sobota, 5 grudnia 2015

Gotowa na wszystko!

Wiecie, odkąd posiadam dzieci, robię się coraz bardziej świadoma swoich własnych cech. Obserwuję te małe istnienia krzątające się po domu, ze swoimi wszystkimi zaletami i wadami i zaskakująco często widzę w nich swoje własne odbicie. Schematy zachowań, które od lat sama powielam na co dzień. Bardzo to pouczające. Bo jak na dłoni widzę słabości własnego charakteru. A już najbardziej dobitna jest dla mnie obserwacja modelu zachowań mojego starszaka. Zdecydowanie zaczyna przejawiać cechy zamiłowania do daleko posuniętej organizacji otoczenia. Zabezpieczania się na wszelkich możliwych frontach przed czymś, co może się nieoczekiwanie wydarzyć. Znam to doskonale z autopsji.  JESTEM CODZIENNYM PREPERSEM!







Spójrzmy prawdzie w oczy. Przez bardzo długi czas pozowałam na luzaka, nie przyznawałam się, że misternie przygotowuję się do tego, co nadejdzie. Zaczęło się już w podstawówce. Na pewno doskonale znacie ten typ, co to zawsze nieprzygotowany, a jak przychodzi co do czego, to z klasówki dostaje szóstkę. Oczywiście przypadkiem i oczywiście ku wielkiemu zaskoczeniu. Bo akurat cały wszechświat się sprzysiągł potajemnie i tak jakoś wyszło. Przez wiele lat utrzymywałam, że przecież przeczytałam tylko dwa zdania przed wejściem do klasy. Ba, nawet sama w to wierzyłam. Sama przed sobą trochę udawałam, że jestem taka wyluzowana, że przecież niczym się bardzo nie przejmuję i nic wielkiego się nie stanie, jeśli wyjdzie gorzej niż bym chciała. I trwałam tak sobie w tej ułudzie do momentu, gdy nie zauważyłam u moich dzieci podobnych cech. Dosłownie odbicie lustrzane! Gdy mają coś zrobić, przygotować, następuje tzw. "seria przewidywawcza", czyli dogłębna analiza tego, co może wydarzyć się po drodze. Potem już tylko zabezpieczanie się na każdej możliwej prostej.


Jestem przygotowana na wszelkie możliwe kataklizmy, od przypadkowej kupy w supermarkecie, po kryzys gospodarczy i wojnę atomową.
Musicie mnie kiedyś zobaczyć w akcji! Każde wyjście z domu jest poprzedzone żmudnym przemyśliwaniem, co danego dnia na pewno mi się przyda, co może mi się przydać i co mogę akurat sobie odpuścić (NIC!). Sąsiedzi muszą mieć niezły ubaw, jak widzą jak rano wybieram się w miasto.

źródło: www.mommypointboardingarea.com

Kolejno wychodzą chłopcy, Pola w foteliku z tatą, a za nimi ja niczym wielbłąd dwugarbny. Zabieram swoją torebkę, ogromną torbę dla dzieci i dodatkowo CAŁĄ gondolę rzeczy (zapakowaną tak, że wszystko gubię po drodze), które mogą mi się przydać. Nie dwie pieluszki, ale pół paczki. Nie paczka mokrych chusteczek, a co najmniej dwie. Jedna do wózka, druga do torebki. Rzeczy na przebranie dla całej trójki. Ale nie że body, podkoszulka i ewentualnie spodenki dla małej. Całe sety ubrań dla każdego! Na wypadek, gdyby: zwymiotowali będę potrzebowała body, sweterka lub bluzy. Gdyby któryś z chłopców się przewrócił: spodnie na zmianę. Gdyby Pola się zasikała, też konieczne spodnie. Najlepiej dwie pary, bo często jej się zdarza cudownie strumieniem ominąć pieluchę. Do tego dwie pieluszki tetrowe: jedna do karmienia, druga do przytulania. Zabawki: różne do fotelika, do wózka, na matę edukacyjną. Gdy idę do mamy na cały dzień, pod rękę zabieram też oczywiście ogromną matę edukacyjną. Ale ale, kochani! Mata to byłaby pestka. Mam całe naręcze zabawek dodatkowych, którymi Pola lubi się bawić bardziej niż tymi, które proponuje producent. Sami więc rozumiecie, że trzeba je także zabrać, żeby dziecko się nie nudziło. Do tego wszystkiego karuzelka. Oczywiście mobilna. Ze specjalnym chwytakiem, który można zainstalować na wózku, na foteliku, na poręczy, na ramie łóżka. Wszędzie, gdzie trzeba. Kocyków biorę co najmniej trzy. Średnio gruby do przykrycia w hali garażowej, cieniutki podczas jazdy autem i całkiem gruby na wyjście z samochodu i ewentualny spacer. Kombinezon zimowy? Zawsze mam dwa. Jeden cienki, drugi gruby. Pola nie wytrzyma jazdy autem w kombinezonie zimowym, więc muszę mieć dla niej o wiele lżejszy, taki, który założę podczas powrotu do domu, bo wtedy auto stoi kilka godzin na zewnątrz. Gdy wyjeżdżamy z domu, zakładam tylko bluzę i czapkę, bo przenosiny zazwyczaj trwają około 30 sekund, więc okrywam ją tylko kocem. Do tego wszystkiego bidony dla chłopców, banany na drugie śniadanie, jogurty także chętnie. A i rzeczy moje prywatne. Komputer, ładowarka (na wypadek, gdyby nie zadziałała ta w aucie albo w pracowni).
Jak na poligonie ;-) Zawsze w pełnej gotowości.

