środa, 4 listopada 2015

Jak przygotować się na Armageddon, czyli oswajamy poród!

   Nie wiem, jak wy, ale gdy przygotowywałam się do mojego pierwszego porodu, byłam całkiem zielona. Miałam, oczywiście, mgliste pojęcie, że skurcze, że krocze, że główka, ale jak to się tam miało zmieścić i w jaki sposób - pozostawało dla mnie tajemnicą. Świadomość tej części kobiecości była u mnie niemal zerowa - chociaż niby byłam już dorosłą kobietą!
Dlatego poczyniłam pewne kroki, by oswoić sobie temat ciąży i porodu, a potem i połogu. I dzisiaj przygotowałam dla Was ściągawkę, dzięki której i Wy przygotujecie się psychicznie do tego ważnego wydarzenia!


(fot. BBC)





PO PIERWSZE: SZKOŁA RODZENIA

Banał, każda z was to wie. Ale warto wspomnieć, by była to dobra szkoła - najlepiej z fajną prowadzącą. Taką, która ci uzmysłowi, że owszem, nauczyć oddychania w trakcie zajęć to ty się i nauczysz, ale że na porodówce to już niekoniecznie będziesz te techniki pamiętać. Natomiast - wsłuchuj się we wszystkie wspomnienia, opowieści z porodów, jakie ci przekaże w trakcie zajęć. I anegdotki, jakie błędy popełniają świeżo upieczeni rodzice. W stylu - jedna z mam całą dobę nie przewinęła synka, bo… zapomniała, że trzeba to zrobić :D Albo - o mamie, która skarżyła się, że jej dziecko ma wysypkę i alergię nie wiadomo na co, a po długich dociekaniach - okazało się, że po prostu, jako perfekcyjna PPD, szorowała dziecięcą wanienkę Domestosem…
Słowem, wiele historyjek, które otworzą ci oczy: początki macierzyństwa to same pułapki! I że wpadki zdarzają się KAŻDEMU. Nie musisz perfekcyjnie rodzić, panować nad oddechem i tuż po porodzie ogarniać maleństwo z wprawą kobiety ze stepu, która urodziła swoje dwudzieste dziecko.
Że MOŻESZ, a nawet MUSISZ odpuścić. I że najprawdopodobniej złapie cię koszmarny baby blues, gdy będziesz się czuła nieużyteczna, brzydka, bezradna i beznadziejna. A to tylko znak, że WSZYSTKO GRA!


PO DRUGIE: PORADNIKI

Wg mnie - ok, przeczytam, ale zapomnę. Nudzą mnie niemiłosiernie i mam w sobie jakąś taką dziwną przekorę, że zrobię po swojemu. Niby jakim sposobem jakiś obcy człowiek miałby mi pomóc w obsłudze mojego dziecka? Dlatego wynoszę z nich mgliste - i tylko takie - pojęcie. Dla mnie ten etap można sobie odpuścić. Chyba że są jakieś dobre poradniki.. ale ja nie trafiłam na żaden. :P

