piątek, 4 września 2015

Twarzą w twarz z figurą po ciąży

Taki mam już charakter, że kiedy pojawia się jakiś problem, z którym trudno mi się zmierzyć zsuwam go w czeluście podświadomości. Staram się nie myśleć, zakopuję sto metrów pod ziemią i przyklepuję dokładnie łopatką, co by przypadkiem nie ujrzał światła dziennego. Niestety, zazwyczaj tak bywa, że bardzo szybko wychodzi na wierzch i prześladuje mnie do momentu, kiedy nie postanowię się z nim zmierzyć. Gniecie, gniecie, aż ugniecie ;-)
Tym razem było inaczej. Już w ciąży z Polą podejrzewałam, że trudniej będzie mi sobie poradzić z nadprogramowymi kilogramami i nadmiarem ciała tu i ówdzie. Wprawdzie owa świadomość nie skłoniła mnie do racjonalnego dawkowania cukru. Jadłam to, na co miałam ochotę. Czytaj: głównie cukier. Miałam ciągłą nieodpartą potrzebę dawkowania kolejnych dawek cukru. Najchętniej podłączyłabym sobie kroplówkę z upłynnioną czekoladą i byłabym najszczęśliwsza na świecie. Summa summarum waga w dniu porodu pokazała 21 kilogramów na plusie. Z jednej strony czułam się fatalnie z tą myślą, z drugiej przybywające na przestrzeni ciąży kilgoramy nie motywowały mnie, żeby zadbać o siebie zawczasu.





Wiedziałam, że po trzeciej ciąży (na przestrzeni 3,5 roku) będę musiała włożyć dużo energii w zniwelowanie pozostałości po stanie tzw. błogosławionym ;-) Szczerze, najszczerzej na świecie, powiem, że mam nad czym pracować. Trzy ciąże w tak krótkim czasie robią swoje. Ale stawiam czoło problemowi. Tak dużej motywacji chyba nie miałam jeszcze nigdy. Choć nie jest tak, że uważam, że kobieta po porodzie musi się zebrać w sobie i od razu zacząć dbać o sylwetkę. Mam dużo wyrozumiałości i uznania dla kobiet, które dają sobie spokój i zostawiają sprawy naturalnemu biegowi. Przecież to normalne, że wygląd i ciało się zmieniają na okoliczność ciąży.
Jednak, nie wiedzieć czemu, kolejne przybywające kilogramy były dla mnie trudne do zaakceptowania. Nie lubiłam ich.
Od zawsze byłam aktywna, co by nie powiedzieć nadaktywna. Dużo ćwiczyłam, co tylko ułatwiało mi dbanie o sylwetkę. Swego czasu chciałam zostać nawet instruktorem fitness. Ćwiczyłam w zasadzie codziennie. W pewnym momencie może nawet byłam za chuda. Babcie, ciocie i sąsiadki alarmowały, że prawie mnie już nie widać. Sukni ślubnej nie mogłam sprzedać, bo najzwyczajniej w świecie była za mała. Zmniejszałam ją jeszcze z rozmiaru 34.

Po ciąży z Kubą do dawnej wagi wróciłam błyskawicznie, z Maksiem zajęło mi to więcej czasu. A teraz będzie to zapewne bardziej maraton niż sprint ;-) Dlatego muszę mądrze rozdysponować siły i energię. Stawię czoła tym dodatkowym dziesięciu kilogramom, które mi zostały, choćby nie wiem co. Byłam już nawet na pierwszych zajęciach Fit Mama. Z małą Polą ;-) Polcia grzecznie sobie spała, a mama spalała.
Żeby było śmiesznie, dziś rano obudziłam się z przeświadczeniem, że złapałam grypę, bo bolały mnie wszystkie mięśnie. Odzwyczaiłam się od zakwasów ;-) We wszystkich trzech ciążach nie mogłam ćwiczyć. Po pierwszej ciąży chodziłam jeszcze na jogę, ale potem NIC. Wpadłam w wir opieki nad dwójką maluchów. W ciąży z Polą miałam mnóstwo innych spraw na głowie i też nie było sposobności.

Kilka miesięcy temu ta Pani wywołała wśród internautów prawdziwą burzę. Pokazała umięśniony brzuch w ósmym miesiącu ciąży. A kilka dni po porodzie zupełnie płaski brzuch. Jakby nigdy nie nosiła tam dziecka. Chłopiec, wbrew większości opinii urodził się zdrowy. 10 lat temu prawdopodobnie powiesiłabym sobie te zdjęcia na lodówce i katowała nimi przy każdej wizycie w kuchni. Teraz mam już inaczej.






