poniedziałek, 11 listopada 2013

Trochę podsumowań i o tym, jak rozprawiłam się z zaległościami ;)


    Ten post miałam umieścić już dawno, ale ciągle coś, zawsze coś... Otóż, kilka spraw.

Po pierwsze, skończyła się akcja OMJK - wyniki pod koniec listopada, a może w grudniu :) Nie wiem :D Nie liczę na wygraną, bo w akcji brało jeszcze 5 fantastycznych dziewczyn, które nie dość, że dzieliły się z nami swoją pasją, to na codzień zmagają się z licznymi przeciwnościami losu. Moja faworytka tu: http://marta-mojepasje.blogspot.com/ - odwiedźcie ją, moim zdaniem dziewczyna ma fantastyczny talent - nie tylko do szycia (jej zabawki są wprost DOSKONALE - DOSKONALE!!!!!!!!!! uszyte, w najdrobniejszym szczególe, jako znawczynię tematu po prostu wiem, ile czasu i ile pracy kosztuje taka precyzja) ale do pomysłów. Przekopcie jej bloga, w poszukiwaniu POMYSŁU. Jak ktoś szuka definicji słowa "kreatywność" - to to o niej, o Twórczej Mamie. Myślę, że pozostałe dziewczyny nie będą miały mi za złe, że tak wyróżniam jedną. Jest to oczywiście, z racji podobnych zainteresowań. Ja przed nią totalnie chylę czoła, jestem w nieustannym zachwycie, porażona drobiazgowością, precyzją wykonania.

Ja mam z nich chyba najbardziej komfortową sytuację życiową, mogę liczyć na męża, rodziców, ciocie, przyjaciół, jestem zdrowa i dzieci mam zdrowe (tfu, tfu). Nic, tylko szyć, pisać bloga i cieszyć się ze wszystkiego, co los mi przynosi, bo to są cudne prezenty - day by day. Już tyle mnie dobrego spotkało i dzięki tej akcji, i poza nią, że wygrana w tym konkursie nie jest mi potrzebna.

ALE! Bardzo Wam dziękuję za cudne wsparcie, tych, którzy na nas głosujecie, komentujecie, no i lajkujecie akcję "O matko, jesteś kobietą" na facebooku (kto nie lajkował, proszę, potrzebują do 14go 1000 lajkersów :D - to akcja dla kobiet: https://www.facebook.com/OMatkoJestesKobieta?fref=ts).


Po drugie - zapraszamy na nasz konkurs, który kończy się już w środę :)) Wystarczy wymyślić hasło reklamowe i polubić kilku naszych zaprzyjaźnionych sponsorów :)



Rzecz trzecia - dzieje się MEGA dużo u nas, ciężko ogarnąć wszystkie fajne rzeczy, które się dzieją, wszystkie naraz ;) Stopniowo będziemy się chwalić, jak już podopinamy wszystko na ostatni guzik i będzie można odpalić lont :D
Ostro działamy w temacie spodniowym :) Fajnie, bo każda z nas miała swój pomysł na GACIE (kocham słowo gacie :D), i oba spotkały się z rewelacyjnym przyjęciem przez Was - DZIĘKI za wsparcie i za każde dobre słowo. Spodnie tanie nie są, ale chyba każdy wie, dlaczego... to handmade, który próbujemy sprzedawać na legalnych zasadach. Odliczając wszystkie marże, podatki, ceny tkanin i robocizny (ogromne) dla nas zostaje niezbyt dużo. Z czasem postaramy się obniżyć koszty produkcji, ale na razie - jest jak jest. Nie myślcie sobie o nas, że nam się we łbach poprzewracało i chcemy zarabiać kokosy po pół roku szyciowej działalności, tak nie jest. Po prostu chwilowo taniej się nie da, i uwierzcie, nie zarabiamy na tym wiele, prawie nic ;) Też sobie to kiedyś wyobrażałam inaczej, wydawało mi się, że jak coś kosztuje kupę kasy, to ten ktoś, kto to sprzedaje, zarabia krocie. Otóż jak już będzie nas można kupić w sieciówce w centrum handlowym, to MOŻE będzie to prawdą ;))) A na razie dziękujemyyyyyyyyyyy ogromnie za każdą parę gaci, którą od nas kupicie, bo to nam pozwala rozwijać skrzydła, negocjować ceny... dziękuję. :*

