czwartek, 23 października 2014

Strachy na Lachy, czyli Mama wkracza do akcji


    Dzisiejszy post powstaje z potrzeby serca. Z potrzeby wytłumaczenia dziecku pewnych reguł, które dopiero będą dla niego oczywiste. A dziś ciągle są całkiem skomplikowane. Nie martwcie się, nie będzie wzniośle, a może nawet trochę śmiesznie.  Ale do rzeczy!



    Że dzieci naśladują dorosłych, nie od dziś wiadomo. Rodzice, często przeświadczeni o tym, że ich dzieci jeszcze mało rozumieją, czują się w ich obecności nad wyraz swobodnie. I jak to zazwyczaj bywa, po jakimś czasie okazuje się, że to swobodne zachowanie dziecko chłonie jak gąbka i nie wiadomo kiedy z siebie wyciśnie. Tak było i w tym przypadku. Spędzaliśmy wakacje na wsi. A na wsi, jak to na wsi, much i tym podobnych insektów nie brakuje. Jeśli o mnie chodzi, najchętniej budziłabym się i zasypiała z łapką na muchy. Nie znoszę robactwa wszelkiej maści i opędzam się jak szalona. Nic więc dziwnego, że to moje dwuletnie dziecko, patrząc na zachowanie matki, po niedługim czasie, samo widząc muchę, wołało "MUCHA SIO! MUCHA JEST BRZYDKA". 

Patrzyłam na to z przymrużeniem oka. Przyznaję, że czasem nawet się śmiałam, bo to takie moje zachowanie, tylko w dziecięcym wydaniu. Niechęć Kuby do much narastała, aż w końcu przerodziła się w niechęć do pszczół, os i innych latających owadów. O ile przeganianie much przez małego chłopca byłam w stanie zaakceptować, tak pszczół już nie. Po pierwsze dlatego, że to niebezpieczne, po drugie dlatego, że pszczoły wcale nie są "brzydkie" ;-) Niestety, Kuba długo nie mógł pojąć różnicy między muchą a pszczołą i dalej po swojemu, z wielkim upodobaniem, przeganiał jedne i drugie. Przestało mi się to podobać, ale na szczęście, w odpowiednim momencie na ratunek przyszła mi ulotka, którą przypadkiem znalazłam. Wystawa w gdyńskim Centrum Nauki Experyment. "PSZCZOŁY W MIEŚCIE". Idealne! Co tam, że Kuba ma dopiero dwa lata. W Experymencie zawsze jest dużo ciekawych eksponatów, damy radę. Okazało się, że trafiliśmy na ostatni dzień wystawy! Co za szczęście! Odetchnęłam więc z ulgą i zaczęłam edukację. Tłumaczyłam, że pszczoły żyją w domkach, które nazywają się ulami, że wytwarzają miód, że piją nektar z kwiatków. I że są ogólnie bardzo dobre i bardzo potrzebne. Tylko nie wolno ich dotykać i drażnić. 
     Początkowo miałam wrażenie, że moje historie jednym uchem wlatują, drugim wylatują, ale szybko okazało się, że nie! Kuba przestał przeganiać pszczoły. Matka odetchnęła z ulgą. Ale kto myśli, że na tym zaprzestałam swoją misję, ten jest w błędzie ;)
     Wiedzę dwulatka na temat pszczół trzeba było, nazwijmy to, "pogłębić" ;) Puściłam mu więc kilka odcinków "Mai" i wierzcie lub nie, ale dawna niechęć odeszła w zapomnienie! A na pytanie, jakie zwierzątko na dres Kuba chciałby wybrać, odpowiedział, że PSZCZÓŁKĘ. Sami rozumiecie, że nie mogłam mu odmówić ;) W bOskiej pracowni powstał więc projekt pszczelej bluzy. Z serduszkami na czułkach ;)  Kuba nosi ją z wielką chęcią i dumą. Uff ;)



























Mała, rozbrajająca pszczółka już za chwilę będzie dostępna
w naszym sklepie: www.boginieprzymaszynie.pl


~ M

4 komentarze:

  1. Ale jest słodkim Pszczółkiem !!! :D
    A Ciebie poproszę o korepetycje dla Klary, która, choć czterolatką jest, panicznie boi się owadów wszelkich ! :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Super dresik,ale nie podoba mi sie ta gwiazda z tylu.Sam pomysl pszczolki swietny.

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo fajny blog. Będę tu zaglądać. Dres naprawdę świetny.

    OdpowiedzUsuń