PO TRZECIE: FORA INTERNETOWE

Tak, wiem. Profile typu "beka z mamuś na forach" i inne głupie żarty na ten temat nie zrobiły dobrego PR-u tym społecznościom. A ja Wam powiem: WSZYSTKIEGO, co przy pierwszym dziecku wiedziałam, nauczyłam się właśnie od dziewczyn. Moja mama miała tysiąc dobrych rad i wskazówek, ale to były rady sprzed 25 lat. Dzięki forom, codziennemu wymienianiu informacji, linków do nowoczesnych artykułów pielęgnacyjnych i fajnych tekstów dot. pielęgnacji i wychowywania dziecka, dowiedziałam się bardzo wiele. I mogłam na gorąco skonfrontować ze zdaniem innych mam - bo może moje wrażenie, że coś jest "zajefajne", jest mylące, bo dana rzecz - wysoce niepraktyczna. Albo metoda usypiania, karmienia itp. Słowem - nie do przecenienia są rady innych, często już doświadczonych mam. I nie ma co się śmiać.
Jeszcze jedno. Żadna inna koleżanka nie będzie z tobą rozkminiać zapachu i koloru kupki, rozpoznawać po niej niestrawności, tak samo jak po kolorze i ilości ulanego mleka. Serio. Tak samo nikt nie padnie z zachwytu, jak Twoje dziecko pierwszy raz wciągnie marchewkę albo zrobi trzy kroki. A matki z forum przejmą się tym jak osiągnięciem własnego malucha - i to jest absolutnie ZAJEBISTE!
Ja od zawsze jestem na forum portalu BABYBOOM.PL/FORUM  Całym sercem polecam :) Fora podzielone na miesiące, więc w trakcie ciąży jesteście wszyscy na tym samym etapie, a i dzieciaczki rozwijają się w podobnym tempie. A jak ktoś jest mądry, to żadnych rad ślepo nie odtworzy i nie będzie się wkręcał w dziwne awantury dot. tego, kto lepiej karmi. W końcu mamy swój rozum :)
Od razu podrzucę Wam link do najlepszego tematu na tym forum - zabawne historie z porodówek. Jak jesteście w ciąży, lepiej weźcie jakiś podkład typu Tena Lady.. wiecie, dlaczego ;) I przyszykujcie męża na cały wieczór rechotania ;) PORÓD NA WESOŁO / babyboom.pl


PO CZWARTE: LITERATURA 

Nie mylić z poradnikami. Literatura fabularna i popularnonaukowa jest - dla mnie przynajmniej - prawdziwą kopalnią wiedzy. Zdecydowanie lepiej oddziałuje mi na bujną wyobraźnię i przygotowuje moją wrażliwą psychikę na tę masakrę, która ma nadejść. Tutaj wyróżnię kilka pozycji, które po prostu, moim zdaniem, musicie poznać, nawet, jak już urodziłyście:

1. Zawołajcie położną - Jennifer Worth




Na faktach, ale fabularyzowana. Osadzoną w realiach Londynu lat pięćdziesiątych  historię czyta się jednym tchem. Świetne postaci, bez lukrowania, bez wzniosłych słów i ckliwych wątków, zaburzających prosty przekaz: rodzenie jest dla ludzi i każda z nas może to zrobić. Bez ceregieli.

2. Położna. 3550 cudów narodzin - Jeannette Kalyta




Tę pozycję również czytamy z zapartym tchem. Wspomnienia położnej, która zaczęła pracować w latach 80tych, na której oczach zachodziły wielkie zmiany w nastawieniu do porodu, rodzącej, dziecka. Naprawdę warto przeczytać, o tym, jak rodziły nasze mamy i jakie mamy dzisiaj możliwości. Plus różne autentyczne historie - przerażające, straszliwie smutne i znowuż bardzo wzruszające i wesołe. Mnie najbardziej poruszyła ta, gdzie kobieta, po niespodziewanym urodzeniu bliźniąt (a spodziewała się jednego), jedno zostawiła w szpitalu, nawet nie poinformowawszy męża, pozostałych dzieci.
Dziecko bez tożsamości od pierwszej chwili.
Niewyobrażalne.

3. Mundra - Sylwia Szwed




Rzeczowe wywiady z położnymi pracującymi w różnych epokach, w różnych warunkach, w różnych miejscach na świecie. Różnią się wiekiem, doświadczeniami, możliwościami - gdyż jedna pracuje w Danii, a druga - w Tanzanii. A mimo to każda z nich podkreśla pierwotną rolę natury, siłę kobiecości, prostotę tego całego prymarnego doświadczenia. Wspomnienia położnej, obsługującej porody w trakcie powstania warszawskiego… wstrząsające.

4. Bez znieczulenia - Marzena Dębska, Romuald Dębski, Magdalena Rigamonti


Tę pozycję mam w ręku - na dzisiaj. Przekartkowałam i wiem, że pochłonę pewnie jeszcze tej nocy. Zapis, wywiad - rzeka z dwójką znakomitych lekarzy, czyli nieco inne spojrzenie na poród niż poprzednie propozycje. Zapowiada się fantastycznie - od wstrząsających historii z porodów, przez dyskusję nad kontrowersyjnymi kwestiami jak in vitro, aborcja, cesarka na życzenie.

