środa, 19 sierpnia 2015

Poród bliźniąt, czyli SN czy CC?



     Gdy dowiedziałam się, że będę mamą bliźniąt, jedno z pierwszych pytań mojego męża było:

- Żaba.. ale czy ot dla Ciebie bezpieczne, taka ciąża?.. I kolejny poród..?

Zbyłam go uspokajającym "No pewnie, dam radę!", ale jednak mina mi zrzedła. Fak.. o tym nie pomyślałam…
I chociaż do porodu zostało mi jeszcze trochę czasu, to nie ma co ukrywać - zaczynam się bać. Czytam, oglądam filmiki, staram się zdecydować, który z wariantów porodu może być korzystniejszy dla mnie i dzieci… I wiem już, że nic nie wiem!


(fot. Pinterest)

Rodziłam trzy razy. Przy każdym przeklinałam żywo słynną biblijną sentencję "w bólu będziesz rodziła dzieci"… Nie ma co się czarować - boli. I to bardzo. I to długo. O tych moich trzech walkach mogłabym już napisać obszerną książkę, ale postaram się krótko: nigdy wcześniej, i nigdy później, nie czułam się tak bardzo samicą zwierzęcia, prymitywnym bytem, skupionym tylko i wyłącznie na tym, by pozbyć się bólu. Pełen fokus - by wypchnąć z siebie powód całego zamieszania… a potem dosłownie totalnie odpłynąć z miłości.
I ulgi.
Bez żadnych komplikacji i najkrócej rodziłam Filipa, bo "tylko" 19 godzin. Maksa - 36, a Felka - 22 godziny. Przy czym rodząc Filipa i Maksia korzystałam ze znieczulenia zewnątrzoponowego i gdybym mogła, postawiłabym pomnik trwalszy niż ze spiżu temu, kto to wymyślił! Przy Felku nie miałam niestety już przyjemności i - spuszczając zasłonę milczenia na całą tragikomiczną resztę - błagałam, by mnie zabito, najlepiej jednym, celnym strzałem w tył głowy.
Serio! Takie to bajeczki o łatwych trzecich - i każdych kolejnych porodach!

A jednak… gdybym mogła wybrać teraz, gdybym była w pojedynczej ciąży, nigdy nie pomyślałabym o cesarce. Mimo tego, że pamiętam ten długotrwały ból, to pamiętam też co innego - absolutną świadomość przeżywania każdej sekundy porodu, aktywny udział, zespolenie z naturą, które dało mi niewiarygodną, prymitywną siłę, ogromną ulgę, gdy było już po, wszechogarniającą miłość, gdy spojrzałam - przytomnie - na moje nowonarodzone, najpiękniejsze, najdoskonalsze dziecko… i podziw, a raczej dumę, którą zobaczyłam w oczach męża i swoją własną, że dałam radę. I ciepło tego maleńkiego ciałka, kontakt skóra do skóry…
I jeszcze coś. Niemal tuż po każdym z porodów bez problemu mogłam pójść pod prysznic, wstać z łóżka, siedzieć, śmiać się swobodnie i przede wszysktim - zająć moim maleństwem. Podnieść, przytulić, kołysać, karmić. Nic mnie nie bolało, albo prawie nic.
Na trzeci dzień byłam w stanie sprzątać w domu i gotować obiad. Luz.

I to właśnie teraz by mi się najbardziej przydało. Ból przy porodzie jest do przeżycia, jak widać, chociaż próbował do trzech razy sztuka  - to nie dał mi rady. Wygrałam. Ale ból, utrudniający mi już po porodzie opiekę nad DWÓJKĄ! dzieci - przeraża mnie bardziej. Jak ja mam się odnaleźć w tej nowej, trudnej rzeczywistości, w której będę musiała "wystarczyć" na dwie maleńkie, wymagające osóbki, zmagając się przy tym z potwornym bólem, utrudniającym każdy ruch…???

Tym razem jednak muszę myśleć nie tylko o sobie. Poród naturalny bliźniąt jest statystycznie rzadszy, niż ich poród przez cesarskie cięcie. I nie dlatego, że to widzimisię matki - ale dlatego, że po pierwsze ciąża może być jednoowodniowa i jednokosmówkowa (najtrudniejsza z rodzajów ciąż bliźniaczych, z gruntu wysokiego ryzyka), maluszki mogą być źle ułożone, albo zajdzie konieczność natychmiastowego przerwania ciąży, gdy warunki w łonie będą zagrażać życiu jednego z dzieci, lub matki. Może być tak, że poród następuje na tyle przedwcześnie, że istnieje ryzyko, że maleństwa nie przeżyją naturalnego porodu. Albo tak, że mimo prawidłowego i bezproblemowego porodu pierwszego z dzieci, drugie nie będzie mogło urodzić się naturalnie - bo nie wstawi się w kanał, albo spadnie jego tętno czy inne parametry dziecka lub matki.

