czwartek, 6 lutego 2014

Poradnik, jak zmienić swoje życie w rok

Kiedy patrzę w kalendarz, nie mogę uwierzyć, że wczoraj minął rok od czasu, kiedy zaczęłyśmy kurs szycia w Akademii Kappa. 5 lutego 2013 roku to już z pewnością będzie dla nas cezura, data, od której zaczęło się zmieniać WSZYSTKO.


Spojrzenie na świat, na ludzi, na rodzinę. I na nasze miejsce w tychże. Okazało się, że maksymalną mobilizacją i wiarą w siebie można bardzo dużo osiągnąć. Czasem ma się oczywiście mniejsze możliwości czasowe, by realizować, co sobie założyłyśmy, ale umówmy się, z powiększającą się rodziną przybywa obowiązków i trzeba pokornie podejść do tematu. Ale uwierzcie mi, naprawdę się da, nawet z tak ogromnymi ograniczeniami czasowymi, z jakimi wiąże się wychowanie malutkich dzieci. Nie należy się zrażać nieoczekiwanymi zwrotami akcji. Wiadomo, że w naszym przypadku, przy gromadce pięciu chłopców plan dzienny czy tygodniowy nagle się zmieniał, zostawał wywrócony do góry nogami, bo dzieci chore, bo marudzą, bo nie chcą spać. Bo zamówienia, które miały zostać wysłane wciąż czekają, bo kocyk niedokończony, a projekt kiełkujący w głowie już dawno wzrósł i zdążył nawet przekwitnąć. Ale wszystko zawsze wracało do normy.
Zresztą myślę sobie, że tak czy inaczej życie z malutkimi dziećmi będzie sinusoidą, więc warto zadać sobie trochę trudu i równolegle realizować coś jeszcze. Oczywiście jeśli komuś odpowiada wersja kanapowo-domowa, super, ale osoby z wiecznym ADHD i głodem świata pewnie czują podobnie jak my.
Powróćmy do meritum. Równo rok temu zaczęłyśmy kurs szycia. Pamiętam jak dziś, jak organizowałam Kubę, który pierwszy raz miał tyle godzin spędzić beze mnie. Chyba z trzy dni wcześniej zaczęłam go pakować ;) Do tego byłam już w połowie drugiej ciąży, bardzo szybko się męczyłam, więc potrzebowałam więcej czasu na większość czynności. Do tego wątpliwości, czy dam radę trzy razy w tygodniu przez 6 godzin siedzieć przy maszynie. Ciąża była już widoczna, nie chciałam zaszkodzić dziecku, więc roztoczyłam przed sobą szereg potencjalnych komplikacji. Umówiłam się też z szefową Akademii, że jakbym nie dała rady, odrobię kurs po porodzie. Na szczęście okazało się, że siedzenia przy maszynie było niewiele. Najwięcej czasu zajmowało robienie wykrojów, potem ich wycinanie i dopasowywanie na tkaninie. Zawsze człowiek zaznał trochę ruchu;) Wprawdzie dookoła stołu do krojenia, ale jak by nie było, to dodatkowa aktywność ;)
No więc zaczęłyśmy pierwszy dzień wykładów. Wbiegłam do sali spóźniona, bo okazało się, że odstawienie dziecka na cały dzień zajmuje trochę więcej czasu, niz założyłam. No dobra, przyznam się, po prostu wolałam wyjść jak najpóźniej od mamy, żeby spędzić z Kubą więcej czasu, żeby mniej poczuł moją nieobecność (10 minut naprawdę mogło mu robić różnicę????:). Trochę mi się śmiać dziś z siebie chce, ale zrzucam to na hormony ciężarnej. Całe szczęście Patrycja była trochę później, ona odstawiała trójkę, więc nie miałam zbyt dużych wyrzutów sumienia. że pierwszy dzień kursu zaczynam z poślizgiem.
