OK. Zaczynając moją szyciową przygodę właśnie o tym marzyłam. Żeby szyć UBRANIA. Uwielbiam poduszki, kocyki, szaliczki, wszelkie akcesoria, ale ubrania - to wyższy level :D Nie wiem, a raczej wiem na pewno, że nie osiągnęłam jeszcze w krawiectwie należytych umiejętności, za to od chęci!? Aż cała się trzęsę :D I o ile na kursie robiłam wszystko pod czujnym okiem prowadzącej, o tyle zdana na siebie... popełniam masę błędów. Ale w końcu, który cel nie wymaga poświęceń i ćwiczenia się w doskonałości..?
Dobra, nie będę więcej farmazonić, ale.. dzisiaj spełniłam kolejne swoje szyciowe marzenie. Uszyłam, po prostu, spodnie moim chłopcom. Takie, jakie podglądałam w różnych fajnych concept-store'ach, w świetnych stylizacjach.. I oto są. Jestem z nich dumna, ofc, na maxa (musicie się przyzwyczaić, że lubię się czasem sama pochwalić :D Taka już jestem i nic na to nie poradzę ;)) ). O ile ze spodni Felka jestem super-hiper zadowolona (może na lekki minus zasługuje fakt, że wyszły za długie ciut, więc je skróciłam i są teraz za krótkie, ale doszyję im niebieski ściągacz od spodu :D), o tyle Maksiowe.. wyszły za małe po prostu, na koniec bidny je podarł i cóż, jutro dla Felka je przerobię ;) Ale jest światełko w tunelu, next time - zrobię większe.
Najśmieszniejsze jest, że gdy tylko D. przywiózł Felka do domu, od razu wciągnęłam mu na pupencję te gaciorki nowe. Nie myśląc zupełnie o tym, że jest on w trakcie odpieluchowywania, tzn pięknie sika już na nakładkę i nie ma mowy o sikaniu w pampersa. Za to w gatki, a i owszem, czasem się zdarza... na szczęście kochany na tyle jest świadom już, że popuścił ciut tylko, wystarczyło lekko spłukać, a że słońce świeciło i upał jak się patrzy, wyschły w trymiga :D (inaczej by musiał w zasikanych biegać po tym parku, bo ja MUSIAŁAM zrobić im DZIŚ sesję. Na już, natychmiast i koniec. Wiecie, jak to jest :D)
To koniec gadek ;) Moi chłopcy i bardzo mało nas, rodziców, bo dziś, akuratnie, nie nadawaliśmy się do pokazywania :))))
Na wieszaku:
Na modelu :D
Maksio rzuca kamyki do strumyka :)
Dumny model, choć w sumie to "te spodnie są trochę niewygodne, mamuś". Na szczęście tylko za obcisłe :PPP
Jakby ktoś się zastanawiał, po kiego grzyba uczyć dziecko jeździć na rowerze biegowym, można mu powiedzieć, że po to, by na rowerze z pedałami móc jeździć bez pedałów :D Maks startuje, rozpędza się i potrafi jechać dłuuuuugo, aż do zatrzymania się roweru - tak. Równowaga absolutna. A wcześniej ponad 3 lata spędził na biegówce i ciężko się było mu z nią rozstać :)
A Felek zazdrości braciom na maxa :P Na szczęście ma tanią siłę roboczo-pchającą ;)
"Czaczkę mam! Czaczkę mam!" czyli a la Lilou mojego synusia modnego ;)
Spokojnie, obserwując jego zachwyt nad rowerem, zamówiłam już uchwyt obniżający siodełko biegówki dla Felutka ;) Sam rowerek dostanie w spadku po braciach, a co.
Najstarszy, z reguły, odmawia pozowania. I przebierania się też..
Czasem mam mega szczęście zrobić fajne zdjęcie za pierwszym podejściem...
D. mój :)
I brzydka dziś mama:
Najważniejsze jednak, że Felek spodniami zachwycony i chociaż na niego pasują idealnie :)
A tu pora ćwiczeń :)
I pora piachu :))
Kocham takie 'słoneczne' foty.. mimo, że prześwietlone, to mają dla mnie mega urok :)
I najpiękniejsze zdjęcie z wycieczki ;)
~PaT