 (www.parents.com)

Generalnie poród bliźniąt powinien wyglądać tak, że rodzi się pierwsze dziecko, ułożone główkowo, w pozycji bezpiecznej do porodu naturalnego. Drugie z dzieci, siłą rzeczy, nie jest odpowiednio ułożone i w przerwie między jednym porodem a drugim, musi dobrze się ustawić i wstawić w kanał. Zawsze jest przerwa między tymi porodami i nie może być dłuższa niż godzina, chociaż położna, z którą rozmawiałam, mówi, że rzadko trwa tak długo, z reguły 15-20min. W tym czasie kobieta nadal odczuwa skurcze, by ułatwić dziecko do wstawienia się w kanał rodny. Nie jest lekko.

Ale najgorsze jest, że trzeba ciągle monitować to drugie maleństwo i reagować natychmiast na najmniejsze odchyły. Najmniejsze zaniechanie może spowodować trwałe kalectwo, niedotlenienie a nawet śmierć dziecka. Po rozmowie z położną wiem, że do dzisiaj takie dramatyczne sytuacje mają miejsce, chociaż przecież "się uważa". I stara. A jednak zdarza się.
Oczywiście jest to rzadkie powikłanie, ale jednak istnieje spory odsetek takich porodów, gdzie jedno dziecko rodzi się naturalnie, a drugie przez cesarskie cięcie, bo właśnie spadało tętno, matka dostała krwotoku na skutek przodującego łożyska, albo przerwa niepokojąco się wydłużała. Niekiedy kończy się tragicznie...Podsumowując - nie można przewidzieć niczego do końca.
Położna, z którą rozmawiałam, pracująca w szpitalu, w którym zamierzam rodzić, mówiła, że pierworódki rzadko kiedy rodzą naturalnie, że z reguły wykonuje się cesarskie cięcie. Inaczej jest przy wieloródkach, gdzie można z dużą dozą prawdopodobieństwa przewidzieć przebieg porodu. Można z powodzeniem i bez komplikacji urodzić naturalnie.
Faktycznie, moje trzy porody przebiegały podobnie. Ale czy chciałabym ryzykować, że tym razem może być inaczej? Że może mnie sytuacja tak zaskoczyć, że może wydarzyć się nieoczekiwany dramat, który może skończyć się tragicznie? Czy mam ryzykować, o ile, oczywiście, to podstawowe pytanie, ktoś mi da wybór?

Nie gloryfikuję cesarki, boję się jej panicznie - to ingerencja w ciało, przecięte mięśnie, sama rana… i niepełna świadomość, niepełna sprawność po porodzie, czyli wtedy, kiedy będę jej tak potrzebować. Przeraża mnie ból, trwający dużo dłużej niż przy naturalnym porodzie, bo nawet całe tygodnie.

Strasznie byłoby mi żal tego cudownego kontaktu skóra do skóry tuż po porodzie, tego świadomego uczestniczenia w pierwszych chwilach życia maleństwa, tego kwilenia przy uchu, ciepła ciałka, tej piersi podanej tuż po porodzie… Mam wrażenie, że w tym momencie do tej pory rodziła się niesamowita więź z tymi nowopoznanymi przeze mnie istotami, czyli moimi dziećmi. Patrzyłam z podziwem, niedowierzaniem, dumą, radością i uczyłam się ich od pierwszej sekundy. A one poznawały mnie…


 (fot. www.parents.com - Piękne zdjęcie, nie mogę się napatrzeć...)

     Przy cesarce tego zabraknie.  Nie przeżyłam tego, oczywiście, więc może macie inne zdanie… ale… oglądając filmiki, mam wrażenie pewnej bezduszności tej operacji, machinalnego podejścia. Brak tego cudu natury, do którego być może jestem przyzwyczajona. Matka, nierzadko półprzytomna, sekunda gdy widzi dziecko, a potem długa rozłąka…
A jednak wydaje mi się, że cesarskie cięcie jest dla moich dzieci wyjściem (dosłownie) bezpieczniejszym, niosącym potencjalnie mniejsze ryzyko komplikacji okołoporodowych. Tak, wiem, że są teorie o wpływie cesarki na astmę, zaburzenia integracji sensorycznej, że dzieci z CC mogą mieć utrudnione kontakty z rówieśnikami, a nawet tzw. "problem z matką". Ale nie dowierzam tym teoriom - znam wiele dzieci urodzonych przez CC, które nie mają żadnych tego rodzaju problemów, oraz takie po SN, które te problemy faktycznie wykazują. Nie wiążę tych kwestii i na pewno nie chcę się nad tym zastanawiać w tej mojej, konkretnej, sytuacji, bo po co, skoro może nie będę mieć na to żadnego wpływu.
     Ale nic nie poradzę na to, że coraz bardziej obsesyjnie myślę, która metoda porodu będzie dla nas lepsza… co wybrać, gdyby ktoś mnie zapytał o zdanie..? Oglądam filmy pro-SN mam bliźniąt, a nawet trojaczków, które rodzą naturalnie i nic się nie dzieje. A potem czytam o dramatycznych historiach, wcale nierzadkich, gdy z powodu lekarskiego zaniechania albo po prostu nieprzewidzianych komplikacji poród kończy się tragicznie.
Potem, dla odmiany, oglądam "machinalne" filmiki z CC, gdzie także zdarzają się dramatyczne finały i na skutek krwotoku zagrożone jest życie matki, i takie, gdzie mama mimo wszystko aktywnie uczestniczy w porodzie i widać, że ta cudowna więź naprawdę się zawiązuje, mimo nienaturalnych okoliczności… Albo słyszę opowieści, jak to strasznie długo mama dochodziła do siebie i nie była w stanie zająć się sobą czy dzieckiem i takie, gdzie koleżanki twierdzą, że już na drugi dzień wszystko było dobrze i dawały ze wszystkim doskonale radę.
I dosłownie nie wiem, nie wiem, co począć! Jestem w kropce i tylko jedno wiem - że tak czy inaczej przyjdzie mi się z "tym" zmierzyć. Problem jest jeden - lubię i muszę wiedzieć wszystko z góry, by odpowiednio się do tej myśli przyzwyczaić, przygotować, zaplanować. Niepewność jutra mnie frustruje i sprawia, że buduję w swojej głowie różne, na ogół dramatyczne scenariusze, co na pewno nie jest korzystne i nie buduje pozytywnego nastawienia do porodu.

