czwartek, 2 stycznia 2014

Nowy rok, nowe plany, nowa energia

Ciężko uwierzyć, że 2013 już za nami. Przez ostatnich dwanaście miesięcy wydarzyło się tyle rzeczy, tyle zmian i rewolucji w moim życiu, że jak zacznę o wszystkim po kolei myśleć, ogarnia mnie porządne zdziwienie. Równo rok temu, po powrocie na trzy miesiące do pracy po urlopie macierzyńskim Kuby, musiałam przestać pracować. Nie dawałam rady zajmować się niespełna rocznym chłopcem, dojeżdżać na drugi koniec Trójmiasta do pracy i oszczędzać się jak na pierwszy trymestr ciąży przystało. W tym samym czasie mniej więcej zadzwoniła do mnie Patrycja, zupełnie bez żadnego planu, trochę z nudy, trochę szukając nowego pomysłu na siebie i zapytała, czy nie założymy razem bloga. Nie zastanawiając się głębiej nad sprawą, zgodziłam się. Od tego momentu, od tej niepozornej rozmowy zmieniło się niemal wszystko ;) Blog nieoczekiwanie rozrósł się do rozmiarów, o jakich nie marzyłyśmy, zaczęłyśmy wspólnie szyć, ja urodziłam drugie dziecko (dziś ma już 6 miesięcy!), Patrycja pojechała w podróż życia. Niesamowite, że to wszystko wydarzyło się w ciągu jednego roku. Nie śmiem nawet myśleć, co przyniesie kolejny ;P
Nie wiem jak Wy, ale ja od zawsze byłam entuzjastką noworocznych postanowień. Oczywiście niewiele z nich udało mi się zrealizować, ale ta coroczna myśl o rezygnacji z nawyków i przyzwyczajeń różnego rodzaju pozwala mi na chwilowe wyzbycie się wyrzutów sumienia. A jeśli o mnie chodzi, to jestem królową wyrzutów sumienia. Począwszy od za dużo zjadłam, bo niezdrowo, bo za mało czasu dzieciom poświęciłam, bo powinnam szyć, a wolę posiedzieć i obejrzeć film, bo byłam dla kogoś średnio miła. Tak, w zasadzie codziennie znajduję sobie coś, czym mogę się dręczyć i co mogę sobie wyrzucać. Taki typ ;) A w tym roku lista postanowień noworocznych jest wyjątkowo długa, ale nie martwcie się, opowiem zaledwie o dwóch najważniejszych.

1. PLANOWANIE!!!!
 Ile stresu kosztował mnie brak kalendarza na rok 2013. Wiedziałam, że do pracy długo nie wrócę, więc nie widziałam potrzeby zaopatrywania się w nowy egzemplarz. A błąd!
Totalna awaria zaczęła się w połowie roku, kiedy liczba dzieci nam się podwoiła, a nasza mała manufaktura szyciowa przeżywała prawdziwe oblężenie. W ciągu dnia potrafiło do nas spłynąć kilka-kilkanaście zamówień. Na początku byłam przekonana, że doskonale o wszystkich pamiętam i bez problemu ogarnę, ale sytuacja zaczęła wymykać się spod kontroli. A że połączenie nadmiaru obowiązków w domu z nowymi obowiązkami poza nim jest ekstremalnie trudne, straciłam panowanie nad własnymi sprawami. Trochę mi wstyd, ale ciągle nie potrafię przekonać się do mobilnych organizerów czasu. Właściwie to nie wiem, czemu nie kupiłam kalendarza w połowie roku, chyba po prostu założyłam, że kalendarz kupuje się z początkiem roku. Tak więc mój mąż, widząc moją ogromną frustrację wynikającą z dezorganizacji, zaopatrzył mnie w piękny, DUŻY ( muszę mieć naprawdę ogromny format) kalendarz i wreszcie ze spokojem patrzę co mnie czeka w najbliższym czasie. Wszystko od 1 stycznia pięknie spisane, zamówienia osobno wyszczególnione. Ogarnęło mnie zen, mam nadzieję, że nie chwilowe ;) Potrzebuję planowania, daje mi to poczucie bezpieczństwa i przynajmniej ułudę posiadania kontroli nad własnym losem ;)