PO PIĄTE: PROGRAMY TELEWIZYJNE / SERIALE / DOKUMENTY

Mój mąż się ze mnie śmieje, twierdzi, że mnie to odmóżdża i jak ja w ogóle mogę w kółko ten sam scenariusz oglądać. A ja mu odpowiadam - a ty jak sobie wyobrażałeś wypchnięcie piłki przez dziurkę od szpilki? Hę? Ja też sobie tego nie wyobrażam i chcę się dowiedzieć, jak to jest w ogóle, do cholery, możliwe? I oglądałam - cesarki, porody bliźniąt, porody wcześniaków, porody naturalne, w wodzie, na łóżku, na stojąco, na klęczkach. Porody w Afryce i w Stanach, Azji i Europie. I nie mam dość. Mam wrażenie, że przynajmniej najważniejsza część nie jest wyreżyserowane, bo tego po prostu wyreżyserować się nie da. I obserwuje kobiety, ich twarze, śledzę zmiany, jakie zachodzą w nich w trakcie, jak poród postępuje. Jak z zadowolonej, współczesnej kobiety zmieniają się w rasowe samice, lwice, walczące zajadle z bólem. I z emocjami - od radości, euforii po strach, przerażenie. Jednoczę się z nimi, przeżywam to, co one i przygotowuję się w ten sposób na narodziny moich dzieci. Dzięki tym historiom, nawet tym skrajnie absurdalnym, czuję się mądrzejsza. Obraz działa na mnie jeszcze lepiej niż słowo.

Oto, jakie programy zdarzyło mi się oglądać:

1. Cztery niemowlęta na sekundę - NAT GEO People

Ciekawa formuła, ukazująca, ile dzieci na świecie rodzi się w jednej chwili. W każdym odcinku - cztery porody, każdy w innym miejscu na świecie. Bez fabuły, tylko fakty, zdjęcia. Bardzo ciekawe.

2. One born every minute - Channel 4



Klasyka gatunku :) Bardzo lubię, i mogę oglądać i oglądać. W skrócie - historie z oddziału położniczego, często bardzo wzruszające.

3. Z pamiętnika położnej - serial BBC

Czyli na podstawie powieści Jennifer Worth. Bardzo fajnie zrealizowany, świetnie oddany klimat londyńskich doków lat 50tych. Ryczę co odcinek ;) Oczywiście tu sama fabuła, zdecydowanie nieprzystaje do dzisiejszej rzeczywistości i luźno tylko opiera się na faktach. A mimo to - polecam.

4. Pierwszy krzyk - TVP, Porody - Polsat Cafe

Polski serial, narracja prowadzona przez Krystynę Czubównę. Ważny, bo dzieje się w polskich realiach, co prawda sprzed dziesięciu lat, ale wciąż nam jeszcze bliższy niż poprzednie propozycje. Bardzo wzruszający.

Porody na Polsacie Cafe - aktualna propozycja, w sumie obejrzałam dotąd dwa odcinki, nie porwało mnie to.. ale może trafiłam na niezbyt ciekawe. W tym samym klimacie jeszcze "Rosyjskie noworodki". Jakoś bez szału.

5. Ciąża z zaskoczenia - TLC,  Poród w dziczy - BBC Lifetime

No jeden absurd lepszy od drugiego, zostawiłam sobie na koniec. Totalne smaczki. "Ciąża z zaskoczenia" jest już w swojej kategorii klasykiem od dawna. Nie wiem, jakim cudem można do finału nie wiedzieć, że się jest w ciąży - stawiam stówę, że to wyreżyserowane, przekolorowane i nieprawdopodobne, szczególnie, że serial kręcony jest w Stanach, gdzie jednak panuje większa świadomość niż na stepach afrykańskich - chociaż patrząc na ten program śmiało w to wątpię, odmóżdżenie poziom pro.



