wtorek, 7 kwietnia 2015

Trochę przemyśleń kobiety oczekującej

     Wpis zaplanowany na tydzień przed świętami tworzył się tyle czasu, że święta zdążył już pożegnać ;)  Ale cóż, zdarza się, szczególnie, gdy ma się dwójkę małych dzieci, trzecie w drodze, dom na głowie, firmę i jeszcze święta do zorganizowania. Ale przecież ja tu nie po to, żeby narzekać i farmazony opowiadać. Chciałam podzielić się kilkoma przemyśleniami, które mnie ostatnio nachodzą. Zrobiłam się nieco sentymentalna i rzewna, ale prawdopodobnie to kwestia hormonów ciążowych. Jako że zdarza mi się płakać nawet na reklamach, dochodzę do wniosku, że nie wszystko jest w porządku z moją stabilnością emocjonalną. A jeszcze jak dołożyć do tego roztargnienie i totalne zapominalstwo, wychodzi mieszanka wybuchowa ;-) Mój mąż prawdopodobnie ogłosi się świętym, gdy ciąża numer trzy dobiegnie końca. Choć z pewnością wyciągnę asa z rękawa w postaci baby bluesa i tym podobnych atrakcji. Już teraz musi przejść trening godny komandosa, bo kto potem da radę na poligonie z trójką dzieci ;-) 
     


     Przyznam jednak, że patrząc z perspektywy trzeciej ciąży, potrafię coraz sprawniej zapanować nad huśtawką nastrojów. Zresztą tak naprawdę gdzie mam się rozbujać, gdy zewsząd tylko słychać musztrę w postaci: Mamusiu, siku, spać, jeść, oblałem się, Maks mnie uderzył, rozlałem wodę, ubrudziłem się, nie chcę spać, nie chcę jeść, jestem bardzo zły i będę krzyczał… 
Aż się śmieję w głos, gdy to piszę. Naprawdę mam wesoło i gdy wspomnę swoje depresyjne nastawienie z ciąży numer jeden, bo miałam za dużo czasu wolnego i nie wiedziałam, co z nim zrobić, bo wszyscy wokół albo byli na studiach albo pracowali, czuję politowanie dla siebie samej. Dziś już wiem, że trzeba było słuchać bardziej doświadczonych w temacie koleżanek i wyspać się na zapas, odpoczywać ile się da i naoglądać tyle seriali, ile tylko mogłam ;) No cóż, mądra ciężarna po szkodzie. Ile teraz bym dała, żeby przeleżeć cały dzień w łóżku. Włączyć z rana serial i wieczorem skończyć sezon. Nie musieć robić śniadania, obiadu, podwieczorku i kolacji tak, żeby wszystkim pasowało. Z drugiej strony jednak teraz nie potrafię zrozumieć, co ja z tym całym wolnym czasem kiedyś robiłam. Jak mogłam narzekać na nadmiar obowiązków, przemęczenie i przeciążenie organizmu. Widocznie punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. I widocznie doba się rozciąga, bo teraz potrafię upchnąć w niej tyle różnych zadań i obowiązków, że czasem sama aż się dziwię, że się dało. 
 Właściwie to nawet chyba jestem z siebie trochę dumna, że ciągle udaje mi się to wszystko spiąć i sprawiać, że działa. Że po ogarnięciu potrzeb dzieci czasem nawet wygospodaruję trochę czasu dla siebie. Że w tym całym sajgonie ciągle się lubimy i nawet nie za dużo kłócimy. Że potrafimy miło i kreatywnie spędzać ze sobą czas. Jest dobrze i właśnie dlatego trzeba docenić każdą chwilę, którą możemy wspólnie przeżyć. 
Patrząc na nasze ostatnie zdjęcia z jarmarku wielkanocnego w Grodzisku Owidz aż trudno mi uwierzyć, że mam już takie "duże" dzieci. Kuba jest całkiem samodzielnym chłopcem, przedszkolakiem, a Maksio wychodzi z wieku nazywanego przeze mnie okresem głuptaka i zaczyna się z nami "na poważnie" komunikować. Gdy rok temu byliśmy na tym samym jarmarku, przespał niemal cały dzień w wózku. Teraz próbował nadążyć nie tylko za starszym bratem, ale za dziećmi Patrycji. 
Zdecydowanie czas działa na naszą korzyść i z każdym dniem jest coraz łatwiej. Chłopcy naprawdę nie przestają nas zaskakiwać. Bo zasypiają już zupełnie sami, bo samodzielnie jedzą, potrzebują coraz mniej asysty w zabawie. Wprawdzie mam świadomość, że za trzy miesiące, gdy Pola przyjdzie na świat, znowu cofniemy się do punktu wyjścia, ale patrzę na ten czas z większym spokojem niż cztery lata temu, kiedy byłam w ciąży z Kubą. W zasadzie to bardziej niż kiedykolwiek mam ochotę kontemplować i dobiegającą końca ciążę i następujący po niej okres pielęgnacyjny malucha. Zdaję sobie sprawę, że to nasz ostatni potomek i trochę mi szkoda tych wszystkich chwil związanych z oczekiwaniem i przyjściem na świat dziecka, które już nie powrócą. Chciałabym jeszcze zdążyć zrobić rzeczy, z którymi spóźniłam się przy chłopcach, jak choćby sesja ciążowa. W zasadzie to przyznam się, że nie wiem, czy w tej ciąży mam jakiekolwiek zdjęcie! A to już 25. tydzień i kiedy, jak nie teraz? Muszę koniecznie spisać wszystkie niedokończone sprawy i solidnie się za nie zabrać, żeby za kilka lat nie żałować, ze miałam trzykrotnie okazję, a czegoś nie zrobiłam. 

