poniedziałek, 17 lutego 2014

Idzie nowe...w łaciatych spodniach

Nowy tydzień rozpoczął dla nas całkiem nowy etap. Nie tylko skończyły się potwornie potworzaste choroby dzieci (miesiąc uziemienia w domu!), a ja poczułam, jakbym zyskała nowe życie i znowu zaczęłam snuć plany. Największe wydarzenie dotyczy Kuby. Rozpoczął okres adaptacyjny w żłobku. To naprawdę wielki przełom i ważny czas dla naszej rodziny. Musiałam przygotować z tej okazji coś wyjątkowego ;) 




Jak tylko postanowiliśmy o posłaniu Kuby do żłobka, zaczęłam maraton snucia czarnych myśli, wyobrażania sobie, co może pójść nie tak. Że będzie płakał, że będzie miał problem z aklimatyzacją, nie będzie chciał jeść, że poczuje się opuszczony. Wprawdzie każda kolejna wizyta w żłobku trochę mnie uspokajała, ale jednak i tak snułam swoje katastroficzne wizje. Tak już mam. Sądny dzień nieuchronnie się zbliżał, obiecywałam sobie, że wszystko będzie zapięte na ostatni guzik, Kuba będzie miał przygotowaną wyprawkę kilka dni wcześniej i nic nas w tym temacie nie zaskoczy. Oczywiście plany planami, a rzeczywistość rzeczywistością. Na wieczór przed pierwszym odprowadzeniem Kuby do żłobka zrefelektowałam się, że jesteśmy totalnie w rozsypce. W szufladzie nie było ani jednych czystych rajstop, półka z czystymi dresami też była pusta. No prawie. Ale te, które zostały czekają już na Maksa. Poczułam, jak ciśnienie mi wzrasta. Jak tylko położyłam chłopców chciałam sprintem wyruszyć w stronę łazienki i wrzucić do pralki chociaż jakieś spodnie, które by się nadawały na pierwszy dzień. Ale w głowie zaczęła kiełkować mi pewna myśl. Zupełnie nieoczekiwanie i w zasadzie ciągle nie wiem, czemu tak nagle się pojawiła. Może dlatego, że w ciągu dnia próbowałam ogarnąć kąt z materiałami. Przypomniałam sobie, że w jednym z koszy leży moja stara bluza, która czeka na swój czas. Nie pozbyłam się jej tylko dlatego, że strasznie podobał mi się jej wzór. Eureka! Wymyśliłam, że uszyję z niej Kubie spodnie. A że ten mały przystojniak od pewnego czasu zajmuje się głównie jeżdżeniem na kolanach i nawet rajstopy ma poprzecierane, stwierdziłam, że spodnie żłobkowe MUSZĄ mieć łaty. A jak łaty, to koniecznie z minky ;) Bo miłe, ciepłe, grube, wytrzymałe, a do tego ładne. Jak już wyciełam łaty, wymyśliłam mini aplikację gwiazdkę. Może dlatego, że ostatnio ciągle miałam do czynienia z motywami gwiazd, tyle ich naszyłam w ostatnim tygodniu. Naturalną siłą rzeczy udzielił mi się ;) Jak przekopywałam rzeczone pudło znalazłam jeszcze stare dresy. Wycięłam z nich ściągacz i przyszyłam w nowych spodniach Kuby. Mimo totalnego zmęczenia, szyłam je z wielkim entuzjazmem, który był jeszcze większy, gdy okazało się, że spodnie pasują. Bo tak na oko, bez wykroju, to zupełny ryzyk fizyk. Spodnie mają trochę zapasu, ale taki był plan. Bo Kuba rośnie dosłownie z prędkością światła i jego rzeczy mają naprawdę krótki termin przydatności. Humor poprawia mi się błyskawicznie, jak patrzę na niego w tych spodniach ;) Powiem więcej, sama sobie też takie uszyję. I nie tylko sobie, bo posypał się koncert życzeń i to na wersje dorosłą. Nie ma odwrotu. Robię dorosłe spodnie w najbliższym czasie. 
Wracając do spraw żłobkowych. Wstaliśmy dziś, a w zasadzie to byliśmy na nogach od dnia poprzedniego, bo chłopcy urządzili sobie nocne party i bawili się do rana. My za to mieliśmy mniej szampańskie nastroje. Żartuję. Maksowi idą górne jedynki i nie mógł spać, a Kuba też nie mógł spać, ale tylko on wie, dlaczego. Na szczęście rano humor mu dopisywał, ogarnęliśmy się szybko  i pojechaliśmy do żłobka. Jako że to nowa placówka, aklimatyzowały się aż cztery grupy maluchów. Krzyki można było usłyszeć już zza płotu. Przyznaję, że szłam z duszą na ramieniu. Ale Kuba, jak tylko przekroczył próg budynku i zobaczył w szatni małego chłopca, już był zachwycony. Do swojej sali wręcz biegł. W ogóle się za mną nie obejrzał! Nie przerażały go nawet płaczące dzieci z jego grupy. Nie wierzyłam własnym oczom. Podglądałam go z salki do leżakowania i pękałam z dumy. Że już jest taki samodzielny i śmiały. Zdaję sobie sprawę, że za dwa dni może mu się zmienić, ale i tak fakt, że nie uczepił się rąbka maminej spódnicy napawa mnie optymizmem. 
Kuba, po tylu nowych doświadczeniach i emocjach, po powrocie padł jak kawka. Spał trzy godziny, co mu się naprawdę już nie zdarzało. 
Szczerze mówiąc, nie mogę się doczekać jutrzejszego dnia i wydłużenia pobytu w żłobku. Obiecuję sobie, że już nie będę zakładała czarnego scenariusza. Dzieci naprawdę nas zaskakują. I to pozytywnie ;)