Natomiast nie wiem, czy znacie "Poród w dziczy". Myślałam, że będzie to serial właśnie o porodach w miejscach, gdzie cywilizacja nie gości. Ale się pomyliłam. Tu jest rzecz o powrocie do natury, czytaj - szczęśliwe Amerykanki, które porzuciły miasta, znudzone bądź zniesmaczone porodami w szpitalach pod pełną opieką lekarską, uznają za nudne także rodzenie w domu. Dlatego jadą na pustkowie, rozbijają tam szklarnię / namiot / drewniany szałas i rodzą, patrząc na łono natury. Oczywiście, otoczone kamerami, basenami, grzejnikami, wszystkimi zdobycznymi cudami techniki. Ale na łonie.
Natury.
OMG, naprawdę z odcinka na odcinek gul skacze mi coraz wyżej ;) Gdzie te kobiety mają rozum, ja się pytam? Towarzyszy im akuszerka, owszem (która z reguly wpada w ostatniej chwili). Ale żeby ryzykować jazdę samochodem w drugiej fazie porodu, SPECJALNIE po to, by urodzić w rozciągniętym na stepie namiocie… dunno! Nie rozumiem i nie zrozumiem!
Kojarzę ideę powrotu do natury. Sama wolę mieć opiekę, czuć, że ktoś się zajmie mną i dzieckiem, jak wydarzy się coś nieoczekiwanego, ale rozumiem, że kto inny ma większą potrzebę prywatności i nie widzi sensu w kładzeniu się do łóżka szpitalnego, by w sumie uczynić to, po co się zostało zrodzonym. Czyli urodzić. Natomiast ryzykowanie swojego życia i życia dziecka w imię samego przebywania na łonie natury w tej chwili - uważam za głupie. Do kwadratu, bo jeszcze jakby naprawdę, powrót do korzeni, rodzimy w jeziorze, albo na skałach, może miałoby to jakiś mistyczny wyraz. Ale rozbijanie prowizorycznych namiotów, szklarni czy szałasów, upychanie tam tropikalnych roślin, by było miło, albo piecyków, bo na dworze burza śnieżna, wstawianie basenów - no naprawdę, trzeba się bardzo nudzić, by wymyślać takie rzeczy. Cały poród, cała historia każdego odcinka koncentruje się w 95% właśnie na utrudnieniach i "dramatycznych" zwrotach akcji - nie porodowych, ale np zwiewa ściany namiotu, grzejnik przestaje działać, woda w basenie stygnie zbyt szybko itp, itd. Albo, jak w jednym, trzeba rozpalać ognisko, bo zostały zwabione niedźwiedzie zapachem krwi. Genialne. Prawdziwy sens porodu, walka z wiatrakami… nie ma co.
Niemniej polecam - dla samego zdziwienia i wyrobienia sobie opinii - obejrzeć ;)


     Mam nadzieję, że nie znałyście wszystkich tych propozycji i pomogłam Wam nieco. Bo nie wiem, jak wy, ale ja wolę się dobrze przygotować, by w tej dramatycznej sytuacji wiedzieć, co mnie czeka. By nic mnie nie zaskoczyło, a nawet jeśli, to nie tak, by mnie zbić z tropu. I tak będzie ciężko, ale przynajmniej zarysy sytuacji będą mi znane ;) Tym razem najprawdopodobniej urodzę przez CC (abstrahując od własnych życzeń, których pewna nie jestem - obaj chłopcy są ułożeni miednicowo), więc szczególnie wnikam w opowieści o cesarkach bliźniąt ;) Ciekawe, czy i tym razem będę dobrze przygotowana :) I sama mam nadzieję, że mój przebiegnie sprawnie, bez komplikacji, "nudno" i w ogóle jak zwykle. Tego sobie i wam wszystkim życzę :D

~ P.

