Bywają różne dni. Zaje...fajne i takie, kiedy miałabym ochotę usiąść w kącie i płakać. Na pewno ogromny wpływ na to ma mój hormonalny zegar :D Ale, ale! Dzisiaj był jeden z TYCH dni, kiedy po prostu cały stres ostatnich bardzo pracowitych dni dopadł mnie i zjadł. I byłby wypluł, dosłownie, bo po nocy pełnej koszmarów, gdy co i rusz budziłam się przerażona (widziałam konia, świnię i kota zawieszone na metalowych łańcuchach nogami do góry, wierzgające, z rozciętymi tętnicami, żeby się wykrwawiły, w takim wielkim, rozświetlonym oknie... próbowałam dzwonić do Animalsów, do straży miejskiej, na policję, wszędzie mnie zbywano... strasznie cierpiałam, biegałam w kółko, nie wiedziałam, jak się dostać do tego pomieszczenia, jak je uratować!.. Ja nie wiem, nic nie jadłam na noc, to pewnie któraś tvnowska "Uwaga" i widok zwierząt w jakiejś strasznje ubojni została mi w głowie i nagle wyhynęła z odmętów niepamięci...!). Do tego prześladował mnie projekt zamówionej poduszki... obudzilam się tak wykończona i tak nerwowa, że ryczeć mi się chciało.
Jeszcze miałam kupę pracy zaplanowanej na dziś, post TU, post na babyboom w ramach akcji OMJK, i jezcze przygotowania do jutrzejszego wyjazdu (o nim zaraz). I jeszcze fryzjer na 13:45... ZAŁAMKA...
Rano łyknęłam jednak magnez i spróbowałam się ogarnąć. Widok jednak mnie dobijał.. rozwalone sterty tkanin, ścinek, pospinane szpilkami projekty, za dużo ich, za dużo naraz, aż mi się szpilki skończyły! Do tego rozłożona walizka, czekająca na spakowanie i góra prania, czekająca od 2 dni na poskładanie... przysięgam, ryczeć tak mi się chciało, w głowie tłukło mi się "nie ogarniam! Nie ogarniam! Nie nadaję się, zajadę się, załamię się!.."
I nie załamałam się... jakimś dziwnym cudem zjadłam nawet dobre śniadanie.. Ale muszę zdecydowanie popracować nad organizacją czasu, dnia, bo rosnąca ilość zamówień (w tempie zawrotnym spływających, już nie wiem, czy się z tego cieszyć, czy nie!..) nie pozwoli mi dłużej pracować w tym chaosie ulubionym moim... Bo nie mam czasu jeść, odpocząć, jak widać nawet spać spokojnie już nie mogę.
Ot, taki dzień... A jutro czeka mnie tak fantastyczny wyjazd na weekend do Warszawy, długo oczekiwany, wyproszony u góry gdzieś - wyjazd samotny, bez męża, bez dzieci, w ramach akcji "O matko, jesteś kobietą", organizowany przez babyboom.pl :D Pobyt w hotelu, warsztaty, różne cudne atrakcje - o których na razie ciiiiii... :))) Opowiem, jak wrócę... Ale czeka mnie cudowny czas, popracuję nad sobą, spędzę czas z dala od codziennych zajęć, może sobie przemyślę wszystko i dobrze poukładam? Poza tym spotkam kilka bardzo inspirujących dziewczyn... co mnie bardzo, bardzo cieszy :) Bo w kobietach jest MOC!
Jutro o 11 wyjeżdżam z Gdańska, jestem jeszcze niespakowana, a muszę jeszcze 2 rzeczy uszyć dzisiaj. Także zaraz siadam do roboty, ale musiałam wam pokazać, DZIĘKI CZEMU NIE ZWARIOWAŁAM DZISIAJ...! Bo czułam się już jak Adaś Miauczyński z "Dnia świra" - na krawędzi furii i szaleństwa...
Postanowiłam na chwilkę dosłownie odłożyć to, co pilnie musiałam zrobić i ZROBIĆ COŚ DLA SIEBIE. Coś, czego dawno już potrzebowałam, bo mi zimno, bo szaro, bo nudno i bo mi się też coś z szycia należy :))) Oprócz satysfakcji! I coś, co chciałam zabrać ze sobą TAM, coś nowego i mojego. I uszyłam sobie komin.. a potem poszło - bambamy, szaliczki, kominy, w ilości hurtowej niemalże, jak na niespełna 4h pracy :))
Trochę koloru - pozowanie na (szarej) ściance ;)
W ogóle pokochałam ten wzór odkąd go tylko zobaczyłam!!! Trochę kojarzy mi się z logo technicolor, a trochę z każdemu z naszego pokolenia znakiem "koniec programu" w telewizji z lat 80...
A potem kochany mąż zabrał mnie na ulubioną pizzę, zrobił fajne fotki i już wróciłam do siebie :D Pozbierałam się i liczę bardzo, że 3 dni bez komputera i bez maszyny do szycia wyjdą mi na dobre :)) I może od innych, świetnych dziewczyn, bardzo przedsiębiorczych, dowiem się, jak lepiej zorganizować swój dzień..
A potem, jak wrócę, może ktoś się skusi na takie kominy jak mój? :D
Dla mniej odważnych mam bardziej tradycyjne wzorki :)
Ot, a to co szylam ostatnio i dziś :)
Ulubiony wzór misia na minky :) Dla małej uroczej Julki!
Takie metkosie...
I takie..
I pewien kapryśny, arbuzowy BamBam :D
To się pochwaliłam :D Czekam na Waszą recenzję nowego komina - nosilam go dziś mega dumnie i strasznie mi się podoba, jest wreszcie kolorowo i ciepło :D Ale co Wy myślicie?
Do zobaczenia w poniedziałek! A teraz uciekam do szycia, pakowania i sprzątania... o 23 :P
~PaT