Oto spodenki, które można u nas zamawiać:









A na koniec muszę się pochwalić kołderkami, które ostatnio uszyłam dla moich chłopców :) Materiały kupiłam......... w maju. Planowałam zabrać je na wakacje, by nie musieli spać w wakacyjnych wielkich kołdraszczach. Nie wyszło, zabierałam się do nich jak pies do jeża, więc - zabrałam materiały ze sobą. I DALEJ NIC! Nie uszyłam ich przez dwa miesiące. Po powrocie do domu zwaliło mi się na głowę milion obowiązków naraz, więc ciągle to od siebie odsuwałam. I nagle, jednego dnia, stwierdziłam, teraz albo nigdy, uszyję z nich kołderki na sprzedaż, bo po prostu jak sobie nie postawię ultimatum, to nigdy nie uszyję. I jak zwykle, po postawieniu sobie tego ultimatum - wyszło :D Ja to muszę mieć jednak bat nad sobą ;))))






 









Nawet nie macie pojęcia, jaki kamień spadł mi z serca. Odkąd bloguję i szyję, to moje dzieci mają naprawdę bardzo mało mnie... nawet jak już są w domu, to nadrabiam zaległości pani domu - sprzątam, gotuję, składam pranie itp, itd. Ciągle krzyczę, nerwowa jestem strasznie... Taka sytuacja. Ich powrót z przedszkola / szkoły: już po całym dniu szycia jestem zmęczona, więc chciałabym odpocząć... a tu oni wracają, robią hałas. MEGA HAŁAS. Na wyścigi, przekrzykując się, opowiadają mi, co się działo, że ten dostał taką ocenę, a Jasio zrobił to, a ten go uderzył... W międzyczasie próba podania obiadu, z reguły ja jestem głodna, więc chciałabym spokojnie zjeść, muszę ich ciągle uciszać, przywoływać do stołu, bo wstają od niego cały czas. Ciągle: "mama, piciuuuuuu!", "muszę siku", "idę kupę", "skończyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyłeeeeeeeeeeeeeeeeeem" (Maks i Felek - koszmar, za każdym razem jak skończą robić swoje na kiblu, wołają mega głośno... załamka, nie mogę ich oduczyć, aż uszy pękają, serio). 
Więc jestem masakrycznie nerwowa. Chciałabym zjeść obiad, przy rozmowie, ale takiej, gdy widzę, że jedzenie, mimo gadania, znika z talerza, a nie tylko stygnie. Że nie ma zabawy jedzeniem i wpychania go do ust rękami. Wstawania od stołu na siku, kupę, a bo muszę coś pokazać... GRRR. A potem chwila zabawy, potem odrabianie lekcji, zwykle w okolicach 20 (czyli pory spania) Filip uświadamia sobie, że miał coś jeszcze zrobić do szkoły... kąpiel i mega zachlapana łazienka... Bajzel w pokoju...
I tak właśnie wygląda moja rzeczywistość. Kocham ich nad życie, cieszę się, że są zdrowymi, żywymi dziećmi, z bujną wyobraźnią, energią, że kochają mnie tak bardzo, że muszą się ze mną dzielić swoim życiem, w stu procentach. A z drugiej strony mam ochotę zamknąć ich w pokoju, włożyć zatyczki w uszy, olać cały bajzel, który mamy w chacie. Albo jeszcze lepiej, jakbym sama zniknęła w pokoju, do którego ani ten bajzel, ani ten hałas nie miałyby wstępu...
Okropne to, ale to prawda...mam ogromne wyrzuty sumienia, że marudzę na to, co mam, bo to, co mam jest po prostu normalne, dobre, cudowne wręcz. A jednak jestem zmęczona. Zniechęcona. Wkurzona.
I cieszę się maksymalnie, że uszyłam im chociaż te kołdry, bo teraz łażą z nimi wszędzie. Śpią pod nimi, walą się na pufę, przed TV - pod nie, robią z nich namioty na krzesłach i bawią się... Przytulają się do nich i każdemu, kto do nas przyjdzie - chwalą się nimi. Chociaż w tym nadrabiam jako mama, bo tak, to mam wrażenie, ciągle słabuję...  Muszę coś z tym zrobić, lepiej się ogarnąć, bo inaczej kicha będzie :(