Prowadząca kurs Renata od razu wrzuciła nas na głęboką wodę. Zaczęłyśmy od uszycia spódniczki  modelowej z wszelkimi możliwymi rodzajami szwów, przeszyć i kombinacji. Raz dwa skrojenie poszególnych elementów: kieszeń zwykła, kieszeń z wypustką, z dwiema wypustkami, zamek kryty, zamek widoczny. I zaczynamy. Ale co, jak? Ja jako jedyna na kursie nie miałam wcześniej do czynienia z maszyną, nie umiałam nawet zacząć, szczerze mówiąc to płakać mi się chciało. Że inni z przodu, że nie rozumiem ani słowa z tego, co mówi Renata, że w ciąży wymyślam sobie jakieś kursy i blogi, zamiast zająć się pierwszym dzieckiem i kontemplować drugą ciążę (tak, tak naprawdę miałam tego typu przemyślenia). Plan dnia nagle mi się zagęścił. Kurs kończył się o 15, potem koniecznie obiad (bo w ciąży posiłki regularne i zbilansowane przecież muszą być), zakup materiałów na kolejny dzień, powrót do domu, ogarnięcie Kuby i wieczorem ćwiczenia. Różne rodzaje ściegów, przemyślenie projektu spodni, spódnicy, sukienki. Jazda bez trzymanki. Co ja sobie w ogóle wyobrażałam?
Okazało się jednak, że samozaparcie popłaca. Opanowałam pojęcia typu stębnówka, lamówka, zaszewka, zapas na szwy. Diabeł nie był jednak taki straszny, jak go malowano. A ja, osoba, która do tej pory nie bardzo odnajdywała się w handmadzie, znalazłam nowe pole do samorealizacji. Naprawdę, wszystko siedzi w głowie i w motywacji. Nie należy się zniechęcać, bo prędzej czy później osiągniemy, to co sobie założyliśmy. Trzeba tylko wierzyć i ćwiczyć, ćwiczyć, ćwiczyć. Czasem nocami, czasem między jedną drzemką dzieci, a drugą. A czasem, gdy totalnie nam włażą na głowę. Nie my pierwsze, nie ostatnie odkrywamy, jak trudno połączyć prowadzenie domu pełnego miłości i uwagi poświęcanej dzieciom z tym, czego chcemy my. Pewnie trzeba się niekiedy zdobyć na odrobinę egoizmu, ale cóż, kto tego nie robi.
Wszelkie nasze postępy prezentowałyśmy na blogu. Pierwsze spodnie, pierwsza spódnica, nawet marynarka. Pierwsze gadżety dla naszych dzieci. Dość szybko okazało się, że ludzie pytają, czy mogłybyśmy uszyć dla nich takie same. Najpierw znajomi, potem znajomi znajomych, a następnie już zupełnie obce osoby. Zamówienia spływały najpierw w odstępach czasowych, potem jedno za drugim, nim się obejrzałyśmy jednego dnia odzywały się do nas osoby z prośbą o uszycie kilku kocyków. Potem jeden, drugi kiermasz. W pewnym momencie podjęłyśmy współpracę z doświadczonymi krawcowymi, które nam pomagały w realizacji zleceń, bo same nie dawałyśmy rady czasowo. Zaraz jeszcze odezwały się do nas dziewczyny z Crazy J&Z, czy nie uszyłybyśmy akcesoriów do ich poznańskiego show roomu. Następnie Polski Ciuch, Little Rose&Brothers, Elska. Kolejne sklepy pytają o nasze produkty. Do dziś to wszystko wydaje nam się niewiarygodne ;)
A wszystko dzięki jednemu niewinnemu telefonowi podczas jednej niedzieli: "Marta, może założymy razem bloga, co?" "OK. Pomyślimy". No to pomyślałyśmy :)