     Nie lubię niespodzianek, a już na pewno nie takiej wagi. I bardzo bym chciała wiedzieć - ta opcja jest lepsza, wybierz tę. Będzie lepiej - bo bezpieczniej. Bo będziesz się lepiej czuła.
I chyba ten post jest właśnie świadectwem okropnej burzy, która trwa we mnie… od dawna. Nie wiem, czy możecie mi pomóc, ale jeśli możecie, macie jakieś zdanie w tej kwestii, albo same jesteście mamami bliźniąt i możecie coś poradzić - pomóżcie. Bo naprawdę czuję, że przede mną ogromne wyzwanie i dramatyczna decyzja..
Choć pewnie w ostatniej chwili okaże się, że wyboru jednak nie mam żadnego. Ale załóżmy, że wybór mam… to co wybrać…? Podpowiecie swoją historię?

~ P.



37 komentarzy:

  1. Opowiem o mojej historii... co prawda nie jestem mamą bliźniąt ale miałam cesarkę dlatego że malutka nie chciała się odwrócić główką do dołu. Czytając Twoje wątpliwości na temat braku bliskości i więzi między mamą a dzieckiem podczas cc to trochę nie do końca tak... Wiadomo, że w różnych szpitalach jest różnie, ale opowiem jak to było u mnie. Miałam niby zaplanowane cc ale lekarz stwierdził, że po co robić rano cc skoro można wieczorem i do rana będę jak nowo narodzona. A więc przyjechałam do szpitala ok 18, a moja malutka na świecie była już o 19.30. Co do samego zabiegu to owszem dużo tam strachu, nic nie zależy od Ciebie leżysz i czekasz co dalej będzie.... Pytają tylko czy dobrze się czujesz i czy nie kręci Ci się w głowie. Chociaż szczerze mówiąc nie czułam się nafaszerowana lekami, ani otępiała. Znieczulili mnie od pasa w dół i poza tym że nie czułam od pasa w dół nic to byłam w pełni świadoma wszystkiego. Co prawda wystraszona bo to mój pierwszy poród i do tego cc. Po wyjęciu mi z brzucha malutkiej położyli mi Ją na klatce piersiowej pocałowałam ją i zabrali ją do ważenia i mierzenia. Mnie zszyli a po 20-30 minutach co bardzo szybko zleciało byłam już na sali a malutka w łóżeczku obok. I to nie prawda, że nie dostawiają dziecka od razu do piersi. Moja malutka chwilkę później była już dostawiana do mojej piersi. Fakt musiała pomóc mi troszkę położna. Co jakiś czas ją dostawiali, żebym miała pokarm i jak płakała przytulałam ją, żeby się uspokoiła. Trzeba przyznać, że trzeba liczyć na czyjąś pomoc ale więź jest, zresztą jakby miało jej nie być to przecież moje kochane dziecko. 15 godzin po porodzie wstałam (oj bolało jak cholera)bi jak każda inna matka zajmowałam się sama dzieckiem. Na początku rana boli a już 5-7 dni po porodzie czułam się dobrze nawet zaskakująco dobrze. Skoro taka z Ciebie jak mniemam babka która z wszystkim sobie radzi to tym razem też dasz radę. A co najważniejsze to żeby bobaski były zdrowe i nie ważne w jaki sposób się urodzą. pozdrawiam i życze powodzenia

