wtorek, 6 października 2015

Ratujcie! Tego nie przewidziałam!

W trzeciej ciąży zewsząd słyszałam, że trzecie dziecko to nie kwestia, bo przecież wychowa się przy okazji dwóch poprzednich. Jak zwą, tak zwą, multi mamy wiedzą, że każde kolejne potomstwo to niekoniecznie tak "przy okazji". A już na pewno nie bezproblemowo. Bo nakarmić, przewinąć, zabawić trzeba tak czy inaczej. Jeśli mam być szczera, to widzę większą różnicę między pojawieniem się na świecie trzeciego niż drugiego dziecka. Naprawdę brakuje jeszcze jednej ręki. Bo dwójkę karmię, a gdy trzecie chce jeść, już nie mam czym wymachiwać. A cała trójka jest jeszcze w wieku wymagającym obsługi. Wprawdzie w różnym zaawansowaniu, ale tak czy inaczej zaangażowana jestem cały czas. Przyznaję jednak, że doświadczenie pomaga mi zmagać się z problemami dnia codziennego. Nie biegnę już na ostry dyżur przy pierwszym katarze, nie płaczę z bezradności razem z rozdartym noworodkiem i nie drżę na myśl o alergiach i tym podobnych atrakcjach. Z drugiej strony jest wiele rzeczy, które mnie zaskoczyły ponownie, zupełnie na nowo. Mimo że tak niedawno przez nie przechodziłam dwukrotnie.



1. PIERWSZY KONTAKT Z NOWORODKIEM
Mamy wiedzą, o czym mówię. Poród to dla większości z nas zazwyczaj strach mieszający się z ekscytacją, do tego wielki ból i zmaganie z nami samymi. Żeby dać radę, żeby się nie poddać. Dlatego tak wielką ulgę czujemy, gdy maluch pojawia się na świecie. Ale na pewno znacie to uczucie: maluch się rodzi, wielka radość, telefony od rodziny znajomych, wielkie gratulacje. I nagle moment, gdy kurz opada i zostajemy na sali same z noworodkiem. Jeszcze obolałe, otumanione po ciężkim wysiłku fizycznym. I nagle pustka. Co począć z tak maleńkim dzieckiem. Czy nakarmić,  przewinąć, a może zostawić, żeby spało? Przyznaję, że mimo iż po raz trzeci musiałam zmierzyć się z przewinięciem i przebraniem świeżo urodzonej kruszynki, miałam z tym problem i po prostu się bałam. Polcia była niezwykle mała, delikatna. Bałam się, że za mocno pociągnę rączkę próbując włożyć rękaw pajacyka, albo że za bardzo wygnę nóżkę, naciągając nogawkę. Nie mówię już o przewijaniu! Pieluszka dosłownie wypadała mi z rąk, poza tym rozmiar 0 wydawał mi się olbrzymi i nie bardzo potrafiłam założyć ją tak, żebym miała poczucie, że malutkiej jest wygodnie. Podchodziłam nieufnie do swoich umiejętności. Wprawdzie tym razem przeszło mi szybciej niż za pierwszym razem, ale tak czy inaczej byłam zdziwiona swoją niepewnością. 

2. DLACZEGO PŁACZESZ?
Standardowa sytuacja. Zaplanujesz sobie sporo rzeczy, ale dziecko ma swój własny plan co do Twojego rozkładu dnia. I nie ma zmiłuj. Będzie płakało tak długo, dopóki nie postanowisz sama czegoś z tym fantem zrobić. Byłam zdania, że jestem specjalistką od rodzajów płaczu dziecka. Kolki, siusiu, głód - to wszystko wydawało mi się, że mam w jednym paluszku. Pola szybko wyprowadziła mnie z błędu ;-) Zaraz kończy trzy miesiące i dopiero teraz mam odwagę stwierdzić, że zaczynam rozszyfrowywać, co autor ma na myśli. Już wielokrotnie przechodziłam od stanu przedzawałowego do stanu "Odeślę z powrotem do szpitala i zażądam zwrotu poniesionych kosztów". Ale cóż, trzeba było jakoś unieść ten bagaż i zmierzyć się z nowym małym, bardzo wymagającym człowieczkiem. Choćby dzisiaj sąsiedzi mogli mnie zobaczyć pędzącą przez osiedle i wymachującą wózkiem tak, że dla postronnego mogło to wyglądać drastycznie. Grunt, że pomogło ;-) Zasnęła. Uff