23 komentarze:

  1. pełen profesjonalizm - daj później znać co się przydało :P
    a tak swoją drogą to miło wiedzieć, że doświadczone mamy też nadal się uczą i zagłębiają wiedzę :)
    w dzisiejszym świecie internetu i ciągłego wytykania mama - mamie swoich racji i mądrości miałam wrażenie, że każda która przez to przeszła już wszystko wie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A dziękuję :) Oj, nie, ja przy każdym porodzie czułam się tak samo "głupia" jak przy pierwszym, a teraz już w ogóle czeka mnie nowe doświadczenie ;) Także za żadną wyrocznię się nie uważam. ;)

      Usuń
  2. Kawał dobrego posta!
    Muszę przyznać, że sama nie byłam w szkole rodzenia, a poradniki zwyczajnie mnie nudziły, choć czasem w pociągu sięgałam po prasę dla rodziców. Programy w tv przerażały mnie ogromnie, a poród na łonie natury podobnie jak Ty uzbawałam za czysty idiotyzm, a właściwie nie poród, a jego otoczkę... Z tego wszystkiego zainteresowały mnie książki i myślę, że skuszę się na przeczytanie chociaż jednej.

    Sama po przygotowaniu do porodu sn skończyłam na cc, zanim jeszcze dobrze poczułam skurcze, ze względu na spadek tętna, a mimo to nie mam traumatycznych wspomnień i chętnie oswoję poród do końca, gdy będzie taka potrzeba :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki!
      Książki naprawdę polecam, jakbym miała wybrać tylko jedną to chyba jednak Jeannette :))

      Usuń
  3. Bardzo bałam się porodu, sama wieść o tym, że zostanę mamą była dla mnie straszna- tak bardzo się wszystkiego bałam, byłam wręcz przerażona. Z tego również względu nie przygotowywałam się do porodu. Nie czytałam ksiązek, poradników, artykułów, fora internetowe odpadały ze względu na baaardzo dokładne opisy, opowieści koleżanek wydawały mi się mocno przesadzone a rady wszystkich dookoła doprawiały mnie o złość. Nie wiem dlaczego ale właśnie tak było. Do porodu szłam "ciemna" i może to i lepiej, bo gdybym wcześniej wiedziała jak bardzo i dłuuuugo będzie bolało to dziś pewnie nie miałabym wspaniałego 4letniego synka Tymona :-) Teraz za to uwielbiam oglądać programy o porodówkach, czytać fora internetowe, dobre rady i niejedną wykorzystałam :-) Ciągle uczę się czegoś nowego, również od Was- doświadczonych mamusiek :-) Pozdrawiam. Marta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O widzisz, a ja mam zupełnie inny mechanizm, muszę się dowiedzieć, żeby się przestać bać. Klasycznie, bo strach wynika niby z braku wiedzy :) Iść na żywioł - podziwiam :D Dla mnie i tak był to za każdym razem kosmos ;)

      Usuń
  4. Co do lektur polecam "Urodzić razem i naturalnie" Ireny Chołuj oraz "Poród naturalny" Ina May Gaskin :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. dla mnie najwazniejsze byly polozne, mialam szczescie i 2 razy trafilam na super polozne. wazne, zeby ich sluchac. udalo mi sie urodzic kolosika ponad 4 kg bez nieprzyjemnosci typu pekniecia itd. wlasnie dzieki doswiadczeniu poloznej.
    a co do Babyboom to calym sercem polecam, jestem tam w dwoch grupach, pierwsza od 6 lat, druga ok. 5 lat. wlasciwie to juz prawie prywatne znajomosci i przyjaznie sie zawiazaly.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, dobra położna to podstawa. Też miałam szczęście trzy razy trafić na super babki. I te same doświadczenia z BB - do dzisiaj mam bardzo dobre znajome, też w tzw "realu" już stamtąd :))

      Usuń
  6. dobry wpis :) lubie takie czytac :)
    ja chyba tez z tych co im bardziej sie boja tym bardziej drażą choć wcale nie z odwaga na wyposażeniu...