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja nie mam bliźniąt, za to mam 2,5 letnią córę urodzoną SN i 8-miesięcznego syna urodzonego przez CC. Mając to porównanie oddałabym królestwo, by kolejny raz urodzić SN. Cesarkę zniosłam fatalnie, zarówno fizycznie jak i psychicznie, dochodziłam do siebie miesiąc, a ze "skutkami ubocznymi" borykam się do dziś. ALE.. gdyby nie CC to prawdopodobnie ani ja, ani syn nie wyszlibyśmy z tego cało... Myślę, że warto zastanowić się nad "swoją" położną do porodu lub pomyśleć o wsparciu douli. Jeśli nie przy porodzie to może w czasie ciąży spotkanie z doulą pomogłoby Ci rozwiać wątpliwości, przygotować się na to, co Cię czeka. Poród ma to do siebie, że nie do końca da się go zaplanować ;) dlatego myślę, że warto być otwartym na różne możliwe scenariusze i postępować tak jak Ci serce i ciało podpowiadają. Nie wiem czy robiłas kiedyś coś takiego jak plan porodu. Ja nie ;) ale wiem, że dziewczyny idąc do porodu z takim planem mają poczucie większej kontroli nad tym co się dzieje. W przypadku wyboru lub konieczności wykonania CC warto też postarać się, aby przebiegało ono jak najbardziej naturalnie. Wiem, że niektóre szpitale pozwalają na kontakt SDS po cesarce, albo przynajmniej na kangurowanie maluchów przez tatę. Dobrze też, gdyby CC nie było robione "na zimno". Cokolwiek wybierzesz, dasz radę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję.. :) Plan porodu - a to działa w PL?

      Usuń
  3. Miałam da porody, najpierw naturalny, potem cesarkę. Naturalny trwał 9 godzin, bolało jak skurczybyk i w trakcie pakowałam manatki, twierdząc, że niech rodzą sobie sami, ja spadam do domu, nie obyło się tez bez nacinania krocza, które potem długo się goiło. Cesarka ratowała życia drugiej córki, wiadomo. Tak bez wahania wybrałabym poród naturalny. Ciężko się cięcie znosi, poród jest suchy, zimny, pomimo tego, że położne i lekarze byli bardzo profesjonalni i uprzejmi, boli, ciało reaguje zaskakująco dziwnie, choć w sumie nic dziwnym nie jest, biorąc pod uwagę skalę operacji. Teraz z powodu przodującego łożyska czeka mnie najprawdopodobniej znów cięcie i wiele bym dała za możliwość rodzenie naturalnego. Jednak w przypadku bliźniąt nie zastanawiała bym się i od razu wybrała cesarkę. Nie znam żadnych bliźniąt urodzonych naturalnie ale może tutaj ktoś się jeszcze wypowie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najważniejsze, by się dobrze skończyło… :* Dziękuję.

      Usuń
  4. Powiem w skrócie jak to było u mnie ( też jestem z trójmiasta) moją pierwszą córkę chciałam rodzić naturalnie, byłam na klinicznej, 42 tc, 2 dni oksytocynę we mnie wlewali non stop, nic się nie działo więc miałam sobie kwitnąć na patologii i czekać aż chyba zzielenieję...wypisałam się na własne życzenie i pojechałam do swissmedu, umówiłam się, że przyjadę rano na cc. 15 minut i córka na świecie zdrowa! prawie 5 kg! byłam całkowicie przytomna (mąż filmował z za szybki ;) ) zaraz dostałam ją do przytulenia, i oddali ją mężowi na 15 minut podczas których mnie szyli, po tych 15minutach już byłam na sali z córeczką, cały czas sama się nią zajmowałam, mogłam dzwonić o pomoc ale nie było takiej potrzeby, czułam się bardzo dobrze i w ogóle nie było czegoś takiego jak "ciężka rekonwalescencja" a blizna? na prawdę trudno ją dostrzec. Teraz planuję drugie dziecko i już nawet nad naturalnym porodem się nie zastanawiam, niestety porodówka w swissmedzie już nie istnieje :( ale na grabówku clinica medica otworzyła nową (można podejrzeć na fb) jedyny minus że za taki komfort trzeba zapłacić...ale gdybym wiedziała że wszystko się tak potoczy i wcale nie ma się czego bać, z córką zaplanowałabym to wcześniej. Na koniec dodam że rodzaj porodu to indywidualna sprawa matki i nikt nie powinien się wtrącać, co niestety często się zdarza...Powodzenia! a cc to nic strasznego ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeżeli pierwsza była cesarka, drugi poród można wybrać. Lekarze nie mogą zmusić matki po cc do porodu sn i nie mają prawa dać oksytocyny.

      Usuń
    2. dobrze wiedzieć, ale z drugiej strony, tyle się nasłuchałam o cesarkach w państwowych szpitalach, że nie wiem czy bym się odważyła, komfort który miałam w prywatnym szpitalu był wart swojej ceny, opieka, intymna atmosfera, to że mąż mógł być u mnie cały czas, to w takich chwilach bardzo ważne, i szkoda, że nie jest to normą w państwowych szpitalach.