Teraz największą motywacją są dla mnie bardziej "namacalne" mamy. Te, które uczestniczą w zajęciach.  Te, które mieszkają niedaleko i te, które spotykam na spacerze z dziećmi. Piękne i pełne energii, żeby zadbać nie tylko o maluszka, ale i o siebie. Ale zdroworozsądkowo. Patrzę na nie i podziwiam.
Przyznam, że podczas zajęć cudownie mi było patrzeć na maleńkie dzieci, które od początku nasiąkają dobrymi zwyczajami. Korzyści są obopólne. Mama wychodzi do ludzi, dba o siebie, wymienia doświadczenia, odzyskuje formę i sprawność. A dziecko? Nie dość, że ma kontakt z innymi maluchami w podobnym okresie życia, to jeszcze zyskuje nową formę bliskości z mamą. Zajęcia zakładają także mini ćwiczenia korekcyjne dla dzieci. No i maluch używany jest zamiast hantli ;-) Przyjemne z pożytecznym. Choć powiem Wam szczerze, że mój zachwyt nad zajęciami wynika chyba najbardziej z tego, że gdy wyszłam z sali treningowej, czułam się wspaniale. Takiej dawki endorfin nie dostałam już bardzo dawno temu (pomijam porody ;-). Byłam bardzo zmęczona, a mimo wszystko miałam dodatkową energię, żeby zająć się codziennymi, niekiedy przytłaczającymi obowiązkami.



I nie chodzi tu tylko o egoistyczne wyrywanie czasu dla siebie. Jestem zdania, że zadowolona mama to zadowolona rodzina. Każda z nas wie, że obowiązki domowe to nie bułka z masłem. Żaden maraton w pracy, żadne nadgodziny i nocne pisanie tekstów nigdy nie zmęczyły mnie tak bardzo jak jeden dzień z dziećmi w domu. Przyznaję, że bardzo często wieczorem nie jestem w stanie ruszyć ręką ani nogą, zasypiam kątem na kanapie i budzę się nad ranem zła i zmarznięta. Lekko nie jest. Dlatego tak ważne jest, by zorganizować sobie swoją własną przestrzeń, która da przeciwwagę do codziennej orki. Humor wróci jak na zawołanie, a nadprogramowe 10 kilogramów, mam nadzieję, zrzuci się przy okazji ;-)

A Wy mamy, ile przytyłyście w ciąży? Jak sobie radziłyście z powrotem do formy? Ciężko było?
m.



18 komentarzy:

  1. Trzymam za Ciebie kciuki Marto! Ja po pierwszej ciąży też błyskawicznie doszłam do formy ale przytyłam niedużo, bo 8 kg, teraz mam już 6 kg na plusie, a jestem jeszcze przed półmetkiem. Nie spędza mi to jednak snu z powiek póki co. Zobaczymy potem ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będzie dobrze ;-) 8 kilogramów to ja miałam na półmetku ;D

      Usuń
  2. W pierwszej ciąży w dniu porodu ważyłam 60 kg. W drugiej już 56. 8 kg. Normalna waga to 47-49 kg. przy wzroście 160 cm. Do swojej wagi wróciłam dość szybko bo za drugim razem już po 3 dniach ważyłam 49 kg. Odżywiałam się normalnie, jadłam to co chciałam, choć na słodycze specjalnie ochoty nie miałam. Niestety pomimo tej wagi nie doszłam do ładu z moim brzuchem, nie jest tak płaski jakbym chciała. Choć minęło już 5 lat. Ale ja w przeciwieństwie do Ciebie nie lubię ćwiczyć. Gratuluję wymarzonej córeczki i życzę szybkiego powrotu do formy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wlaśnie to że lubię ćwiczyć mnie ratuje, bo po trzeciej ciąży brzuch już naprawdę wzywa pomocy ;-)

      Usuń
  3. pierwsz ciąża 25 kg na plusie, druga ciąża 22 kg. Kilogramy brały się z powietrza, bo mam wrażenie, że moja dieta nie zmianila się w ciąży. o ile po pierwszej ciąży ekspresowo powróciłam do "formy" i swojej wagi, tak teraz trochę trudniej jest :-/ zostały ostatnie dwa kg- i za cholerę nie da się ich zrzucić ;-) waga stoi w miejscu od pół roku (córka ma niemal roczek).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No więc wlaśnie nigdy nie wiadomo. Każda z nas reaguje inaczej. Powodzenia w dalszych bojach ;)

      Usuń
  4. W pierwszej ciąży 10 kg więcej,w drugiej tylko 8. Może waga też wyniosłaby tyle samo co w pierwszej ciąży,ale potomek zaplątał się w pępowinę, w związku z czym stał się wcześniakiem (33 tydzień).
    W obu ciążach pamiętałam,aby jeść DLA DWOJGA (czyli dla siebie i dziecka), a nie ZA DWOJE :)
    Pozdrawiam i życzę szybkiego powrotu do formy.

