środa, 9 marca 2016

Czwarty trymestr - pierwsze trzy miesiące za nami!


     Dzień Kobiet miał w tym roku dla mnie wyjątkowe znaczenie… 8 marca to też dzień, w którym zupełnie znienacka Leoś i Gucio skończyli trzy miesiące. Czwarty trymestr za nami. Najtrudniejsze dwanaście tygodni życia Okruszków… Przeżyliśmy!

Mam dzisiaj dzień podsumowań, dzień wzruszeń, dzień oglądania zdjęć, które zrobiłam od ich narodzin… jak się zmienili bardzo, jak wyprzystojnieli, jak urośli, jak upodobnili się do braci!.. A przede wszystkim - jak różnią się między sobą. Chcecie popatrzeć?



     Gucio. Najmniejszy z BraciBe. Urocze stworzonko, z usposobienia i z wyglądu podobne do Obserwatora Widget ;)) Drugi Filip - niemal kropka w kropkę!!! Wiecznie w ruchu - jak tylko nie śpi, to cały "chodzi": macha rączkami, nóżkami non stop mieli "rowerek", głowę wykręca na wszystkie strony, bo wszystko go ciekawi. Główkę trzyma mocno niemal od pierwszych godzin życia - nawet dochodzące położne były w szoku - i wszystko bacznie obserwuje. Control freak po mamie, jestem o tym przekonana ;) Taki nasz mały sowizdrzał, bystrzacha, któremu nic nie umknie - dlatego nawet jak śpi to z jednym półotwartym okiem, a właściwie to śpi jak królik pod miedzą - z pobudkami co i rusz. Wymaga asysty, podania smoka, przytulenia, zasłonięcia oczu pieluszką, bo inaczej nie może się wyciszyć z nadmiaru bodźców. Jest też ekspertem w wołaniu - wręcz wrzeszczeniu ;) - "weź mnie na ręce!". I to nie w pozycji leżącej - musi być w pionie, by czynić swoje czujne obserwacje ;)
Jest bardzo sprawny fizycznie, dużo bardziej niż Leoś - przekręca się na bok, odpychając nogami kręci się w kółko na macie i często główka mu z tej maty wychodzi, lądując na podłodze, co kończy się wrzaskiem. W łóżeczku też co i rusz płacze wniebogłosy - bo nóżka utknie w szczebelkach ;) Taki to ruchliwy żuczek, bardzo ciekawy świata. Śmiejemy się, że nie ma czasu na jedzenie, bo nawet przy jedzeniu wykręca głowę na boki, bo coś go zaciekawi ;)
Ma cudowną cechę - mimo, że w dzień śpi raczej kiepsko, to w nocy - jest aniołem. Mniej je niż Leon, zdecydowanie rzadziej i potrafi przespać dwanaście godzin z dwiema tylko pobudkami - dla Leona to jest jednak około czterech do sześciu pobudek, więc nie jestem wyspana ;) Ale wdzięczna losowi jestem, że chociaż jeden śpi dobrze, bo gdyby tak obaj domagali się mnie co dwie godziny..?!
Ale najbardziej w nim urzeka uśmiech - to dziecko śmieje się cały czas. Wystarczy na niego spojrzeć - a już cały rozświetla się w uśmiechu, niczym mała żaróweczka. Pięknie gaworzy i zjada piąstki, uwielbia leżeć na macie edukacyjnej, ale nic nie wywołuje w nim takiej ekstazy jak pogaduszki face to face z mamą czy tatą :)






   
     Leoś. Najmłodszy i - przy urodzeniu - najmniejszy z całej piątki, który w trzy miesiące przerósł swojego brata o ponad pół kilograma i na oko ze dwa centymetry! Ponad sześć kilo najsłodszego klopsika, który w każdym, absolutnie każdym wywołuje potrzebę wzięcia na ręce. Ma coś takiego w oczach, co aż woła: "opa! opa!" :D Coś jak oczy spaniela… znacie to? Albo Shrekowego kota. Jest  w tym mistrzem! Ale za to kto go weźmie na ręce, ten obdarzany jest natychmiast przytulaskiem - uwielbia się wtulać w każdego…
Jest niesamowicie podobny do Maksia i swojego taty. Wygląda niemal dokładnie tak, jak oni w jego wieku. Z jedną różnicą: wydaje, że w przeciwieństwie do nich będzie jasnowłosy! Jego jaśniutkie włoski i brwi są widoczne dopiero pod światło, takie złote w promieniach słońca :) (Dementuję plotkę niniejszym - nie jest łysolkiem, na jakiego wygląda ;) )  I… jako jedyny z całej piątki ma SZAROZIELONE oczy!!! Wszyscy mamy piwne - ja, Dawid, nasi rodzice. Leoś jest więc naszym małym ewenementem! Nasz mały Szwed ;) Niby to może się jeszcze zmienić, ale oczka od urodzenia miał jaśniejsze niż Gucio, a Gu ma już piwne oczka, jak my wszyscy :)
Leoś ma też jedną śmieszną cechę - co chwilę dostaje nowy przydomek. Oprócz proszenia o ręce, wywołuje w nas potrzebę nadawania mu rozmaitych ksywek. Larsik, Bambaryłka, Bambi, Buła, Pampuszek, Pimpuś (Sadełko ;) ), Klopsik, Kluska, Pasibrzuszek, Ptyś :D Właściwie rzadko nazywamy go po imieniu… trochę to okropne z naszej strony, ale po prostu nie można się powstrzymać ;)
I jest niezwykle kochany - śpi, je, śpi, je.. zjada swoje łapki, śpi, je. Z naciskiem na "je". Jego przerwy nigdy nie są dłuższe niż 2h… nawet w nocy ;) Śmiejemy się też, że nie traci energii, bo wie, że musi rosnąć ;) No i w międzyczasie co chwilę robi kupę, która co i rusz wypada górą - jak on to robi!?
A czy się denerwuje? Jak prawdziwy mężczyzna, gdy głodny, to zły. Właściwie - jak przegapię pierwsze sygnały alarmowe, najdalej po kilkudziesięciu sekundach, czyli niemal z miejsca dostaje absolutnej furii. Bordowy na buzi, rozdarta syrena na max i tak dopóki nie złapie piersi ;) Aż się trzęsie i cały kuli. I to po najdalej dwóch godzinach od ostatniego posiłku… Czysty obłęd! Walczy o swoje, by chociaż najmłodszy - nie został w tyle ;)








     Minęły trzy miesiące. Maleńkie, nieporadne żabki zmieniły się w całkiem już ogarnięte szkraby. Codziennie zdobywają nowe umiejętności. Odkryły rączki, a ostatnio dostrzegły nawet swoje stopy - które jeszcze pozostają poza ich zasięgiem, ale obserwując determinację, z jaką starają się je złapać - już niedługo będą zjadać swoje paluszki :D Największy zachwyt ostatnio wzbudza jednak rodząca się między nimi interakcja - coraz częściej zauważają siebie nawzajem i próbują złapać. Głównie Leo jest zdeterminowany i ma bardzo chwytne rączki, łapie często chociaż ubranko Gucia i nie chce puścić ;) jeszcze lepiej, jak uda się złapać brata za rączkę. Oczywiście często kończy się to wielkim płaczem, gdy palec trafi do oka… ;) 

Wszyscy przeszliśmy szkołę życia. Nowego życia, w podwójnej wersji. Wydawało nam się to niewyobrażalnie trudnym zadaniem i nie powiem - momentami mieliśmy dość. Głównie wtedy, gdy Okruszki zamęczały kolki, albo nadmiar wrażeń w ciągu dnia nie dawał spokojnie usnąć w nocy… Albo wtedy, gdy zaliczaliśmy skoki rozwojowe lub kryzysy laktacyjne… Dzisiaj widzę, jak z dnia na dzień jest coraz łatwiej. Coraz lepszy mamy rytm, coraz większa synchronizacja bliźniąt pod kątem spania i jedzenia, co pozwala szybko wyjść z domu na spacer. Coraz szybciej rano bywam ubrana i prawie nigdy już nie chodzę w piżamie do popołudnia ;) Mogę też coraz więcej czasu poświęcić BPM, dlatego śmiało zapowiadamy nadejście nowej kolekcji - już niebawem :) 

A tymczasem… kolejne dni mijają na moich oczach, zlewając się w jeden, zachwycający czas. Jestem niesamowicie szczęśliwa, że po raz kolejny mogę do woli uczestniczyć w tym cudownym procesie, gdy chłopcy rosną na moich oczach. Czerpię siłę z uśmiechu Leo i Gu, radość z ich spokojnego oddechu, gdy śpią i rozpierającą dumę, gdy uda im się świadomie złapać wiszącą zabawkę… Nieodmiennie dziwi mnie jeden paradoks - choć każdego dnia żałuję dnia poprzedniego, bo się skończył, to nie mogę doczekać się następnego, by zaobserwować nowe umiejętności szkrabów. I tak jak tęsknię za popiskującym zawiniątkiem, którego płaczu dopiero się uczyłam, tak duma mnie rozpiera, gdy Guciowi uda się przekręcić na boczek, a Leoś się uśmiechnie na widok zabawki. 
I modlę się, bym nigdy nie zapomniała tych najprostszych, pierwszych chwil, gdy cieszy dosłownie wszystko, nawet kupa, która nie wyleci górą z pieluszki… 




He hit me!

  



Buciki, czapki, rękawiczki - TITOT
Mata - Tiny Love
Ciuszki - Newbie, Next

~ P.

20 komentarzy:

  1. A jak maluszki reagują na rodzeństwo? Jak wyglądają reakcje wszystkich dzieciaczków? Nie ma zazdrości? Że mama nosi najmłodszych a starszym poświęca troszkę mniej uwagi itp? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dobrze :) Pisałam już o tym niedawno :) I nic się póki co nie zmieniło :)

      Usuń
  2. Ile słodyczy na zdjęciach :) Miłość bliźniaków jest wyjątkowa :) Ach nie umiem doczekać się aż moja malutka słodycz będzie ze mną :)

    OdpowiedzUsuń
  3. piekny i wzruszający tekst :) podgładam Ws nieustannie i wypatruje co mnei czeka.Mój Okruszek konczy włąsnie 2 miesiace a po Leo i Guciu widze co bedzie sie dziac w nastpenym :)
    TO prawda ze rozwoj Maluchów to cos niepowtarzalnie pieknego a czas tak zapindala...łatwo wpasc w tryb musze to musze tamto nei zdaze z tym a dom jak po huraganie a naczynia a cos tam cos tam...ja bylam bliska zatraceniu sie w tym ale powiedzialam sobie stop.Moj MAluch jest najwazniejszy a reszta....niech lezy i czeka. Jestm mama po raz pierwszy i duzo nauki przede mna. BEdziemy Ws śledzic nieustannie...:)
    A LEo i Gucio sa słodcy :D zdjecia pewnie i tak tego nie oddaja :) pozdrawiamy

    Frankowa mama :)

    OdpowiedzUsuń
  4. słodkie maluszki. moja niedługo kończy 3 lata :) niestety mam syndrom kury domowej. praca dom praca dom i tak w kółko, ale trzeba znaleźć coś by się oderwać. blog pozdr.)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. <3 Trzeba, trzeba zrobić i coś tylko dla siebie!

      Usuń
  5. Mój Gustaw skończył 8 marca 7 miesięcy :) Nie wierzę, że imiona odpowiadają za cechy charakteru, ale daję słowo, zupełnie jakbyś opisywała mojego Gucia, każde słowo się zgadza - minus spanie w nocy, niestety. Wcześniej potrafił przespać 7 godzin, a odkąd zaczęło się ząbkowanie, jest jeden wielki dramat. Nie wiem, jak miałabym ogarniać jeszcze brata bliźniaka ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mów nawet, ząbkowanie to coś, co mi spędza sen z powiek :/

      Usuń
  6. Fajnie że wreszcie widzę blizzniaki które nie są ubrane identycznie!

    OdpowiedzUsuń
  7. Cudo dzieciaki a mama jeszcze cudniejsza!! Skąd tyle pozytywnej energii, siły i radości w Tobie? Nie dziwię się, że dzieci takie pogodne skoro mają taki wzorzec.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Energia siłą napędową ;) jak smęcę nie mam sił na nic :P

      Usuń
  8. Pati ! Świetnie sobie wszyscy radzicie, a najmłodsi Bracia Be są obłędni <3 Muszę Ci powiedzieć, że pomimo tego, że opisujesz także gorsze momenty, to Ty i Twoje Brzdące sprawiają, że aż chce się mieć blizniaki :) Dużo zdrówka i moc buziaków !!!

    OdpowiedzUsuń