Dzisiaj nadrabiamy zaległości - ostatnio znowu tyle się dzieje, że nie dajemy rady "apdejtować" na bieżąco wydarzeń... Ale tego nie możemy pominąć! 17 i 18 maja odbyła się w "naszym" Sopocie i "naszej" Zatoce Sztuki druga edycja Festiwalu Kontakt - Włącz świadome rodzicielstwo. Dla nas jest to bardzo, bardzo ważne wydarzenie... rok temu miałyśmy tam swój debiut. Z firmą raczkującą, a nawet nie - jeszcze w powijakach...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kiermasz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kiermasz. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 3 czerwca 2014
Festiwal Kontakt, czyli historia jednego kiermaszu
Dzisiaj nadrabiamy zaległości - ostatnio znowu tyle się dzieje, że nie dajemy rady "apdejtować" na bieżąco wydarzeń... Ale tego nie możemy pominąć! 17 i 18 maja odbyła się w "naszym" Sopocie i "naszej" Zatoce Sztuki druga edycja Festiwalu Kontakt - Włącz świadome rodzicielstwo. Dla nas jest to bardzo, bardzo ważne wydarzenie... rok temu miałyśmy tam swój debiut. Z firmą raczkującą, a nawet nie - jeszcze w powijakach...
środa, 9 kwietnia 2014
Warsaw Fashion Weekend, czyli nie wszystko złoto, co się świeci ;)
Wyjazd na WFW okupiony został ogromnym stresem. Zbiegło się dość niefortunnie parę okoliczności - konieczność wynajmu mieszkania, bo okazało się, że nasze przyjaciółki albo wyjeżdżają na ten weekend, albo mają zaplanowanych już gości.. Podróż do Warszawy autem z uszkodzoną oponą wmagała przystanków co niecałe 100km, a na końcu czekała absolutnie okropna, okropna niespodzianka! Prawdopodobnie, gdybym została z tym sama, dawno bym się załamała, ale - co dwie głowy to nie jedna :D Obróciłyśmy wszystko w żart i po raz kolejny uruchomiłyśmy wszelkie pokłady naszej kreatywności. I cóż - zaskoczyłyśmy same siebie :D
środa, 11 grudnia 2013
Takie małe postanowienia (przed)noworoczne
Ile to już nas nie było na blogu? Pewnie wyjdzie około siedmiu dni. Sporo, jeśli wziąć pod uwagę szczere chęci dzielenia się tym, co się dzieje wokół nas. A dzieje się naprawdę dużo. To trochę taki efekt kuli śnieżnej: każde nowe wydarzenie pociąga za sobą kolejne i jeszcze następne.
Chyba jesteśmy już trochę zmęczone i potrzebujemy prawdziwego odpoczynku. Jest niemal północ, a ja siadam do posta, który planowałam rano...ale 2 dni temu ;) Nie mamy dla siebie litości i zaczynamy zauważać pierwsze skutki takiego działania. Ale o tym kiedy indziej.
Dlatego pierwszym z naszych postanowień było wyznaczenie daty, do której przyjmujemy zamówienia świąteczne. Bo znając siebie, pewnie byśmy jeszcze w Wigilię przyjmowały ostatnie zlecenia i umawiały się na odbiór uszytków między kolacjami u kolejnych członków rodziny. Naprawdę, uwierzcie, wyznaczenie terminu przyjmowania zgłoszeń wymagało sporo silnej woli. Ale zrobimy, jak postanowiłyśmy: materiały dojdą przed weekendem, do końca przyszłego tygodnia (a najlepiej do jego środka) odszywamy ostatnie zamówienia, a potem już tylko świąteczny czas dla dzieci, rodziny i przyjaciół. Jakoś tak się ostatnio porobiło, że nawet w gronie starych przyjaciół trudno nam się zmobilizować i spotkać. Wstyd się przyznać, ale kolację wigilijną dla przyjaciół wyznaczyłam już ponad dwa miesiące temu, żeby mieć pewność, że wszyscy się stawią.
Tylko jak ja posprzątam cały ten szyciowy rozgardiasz przed przyjęciem kogokolwiek? ;) Popadam w totalną niemoc od samego myślenia, a co będzie, jak będę musiała zacząć realnie szukać miejsca dla metrów, ćwiartek, ścinków i półścinków tkanin, które łypią na mnie codziennie swoimi oczami z centralnego punktu mojego mieszkania? Może wydarzy się cud wigilijny i posprząta się samo? Akurat ;P
Postanowienie numer dwa: Podjęłyśmy z Patrycją decyzję, że z nastaniem nowego roku musimy się wyprowadzić z domu. Nie żeby od razu tak na stałe i gdzieś daleko, ale koniecznie musimy znaleźć miejsce, które będziemy mogły zaadaptować na naszą pracownię, w której będziemy spędzały określoną liczbę godzin dziennie. W domu będziemy już tylko zajmowały się domem i domownikami. Nie ma innego wyjścia. Inaczej wyrwiemy ostatki włosów, które zostały nam na głowie ;D
Poza tym podjęłyśmy jeszcze inną ważną decyzję, dotyczącą kiermaszy i naszego udziału w nich. Pierwszy raz pojawiłyśmy się na takim kiermaszowym wydarzeniu w maju. W Zatoce Sztuki organizowana była impreza o nazwie Mamuszki i w jej ramach próbowałyśmy sprzedać to i owo wykonane naszymi własnymi ręcami (przypomnę, że u mnie skończyło się niemal przedwczesnym porodem, tak się wtedy napracowałam). Potem miałyśmy długą przerwę, aż do 1 grudnia., kiedy to pojawiłyśmy się na kiermaszu świątecznym w klubie Scena w Sopocie (a konkrenie pojawiła się Patrycja z moim mężem, bo ja wolę nie wspominać przez co wtedy przechodziłam). Niestety, pora roku nie sprzyja wizytom gości na podobnych wydarzeniach. A więc przygotowania okazały się bezowocne, bo po prostu ludzi było jak na lekarstwo. Podobne odczucia miałyśmy podczas kolejnego kiermaszu, Mungo Fair.
I nie chodzi tu o starania organizatorów, które są ogromne. Widać, że bardzo im zależy na wypromowaniu imprezy. Starają się jak mogą, ale jednak kiepskie warunki atmosferyczne są ciągle zwycięskie w tej walce. Oceniamy, że jak na razie internet to mekka dla twórców handmade. Dlatego od teraz staranniej będziemy dobierały kiermasze, w których będziemy chciały uczestniczyć. Ha! Z jednego już nawet zrezygnowałyśmy mimo uprzedniego zgłoszenia się. Nie rzucamy słów na wiatr;P
Dobra, kończę już, bo chyba zaczyna się z tego robić poradnik szyciowego przetrwania ;)
Podrzucam Wam więc jeszcze krótką fotorelację z ostatniego kiermaszu Mungo Fair. Mimo że odwiedziło nas niewielu ludzi, trzeba zaznaczyć, że spotkałyśmy mnóstwo inspirujących i bardzo kreatywnych osób wystawiających swoje dzieła. Miejmy nadzieję, że zawiążą się z tego dłuższe znajomości, a co z tego, że poniekąd "biznesowe". No dobra, branżowe brzmi lepiej ;)
Boginiowe stoisko jak zawsze kolorowe. Nawet zimą ;)
Natchnęło mnie? ;D
Bo u nas to jak w rodzinie: miło i z uśmiechem.
Spodnie, podusie, metkosie, kocyki... Duuuużo ich ;)
Gadki-szmatki z pozostałymi wystawcami najbardziej cenne. Tu z Mama Design.
Mungo Fair;)
Tylko co my teraz zrobimy z tymi poduszkami? ;)
Patrycja w swoim żywiole ;)
Muzyka była naprawdę dobra ;) I na żywo!
Chyba jesteśmy już trochę zmęczone i potrzebujemy prawdziwego odpoczynku. Jest niemal północ, a ja siadam do posta, który planowałam rano...ale 2 dni temu ;) Nie mamy dla siebie litości i zaczynamy zauważać pierwsze skutki takiego działania. Ale o tym kiedy indziej.
Dlatego pierwszym z naszych postanowień było wyznaczenie daty, do której przyjmujemy zamówienia świąteczne. Bo znając siebie, pewnie byśmy jeszcze w Wigilię przyjmowały ostatnie zlecenia i umawiały się na odbiór uszytków między kolacjami u kolejnych członków rodziny. Naprawdę, uwierzcie, wyznaczenie terminu przyjmowania zgłoszeń wymagało sporo silnej woli. Ale zrobimy, jak postanowiłyśmy: materiały dojdą przed weekendem, do końca przyszłego tygodnia (a najlepiej do jego środka) odszywamy ostatnie zamówienia, a potem już tylko świąteczny czas dla dzieci, rodziny i przyjaciół. Jakoś tak się ostatnio porobiło, że nawet w gronie starych przyjaciół trudno nam się zmobilizować i spotkać. Wstyd się przyznać, ale kolację wigilijną dla przyjaciół wyznaczyłam już ponad dwa miesiące temu, żeby mieć pewność, że wszyscy się stawią.
Tylko jak ja posprzątam cały ten szyciowy rozgardiasz przed przyjęciem kogokolwiek? ;) Popadam w totalną niemoc od samego myślenia, a co będzie, jak będę musiała zacząć realnie szukać miejsca dla metrów, ćwiartek, ścinków i półścinków tkanin, które łypią na mnie codziennie swoimi oczami z centralnego punktu mojego mieszkania? Może wydarzy się cud wigilijny i posprząta się samo? Akurat ;P
Postanowienie numer dwa: Podjęłyśmy z Patrycją decyzję, że z nastaniem nowego roku musimy się wyprowadzić z domu. Nie żeby od razu tak na stałe i gdzieś daleko, ale koniecznie musimy znaleźć miejsce, które będziemy mogły zaadaptować na naszą pracownię, w której będziemy spędzały określoną liczbę godzin dziennie. W domu będziemy już tylko zajmowały się domem i domownikami. Nie ma innego wyjścia. Inaczej wyrwiemy ostatki włosów, które zostały nam na głowie ;D
Poza tym podjęłyśmy jeszcze inną ważną decyzję, dotyczącą kiermaszy i naszego udziału w nich. Pierwszy raz pojawiłyśmy się na takim kiermaszowym wydarzeniu w maju. W Zatoce Sztuki organizowana była impreza o nazwie Mamuszki i w jej ramach próbowałyśmy sprzedać to i owo wykonane naszymi własnymi ręcami (przypomnę, że u mnie skończyło się niemal przedwczesnym porodem, tak się wtedy napracowałam). Potem miałyśmy długą przerwę, aż do 1 grudnia., kiedy to pojawiłyśmy się na kiermaszu świątecznym w klubie Scena w Sopocie (a konkrenie pojawiła się Patrycja z moim mężem, bo ja wolę nie wspominać przez co wtedy przechodziłam). Niestety, pora roku nie sprzyja wizytom gości na podobnych wydarzeniach. A więc przygotowania okazały się bezowocne, bo po prostu ludzi było jak na lekarstwo. Podobne odczucia miałyśmy podczas kolejnego kiermaszu, Mungo Fair.
I nie chodzi tu o starania organizatorów, które są ogromne. Widać, że bardzo im zależy na wypromowaniu imprezy. Starają się jak mogą, ale jednak kiepskie warunki atmosferyczne są ciągle zwycięskie w tej walce. Oceniamy, że jak na razie internet to mekka dla twórców handmade. Dlatego od teraz staranniej będziemy dobierały kiermasze, w których będziemy chciały uczestniczyć. Ha! Z jednego już nawet zrezygnowałyśmy mimo uprzedniego zgłoszenia się. Nie rzucamy słów na wiatr;P
Dobra, kończę już, bo chyba zaczyna się z tego robić poradnik szyciowego przetrwania ;)
Podrzucam Wam więc jeszcze krótką fotorelację z ostatniego kiermaszu Mungo Fair. Mimo że odwiedziło nas niewielu ludzi, trzeba zaznaczyć, że spotkałyśmy mnóstwo inspirujących i bardzo kreatywnych osób wystawiających swoje dzieła. Miejmy nadzieję, że zawiążą się z tego dłuższe znajomości, a co z tego, że poniekąd "biznesowe". No dobra, branżowe brzmi lepiej ;)
Boginiowe stoisko jak zawsze kolorowe. Nawet zimą ;)
Natchnęło mnie? ;D
Bo u nas to jak w rodzinie: miło i z uśmiechem.
Spodnie, podusie, metkosie, kocyki... Duuuużo ich ;)
Gadki-szmatki z pozostałymi wystawcami najbardziej cenne. Tu z Mama Design.
Mungo Fair;)
Tylko co my teraz zrobimy z tymi poduszkami? ;)
Patrycja w swoim żywiole ;)
Muzyka była naprawdę dobra ;) I na żywo!
niedziela, 2 czerwca 2013
Zrobiłyśmy to! czyli nasz pierwszy kiermasz
Ostatni czas upłynął nam głównie pod znakiem przygotowań do kiermaszu Mamuszki, który odbywał się w sopockiej Zatoce Sztuki w ramach Kontakt Festiwalu. Organizatorzy zaprosili wielu wystawców z całej Polski, by zaprezentowali swoje ręcznie wykonane dzieła. Uwierzcie mi, konkurencja była naprawdę silna! Długo czekałyśmy na decyzję, czy w ogóle zakwalifikujemy się do udziału w kiermaszu., bo choć pierwsza edycja, to miejsce bardzo prestiżowe i trafiające w najbardziej wysublimowane gusta.