źródło:www.peoples.com

Oczywiście utrzymuję, że zabieram tylko niezbędne minimum, tak jak z przeczytaniem tych dwóch kartek przed klasówką. Ostatnio obserwowałam moją przyjaciółkę, która ze swoją malutką córeczką w wieku Poli wychodzi jedynie z malutką kosmetyczką. W niej skondensowane wszystko. Następnego dnia próbowałam zrobić podobnie. Skończyło się niemal zawałem! Wprawdzie wszyscy wrócili z tej bitwy cali i zdrowi, ale ucierpiało na tym moje zdrowie psychiczne ;-)))

A gdybyście widzieli nas jadących na wakacje! Wtedy dopiero mam ze sobą wszystko ;)
Przeszłam już do porządku dziennego z natręctwem. Tłumaczę sobie, że przezorny zawsze ubezpieczony i trwam w tym swoim małym dziwactwie. Poza tym jestem córką żołnierza, a to zobowiązuje ;-) Muszę być przecież w pełnym ekwipunku do swojej małej codziennej bitwy, prawda?

PS. Oto dowód: mój wózek ;-) Tak wyglądają kulisy boskiej sesji: toboły ;-)
~m.




11 komentarzy:

  1. Haha no muszę Ci powiedzieć Marto, że postrzegałam Cie jako perfekcjonistkę i taką, co to na każdą sytuację jest przygotowana ale żeby aż tak??? To nieźle. Pakowanie nie jest takie najstraszniejsze ale weź to wszystko kobieto potem wypakuj...;) No ale każdy ma jakieś swoje zboczenia. Pewnie gdybyś zabrała tylko dwie pieluchy Pola na bank zrobiłaby tego dnia z 5 kup ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No więc wlaśnie, przezorny zawsze ubezpieczony ;-)

      Usuń
  2. Kochana Marto, cóż, mając trójkę dzieci, trzeba już być przygotowanym na wszystko. Ja co prawda aż takim prepersem nie jestem, zdarzało mi się nawet pobiec gdzieś i zapomnieć o zabraniu torby do wózka ( o zgrozo!!!) i cóż wtedy się okazywało? Właśnie w takim momencie dzieci miały na bank wielkie kupy, nudziło im się, chciały pilnie jeść, etc. Taki już złośliwy los, bo, rzecz jasna, kiedy jestem super przygotowana, najczęściej nic się nie dzieje. U mnie w wózku jeszcze przez pół roku są zawsze zabawki do piasku ;) Za to zachowania identyczne z Twoimi przejawia od pewnego czasu moja najstarsza córka ! "Mamo, wez jeszcze jeden komplet rzeczy dla Mundka na wszelki wypadek", " A co jeżeli nam dłużej zejdzie na tych zakupach? Wezmy mu obiadek" czy też " Poproszę jeszcze rękawiczki dla mnie na wypadek gdyby zrobiło sie chłodniej w mędzyczasie" :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aj no córka Twoja, krew moja haha ;-) Choć widując Cię, zawsze widziałam mamę zorganizowaną i przeiwdującą, więc pewnie trochę się krygujesz ;-)

      Usuń
    2. Ej no, jestem pewna, że przynajmniej jeden raz idąc do Waszej pracowni, nie wzięłam ze sobą Mundkowej-Torby-z-Ważnymi-Akcesoriami :D

      Usuń
  3. Pewnie już masz niezłe bicepsy od noszenia tych rzeczy. ;-) Siłownia za darmo. ;-) Myślę, że jak Pola wyrośnie z pieluch, to już trochę Twój kręgosłup odpocznie.
    Może spróbuj od małych rzeczy...czyli np. sprawdź czy Pola da sobie radę bez maty edukacyjnej (koc twoja mama pewnie w domu ma ;-)). Potem kolejna rzecz do sprawdzenia i kolejna i może choć trochę zmniejszy się bagaż. Szczególnie jak nie jedziesz w głuszę, a w miejsce, gdzie są sklepy ogólnodostępne. :-) Mi takie coś pomogło, bo przy pierwszym niemowlaku też miałam takie zapędy i nosiłam 10kg na ramieniu. ;-)
    Teraz już mam odchylenie w drugą stronę. Ostatnio z Frankiem wybrałam się na kilka dni na wycieczkę i zmieściliśmy się spokojnie w Wizzairowe małe bagaże podręczne (a jeszcze połowę miejsca w plecaku zajęły prezenty dla koleżanki). Chociaż przyznaję, że z niemowlakiem raczej bym nie dała rady tak się spakować.

    Tym wpisem udowodniłaś, że jesteś silna nie tylko psychicznie, ale też fizycznie. :-)

    Aga

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hehehe ;-))) Aga, w moim wykonaniu to niemożliwe ;-)

      Usuń
  4. Marto, zdjęcie windy z tego posta mówi wszystko. ;D
    http://boginieprzymaszynie.blogspot.com/2015/09/gdzie-byam-gdy-mnie-nie-byo.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie chcialam je tu nawet przekleić ;-) Wiedziałam, że ktoś to zrobi za mnie i jest ;D

      Usuń
  5. Ale to tylko o tobie dobrze świadczy :) nie wszystkie kobiety tak się poświęcają rodzinie, przyznam szczerze, że sama już się doczekać nie mogę, aż u nas będzie dzidziuś :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. haha, zawsze trzeba patrzeć na jasną stronę naszych przywar ;D

      Usuń