    co do seriali to sie uparłam na moje 600 gramów szczesci.. chco tez krytyke widziałam ale przypadł mi do gustu...choc rodzina krzyczy: i po co ogladasz takie straszne filmy,potem bedziesz swirowc;)

    pewnie i tak bede wiec jaka różnica...;D a szkola rodzenia...chodze...i kazde zajecia daja mi nowa dawke przerażenia ;D czasem sie zastanawiam czy napewno mowa do mnie czy to moze jakas podyplomówka ;D

    a co do lektur to ploecal mi ktos "Jezyk niemowląt" ponoc pomaga w zyciu z malym ludkiem...ale nie wiem bo jeszcze nie czytałam :)
    pozdro
    Daria

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, 600 gramów też oglądam, też mi się podoba, może dlatego, że nie miałam nigdy wcześniaka - bo ponoć odstaje mocno od rzeczywistości. Ale dał mi przynajmniej minimalną wiedzę - wiem już, że choćby nie wiem co, muszę nogi zaciskać jak najdłużej ;) bo to jest masakra :(

      Usuń
  7. Nie jestem jeszcze matką, ale powoli przygotowuję sie do tej roli. Twój post dałam do ulubionych w przeglądarce, bo
    naprawdę jest świetny :) poradników na razie jeszcze nie czytam, za to bardzo aktywnie czytam "babskie" fora :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Pamiętaj kochana po cc nie szarp się, nie dźwigaj, uważaj nawet przy przekrecaniu się na boki... Oczywiście na początku jak wszystko jest świeże... Bo będziesz okropnie wspominać swoją cc. komplikacje po cc to jak narazie najwieksza rzeź jaka mnie w życiu spotkała, także oszczędzaj się i załatw sobie pomoc na początku

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Słusznie.. ja jestem takim cyborgiem trochę, jak się uprę to wstanę za szybko.. i zrobię sobie sama kuku :/
      Pomoc już zorganizowana :)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  9. .Bardzo dobry post! Ja pomimo stosowania wszystkich wymienionych metod (poza programami w TV) byłam kłębkiem nerwów. Im więcej słyszałam historii koleżanek, tym bardziej się bałam. Bólu. Poza tym byłam przekonana, że umrę. Nie wiem, skąd takie przeświadczenie, ale tak czułam ;) . Koniec końców przeżyłam trzy porody i chyba jednak najmocniej bałam się drugiego, bo już wiedziałam, czego mogę sie spodziewać ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, Jagoda, ja przy każdym porodzie obawiałam się śmierci.. mojej albo dziecka. Teraz mam film straszny, że dostanę strasznego krwotoku przy CC :/ miałam przy Felku już i obawiam się tego samego :/ Ale lepiej nie wywoływać wilka z lasu. TFU!

      Usuń
    2. Ja też przy każdym byłam pewna, że tak będzie ... :/
      U Ciebie na pewno wszystko potoczy się bardzo dobrze :) I, choć wiem, że to czasem niełatwe, myśl tak cały czas :) Buziaki !

      Usuń
    3. Trzymaj kciuki, a ja staram się o tym nie myśleć ;)

      Usuń
  10. Na kiedy masz termin? Rodzisz naturalnie? Ja jestem teraz w ciazy termin mam na kwiecien..ale boje sie znowu porodu bez znieczulenia;p to dajej we mnie siedzi;) moze sie uda zakombinowac z cesarka..

    OdpowiedzUsuń
  11. Podziwiam za poszukiwania wiedzy. Pamiętam, w pierwszej ciąży właśnie ona pozwoliła przestać się bać, a koniec końców córka zrobiła fikołka i skończyło się cc. Teraz- na trzy dni przed terminem jestem totalnie zielona, z informacji czytanych 5 lat temu niewiele zostało i jakoś boję się czytać,a co dopiero oglądać. Za to czytam po raz kolejny " Język niemowląt" , jedyny poradnik, jaki polecam. Pozdrawiam i trzymam kciuki za jak najdłuższe ściskanie nóg!

    OdpowiedzUsuń
  12. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń