznesów czy co tam na Was czeka :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Buuuu...ale mi przykro :( Wiem, wiem, ze to początek czegoś nowego ale i tak jest mi bardzo żal. Ja też jestem tu od początku. Kibicowałam, czytałam wszystkie Wasze wpisy, a nawet posunęłam sie dalej, bo przeprowadzałam się w tym samym czasie co Patrycja i rodziłam córkę kilka chwil po bliźniakach ;) Dziewczyny Wasz blog jest mi jednym z bliższych. Nie raz Was podziwiałam i jestem pewna,że jak przełknę tę kluchę, która teraz zatyka mi gardło, to będę podziwiała Wasze nowe odsłony ;) Trzymam kciuki i życzę Wam wszystkiego najlepszego. Sięgajcie po kolejne marzenia i spełniajcie się bez poczucia,ze umyka Wam coś ważnego :* Magda

    OdpowiedzUsuń
  11. Byłam tu przez chwilę.. ale podziwiałam Waszą pracę. To naprawdę dziwne.. że BPM nie będzie..
    Życzę zatem powodzenia na nowych ścieżkach 😁

    OdpowiedzUsuń
  12. Buuu ;( a ja właśnie zaczęłam namawiać mamę nowego Podopiecznego na Wasze uszytki oł noł. Mam tylko nadzieję, że nie znikniecie prywatnie z sieci..

    OdpowiedzUsuń
  13. Czytam waszego bloga i podziwiam to że potrafią łączyć życie osobiste i pracę będzie mi was brakowało co dzień zaglądam czy jest nowy wpis ale nie myślałam że będzie to pożegnanie

    OdpowiedzUsuń
  14. Oj jak mi smutno:( Czytam Waszego bloga i śledzę Wasze poczynania już ponad trzy lata i zawsze z niecierpliwością czekam na jakieś wiadomości. Wszystkim mówiłam, że z Patrycją byłam razem na studiach licencjackich, że tak świetnie sobie radzi i ma wspaniałą rodzinę:) Jesteście dowodem na to, że jak się chce to można wszystko!!:) Rozumiem Waszą decyzję - mama jest jedna i niezastąpiona (mimo, że reszta rodziny dzielnie wspiera i pomaga), a takie przedsięwzięcie to ogrom pracy (sama mam 3 szkrabów, wróciłam na kilka godzin do pracy i troszkę wiem co to znaczy) Z niecierpliwością czekam na nowe wieści... :)I jeszcze raz słowa uznania dla Waszej pracy!! :) Pozdrawiam Ania:)

    OdpowiedzUsuń
  15. A ja byłam przekonana ze Wy same wszystko szyjecie wszystko same. Własnoręcznie.... A tu taki psikuś.....

    OdpowiedzUsuń
  16. Kochane Kobietki! Gratuluję i życzę wszystkiego, co najlepsze <3

    OdpowiedzUsuń
  17. Bosko czyta się posty na Waszym blogu :)

    OdpowiedzUsuń