poniedziałek, 6 lipca 2015

Akcja: Sesja ciążowa potrzebna na zaraz

O sesji ciążowej marzyłam już jak byłam w pierwszej ciąży. Tylko jak zwykle, skończyło się na wielkich planach, wielogodzinnych poszukiwaniach fotografów i brakiem decyzji. Suma sumarum prędzej rodziłam niż zdecydowałam się na cokolwiek. Szczęśliwie pod koniec pierwszej ciąży wzięłam udział w dokumencie Marty Grabickiej, która akurat wtedy poszukiwała mam ciężarnych i z małymi dziećmi. Inaczej nie miałabym żadnej pamiątki.

Gdy zaszłam w trzecią ciążę, obiecałam sobie jedno: skoro już prowadzę blog, robię masę zdjęć, bywam w różnych ciekawych miejscach, muszę to wykorzystać i rejestrować każdy możliwy moment ciąży. Zdjęcia każdego etapu, najlepiej tydzień po tygodniu, w tym samym miejscu,  tym samym ubraniu. AKURAT!!! Gdy minął 35. tydzień ciąży wpadłam w panikę i złość, że znowu wyszło jak zawsze. Nie miałam prawie żadnego zdjęcia intencjonalnie ciążowego.

Na szczęście w tym momencie z pomocą przyszły moje kochane dziewczyny, które spytały o pomysł na prezent na spontanicznie zorganizowany baby shower. Rozumiecie więc, że nie mogłam prosić o nic innego. Wprawdzie przeczuwam, że spowodowałam im tym życzeniem niemało problemów, ale cóż. Nie miałam innego wyjścia ;-) To była moja ostatnia deska ratunku.
Tym sposobem jeszcze przed pierwszą imprezą malutkiej Poli, w zasadzie z dnia na dzień miałam zorganizowaną swoją wymarzoną sesję. I to jeszcze u Beaty z Indygo Tree, z którą współpracujemy od dawna i czułam się bezpiecznie, bo wiedziałam, że efekt będzie spójny z moją własną wizją.





Nie musiałam długo myśleć nad pomysłem. Wiedziałam, że chcę mieć wianek, bo jest lato, bo krajobraz sielski anielski. Komponowało mi się idealnie. Myślałam, że to taki prosty i łatwy do zorganizowania rekwizyt. Okazało się, że zdobycie wianka z tak małym wyprzedzeniem czasowym nie jest wcale proste! Odmówiło mi kilka kwiaciarni, twierdząc, że absolutnie się nie wyrobią. Wysłałam nawet męża na przeszpiegi w kwiaciarniach w centrum Gdyni, bo sama akurat miałam dość kiepski dzień i koordynowałam akcję telefonicznie. Nic z tego! A mąż mój, uwierzcie, ma dar przekonywania jak nikt inny. Następnego dnia wzięłam sprawy w swoje ręce, pojechałam do kwiaciarni w Narcyz gdyńskim Klifie, którą uważałam za jedną z lepszych u nas w Trójmieście i z miną nieszczęśliwego szczeniaka skomlałam o wianek. Pani nie była zachwycona pomysłem, ale cóż. Ciężarnej nie mogła odmówić. Tym bardziej, że zabezpieczyłam się argumentami na wszystkich możliwych frontach. Tak więc i z wiankiem się udało. Zaczęłam już wprawdzie w międzyczasie przeglądać DIY, jak wykonać wianek samodzielnie, ale gadżety w stylu drut i taśma florystyczna, odpowiednie rodzaje kwiatów, ogromna rozpiętość miejsc, do których musiałabym się udać po kolejne potrzebne rzeczy, skutecznie mnie zniechęciły. Normalnie pewnie sama bym uwiła, ale jednak za kierownicę siadam już na trasach możliwie najkrótszych.
Z dzisiejszej perspektywy oceniam, że to dobrze, że nie miałam już czasu na wszystkie inne duperele, które normalnie z pewnością zaprzątałyby mi głowę na długo przed ważną sesją zdjęciową. Nawet w kwestii stroju musiałam się zadowolić tym, co wisiało w szafie. Stwierdziłam jednak, że dobre nastawienie, piękny plener (moje ukochane Kolibki w gdyńskim Orłowie) i dobry fotograf nie zawiodą.
Beacie muszę bardzo podziękować, że zgodziła się tak nagle i na wariata zrealizować mój szalony plan. Bo to niezmiernie zajęta osoba i nie ma, że na już, bo potrzebuję. Wszystko szczęśliwie ułożyło się po mojej myśli i dziś jestem tak szczęśliwa, że mam tyle pięknych zdjęć, że trudno to opisać słowami.  A pamiętny wianek leży zasuszony w swoim własnym pudle. Lubię takie sentymentalne pamiątki ;-)























PS. Przygotowujemy się do zrewolucjonizowania naszego bloga. Co sądzicie o takich dużych zdjęciach? Wolicie taki format czy może ten starszy, ze zdjęciami w mniejszej rozdzielczości? Ja od zawsze jestem zwolenniczką dużych, dobrej jakości fotek, ale wolę zapytać o zdanie jeszcze Was ;D

18 komentarzy:

  1. Wyglądasz przepięknie, zdjęcia będą na pewno pamiątką na wiele lat. A jeśli chodzi o zdjęcia to ja preferuję duże. Lepiej się prezentują, wyglądają bardziej elegancko i stylowo.

    OdpowiedzUsuń
  2. Piękna pamiątka, a Ty moja droga jesteś prześliczną "ciężarówką" :) Co do zdjęć na blogu to jasne, że im większe tym lepiej. Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Przepiękna sesja :) Ja o takiej marzyłam w pierwszej ciąży, ale zawsze coś i jak tak teraz patrzę na albumy to na jednym palcu mogę policzyć ciążowe zdjęcia :/ Obiecałam sobie, że następnym razem nie odpuszczę.
    Piękny pomysł na prezent!
    Piękna realizacja!
    Przepiękna mama!
    Co do rewolucji... hmmm ja również preferuję większe zdjęcia :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Trudno znaleźć odpowiednie słowa... Po prostu piękna😊
    I ta męska, silna dłoń...
    cudo

    OdpowiedzUsuń
  5. Trudno znaleźć odpowiednie słowa... Po prostu piękna😊
    I ta męska, silna dłoń...
    cudo

    OdpowiedzUsuń
  6. Przepiękne zdjęcia !!!!!! Boska sceneria i prześliczna Ty <3
    Macie wspaniałą pamiątkę :)

    OdpowiedzUsuń
  7. piekna sesja, piekna mama:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Sesja taka jak lubię..w moim stylu... taką właśnie bym zrobiła koleżance :) Super wyglądasz , kolejna piękna mamusia :) Pozdrawiam !
    PS. Lubię duże zdjęcia

    OdpowiedzUsuń
  9. Wow, też chcę kolejną sesję ciążową z wiankiem i moją córeczką ;) wyglądasz rewelacyjnie, szczuplutka i tylko piękny brzuszek! ja na pierwszą sesję musiałam się zmusić bo na szczęście dostałam ją w prezencie i teraz już wiem, że nie można tego odpuścić bo pamiątka jest niepowtarzalna!

    OdpowiedzUsuń
  10. Sesja bardzo sympatyczna, ale ja jestem zdania, że to sprawa bardzo prywatna i niekoniecznie powinnaś pokazywać sój brzuszek na blogu.

    OdpowiedzUsuń