piątek, 5 września 2014

Bo czasem naprawdę warto się wysilić ;)

Dziś na naszym blogu goście: córeczki fotografki Edyty Parzuchowskiej. Czasem będziemy Was zaskakiwały nowymi "akcjami specjalnymi". Dziś na tapecie hit hitów, czyli czapki uSzatki. Ostatnia zima upłynęła pod znakiem właśnie czapek z uszami. W pewnym momencie zamówień było tyle, że nie wyrabiałam z produkcją ;) I mimo że nastało lato, ludzie ciągle pytali o czapki z uszami. Sprzedawały się nawet podczas eventów w największym upale.
Ale czapki z uszami oznaczają dla mnie coś więcej niż tylko produkt, na punkcie którego ludzie szaleją ;) Moment, w którym powstały to dla mnie cezura, data, która oddzieliła grubą kreską okres wczesnego  niemowlęctwa mojego drugiego syna i sprawiła, że zaczęłam poważnie myśleć o projekcie BPM. Zauważyłam, a przede wszystkim uwierzyłam, że mamy siłę rażenia i że małymi krokami dojdziemy do czegoś wielkiego. Dla nas obecny okres to czas wielkich zmian, wielkich decyzji. Okres dość bolesny i trudny, bo zmiany moim zdaniem zazwyczaj oznaczają lepsze, ale dojście do nich wcale nie jest proste. Ustalamy naraz tyle różnych rzeczy, zaczynając od zasad współpracy, wizerunku, po niepisane umowy między sobą. Dzieje się naprawdę dużo, ale czuję, że idziemy także do dużego, może nawet wielkiego ;) 
Wracając do czapek ;D Sukces uszatek dał mi swojego czasu duży power do działania. Byłam w dość nieciekawym momencie, kiedy chłopcy byli jeszcze maleńcy (Kuba 1.5 roku, Maks 3 miesiące), wymagali mojej pełnej uwagi, szyłam po nocach zamówienia i mocno wątpiłam w sens takiego działania. Nie miałam siły wymyślać niczego nowego, trochę mechanicznie odszywałam kolejne zamówienia, bo wzór już znany, bo nie wymagało to dodatkowej kreatywności. Jednym słowem: nie miałam siły robić niczego innego oprócz opiekowania się dziećmi. A że ze mnie matka Polka, nie potrafiłam odpuścić i znaleźć innego rozwiązania, podzielić się opieką. Dzieci szły spać wieczorem, a ja dopiero myślałam o czym innym. Do tego wszystkiego Maks budził się co pół godziny (oczywiście nie dałam sobie przetłumaczyć, żeby bardziej stanowczo zachęcać go do mleka modyfikowanego, które nasyci go na dłużej),  więc moje perspektywy rozwoju były dość opłakane. Na szczęście zamówienia, które zaczęły spływać na czapki, postawiły mnie w tamtym okresie do pionu (na tyle, na ile było to możliwe) i zmobilizowały do otwarcia się na nowe rozwiązania. Skorzystałam z pomocy dodatkowej krawcowej, która potrafiła błyskawicznie przygotować duże partie produktów. Z czapek szybko zrobiły się komplety z kominami bądź apaszkami. Zaraz okazało się także, że nie tylko dzieci chcą nosić czapy z uszami, chętne są także mamy. Powstały więc wersje w dorosłej rozmiarówce. Każda uszyta ilość schodziła na pniu. 
Kuba niedługo potem poszedł do żłobka, Maksia woziłam jeszcze ze sobą, z czasem zaczęłam go na dłużej zostawiać u mamy. Wszystko się ułożyło ;) O ciężkim okresie w zasadzie zapomniałam, a produkt z dobrą famą pozostał. I  wraca na kolejny sezon ;) Wysiłek się opłacił. To daje poczucie satysfakcji. Niedługo oficjalny wpis ze zdjęciami moich dzieci, a teraz obejrzyjcie siostry Parzuchowskie. Prawda, że śliczne? ;)


















Wszystkie zdjęcia wykonała Edyta Parzuchowska, wszystkie jej prace możecie oglądać tu: parzuchowscy.com

4 komentarze:

  1. Bardzo lubię jak piszecie tak zwyczajnie o tym co się działo - że coś się nie udawało, był dół i niemoc, ale historia z happy endem, która pomaga uwierzyć we własne możliwości:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Znam Edytę i jej dziewczyny :-) No, może znam to za dużo powiedziane - poznałyśmy się kiedyś w Czersku i pogadałyśmy trochę. Pozdrawiam Edyta! :-)))

    OdpowiedzUsuń
  3. I ja się w tym roku skuszę tylko nie wiem jak mój pierwszoklasista bo młoda do przedszkola w takiej poleci;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Wokół mnie baaaardzo dużo koleżanek z dziećmi, badź w ciąży. Więc ja jako dobra ciocia przychodząc z odwiedzinami do maluszka muszę coś przynieść :) i przyznaje szczerze, że jesteście moją inspiracją dla takich prezencików, własnoręcznie uszytych. Drugich takich nie dostaną od nikogo, tylko od cioci Anetki :) Dziekuje i pozdrawiam !

    OdpowiedzUsuń