3.SZCZEPIENIA
Ile ja się naczytałam na temat szczepień. Ile razy zmieniałam zdanie. Sympatyzowałam raz z obozem pro-szczepionkowym a raz z anty-szczepionkowym. Ile razy modliłam się, żebym nie znalazła się w grupie mam, której dzieci spotkały silne reakcje poszczepienne, z autyzmem włącznie. Przesłuchałam chyba kilkanaście lekarek. Z czego każda miała inne zdanie. W tym także "Nie szczepić w ogóle, bo dziecko wykarmione piersią ma układ immunologiczny, który w razie czego sam je wybroni". Głowa puchnie mi ciągle na samą myśl. Bo dalej nie jestem pewna swoich wyborów. Wybrałam szczepionkę skojarzoną 6w1, pneumokoki i rotawirusy. Za każdym razem słono za nie płaciłam, co tylko wzmagało rozgoryczenie tą wieczną niepewnością. A co z meningokokami i ospą? Brać wszystkie dostępne czy poprzestać na tych trzech? Wolałabym chyba, żeby ktoś za mnie zdecydował. Bo nigdy nie będę pewna, czy substancja podawana mojemu dziecku to tylko przez dobrze lobbujący koncern farmaceutyczny czy może prawdziwa ochrona i jest dla niego niezbędna. A w moim przypadku niepewność jest nasilona o tyle, że cała trójka koszmarnie znosi szczepienia. I dalej nie wiem, czy dobrze robię, fundując im nieprzyjemne doświadczenia. Bo o ile szczepienia obowiązkowe są moim zdaniem niepodważalne, tak te fakultatywne to dla mnie sól w oku. Wolałabym jednak zdecydować i obstawać przy swoim, jednak za każdym razem przypadkiem wpadnę na argument, który mnie zbije z tropu. Wprawdzie nie uważam już, że lekarz, z którym rozmawiam może być częścią ogólnoświatowego spisku, sponsorowanego przez któryś z wielkich koncernów, ale przyznaję, że moja upierdliwość w tym temacie jest przeogromna.

4.KARMIENIE
To jeden z tych tematów niemowlęcych, w którym się specjalizowałam. Nigdy nie miałam problemu z karmieniem. Pokarm pojawiał się wraz z zakończeniem porodu, żadne nawały, zastoje czy zapalenia mnie nie prześladowały. Ogólny luz. Tym razem rzeczywistość mocno mnie zaskoczyła. Przez to, że miałam wywoływany poród, a Pola pojechała na pediatrię tuż po urodzeniu, gdzie ją poczęstowali mlekiem modyfikowanym, karmienie naturalne nie było dla mnie już tak naturalne. Po pierwsze miałam problemy z laktacją, która wcale się nie spieszyła. A Pola, zaznawszy rozkoszy picia wielkim strumieniem z butelki, wcale nie chciała ssać piersi. Częste przystawianie wcale nie pomagało, histeria goniła histerię, jeden wielki obłęd. Dopiero położna środowiskowa wybawiła mnie z opresji. Krzyknęła, że tego jeszcze nie było, żeby noworodek rządził w domu, wzięła małą i tak sugestywnie nakazała jej pić, że młoda po prostu nie miała okazji się sprzeciwić. Niesamowite, jak skuteczna jest pewność siebie, nawet w przypadku kilkudniowego dziecka ;) Byłam przerażona niezbyt delikatnym potraktowaniem mojego dziecka, ale jak widać proszenie i delikatne przystawianie przyniosło marny efekt.

5. JAZDA AUTEM
Do tej pory uważałam następująco: Matko, gdy masz wrzaskuna, a Twoje nerwy są już tak nadszarpnięte i nie widzisz wyjścia z sytuacji, pakuj malucha w fotelik i jedź. Nieważne, o której, nieważne, gdzie. Ważne, by jechać, najlepiej zaliczając wszystkie możliwe studzienki, dziury i inne nierówności. Koniecznie omijaj skrzyżowania z sygnalizacją świetlną. Przy chłopcach działało idealnie. Jak wielkie było moje zdziwienie, gdy okazało się, że Pola nienawidzi jeździć. Pierwsza podróż, a ona uruchamia syrenę. Druga, trzecia to samo. ZONK na całej linii! Do dziś mam problem z przemieszczaniem się z miejsca na miejsce. Staram się jeździć w momencie, kiedy wiem, że będzie spała. Maksymalnie 40 minut, inaczej zaczyna się awaria. Doszło już nawet do tego, że kiedy w piątkę wychodzimy razem rano z domu i rozwozimy się nawzajem, płacz Poli w aucie zaczyna być stałym punktem programu. Na pocieszenie nieśmiało stwierdzam, że w ostatnich dniach sytuacja idzie ku dobremu ;-) Podróże stały się tak jakby mniejszą katorgą.

Choć pewne sytuacje zaskoczyły mnie na nowo, stwierdzam, że mimo naprawdę wielu trudnych momentów, to dobrze, że życie z maleńkim dzieckiem jest ciągle ekscytujące. Nawet jeżeli to już trzeci niemowlak w twoim domu i czuję się samorodną ekspertką. Przynajmniej nie zmurszeję w tych swoich czterech ścianach ;D
U Was było podobnie? Tak samo, a jednak inaczej?







20 komentarzy:

  1. Bardzo mi bliski temat. Dwie dziewczyny 4 i 2,5 roku a trzecia w brzuchu. Jeszcze 3 miesiące i będę się uczyć wszystkiego od nowa. Ciąża z problemami więc stres będzie do końca . Ale reakcje osób trzecich bezcenne. Mam wrażenie, że w naszym społeczeństwie ciągle rodziny z 3 dzieci traktowane są jak patologia. Spojrzenia na mnie idącą z moimi maluchami i wypiętym brzuchem są bezcenne😊 a jak ludzie dowiadywali się że jestem w ciąży, to pierwsze pytanie jakie padało: wpadliście?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znam znam :-))) ale cóż, w nas siła, trzeba obalać stereotypy :-) można być fajną rodziną wielodzietną, a co wielu wyda sie szokujące, zupełnie nie patologiczną :D

      Usuń
    2. Ależ dziewczyny sądzę, że te spojrzenia to nie w kontekście patologii, przynajmniej część z nich. U mnie to na przykład wyraża lekkie przerażenie zmieszane z ogromnym podziwem i empatią :-) Ja mam dwójkę (11 m-cy i 2,5 roku) i wierzcie na tym etapie każdy kto ma więcej, planowane czy nie, jest dla mnie... wow! Wiem, że to zależy od dzieci (bywają różne), ale jakie nie byłyby spokojne i grzeczne wymagają uwagi i cierpliwości. Więc u mnie 2+, szczególnie z niewielką różnicą wieku, zawsze będzie wywoływało podziw i rodziło pytanie: no jak to można ogarnąć, no jak? Jaka jest recepta?
      Pozdrawiam serdecznie i trzymam kciuki za dalsze sukcesy osobiste i BNP. Gratuluję :-)

      Usuń
    3. Miało być BPM ale przecież smartphon wie lepiej ;-)

      Usuń
  2. Ja czekam na drugą córkę. Po 5 letniej przerwie na tyle zapomniałam jak jest, ze nawet do szkoły rodzenia poszłam
    !co do szczepień, to z drugą postanowiłam zwlekać i zacząć po 3 miesiącu. Tylko obowiązkowe.
    ogólnie mam nastawienie-na nic się nie nastawiam.nie wiem jak będzie. Ale będzie dobrze!

    OdpowiedzUsuń
  3. Pierwszy synek (wcześniaczek)- grzeczny, nie chorował, żadnych problemów.. uwielbiał/uwielbia jeździć autem
    Drugi synek- kolki, ciągły płacz, wrzask jak tylko wkładano go do auta (teraz już lubi jeździc :) ), ciągle chorował, wizyty u kardiologa, okulisty, neurologa.. I do tego urwis jakich mało!
    Jak widać jeden od drugiego całkiem inny

    OdpowiedzUsuń
  4. he he u nas czterech synow 5,5 4 2 i7mcy��wszyscy chciani i kochani. tez siejemy zgorszenie�� tez obalamy stereotypy! pozdrawiamy serdecznie Magda

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czterech synów, ulalala. Gratuluję dzielnej mamie takiej licznej gromadki ;-) I jednoczę się w zmaganiach ;D

      Usuń
  5. U mnie było podobnie-pierwsza córka cały czas spała i jadła, do tego była spokojna. I myślałam sobie wtedy: " Phi, bycie mamą to nic trudnego przecież! Mogę jeszcze mieć ze czwórkę dzieci jeżeli tak to ma wyglądać!" Druga córka nauczyła mnie pokory w tym temacie - ryczała niemalże bez przerwy cały rok i jest mega ruchliwcem. Za to synek okazuje sie najbardziej przytulaśny ze wszystkich, ale snu odmawia ;) Niby się dobrze wie, ze każdy człowiek jest inny, a jednak zawsze to zaskakuje :D Wiem coś o frustracji, gdy dziecko włącza w aucie syrenę! Też to przechodziliśmy, myślałam, że osiwieję i wolałam pieszo iść przez godzinę niż spędzić w aucie 15 minut słuchając tych ryków ;) Ale to minie, zobaczysz, będzie lepiej :) A położne środowiskowe zawsze się przydają - nie ma to jak prawdziwy autorytet, dziecko od razu wyczuwa, że żarty się skończyły ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A propos położnej: u mnie była ta sama Pani przy trójce dzieci, nieoceniona kobieta, naprawdę!! Zawsze pod telefonem otwarta pomocna, nie bagatelizująca, ni tylko ozłocić

      Usuń
  6. Oj tak, też dobrze to znam. Mam trójeczkę i każde inne. U o tyle było inaczej, że pierwsze dziecko totalnie nas zaskoczyło, bo było właśnie bardzo wymagającym (czyt. wrzeszczącym!) dzieckiem (ma 4 lata i jej to po trochu zostało, ale zmierza, ku dobremu). Byliśmy oboje wykończeni fizycznie i psychicznie. Kolejne dziecko i w sumie nastawiłam się już bojowo, że będzie ciężko - i tak też było. Dopiero przy trzecim doświadczyłam jakiegoś spokoju, moje dziecko umiało zasnąć sobie tak po prostu, przy okazji, bez większych ceregieli. Teraz rzeczywiście delektuję się macierzyństwem! Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas zupełnie na odwrót kolejność jeśli chodzi o temperament dzieci :-)

      Usuń
  7. Ja jestem tuż za półmetkiem drugiej ciąży. Z jednej strony tak jak piszesz mam przeświadczenie bycia mądrzejszą, a z drugiej czekam już jak dorwie mnie ten lekki stresik związany ze zmianami. Moja starsza córka była dość ogarniętym niemowlakiem, krnąbrność i temperamencik pokazała później. Czy tym razem okres niemowlęctwa też będzie dla nas taki łaskawy? No cóż, pożyjemy, zobaczymy :)

    OdpowiedzUsuń
  8. O, Mamo... znam, znam, bardzo dobrze znam temat. Najstarszy ma 5,5 roku, Druga - 3 lata, a ten Najmłodszy prawie trzy miesiące (urodzony 22 lipca). "Przy wszystkich na początku było trudno, tylko tego nie pamiętasz" - tak twierdzi mój mąż. Ja czuję, że teraz jest najtrudniej - może z powodu tych "ultradźwięków" (Syn, gdy coś mu doskwiera płacze i piszczy. Jak słyszę ten pisk, to mam chęć się zaszyć w mysiej dziurze ;)
    Ja jestem "chustomamą" i noszenie mi trochę pomaga ogarniać nie tylko najmłodszego, ale i całą trójkę.

    A propos auta - córka mojej koleżanki ryczała w samochodzie z powodu niewygodnego fotelika. Koleżanka miała dwa (bo dostała po kimśtam z rodziny) i w jednym jej córka wyła, a w drugim - aniołek po prostu. Dasz wiarę?

    I muszę Ci powiedzieć, że pięknie wyglądasz :)

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  9. A ja tylko chciałam rzec: p r z e p i ę k n e zdjęcia! Cudownej urody dzieci, piękna mama i niesamowite kadry. Jak z najwspanialszego parentingowego żurnala (istnieje takie coś?). Trzymam kciuki i pozdrawiam, mama Janka

    OdpowiedzUsuń