    Verbena

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj 33 tydzień to faktycznie wcześnie! Dobrze ze tka dbałaś o siebie ;-)

      Usuń
  5. U mnie powrót do figury został zatrzymany przez złamaną nogę, 6 tygodni w gipsie i kolejne kilogramy na plusie.
    Więc dosłownie w poniedziałek napisałam na blogu, że kończę z tym i biorę się za siebie! Zmiany wprowadzam metodą małych kroczków, aby się nie zdemotywować na starcie. Mija pierwszy tydzień i jestem zachwycona! Po tym, jak w czwartek wieczorem bo bardzo trudnym i ciężkim dniu mąż o 21 przyniósł mi sushi, a ja odmówiłam jego zjedzenia czuję, że jest we mnie ogromna moc! I tego chcę się trzymać. Śmieję się, że skoro wyzwanie przeprowadzam na blogu wstyd mi będzie w postanowieniu nie wytrwać i to też na pewno działa.
    Za Ciebie również trzymam kciuki!!! 3 ciąże w tak krótkim czasie - gratuluję! To musi być ogromne szczęście <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Marta, jak tylko po moim CC będzie mi dane już ćwiczyć, to chętnie się z Mią przyłączę do zajęć, an które będziesz zabierać Polę ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. 1 ciąża - miałam nietolerancję glukozy i tak się bałam i dietowałam, że tylko 9 kg na plusie i zaraz po porodzie ich nie było, 2 ciąża- dieta już nie tak drastyczna i 13 kg do przodu, po porodzie minęły 3 miesiące zanim doszłam do wagi i formy, no a teraz 3 ciąża- już totalnie brak diety i przestrzegania zasad (cukier w nadmiarze jak u CIebie) no i było 18 kg na plusie i lekko nie było. Zmotywowała mnie przyjaciółka, z którą regularnie zaczęłam ćwiczyć i kg zeszły w 5 miesięcy. Choć brzuch dalej nie ten sam i już raczej nie liczę, że się kiedyś odważę pokazać w bikini :P Trzymam mocno kciuki, przede wszystkim za dobre samopoczucie! A roboty przy dzieciakach tyle, że te kg znikną zanim się obejrzysz! :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Od ostatniego porodu minęło 5 lat, a w drugiej ciąży przytyłam tylko 8 kg. Obecnie ważę 47 kg. przy 160 cm. Niby jestem szczupła, ale brzuch mam nie taki, o jakim marzyłabym. Mimo to ubieram bikini,. Jak ktoś nie chce, niech nie patrzy. Mam to w nosie, W końcu skończyłam 40 lat i przestałym się przejmować opiniami innych.

    OdpowiedzUsuń
  9. U mnie wygladało to tak- w pierwszej ciąży ciągle chciało mi się fast foodów, a w drugiej-słodyczy, masę słodyczy!!!W trzeciej nie miałam wybitnych zachcianek.Przytyłam niedużo, bo 8-10 kg w każdej, natomiast zauważyłam, ze po trzeciej jest najsłabiej z powrotem do figury...Nie cierpię ćwiczyć, nigdy nie udało mi się wytrzymać na żadnej diecie, wiec pozostawiałam sprawy własnemu biegowi, mając nadzieję, ze karmienie piersią i bieganie za maluchem pomoże ;) Natomiast jestem pełna podziwu dla Ciebie, że majac pod opieką trójkę małych brzdąców ( bo cała trójka to przecież nadal maluchy :), masz jeszcze siły i ochotę (!!!) chodzić na takie zajęcia ! Postaraj się nie martwić tymi dodatkowymi kilogramami, niedawno przecież urodziłaś, daj sobie czas. Jak to mówią nasze babcie : " Dziewięć miesięcy rośnie, dziewięć miesięcy maleje". Pomyśl, ile wysiłku kosztowały Twój organizm te małe osoby mieszkające w nim. Świetnie dał sobie radę :) a na powrót do formy przyjdzie jeszcze czas ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. A ja jak na Mamę bliźniąt przystało przytyłam równiutko 35 kg :) Chłopcy maja prawie 3 lata, owszem zrzuciłam wszystko co do kilograma, ale została przepuklina skóra...duzżżżooo skórrryyy... czekam na nabór do programu Życie bez Wstydu ;)

    OdpowiedzUsuń