Teraz, kiedy emocje opadły i minęło kiermaszowe zmęczenie, mogę się przyznać, że bardzo się denerwowałyśmy przed Mamuszkami. Bo zapełnienie całego dużego stołu na dwa dni imprezy wymaga zaangażowania, nie tylko czasowego. W naszym przypadku, mam bardzo aktywnych chłopców, było to niezwykle skomplikowane logistycznie przedsięwzięcie. Mnie jeszcze mocno ograniczała zbliżająca się do końca ciąża. Krojenie materiału i szycie, siedząc na metr od maszyny z boku mogło wyglądać całkiem zabawnie :-)
Naprawdę się napracowałyśmy, żeby wszystko zapiąć na ostatni guzik. Bo szycie to nie wszystko. Trzeba było przygotować jeszcze baner, wizytówki, zawieszki, naklejki, opakowania... Wymyślić, jak ma wyglądać nasze stoisko i zorganizować potrzebną "instalację". Jednym słowem: całkiem duże zamieszanie jak na dwie głowy, w tym jedną ciężarną. Jestem pełna podziwu wobec energii Patrycji, bo naprawdę miała ciężkie zadanie przy dość mocno niedysponowanej partnerce :D
Zadanie było o tyle trudniejsze, że przed samym kiermaszem siadły nam obie maszyny! Próbowałyśmy uruchomić wszelkie znajomości i szybko nadrobić stracony czas, ale okazuje się, że znalezienie sprawnej i wyregulowanej maszyny graniczy z cudem! W moje ręce trafił ten cudowny Łucznik, niestety, jak na razie nie do uruchomienia. Ale będę nad tym pracowała ;-)
Patrycja natomiast musiała korzystać z dwóch maszyn: na jednej stębnowała, na drugiej zszywała ściegiem zygzakowym, bo żadna z maszyn nie miała sprawnych obu funkcji :D Na szczęście dała radę ;D
A jak oceniamy sam kiermasz? Bardzo pozytywnie. Naprawdę, nabyłyśmy wiele nowych doświadczeń, poznałyśmy wiele interesujących osób, a dotychczasowe kontakty zacieśniłyśmy. A co najważniejsze, dostałyśmy wielkie wsparcie od rodziny i przyjaciół. Przez te dwa dni była z nami solidna grupa wsparcia.
A dla mnie najbardziej pozytywny jest fakt, że mam nową energię i już nie potrzebuję dwóch kubków kawy, żeby się zmotywować do działania;-) I chyba o to w tym wszystkim chodzi!
Jeszcze jedno: jest jeszcze tylu nie do końca znanych zdolnych, młodych ludzi, którzy robią zjawiskowo piękne rzeczy dla dzieci, że jestem przekonana, że o niejednym z nim jeszcze nieraz usłyszymy. White Rabbit, MonChou, MaMa Design, czy Koorczak, Paciaciaki to naprawdę marki, godne zobaczenia i zapamiętania.
A teraz fotorelacja :-))
Nasze stoisko:
Kocyki - nowe modele :-))
Największą furorę robiły nasze różowe filcowe zawieszki, za które dziękujemy firmie NoBaa :-D
Zbliżenie na kocyki - niektóre jeszcze do nabycia, proszę pytać :D
Nowe metkosie :-)
Personalizacja w 3D :)
Praca wre ;)
Patrycja w swoim żywiole:
Zgrany, ale już nieco zmęczony duet :D
Kuba z Trombiszonem od Mama Design.
Filip szaleje w pufach od TruFli...
Nawet Maks jeszcze z brzucha nadzorował prace - nasza najlepsza reklama:
Rzut okiem na kiermasz:
Ok, dużo tego, ale co złego to nie my ;) Pierwsza nasza impreza, przeżywałyśmy jak mrówka okres, cieszymy się z naszego małego sukcesu i zapraszamy do zakupów :D
Pozdrawiamy bardzo serdecznie!!!
~Pat i M.
Subskrybuj:
Posty (Atom)











