Wspominałam już nieraz o tym, że szyć zaczęłam już na początku liceum, czyli, o rany, ponad 15 lat temu. Szyłam sobie sama co jakiś czas ubrania i dodatki mniej więcej do drugiego roku studiów. Jednak gdy zamieszkałam z moim (wówczas jeszcze "przyszłym" :) ) mężem "na swoim", to jakoś pasja do szycia uleciała ze mnie totalnie. Potem pojawiły się dzieci i każdej mamie dobrze znany TOTALNY BRAK CZASU. I, wstyd się przyznać - chęci też.. bo każdą wolną chwilę wolałam przeznaczyć albo na sen, albo na szybkie zakupy dla siebie, albo na wyjście do kina czy ze znajomymi.
Aż tu nagle, po dobrych 6 latach totalnego braku szycia na znanym serwisie zakupów grupowych pojawiła się oferta warsztatowa w
Akademii KAPPA DESIGN w Gdyni. Można było wybrać warsztaty patchworku, projektowania wnętrz, stylizacji oraz... szycia misiów. Coś mnie tknęło. Byłam w tym momencie już umęczona ciągłym myśleniem o dzieciach i o domu, bardzo, ale to BARDZO potrzebowałam odskoczni. Czegoś, co mnie, mówiąc kolokwialnie, "zresetuje", pozwoli na chwilę zapomnieć o obowiązkac typowej bogini domowego ogniska... Kliknęłam, kupiłam, zapisałam się na warsztaty misiowe. I przepadłam... Uszyłam mojego pierwszego, najkochańszego, najcudniejszego misia, a moje dzieci, gdy go zobaczyły, piszczały z radości. Urosły mi skrzydła i szybko doszyłam więcej, dla synków, dla mamy, dla taty, dla chrześniaczka tyciego...
Od tamtej chwili, czyli mniej więcej kwietnia 2012 nie mogę przestać myśleć o szyciu, tworzeniu, wymyślaniu, komponowaniu nowych wzorów i materiałów! Zaczęło się od misiów, a widzicie, gdzie jestem. Coraz śmielej wykonuję różne zlecenia, głównie dotyczące kocyków, podusi, szaliczków i innych dziecięcych akcesoriów, dość nieśmiało podchodzę do szycia ubrań, ale wiem, że będę się w tym jeszcze mocno upewniać. Powoli staje się to moim sposobem na życie, może jeszcze nie teraz, nie zaraz, ale niedługo.. kto wie?
I wiecie co? Jestem niesamowicie szczęśliwa... Niesamowicie. Zrobiłam coś sama dla siebie, uwierzyłam we własne możliwości, odważyłam się być kimś więcej niż mamą na pełen etat i nikomu nie muszę niczego zawdzięczać! Sama zrobiłam ten krok i sama zdecydowałam o swoim dzisiejszym szczęściu :)
Czasem jeden dobry ruch, jedna dobra decyzja może nas przenieść o tysiące lat świetlnych w przód - zaprowadzić tam, o czym nigdy byśmy nie pomyśleli, nie odważyli się myśleć. Bądźcie czujni. Nie przegapcie tego, co zszyła Wam los, choćby wyglądało to tak banalnie, jak trzygodzinne warsztaty misiowe za 59zł...
A zaczęło się od tych misiów, dla mnie tak cennych, że wręcz bezcennych :) A ten jest już ze wszystkich najcenniejszy, bo pierwszy :)
Misio ten brał nawet w konkursie - za co kocham Nowy Jork :)) Nie byłam tam, ale bardzo chciałam jechać, a można wtedy bylo wygrać właśnie wycieczkę do NY :))) Niestety, nie udało się wygrać, ale na wycieczkę - nad morze - pojechał za to Miś :)
Pan Guzik :) - uszyłam dla mojego Felka, bo przeżywał wtedy fascynację futerkiem i guzikami :D
Dostojna Panna Miś
Na zamówienie Filipka mojego - czarny FiBear
Wiosenny Ptasio na Drzewie - dla mojej przyjaciółki
Misio dla Bru :D tak zwany BruBear
Dla mojej Mamy.. Tatusiowego zdjęcia nie mogę znaleźć :/ Ani misia Maksia mojego, ech :/
Młodego emopotworka też zrobiłam dla kuzyna :D
Ot, takie mnie naszło wspomnienie... A teraz wracam do szycia ;) Pozdrawiam, udanego weekendu!!!
~PaT