      Usuń
    3. Raczej prywatne kliniki odpadają w moim wypadku - muszę mieć "pod ręką" oddział neonatologiczny, z racji tego, że to bliźnięta.. ale taki komfort - super :)

      Usuń
  5. Tak sobie myślę że możesz teraz się zastanawiać i kombinować i dręczyć się tymi myślami.... ale to nic nie da. Życie to życie- potrafi nas nieźle zaskakiwać. Czas przyniesie rozwiązanie - nie kombinuj bo i tak nie jesteś w stanie tego przewidzieć jakie. Przyjmij je po prostu z pokorą i z wewnętrzną siłą. Miliony kobiet na świecie codziennie rodzą dzieci- zarówno przez cc jak i przez sn. Wśród nich są ciąże bliźniacze i inne "bardziej" mnogie. Miliony po porodzie radzą sobie z własną słabością i bólem i zajmują się maluszkami. Masz rodzinę i wspaniałych synków- Oni na pewno będą wsparciem. Nie martw się na zapas!
    P.S. Znam mamę trojaczków- urodziła przez CC i bez problemu radzi sobie z opieką nad dziećmi. A to Jej pierwsze maleństwa.
    Także - spokojnie!
    pozdrawiam i ściskam serdecznie :*

    OdpowiedzUsuń
  6. Najlepsze są teksty typu "natura wie co robi" ciekawe co by na to powiedziała matka niedotlenionego przy porodzie dziecka...Gdybyśmy tak polegali na naturze to takie "osobniki" po prostu by ginęły, a tu chodzi o nasze dzieci i nasze całe życie!

    OdpowiedzUsuń
  7. Spójrz też z drugiej strony, nie znam ani jednej historii aby dziecko było chore/niepełnosprawne/niedotlenione po cc. O ile nie została wykonana operacja za późno. A to jest dwoje dzieci, podwójna odpiwiedzialność. Ja miałam dwie cesarki, za trzecim razem w przyszłości również cc, jeżeli zdecyduje się na dziecko. Masz gwarancję, że dziecko będzie zdrowe. Ty też dojdziesz do siebie. Może trochę dłużej niż pi sn, ale masz to bezpieczeństwo i komfort, że dzieci będą zdrowe

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja jestem po dwóch cc. Po każdym zero problemów, pierwsza doba faktycznie bolesna, ale potem juz luz. Po 36 h od cc nie potrzebowałam już nawet nic przeciwbólowego. Obydwu synków widziałam od razu, po szyciu byli przy piersi. Blizny nie widać, ja po 6 dniach przy drugiej cesarce robiłam przeprowadzkę sporego majdanu, bo miałam przez dwa pierwsze tygodnie byc u rodziców, ale mama się pochorowała i wracaliśmy z mężem do domu. Na następny dzień zostałam sama z noworodkiem i 5 latkiem, bo mąż też sie pochorował i dla bezpieczeństwa pojechał wykurować sie do rodziców. Generalnie wśród wszystkich znajomych nie znam nikogo kto by zle wspomniał cc. Za to moja koleżanka po sn dochodziła do siebie 4 mce, kuzynka ma z kolei niedotleniona córkę, ma 7 lat, a sprawnościowo i intelektualnie pozostaje na poziomie rocznego dziecka. Jeszcze jedna koleżanka miala dwie cc, przy obu sama alarmowała lekarzy, ze cos jest nie tak, a ze do potulnych nie należy, to nie dala sie olać. Pierwszy dziecko zaklinowalo się nóżkami, przy drugim w macicy utworzył sie jej pęcherz powietrzny, nie do wykrycia na usg. Przy porodzie sn pękłby i by umarła. Lekarze mieli niezłego stracha jak przy cc to wyszło. Takie moje doświadczenia. Zaufaj sobie. Bez paniki, znasz swoje ciało 😊

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, Ilona! A Ty nie jesteś z Trójmiasta? Jeśli tak, to gdzie rodziłaś, że przy CC dzieciaczki od razu przy piersi?

      Usuń
  9. Porozmawiaj z lekarzem, który będzie przy porodzie i ustal różne możliwe scenariusze, dopytaj o praktyki stosowane w danej placówce. Jak nie ten lekarz będzie przy porodzie, umów się z nim, że zadzwoni na oddział i pokieruje akurat tego lekarza, co będzie poród odbierał. Dobrze też porozmawiać z położnymi z tego szpitala. Nawiązując z nimi kontakt szybciej, a to z pewnością zaowocuje przy porodzie ☺ wszystko będzie dobrze! ☺

    OdpowiedzUsuń
  10. A ja nie wiem po co ta panika,jezeli sie okaze ,ze jednak musi byc CC,to nic strasznego.Mialam dwie CC(rzucawka i zagrozenie zycia dziecka).Doszlam do siebie po 3 dniach,po dobie juz smigalam jak sarenka,bol znosny,dziecko przy piersi,kiedy jeszcze mnie zaszywali,skora do skory od razu jak dziecko wyjeli,pelna swiadomosc i fala przyplywu milosci.Tylko blizna przypomina mi o CC.Doszlam do siebie szybciej niz kumpela po porpdzie naturalnym,ktora bardzo pekla o stracila duzo krwi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mnie cieszą takie scenariusze - oby i u mnie tak było :))

      Usuń
  11. Hmm, ja rozumiem, że każdy lubi wiedzieć, co będzie, jak to będzie, jak długo.... Wolimy się przygotować, nastawić etc. Ale, nie oszukujmy się, tak zdarza się baaardzo rzadko, że coś na pewno jest takie, na jakie się przygotowaliśmy..
    Miałam 3 nieplanowane cesarki, 2 razy próbowałam urodzić sn, ale pojawiły się inne czynniki, które zadecydowały o operacjach. Cesarka to naprawdę duża zdobycz medycyny - w celu ratowania życia. Jest zagrożenie dla mamy lub dziecka - ciach, tniemy i gotowe! tak to działa, tak powinno działać. Nie wiem czy sensowne jest, abyś miała wybrać już teraz, z góry, że to będzie na pewno cc. Rodziłaś już 3 razy i sama wiesz, jak to działa, że to instynkt, że to sama natura tak wymyśliła.. Ja radziłabym nastawić się na poród naturalny z możliwością wykonania cc w tracie porodu, jeśli byłoby coś niepokojącego. Jeśli masz wątpliwości, a widzę ,że masz (oglądając JAKIEKOLWIEK drastyczne sceny czy to z porodów sn czy cc będziesz je miała prawdopodobnie do końca ciąży :/), umów się z położną, która ma doświadczenie przyjmowania porodów sn bliźniąt, umów się z ordynatorem w szpitalu, gdzie chcesz rodzić lub po prostu szukaj takiego, gdzie będziesz się czuła pod dobrą opieką, gdzie takie porody się odbywają i gdzie lekarze trzymają rękę na pulsie! Nie oszukujmy się - tak natura poród wymyśliła, aby było to najlepsze wyjście dla mamy i dziecka. Cc to nie jest bułka z masłem. Wiem, że niektóre kobiety dochodzą do siebie szybciej, inne gorzej po operacji, ale cc to coś więcej niż tylko dłuższa rekonwalescencja. Nie planuj. Czuj, odpoczywaj, otaczaj się wspierającymi ludźmi. Nie bój się! Cc zawsze można zrobić, jeśli zajdzie taka potrzeba. Będzie dobrze! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Wszystko jeszcze przede mną, ale na pewno porozmawiam z lekarzami i położnymi na ten temat :)

      Usuń
  12. Dodam jeszcze, że sposób, w jaki rodzi się dziecko MA ZNACZENIE. Naprawdę. Poród przez cc nie daje wcale gwarancji zdrowia dziecka. To nie jest znowu taki hit. Dziecko urodzone przez cc nabiera odporności (ma mikrobiom zbieżny z dziećmi po sn) dopiero po 7 latach! To niesamowite. Rodząc sn przekazujesz dziecku swoje dobre bakterie, które tworzą podwaliny systemu odpornościowego dziecka, które ułatwiają dziecku trawienie, nawet mleka mamy. Dziecko po cc jest "sterylne", szybciej zasiedlają jego ciało szpitalne szczepy bakterii. Ja nie jestem zwolenniczką cc ot tak, ale tak jak pisałam wyżej - sn z możliwością cc i koniecznie do cc trzeba też zrobić plan porodu, żeby w razie czego cięcię też było "po ludzku", czyli kontakt STS, kangurowanie przez tatę etc. Będę trzymać kciuki za dobry poród, jakąkolwiek decyzję podejmiesz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A czy zdajesz sobie sprawę ze jest coś takiego jak paciorkowiec i gronkowiec. Niektóre kobiety to mają i przez to mają dodatkowe wskazania do cc. Gdzie tutaj powiesz o dobrych bakteriach. Nie zauważyłam aby moje dzieci były sterylne. Tak samo umaziane były jak każde inne. I co te niby wspaniałe bakterie mogą zrobić dla dziecka bo ja rodziłam dwa razy przez cc a znam kobiety co rodziły normalnie a ich dzieci częściej chorują niż moje. Dla mnie to co napisałaś to jest jakimś nieporozumieniem....

      Usuń
  13. Czytam, czytam i widzę, że to jeden z tych tematów, które poruszają jak mało który ale trudno się dziwić wszak poród to chyba najważniejszy moment w życiu każdej matki. Ja też nie mam doświadczeń z bliźniakami ale mam za sobą historię, w której nie dane mi było decydować jak mam rodzić. Powiem tylko, że pojechałam do szpitala nastawiona na poród naturalny. Mąż ocierający pot z czoła i ja klnąca na niego, miało być jak w filmie :) W trzeciej dobie pobytu w szpitalu obudziło mnie ktg, które nad ranem mi podłączano i krzyk pielęgniarki, potem lekarki, bo nie wyczuwali tętna. Rodziłam kilka minut w znieczuleniu całkowitym. Nic więcej w sumie nie pamiętam. Pamiętam tylko, że jak mnie wybudzali pytając jak się nazywam, to wydusiłam z siebie tylko "Zdrowa?". Jak przywieźli na salę po porodzie to się zastanawiałam czemu mój mąż i siostra płaczą, bo przecież dziecko się rusza i mówili, że zdrowe. Dziś mam w domu najcudowniejszą czterolatkę pod słońcem. Jest zdrowa, bystra, piękna po mamusi ;), na jej odporność też nie mogę narzekać. Marzył mi się poród naturalny i ta cała bliskość o której piszesz. Chyba zawsze będę zazdrościła mamom, które mają za sobą doświadczenie jakim jest mimo oczywistego bólu fizycznego ta cała magia związana z tą chwilą. Ja tego nie miałam. Zanim zobaczyłam moje dziecko, widziało je już pół rodziny, nie dano mi jej od razu przytulić, bo spałam. Mąż wpadł do szpitala gdy Hania była już na świecie, chociaż jechał przez miasto z prędkością światła. Mimo, że minęły cztery lata, to cały czas gdy ten temat wraca mam taki jakiś wyrzut sumienia i żal, że u nas odbyło się to zupełnie inaczej. Wiem, że to może wydawać się głupie ale najwyraźniej nie przepracowałam tego do końca. Z drugiej jednak strony nawet boję się myśleć, co byłoby gdyby mój lekarz, który akurat przyszedł wcześniej na dyżur nie podjął decyzji o natychmiastowym cięciu. Za tę cesarkę będę mu wdzięczna do końca życia.
    Teraz po kilku latach starań moja córka czeka na rodzeństwo. Nie chcę pisać, że nie zastanawiam się jak będzie przy tym porodzie i nie ukrywam, że chciałabym rodzić naturalnie ale nie zakładam żadnych scenariuszy, bo wiem, że życie pisze najlepsze. Czasem nie można mieć wszystkiego, a dla mnie priorytety są jasne.
    Ps. Co do formy po cesarce, to ja do swojej doszłam błyskawicznie. W sumie ten pierwszy dzień mnie bolało, a trzeciego dnia robiłam przy małej już totalnie wszystko i wiele więcej. To chyba ta wola i chęć nadrobienia tych pierwszych chwil osobno :)
    Patrycjo życzę Ci żeby scenariusz porodu, (jakikolwiek będzie) miał szczęśliwy finał, bo to najważniejsze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo sobie życzę, by i w moim przypadku po CC rekonwalescencja przebiegła tak szybko… bardzo bardzo!

      Usuń
  14. Pierwszy raz rodziłam tylko 10 godzin. Wody odeszły mi o 6 rano jak malowałam oczy przed wyjściem do pracy. Ponieważ był to 37 tydzień ja nie byłam gotowa na wyjazd do szpitala, na dodatek sama w domu. Ściągnęłam męża z pracy i do szpitala. I to był błąd. Bo kazali mi leżeć, nie mogłam wstać, wybrać pozycji dla siebie wygodnej, dali oksytocynę i kazali przeć. Bolało tak, ze miałam ochotę rąbnąć położną stojakiem do kroplówki i wyskoczyć oknem z 4 piętra. Pod koniec pewien "mądry" lekarz położył się na mnie i wypchał synka. Była 16. zobaczyłam go na chwilkę, sekundy leżał na nie. Na szczęście był zdrowy i cały. Ale do dziś żałuję, ze nie ścisnęłam za klejnoty tego drania co się na mnie położył. Ja normalnie ważę 48 kg. a on ważył tak z 85. Przez pół roku nie mogłam oddychać, kasłać, kichać, tak bolały mnie żebra. To był 2008 r. Dwa lata później miałam rodzić córeczkę. Umówiłam się na cc, bo nie chciałm tego koszmaru znów przeżywać, miałam ja mieć o 7 rano. ale córci się pospieszyło i przyszła na świat o 1. 30 w nocy. Niestety po tych dwóch poradach sn do dziś bolą mnie pachwiny. Polecam więc cc. Zwłaszcza, ze to ciąża bliźniacza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za Twoją historię :) Mi też lekarz pomagał w ten sposób wypchnąć pierwszego synka (tak się śmiesznie złożyło, że po drugiej dawce ZZO poród nagle przyspieszył i były parte, a ja nie czułam ich prawie wcale, upojona brakiem bólu ;) Dlatego pomagał mi lekarz. Ale nic mi nie uszkodził ;)