Oto, jak wyglądała nasza sesja z łaciatymi spodniami.








W końcu wstał. Ale tylko po to, żeby ściągnąć misia ;)






A teraz jeszcze trochę po próżności ;) Korzystając z okazji, jaką było spotkanie u naszych przyjaciół, postanowiłyśmy uczcić pierwsze urodziny bloga. Patrycja zamówiła boski tort z logo BPM, ja przyniosłam szampana. Szampana jednak nie otworzyłyśmy, zostawiłyśmy go na później. Jutro wyniki eliminacji do kolejnego etapu Bloga Roku 2013. Wypijemy go albo z radości albo z rozpaczy ;))) 





I jeszcze chyba to, na co najbardziej czekacie. Ogłoszenie wyników konkursu na najładniejszą Walentynkową kartkę. Piękne sukienki od MaMo trafiają do Ilony Kowalczyk (zielona) i Aleksandry Synak-Russajn (granatowo-zielona). Gratulujemy! Prosimy o podesłanie danych na mail boginieprzymaszynie@gmail.com


Tę kartkę wykonała córeczka Aleksandry. Jak byście się zastanawiali. to Patrycja i ja :)) Doceniamy hand made naszych milusińskich;)




12 komentarzy:

  1. Ale świetne spodnie !!!!
    I Super Dzielniak Kuba :) Przepiękny on jest :*
    Trzymam kciuki za dalsze udane i bezłzowe ;) chwile w żłobku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mamy nadzieję, że dziś będzie tak samo pozytywnie ;)

      Usuń
  2. Oszalałam ze szczęścia! Bardzo, bardzo dziękuję! Jestem naprawdę wzruszona :) Pierwszy raz w życiu coś wygrałam! I to coś naprawdę pięknego! Dziękuję Wam za te emocje :) Dziękuję za powiew pozytywnej energii. Za to, że nie jesteście na blogu kimś zupełnie nieosiągalnym, ale fajnymi babkami z krwi i kości. Pełnymi zrozumienia. Ze swoim talentem, z pasjami, z problemami i małymi stresami. Za moje zdziwienie, kiedy po paru minutach odpisałyście na moją wiadomość. I za tą energię, która pcha mnie ku zmianom. Jesteście cudowne ! I róbcie to, co robicie! Ta energia po prostu musi być BOSKA! :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Spodnie są REWELACYJNE :-) też bym takie chciała dla siebie i córuni :-) a jeśli chodzi o żłobek...hm...sama jestem przerażona, mam wyrzuty sumienia i mętlik w głowie , że Moja Zuza we wrześniu będzie do niego chodzić. I myślę sobie, że odprowadzać będzie ją mój mąż,bo mi ciężko będzie się rozstać,a i po co mój stres ma się Zuźce udzielać :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja byłam jednym wielkim kłębkiem nerwów. Wydawało mi się, że robię dziecku krzywdę, że on na pewno będzie przerażony, że może w sumie ze mną jeszcze w domu posiedzieć. Ale prawda jest taka, że to wszystko były moje projekcje, zupełnie nieprzystające do rzeczywistości. Kuba nudził się w domu, czułam, że w żłobku mógłby się bardziej rozwijać, robić bardziej interesujące rzeczy. Więc jak tylko nadarzyła się okazja, skorzystaliśmy. Miałam też ogromne wyrzuty sumienia, ale minęły wraz z przekroczeniem progu żłobka ;)

      Usuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  5. Piękne te spodnie.Muszą być mega wygodne.Co do żłobka,mam złe doświadczenie niestety...przerabiałam to ze starsza córką,a skończyło się to gronkowcem.Puszeczkowa mama,puszeczkadoherbaty.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. spodnie czadowe :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Spodnie są boskie;) My ostatnio cierpimy na deficyt spodni;)

    OdpowiedzUsuń