niedziela, 26 stycznia 2014

Niekończąca się domowa opowieść

Będzie chyba z miesiąc jak nic nie uszyłam. Pilne zamówienia zrobiłam, ale żeby wcielić w życie nowe plany, to zupełnie nie. Nie dlatego, że jestem leniwa (chociaż, nie ukrywam, zdarza mi się) albo straciłam zapał. Po prostu ostatni czas obfitował w tyle obowiązków przy dzieciach, że ciężko mi było w ogóle zastanowić się nad czymś niezwiązanym z chlopcami. Mam nadzieję, że to stan zupełnie tymczasowy, okres przejściowy i że zaraz się skończy.


Ostatnie dni wyglądały następująco: budziliśmy się, wstawaliśmy i ja już nie mogłam doczekać się wieczora. Tym bardziej, że Maks chory, Kuba nie mógł się zdecydować, czy się zarazi, czy nie, za oknem -20 stopni, więc ze spacerów nici. Czuję się trochę więźniem swojego własnego domu. I trochę wstyd się przyznać, ale nie mam już pomysłów na kreatywne spędzanie czasu z dwójką dzieci po pierwsze tak malutkich, po drugie z ogromnym rozstrzałem rozwojowym. Kończyło się więc na tym, że włączałam bajki, co chwilę przerywając jakimś pomysłem na zabawę, przynajmniej kilkunastominutową.
Do tego mam wrażenie, że stoję niemal non stop w kuchni, jednak trzy śniadania, trzy obiady i trzy kolacje zobowiązują (Kuba, Maks i my jemy jeszcze różne rzeczy). Nie zwariowałam. Po prostu Kuba ma swój jadłospis, który nam nie odpowiada, a Maks obraził się na słoiczki i chce dania dostowane do jego smaków, które przez te pół roku zdążył sobie wykształcić. Jest ciężko. Jakby dodać do tego jeszcze przewijanie, sprzątanie, pranie i tym podobne, nie starcza doby. A co dla mnie najcięższe: chłopcy nie śpią prawie w ogóle w dzień! Maks wprawdzie zalicza trzy drzemki, ale są to drzemki błyskawiczne, do 30 minut. A Kuba w ogóle rezygnuje ze spania. Prośbą, groźbą, przytulaniem, bujaniem, NICZYM nie można go zmusić do zaśnięcia. No chyba że spacerem, ale to, jak już wyżej pisałam, na razie wykluczone. Do tego Maks w nocy potrafi budzić się na karmienie co pół (!!!) godziny, łącznie kilkanaście razy!!!Stoczyłam prawdziwą batalię z próbami dokarmiania go mlekiem modyfikowanym, ale jak tylko czuje butelkę z mlekiem, stawia opór, zaczyna wrzeszczeć, Kuba się budzi, a dalej to już możecie sobie dokończyć scenariusz ;)
Mieszkanie niemal cały czas wygląda jak tor przeszkód, mimo że na bieżąco staram się je ogarniać. Zmęczenie czasem tak bardzo daje mi się we znaki, że czuję, że większość rzeczy wykonuję automatycznie.
Na szczęście do głosu coraz częściej dochodzi rozsądek. Że kiedyś już przechodziłam podobne etapy, że zaraz się skończy i znowu będzie lepiej. Że z dziećmi to taka sinusoida, raz lepiej, raz gorzej. Że w zasadzie nie mam się czym martwić, że wszyscy zdrowi, a przeziębienia to nie choroby. A szycie lada dzień wróci. Niech tylko Maks jeszcze bardziej dojdzie do siebie. Bo na razie nie rozstaję się z aspiratorem i noszę go w kieszeni od spodni ;)
Powtarzam sobie, że trzeba podejść do obecnego zastoju na luzie, inaczej zwariuję!!
Tak więc na razie przedstawiam materiał mocno domowy, z naszego w czterech ścianach bumelowania.


 Miłość braterska wymaga poświęceń ;)

 Nic dziwnego, że Maks ma zasadę ogarniczonego zaufania ;)


 Kuba, tuż po przebudzeniu. Konsekwentnie odmawia usług fryzjerskich ;)

 Komórka wydawała mi się złem niekoniecznym, teraz akceptuję gry edukacyjne. Uważam, że są bardzo przydatne. Kuba po dwóch dniach rozpoznaje wszystkie kształty, układa puzzle z kilkunastu elementów. Jednym słowem WOW.

 Maksik jeszcze totalnie nie zainteresowany sprawkami tamtej dwójki.