      Usuń
  15. Przede wszystkim wszystko będzie ok, bez względu na to jaki poród Cię czeka :-D Twój organizm już wiele przeszedł więc da radę. Co innego umysł i dusza. Mooocno Cię ściskam i przesyłam dużo pozytywnej energii. Chyba podobnie oswajamy rzeczywistość i problemy, więc rozumiem potrzebę informacji czerpanej garściami. Krótko. Jestem po 2 CC (dzieci ułożone pośladkowo a drugie skośnie -chyba wada macicy). Po obu oblała i z zazdrością patrzyłam na kobiety po sn. Ale pozbieralam się, niestety trwało to około 2-3 tygodni, va w pełni sił (czułam przy dźwigniu wózka) 4-5 miesięcy. Nie czarujmy się Cc to operacja z pełnią konsekwencji, ale to często to jedyny sposób. A w moim szpitalu dzieci miałam od razu po zabiegu po zaopatrzeniu. Od razu próbowałam przystawiać (córka miała problemy, ale syn jako drugi był duży silny i glooodny ;-)). Fakt nie miałam siły choć bardzo chciałam, ale wiem że bez Cc nie urodzilabym ich. A co do pomocy po porodzie daj znać na priv to podpowiem Ci coś, co mi się bardzo przydało a nie każdy wie o takim rozwiązaniu prawnym. Serdecznie Cię pozdrawiam i trzymam kciuki za Twoje samopoczucie :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, są rzeczy ważne (dobre moje samopoczucie po) i ważniejsze (bezpieczeństwo i zdrowie dzieci). Podpowiedz proszę!

      Usuń
  16. Oj, domyślam się, jaka burza myśli panuje w Twojej głowie... Ja trzy razy rodziłam sn. Ale myślę, ze bliznięta chyba faktycznie bezpieczniej przez cc. Kilka moich koleżanek rodziło w ten sposób i bardzo chwaliły (poza jedną) taki poród. Jest duże prawdopodobieństwo, że jeżeli dochodziłaś do siebie szybko po naturalnych porodach, to po cesarce też będzie podobnie. Najważniejsze to nie martwić się na zapas ! :) Ściskam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam taką nadzieję. Dość waleczny ze mnie osobnik, więc po CC jak się uprę to na pewno sobie poradzę. Najwyżej uzależnię się od morfiny eheheh ;)))

      Usuń
  17. Jestem pierwszy raz na Pani blogu- trafiłam przez przypadek bo szukam ciuszków dla moich 5 letnich córeczek . Urodziłam w 35 tygodniu przez cc, trochę za wcześnie, ale na szczęście wszystko jest ok, dziewczyny dorodne i mądre :). Pierwsza doba po cc trudna, hormony, strach o zdrowie dzieci, bo były monitorowane na neonatologii, w trzeciej dobie były juz ze mną , zajmowałam sie nimi sama bez pomocy pielęgniarek i tak jest do dzisiaj:). nie mam porównania z porodem naturalnym ale ja nigdy nie zdecydowałbym sie na taki przy dwójce dzieci, po prostu za bardzo bym o nie bała, przed ciąża miałam dwie operacje na sprawy kobiece i wiedziałam ze musze szybko wstać z łóżka, zeby sie rozchodzić bo szybciej sie do siebie dochodzi, w razie pytań służę pomocą i życzę powodzenia

    OdpowiedzUsuń
  18. Pierwsza cesarza miałam w 2010 i wcale nie było tak źle... Za to w 2014 urodziły się moje bliźniaki tez cc. Do końca miałam nadzieję, że może uda się je urodzić siłami natury.. urodziły się w dobrym stanie mimo wcześniactwa. To jest straszny mit, że nie ma takiej więzi jak przy porodzie naturalnym.. A co tylko zajmowania się hmmm kwestia siły ja chodziłam juz po 6h bo chciałam zobaczyć dzieci. I tak od samego porodu zajmuje się nimi sama (z mężem jak ma chwile czasu) dla mnie nie było ważne jak urodzenia na pierwszym miejscu było dobro dzieci :-)

    OdpowiedzUsuń
  19. Urodziłam swoje dzieci bliźniaki przez cc (położenie miednicowe). To moja pierwsza ciąża nie zastanawiałam się nad tym czy poród przez cc pozbawi mnie bliskości z dziećmi, pierwszego kontaktu. Najważniejsze było dla mnie zdrowie moich dzieci. Kontakt miałam z maluchami jeszcze na sali operacyjnej, pielęgniarka przyniosła mi najpierw syna a później córkę. Mogłam ucałować dzieci, przystawiła mi je buzi tak że dotykaliśmy się skórą. Później położyli mi dzieci na klatce piersiowej oczywiście w asekuracji męża, który był obecny podczas narodzin naszych dzieci. od momentu wyjazdu z sali operacyjnej dzieci były cały czas ze mną. Już na sali pooperacyjnej zostały przystawione do piersi.
    Pomimo, że nie rodziłam siłami natury, mam bardzo duża więź ze swoimi dziećmi, którą zresztą umacniam każdego dnia.
    Powodzenia

    OdpowiedzUsuń
  20. Jak w końcu urodziłaś? Właśnie biję się z myślami dokładnie tak jak Ty. A poród bliźniąt za około 2 miesiące.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Poczytaj kolejne wpisy, rodziłam przez CC i opisywałam jak to jest :D

      Usuń