Mam nadzieję, że nadążyliście za moim słowotokiem. Obiecuję, że kolejny wpis będzie miał więcej składu i ładu, sporządzę sobie plan ;-) Tymczasem zapraszam Was na fotorelację z Owidza: miejsca, które już zawsze będzie mi się kojarzyło z ciepłą, rodzinną atmosferą. 
















































10 komentarzy:

  1. tak! jak najbardziej powinnaś być z siebie dumna! ja mam jedno 2 letnie dziecko i na myśl o kolejnym jakoś mi się słabo robi, czasem zasypiam na stojąco, nie wyobrażam sobie jak dajesz radę z taką ilością obowiązków...jeśli chodzi o sesję, to gorąco polecam, warto, piękna pamiątka, za pare lat będziesz ze łzami w oczach oglądać te zdjęcia, wiem jak się nie chce, bo ja w ciąży bez dzieci nie miałam siły się zebrać, ale że dostałam taką sesję w prezencie no to ruszyłam tyłek i bardzo się z tego cieszę! Pozdrawiam i życzę duuużo siły i zdrowia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba się rumienię ;-) A sesję naprawdę muszę sobie sprawić. Nie może być inaczej ;-)

      Usuń
  2. Echhh te ciążowe rozterki.. Jak dobrze je pamietam!

    OdpowiedzUsuń
  3. też się zastanawiam co z czasem robilśmy ze swoją brzydszą połówką w czasach bezdzietnych..a w ciąży nie jestem :) od kiedy dzieć numer 2 biega ciagle powtarzam, że trzeba sobie jakiegoś dziecia numer 3 pożyczyć na miesiąc i oddać ( mam znajomych co się oferuja ,ze od razu pozyczą numer 3 i 4 :) ) i będzie syndrom kozy co ją bierzesz jak Ci ciężko i mało miejsca, a jak oddajesz to od razu lepiej .. podziwiam, że w trzeciej ciazy ogarniasz który to tydzien ja już w drugiejn z racji obowiązków przy pierwszym maluchu wiedziałam co najwyżej który to m-c, a lekarz prowadzący się śmiał, ze w trzeciej dobrze jak sie w trymestr wstrzelę :) ciekawi mnie czy ta trzecia ciaza mocno rózni sie emocjonalnie od drugiej ( bo od pierwszej to wiadomo, pierwsza inna świadomość itd.)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. haha, cudowna metoda ;-))) A trzecia ciąża jest zupełnie, ale to zupełnie różna od pierwszej pod każdym względem. Choćby takim, że nie masz kiedy zastanowić się, co się strzyka ;) A emocjonalnie to już naprawdę przepaść. Ale o tym z pewnością napiszę kolejny post.

      Usuń
  4. Ale piękne dużaki na tych zdjęciach ! I jacy skupieni na swoich zadaniach :) Rosną faktycznie bardzo szybko! Kiedy to się dzieje? Na pewno przez sen ;)
    Jesteś super zorganizowana moim zdaniem :) Dwóch wesołków na zewnątrz, jedna wesolina w brzuchu i jeszcze firma, a do tego dom, ech... Zasługujesz na medal!
    Mi każda ciąża upływała dużo szybciej niż poprzednia, a ta trzecia to już błyskawicznie :) Ale ten nastrój oczekiwania na nowego, nieznanego człowieka pamiętam bardzo dobrze...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie trzecia ciąża dosłownie jak z bicza strzelił. Nawet nie zauważyłam, a tu już w zasadzie trzeci trymestr ;P

      Usuń
  5. Przy obu ciążach do końca śmigałam do pracy. Mój szef żartował, że będzie odbierał poród, I niewiele brakowało, bo przy malowaniu lewego oka, podczas ciąży numer 1 odeszły mi wody, a że był to 37 tydzień, to ja nie byłam gotowa i w panice zaczęłam się pakować do szpitala. A jak zadzwoniłam z informacją do męża, który był w pracy, to stwierdził, że żarty robię. W ciąży nr 2. niby byłam bardziej przygotowana, choć córcia i tak urodziła się wcześniej. Miałam mieć cc o 7 rano, a ona urodziła się sn o 1.30 w nocy. W 38 tygodniu. Śmiałam się, ze dopiero 4 ciąża skończyłaby się w 40 tygodniu. Ale nic takiego nie planuję, tym bardziej, że z mężem jesteśmy sami, bo rodzice nie żyją, więc tak, na prawdę nikt nam nie pomaga przy dzieciach. A teraz przynajmniej w wolny dzień mogę pospać do 7 czy nawet do 7.30, bo maluchy zajmą się sami sobą i poczekają ze śniadaniem.
    Życzę dalszej super organizacji i udanej sesji zdjęciowej (warto, bo sama sobie taką zrobiłam, tzn. zdjęcia robił mąż) i oczywiście dużo zdrowia Tobie i Twojej małej królewnie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Na sesję ciążową, noworodkową itp. bardzo polecam https://msobolewska.wordpress.com/ super pamiątka także nogi za pas i rób zdjęcia :)

    OdpowiedzUsuń