 Za to ciągle zachwycony widokiem mamy ;)

 No i jak mu nie wybaczyć tych nocnych humorów? :)

 Jeśli zastanawiacie się, gdzie jest Kuba, to niezmiennie trzyma... stopę na pulsie ;)

Maksik odkrywa nowe smaki. Co za ekstaza :)

A jutro na 7.30 wizyta u lekarza, bo z kataru po tygodniu zrobił się kaszel i trzeci dzień nie przechodzi. Tak dla odmiany ;)))

A jeśli zastanawiacie się co w BPM słychać, to ostatnio znalazłyśmy się w artykule na portalu trójmiasto.pl:


Poza tym trwa konkurs na najlepszy projekt urodzinowy. Kto jeszcze nie widział, niech koniecznie sprawdzi, do wygrania maszyna do szycia Janome E1015 i komplet materiałów na start ;)))

Dziś wraca Patrycja, mam nadzieję, że z wzajemną motywacją i wsparciem znowu ruszymy z kopyta. I że znów będzie bOSkO ;))

14 komentarzy:

  1. zdrówka , zdrówka....u nas też niestety niekończąca się opowieść w tym temacie :(

    OdpowiedzUsuń
  2. Zdrówka dla dzieciaków, a dla Ciebie cierpliwości i wytrwałości. Będzie lepiej na pewno :-) Trzymajcie się.

    OdpowiedzUsuń
  3. Marta, niech ci dzieciaki zdrowieją, a wena wraca :)))

    OdpowiedzUsuń
  4. Dziękuję Ci za ten wpis, bo z tego wynika, że nie tylko jak jestem w podobnej sytuacji dzieciowo-zdrowotno-porządkowo-szyciowej ;) Życzę duuuuuużo zdrówka i cierpliwości! Pozdrawiam cieplutko!

    OdpowiedzUsuń
  5. Słodkie dzieciaki! Dużo zdrowia!


    Magdalena K-Sz

    OdpowiedzUsuń
  6. Cudne dzieciaki, jak to przystało na chłopców ( i nie tylko) czynią z domu poligon.
    Życzę zdrówka, wytrwałości i moc sił.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  7. Skąd ja to znam?! Niewyspanie, choroby i to uczucie, że jestem w areszcie domowym :/ może to przez pogodę, a może coś w tym naszym nadmorskim powietrzu wisi?

    OdpowiedzUsuń
  8. I moja codzienność często wyglądała i wygląda podobnie ... cieszę się,że nie dajesz się zwariować i podchodzisz zdroworozsądkowo ;) to jedyne wyjście z sytuacji ;) Przecudni są Twoi chłopcy ! Nie da się na nich gniewać,że odmawiają snu w dzień ! A Maksik jest taki podobny do Ciebie :)
    Zdrówka dla Was :**

    OdpowiedzUsuń
  9. Trzymaj się!! U nas też średnio. Zbieram się, żeby o tym napisać, ale przez wieczne niewyspanie słabo mi się słowa składają ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Pierwsze dwa zdjęcia są the best. Braterska miłość w pełnej krasie. ;) U nas na zapalenie oskrzeli pomogły szybko inhalacje nebulizatorem (z Atroventem lub Pulmicortem) i oklepywanie plecków po inhalacji i w każdej możliwej chwili...W międzyczasie możesz inhalować chociaż solą fizjol. i oklepywać ile się da, bo na bank nie zaszkodzi, a może bardzo pomóc. Na mojego bąbla tylko to pomogło.
    A jak Ci się nie chce tyle stać przy garach, to może spróbuj gotować większe porcje i mrozić jedzonko dla Maksia i Kuby. Potem rachu ciachu i obiad gotowy. :) No ale tak czy siak, chwila minie i chociaż chłopaki będę jeść to samo.
    Powodzenia! I oby Kuby choróbsko nie dopadło.

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja też dziękuję Ci za ten wpis!!! Marta pisząc to pokazałaś, że takie jest czasem życie mam, tylko większość dziewczyn (szczególnie blogujących) ubarwia swoje życie rodzinne, wprowadzając w pesymizm te z nas, które nie radzą sobie z codziennością, aż tak dobrze. Pozdrawiam i życzę zdrowia dla całej rodzinki

    OdpowiedzUsuń
  12. Marto wiesz, bo czasem musi być gorzej, żeby mogło być lepiej. Nie da się ciągle żyć na pełnych obrotach. Trzeba czasem dać sobie prawo na zdecydowanie, co tu i teraz jest najważniejsze i przede wszystkim trzeba dać sobie prawo do przyznania się, że nie zawsze jest idealnie. Gratuluję Ci odwagi i trzymam kciuki!

    OdpowiedzUsuń
  13. Maks to ksero Wacka

    OdpowiedzUsuń