Tak właśnie się czułam zaczynając kurs ;)

A to wspomniane spódniczki modelowe.

Tu już w pełnej krasie ;)


Ciągle chyba nic nie rozumiałam ;P

Mój pierwszy kocyk. Różowa muffinka ;D

I mgiełka na szyjkę dla dzieci (widzicie tą czcionkę na zdjęciu? Zupełnie nieujednolicona. Teraz nie rozstajemy się z naszą ;)

Pierwsza spódnica. Będę ją trzymała chyba do końca życia ;) Nie wiem, czy kiedykolwiek założę,bo z pasem dla ciężarnej ;D
Patrycja w swojej kreacji. Co nam strzeliło do głowy, żeby w środek zimy wychodzić tak na zewnątrz? Z drugiej strony lepiej chyba brzmi postrzelone do granic niż nudne ;)

I spodnie pierwsze. Namęczyłam się przy nich, nie powiem ;)


Kocyk z personalizacją.
Podusia marynarska

Kocyk z misiem

Apaszki

Personalizowany komplet na urodziny
BamBamowa podusia

I BamBamki w pełnej krasie

Kocyk z personalizacją raz jeszcze
Spodnie uszate na Felusiu
Kolejne poduchy według projektu klienta
I Leyla w naszym szaliczku
Kubi w czapce. Jej, ile my tych czapek uszyłyśmy. W setkach będzie chyba ;)

Poduszka z koroną dla małej księżniczki
I czapka dla mamy.
Nawet spersonalizowany pokoik mamy już za sobą.
Kuba w spodniach dyniowych
I Feluś w bluzie i spodenkach projektu mamy
Maksik na maksi podusi. W sam raz dla malucha w wersji podłogowej ;D

A jeśli ktoś się znudził i nie chciało mu się czytać i oglądać zdjęć, niech obejrzy klip z naszą historią. My się wzruszamy, a co ;)

21 komentarzy:

  1. I to wszystko w rok?! Jesteście niesamowite! Dzieci, dom, blog...a ja się czasem złoszczę, że się nie wyrabiam...Dałyście mi "kopa"- muszę się ogarnąć :) Powodzenia życzę i kolejnych tak owocnych lat :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękujemy i polecamy "ogarnianie" się jak najszybsze ;D

      Usuń
  2. Bardzo dawno noszę się z zamiarem pójścia na taki kurs, ale chyba brakuje mi wyobraźni, pomysłów... Potrzebne cechy? Niezbędne?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chcę! Oby samozapału wystarczyło na dłużej niż do pierwszej nieudanej próby!
      Dzięki za post, chyba w końcu poruszył moje pokłady energii, chęci zmiany i wiary w chcieć to móc:)

      Usuń
  3. Wspaniale się to czyta i ogląda.
    Brawo,pokazałyście na co Was stać i w rok podbiłyście serducha setek ludzi ! Brawo !!!

    OdpowiedzUsuń
  4. Na prawdę świetny blog, aż miło się czyta!

    OdpowiedzUsuń
  5. Jesteście po prostu obłędne... :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Niesamowite!!
    Ja równiez zapragnęłam szyć w sumie zawsze gdzieś głęboko to we mnie siedziało. Zawsze powtarzałam, kiedy byłam małą dziewczynką podczas nagabywania przez ludzi na temat wzrostu, że powinnam zostać modelką odpowiadałam... Nie... Ja będę projektantką... I tak minęło 27lat kiedy zapragnęłam w końcu się realizowac. Póki co upłynął miesiąc może troszkę dłużej jak stworzyłam pierwszego misia... Raczej jego karykature :-P To po tym czasie już widać efekty, że ćwiczenie popłaca;-) daleko mi do perfekcji i szczerze marzę o tym aby sie kształcic w tym kierunku, aby osiągnąć cel z dzieciństwa... Dalyscie mi dużą dawkę dobrego nastawienia i to poczucie, że marzenia się spełniają. Wychowanie dzieci i samorealizacja jednak idą w parze... Jestem w kryzysowym momencie, dlatego że czuje iż opieka nad dzieckiem mnie lekko przerasta a cierpliwości jak nie było tak nie ma oraz to, że tworzę chyba nie najgorzej a mimo to słabe jest zainteresowanie... Dalyscie mi kopa i myślę, że wygrzebie się szybko, bo przecież nie wolno się poddawać!! Dzięki ;-)
    Mam jeszcze prośbę jako doświadczone koleżanki czy moglybyscie wskoczyć na mojego bloga szalenstwanorbiego.blogspot.com lub na funpage " Norbi i coś maminego nieperfekcyjnego" wyrażając szczera opinię na temat moich twórczości? Choćby w wiadomosci prywatnej. Z góry dziękuje i jeszcze raz dzięki za to, że dodałyście mi skrzydeł i wiarę, że może się udać ;-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Niesamowite!!
    Ja równiez zapragnęłam szyć w sumie zawsze gdzieś głęboko to we mnie siedziało. Zawsze powtarzałam, kiedy byłam małą dziewczynką podczas nagabywania przez ludzi na temat wzrostu, że powinnam zostać modelką odpowiadałam... Nie... Ja będę projektantką... I tak minęło 27lat kiedy zapragnęłam w końcu się realizowac. Póki co upłynął miesiąc może troszkę dłużej jak stworzyłam pierwszego misia... Raczej jego karykature :-P To po tym czasie już widać efekty, że ćwiczenie popłaca;-) daleko mi do perfekcji i szczerze marzę o tym aby sie kształcic w tym kierunku, aby osiągnąć cel z dzieciństwa... Dalyscie mi dużą dawkę dobrego nastawienia i to poczucie, że marzenia się spełniają. Wychowanie dzieci i samorealizacja jednak idą w parze... Jestem w kryzysowym momencie, dlatego że czuje iż opieka nad dzieckiem mnie lekko przerasta a cierpliwości jak nie było tak nie ma oraz to, że tworzę chyba nie najgorzej a mimo to słabe jest zainteresowanie... Dalyscie mi kopa i myślę, że wygrzebie się szybko, bo przecież nie wolno się poddawać!! Dzięki ;-)
    Mam jeszcze prośbę jako doświadczone koleżanki czy moglybyscie wskoczyć na mojego bloga szalenstwanorbiego.blogspot.com lub na funpage " Norbi i coś maminego nieperfekcyjnego" wyrażając szczera opinię na temat moich twórczości? Choćby w wiadomosci prywatnej. Z góry dziękuje i jeszcze raz dzięki za to, że dodałyście mi skrzydeł i wiarę, że może się udać ;-)

