wtorek, 2 lutego 2016

Za dużo szczęścia… to nie do wytrzymania?



     Zwariujesz, mówili. Nie będziesz miała chwili dla siebie ani na pracę, mówili. I życzyli, bym się wyspała na zapas, chociaż to i tak się nie uda.
I wiecie co… nie mylili się ani trochę!

     Tylko dlaczego w tym wszystkim jestem taka szczęśliwa?!

     Chcecie poznać true story?

Nie wysypiam się, chociaż nie powinnam narzekać - częściej niż rzadziej zdarzają się noce z czterema tylko pobudkami. Wiem, że to bardzo mało, bo od czasu do czasu zdarz się noc, gdy przespane minuty łączę w godziny na kalkulatorze, bo czuwam przez większość czasu...

W dzień nie wiem, w co ręce włożyć, szczególnie, gdy maluszki mają gorszy dzień. Pranie, gotowanie, odkurzanie, prasowanie? Zapomnij! W takie dni śniadanie jem dopiero po trzech godzinach od wstania, do 15 chodzę w piżamie - i to nie z lenistwa. Gdy listonoszowi otwieram drzwi z rozwianym włosem, z dzieckiem przy piersi, nie okazuje najmniejszego zdziwienia - już się przyzwyczaił…

Rano zrobioną kawę (zbożową) znajduję w mikrofalówce wieczorem, a kąpiel (luksus) czy szybki prysznic (standard) mogę wziąć tylko wtedy, gdy w domu jest mąż albo babcia i to - przysłowiowo - biegiem. Wychodzę nieraz z jedną nieogoloną łydką, na przykład…

W myślach ułożyłam też już ze dwadzieścia postów na bloga, ale gdy siadam do komputera wieczorem (o ile mam wolne ręce), to ze zmęczenia mam w głowie totalną pustkę. Mijają minuty, kwadranse, i nie rodzi się nic… aż po chwili słyszę "łeee, łeee", dobiegające z becika...

Ze starszymi dziećmi rozmawiam z jednym ssakiem uwieszonym na piersi, albo przyklejonym w ramionach, bo staram się nie usypiać brzdąców po 18, żeby o 20 padły już  na noc. Przerywamy sobie wzajemnie mówiąc "podaj smoczek, mów ciszej, poczekaj, bo robi kupę"… Często, by chociaż pobyć razem, posiedzieć i się poprzytulać, oglądamy razem w TV programy, gdzie nie trzeba słuchać dialogów. Naszym absolutnym hitem jest "Nasz nowy dom" - nigdy tego dotąd nie oglądaliśmy, a na wszystkich polsatowskich kanałach lecą po 2-3 odcinki dziennie :D

Rozpoczętą w święta książkę czytam do dziś i jestem w połowie. Czytam codziennie - kilka linijek, zanim zasnę… i nie pamiętam z reguły, gdzie skończyłam, więc co i rusz łapię się, że czytam to samo po raz pięćdziesiąty piąty…

Brakuje mi słów. Gadam i piszę, mam wrażenie, jak potłuczona. Pewnie ze zmęczenia jest mi ciężko się skupić na jednym, gdy wiem, że mam milion zaległych rzeczy do zrobienia czy obgadania. Bo wiem, że trzeba przełożyć pranie z pralki do suszarki, albo wstawić zmywarkę, pościelić łóżko albo wstawić obiad…

Doszłam do wprawy w pisaniu jedną ręką. A teraz ćwiczę pisanie polskich znaków, używając wyłącznie lewej. Da radę, serio!

I dochodzimy do wyrzutów sumienia, gdy siedząc na FB czy pisząc do Was czuję  je nieodmiennie: oto znowu nie robię tego, co powinnam zrobić najpierw. A zaraz obudzą się moje dwa potworki - Czasopożeracze i nic już pewnie nie zdołam zrobić do wieczora…

Mogłabym tak wymieniać w nieskończoność, użalając nad sobą, ale wiecie co… w ogóle tego żalu nie czuję ;) Z tego wszystkiego, co powyżej, chce mi się śmiać i wiem, że gdy kiedyś dzieci przeczytają tego bloga, to będziemy się śmiać razem.


(Dzięki Bogu za Szumiącego Misia Whisbear - od czasu do czasu mam wolne ręce ;) )


     Taki to czas. Wyjątkowy czas, gdy mam maluchy tylko dla siebie, spędzam z nimi całe dnie i nie mam ochoty tego zmienić. Z przerażeniem myślę o końcu urlopu macierzyńskiego, dobrze, że przy bliźniętach trwa dłużej ;) Nie mam, póki co, najmniejszej ochoty zatrudniać niani, do czego namawia mnie cała rodzina - z mężem włącznie. Ale ja sobie nie wyobrażam, by kto inny uspokajał moje maleństwa, ocierał łezki, pielęgnował odparzone tyłki czy koił przy ataku kolki. A już gdy pomyślę, że to do kogoś innego miałyby wyciągać rączki z radości na jego widok - no nie ;)
I chociaż czasem, na koniec dnia mam poczucie, że oto wdrapałam się na Everest i nikt tego nie zauważył… to sama sobie przybijam piątkę. Dałam radę i z czasem będzie coraz łatwiej. A tego czasu - sam na sam - nikt nam nigdy nie zabierze!