2.ZADBANIE O SIEBIE
Nie muszę chyba mówić, że pojawienie się drugiego dziecka na świecie po raz kolejny przewróciło mój świat do góry nogami. Mimo że wielokrotnie się zarzekałam (jeszcze przed Kubą), że nie zatracę się w macierzyństwie i zawsze znajdziemy z mężem czas dla siebie, rzeczywistość szybko zweryfikowała ten pogląd ;) Stałam się jedną z tych mam, które rano wskakują w jeden z tryliona dresów, szybko motam włosy nad głową, raz dwa myję zęby, nakładam krem na twarz ( pod warunkiem, że żaden jeszcze nie wrzeszczy) i zaczynam codzienną orkę. Przyznaję, że o własnym śniadaniu przypominam sobie czasami dopiero w okolicach 16 (dodam, że ciągle jestem matką karmiącą). Nieregularny tryb życia, mordercze (dosłownie) zmęczenie, brak sportu sprawiły, że organizm totalnie mi podupadł, zaczęłam łapać infekcje, z których trudno mi było się wyleczyć. Pod koniec roku wiedziałam już, że dłużej tak się nie da, więc muszę zacząć małą rewolucję polegającą najpierw na zadbaniu o regularność posiłków, następnie dzieleniu się obowiązkami  z innymi i ponownym wprowadzeniu ćwiczeń. Przez wiele lat ćwiczyłam regularnie i przyznam, że ogromnie mi tego brakuje. Wiem, że na razie wyjścia do klubu nie będą możliwe, ale postanowiłam wykorzystać dobrodziejstwo internetu i ściągnąć kilka ciekawych programów treningowych. Zobaczymy, jak mi się uda ;)

Nie będę Was już zamęczała przemyśleniami na temat własnej osoby. Jutro wracam do szycia, bo przyznaję, że przez okres świąteczno-noworoczny nic nie uszyłam! Chciałam wprowadzić w życie dwa nowe projekty, ale na drodze stanęło ząbkowanie Maksa ;) Nie miałam serca go wypuszczać z rąk, bo strasznie cierpiał. Na szczęście dwie dolne jedynki są już na świecie. Mam nadzieję, że górne poczekają jeszcze trochę, przynajmniej aż skończę swoje małe uszytkowe projekty ;)
Strasznie ciekawa jestem, co przyniesie nowy rok. Czy damy radę otworzyć pracownię, którą sobie wymarzyłyśmy, czy podejmiemy nowe, ciekawe współprace, jak ewoluuje nasza wizja BPM. Naprawdę, czuję ekscytację, jak pomyślę ile nowych rzeczy przed nami. Trzymajcie kciuki ;)

A na koniec jeszcze rzućcie okiem, co naopowiadałyśmy w naszym pierwszym wspólnym wywiadzie. Na razie wersja online, wersja papierowa dostępna niebawem:




 Mój własny personalizowany kalendarz ;))


A to my w pełnej okazałości ;))

PS.Wybaczcie mi deficyt zdjęć, ale w następnym poście na pewno się poprawię ;)

2 komentarze:

  1. Ja trzymam mocno kciuki za ten Wasz wspólny plan i kibicuję. Nie chce się wymądrzać ale od samego początku mi śmierdziało to sukcesem :))))))) Kochana a w 2014 życzę Wam całej masy inspiracji, sił i wiary, że jesteście na bardzo dobrej drodze. Podziwiam Was obie ogromnie i zazdroszczę maksymalnie. Chociaż Patrycji jest tu na blogu dużo więcej, to myślę, że obie tworzycie zgrany team i uzupełniacie się idealnie. Tego Wam też życzę, żebyście wspólnie góry przenosiły :))) Buziaki::***
    Ps. te dwa postanowiania to jakby mne dotyczyły, a z planowaniem to jestem zupełnie na bakier, no ale od czego są noworoczne postanowienia :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Ha, mnie początek roku trochę zaskoczył ;) i właśnie pracuję nad moją listą postanowień :)))

    OdpowiedzUsuń