    OdpowiedzUsuń
  8. Gratuluję tak fantastycznego roku.
    Od jakiegoś czasu Was czytam i bardzo mi się tu podoba.
    No boginie!

    OdpowiedzUsuń
  9. Aż dech zapiera! Ja jestem z tych, co wiecznie swoje marzenia odkładają na później... Bardzo mi imponujecie obie. Czytam Was juz hohoho i często tu się wzruszam, chociaż nie do wzruszania przeciez to jest blog. To jest blog do brania spraw w swoje ręce... Jestem pewna, że wiele kobiet już zmobilizowałayście. Cudowne jesteście, obie!

    OdpowiedzUsuń
  10. To był dobry rok.
    Ja zawsze lubilam szyć dla lalek, a dla siebie jakoś nie mam odwagi... jakoś tak w wersji mini wydaje się to łatwiejsze..

    OdpowiedzUsuń
  11. Trafiłam tu do Was całkiem niedawno i bez kitu - rozkochałam się w Was, Waszej pasji, stylu pisania, zdjęciach i boskich uszytkach! Mm już w głowie plan co chciałabym od Was dla moich dzieci :) Pokazujecie z wielką siłą, że chcieć to znaczy móc! I zarażacie pasją, aż Wam zazdroszczę, że jesteśmy w tym wszystkim we 2 :P

    OdpowiedzUsuń
  12. brawo dziewczyny :-) jesteście niesamowite :-)

    OdpowiedzUsuń
  13. Wspaniała historia! Powodzenia Kobietki!
    Zawsze chciałam umieć szyć tak dla siebie, ale uważałam, że się do tego nie nadaję jako humanistka... Teraz wciągnę maszynę mamy z szafy i spróbuję:) Napiszcie proszę skąd brać takie piękne materiały? macie może jakiś sprawdzony sklep w internecie? U mnie sklepów stacjonarnych z tkaninami praktycznie brak...
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
  14. cudowny blog, wspaniałe Kobiety, które pokazują, ze wystarczy ruszyć cztery litery i nie ma rzeczy niemożliwych :) Pozdrawiam Was dziewczyny i do zobaczenia w Katowicach :)

    OdpowiedzUsuń
  15. I to wszystko w ROK?!?!?!??!?!?! To się nazywa "Post motywujący" - robicie konkurencję dla wszystkich coachów na świecie!!!!!

    OdpowiedzUsuń