     Pewnie niedługo zmienię zdanie i padnę, umęczona, na twarz… ale póki co wołam, krzyczę w środku: chwilo, trwaj!…

~ P.



31 komentarzy:

  1. oj przebijam ci piątkę!!!! Dzielna jesteś jak nie wiem!!! Serio , serio. Możesz być dumna! Choć proszę czasem skorzystaj z okazji i poproś kogoś o pomoc i prześpij się porządnie godzinę!! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. po urodzeniu ma się taka siłę, że można góry przenosić, Mimo, że wiele chwil przez pryzmat późniejszego zmeczenia się ulatnia lub staje się tak nie wyraźne, to radośc jaką sie odczuwało w tym jedynym momencie w życiu nie przemija. Gratuluje Wam z całego serca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękujemy. I to prawda z tą nadludzką siłą. Z kosmosu to jest!

      Usuń
  3. piękne widoki, piękne chwile, moje trwają od nowa od września :)
    Jak najwięcej i jak najdłużej życzę Wam tego szczęścia :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Rewelacyjna chwila wzruszeń czytając i oglądając. Serdeczne dzięki za słowa pięknej miłości. Te chwile są nie do opisania a jednak tak cudnie ubrane w słowa ze aż zatesknilam za czasami które obecnie przezywasz.Cudny tekst i wytrwania.siły i piękna dalej i dalej życzę mimo tych nieprzespanych nocy Pozdrawiamy serdecznie ☺

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję <3 Noce jak noce, pękający krzyż chyba gorszy, ale olać to ;))) Kiedyś pójdę na masaż ;)

      Usuń
  5. Jakbym czytała o sobie :) moje chłopaki dają czasami popalić ale jak budzą się z uśmiechem od ucha do ucha to zapominam o tym ze chodzę niewyspana itp. P.S. Ja też sama z twinsami siedzę i nie wyobrażam sobie żeby niania miała z nimi siedzieć :)pozdrawiamy Marta & Franuś & Witek :)

    OdpowiedzUsuń
  6. podziwiam rodziców bliźniaków :) ją napewno bym nie dała sobie rady

    OdpowiedzUsuń
  7. Jako mama bliźniąt doskonale rozumiem to zmęczenie, a jednoczesnie tą radość z każdej spędzonej razem chwili :-) Również odradzam nianie :-) Moje bliźnięta mają już 3,5 roku. Ja od razu po macierzyńskim wróciłam do pracy i jakoś sobie z mężem radzimy. Dzieci przeszły żłobek, teraz przedszkole i wszystko to da się pogodzić. Wszędzie chodzę z nimi sama, a wydawało mi się to niemożliwe. Zycze dużo cierpliwości i spokoju :-) Najważniejsze, żeby były zdrowe :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otóż to. Oby zdrowe! A z resztą damy sobie radę :)

      Usuń
  8. Nie mam blizniakow.. ale moj ma 15mcy i do dzis noce kiedy przesypia pare godzin lacznie to ewenement...juz budzi mnie kazdy ruch i patrze czy sie zaraz nie obudzi :p jest zdecydowanie chlopcem potrsebujacym wiecej czulosci, bkiskosci niz np moja rowniez malo spiaca kiedys Coreczka...4h chyba nigdt nie przespal a w dzien wcale nie sypial zbyt dlugo..wiec da sie funkcjonowac nawet dluzej don't worry ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, ja też słyszę wszystko… każde sapnięcie, przeciąganie, świadczące o rychłej pobudce… ;) Cóż, wyśpimy się po śmierci, hehe ;)

      Usuń
  9. Zazdroszczę.. tego takiego prostego zmęczenia!
    Cudownie jestescieee

    OdpowiedzUsuń
  10. Jeżeli nie chcesz niani do opieki nad dziećmi to może jednak kogoś do pomocy w domu - kto ugotuje, ogarnie i wyprasuje, żebyś mogła cały czas spędzać z okruszkami :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To lepsze rozwiązanie, przecież ze wszyskim można sobie poradzić, tylko potrzebny jest pomysł.

      Usuń
    2. Pomoc mam, raz w tygodniu pani mi ogarnia od jakiegoś czasu, odkąd w ciąży miałam prikaz oszczędzania się :D Także tu jest pomoc. Spokojna głowa :D

      Usuń
  11. Piękne Małe Okruszki !!!! :) Post mnie i rozczulił i rozbawił jednocześnie. Pati, jesteś super wspaniała ! Prawdziwa Bogini! Dobrze rozumiem Twoje rozterki, a także niechęć do niani ( o taaaaak ) ;) Podziwiam też za sukcesy w pisaniu lewą ręką, oburęczność to pomocna umiejętność :D A tak szczerze to czy większość mam nie ma już nawet chwili wolnej przy jednym dziecku? Ba, ja też tak miałam ! Niemalże zero wolnego czasu. A potem, gdy na świat przyszło drugie, ten wolny-czas-którego-nie-ma jakoś się wyciągnął, aby pomieścić potrzeby obu bąbli. Przy trzecim - podobnie. Czyli wolny czas to coś takiego czego z założenia matki nie mają i już. ;)
    Moc buziaków dla Waszej wesołej gromadki :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na Ciebie zawsze można liczyć <3 To prawda z tą elastycznością czasu ;) Skąd my go bierzemy?
      Buziaki, kochana!

      Usuń
  12. Pati! Cuudownie się czyta Twoje posty. Uwielbiam. Aż łezka kręci się w oku. Sama mam dwóch chłopców. Jeden aktualnie w przedszkolu (3 lata), a drugi właśnie śpi (4 miesiące). Podstawa to dobra organizacja. Planowanie obiadów i zakupów, często obiady na 2 dni. Pranie, prasowanie, sprzątanie, trzeba to wszystko ogarnąć, ale można dać radę. Oczywiście daleko mi do Ciebie, bo masz 5 dzieciaczków i dla każdego musisz mieć chwilkę. Pozwól sobie pomóc, mamie, czy mężowi, a sama w tym czasie wskakuj do wanny i zrelaksuj się trochę :)
    Ata

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miłe słowa :) Staram się relaksować jak mogę, bo leniwiec z natury jestem, więc każdą chwilę bym wykorzystała na błogie lenistwo ;)

      Usuń
  13. Cudni są Twoi chłopcy. Mój maluch już jest starszy, ale pamiętam że nie było mi łatwo przy nim. A co dopiero Tobie przy dwójce maluszków. Najważniejsze jest by dostrzegać te piękne chwile a o tych złych szybko zapominać. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  14. Śmiac mi się chce bo właśnie w tej chwili piszę posta i bujam wózek a przecież trzeba posprzatać pojechać po resztę załogi do szkoły i tak w koło:)a wieczorem jak juz myślę że teraz będzie spokój to idę spać z młodą bo padam i tak czekam na moje 5 min spokoju i czasu tylko dla siebie ale to może za 20 lat:) ale wtedy będą wnuki... i ja super babcia:)pozdrawiam i trzymam kciuki

    OdpowiedzUsuń
  15. Pięknie wyglądacie, zarówno Ty sama, jak i Twoje Okruszki. Tak to już bywa z mamami. Dwa lata temu moje maluchy plus mąż dopadł rotawirus. Na szczęście ja byłam na chodzie. Bo jakbym jeszcze ja zaległa to nie miałby kto nam pomóc. A tak w nocy zmieniałam pampersy i pościel, a rano jechałam do pracy, potem pędem wracałam. Na szczęście po 3 dniach mąż wrócił do życia. A ponieważ to było przed świętami Bożego Narodzenia, to akurat w tym roku nie było porządku jak w rezydencji perfekcyjnej pani domu. Czasami więc warto odpuścić i wziąć na luz. Trzymajcie się i głowa do góry. Maluszki masz cudne i to najważniejsze. Poza tym możesz zawsze liczyć na pomoc najbliższych! Buziaki, niedługo pójdzie już z górki!

    OdpowiedzUsuń
  16. Też Ci przybijam piątkę! Jesteś super-kobietą!!!! :-)))

    OdpowiedzUsuń
  17. Patrycjo, wielu osobom o Tobie opowiadam i staram się na dodatek czerpać z Twojej pozytywnej energii.....:) jesteś niesamowita:) Ja często przy dwójce moich maluchów wysiadam. Dałaś mi też Twoim postem do myślenia o sobie- dziękuję CI:) też muszę inaczej pomyśleć o moim rodzicielskim:) pozdrawiam Cię cieplutko:)

    OdpowiedzUsuń
  18. Jesteś dzielna! Jak patrzę na te dwa słodziaki to moja córa taka malutka mi się przypomina a niecały tydzień temu rok skończyła. Szybko czas ucieka, dzieci rosną, zaraz będą bardziej samodzielne :-) Samych cudownych chwil życzę!

    OdpowiedzUsuń