A teraz, ostatnie foto - bo ci, co siedzą na fejsie, wiedzą, że spędziłyśmy z naszymi rodzinkami wspólny dzień - taka zajawka jutrzejszego posta, a w nim NOWOŚĆ :D Część ubrania na b.... coś, o co wypytywaliście w mailach :D



~PaT


18 komentarzy:

  1. Czyżby buty? :D Ta nowość? :D

    Odkąd ja zaczęłam coś robić, to też mam wyrzuty, że za mało zajmuje się dziećmi. Nerwowa zrobiłam się strasznie, bo jak się czymś zajmę, to chciałabym to skończyć, a nigdy nie mogę, bo to, bo tamto...
    I chyba muszę trochę odpuścić samej sobie, bo inaczej będzie jeszcze gorzej... Ciągle się wściekam, że jest bajzel, że nie mam na nic miejsca... ale chyba zacznę to olewać po prostu :) Bo co z tego, że ja posprzątam, jak za 30 min będą wszystkie zabawki znowu porozrzucane...
    To chyba taka nasza rzeczywistość i trzeba się do niej przyzwyczaić ;)

    Więcej spokoju życzę :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, przyda się - dziękuję! Nie będzie lepiej, dopóki się nie zorganizujemy, nie przewartościujemy. Ja już sobie założyłam, że przestaję obiecywać cuda na kiju. Każdemu mówię, realizacja 10 dni. Jak się uda szybciej to on będzie szczęśliwy, a ja nie tak spięta i zestresowana :))) Z reguły wychodzi szybciej, ale jak siedem plag egipskich mnie nawiedzi to co ??? mam się pochlastać i płakać? Trudno... jeden dzień dłużej czy dwa - nikt bez szaliczka nie umrze ;)

      Usuń
  2. Ja tam trzymam kciuki za OMJK mimo, że jak piszesz wygrana niepotrzebna. Tą kupą oswoiłaś nam tę swoją idealną rodzinę ;) Fajne masz dzieciaki. Przyrodzie równowaga być musi. Są cudni, zdrowi synowie otuleni w piękne kocyki z sercem uszyte, to i dla równowagi kupa się czasem wymsknąć musi ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kupa to nieodzowny element naszego życia!!! Ja mogę całą książkę o kupie napisać, ba, nawet jedną taką już kupiłam :D Supertemat, ciągle aktualny i ZAWSZE superśmieszny ;) dla co poniektórych ;)))

      Usuń
  3. Ekstra kołderki :-) Też taka chcę!
    A na "b" to bluza Felka?

    OdpowiedzUsuń
  4. Pati.... Ty to Wariatka jednak jesteś :DDD Po I: przeogromnie Ci dziękuje za wsparcie i pochwałki, które sama wiesz dają nam 'tworzącym" baaardzo dużo (bo tak prawdę mówiąc skoro nikomu by się nie podobało to co robimy, to po cholerę to robić????) Po II: ostatnimi czasy czuję zdaje się dokładnie to samo co Ty, tj. wyrzuty sumienia, że powinnam robić coś bardziej konstruktywnego niż szycie jakichś tam pierdół... Trochę mogę się usprawiedliwiać, bo w dużej części Staś z nich korzysta i nie mówię, że bez radości :) jego i mojej :) ale i tak wydaje mi się, że z jednej strony jestem spełnioną mamą = szczęśliwą = dziecko szczęśliwe, a z drugiej, że szereg rzeczy zawalam... może to trochę też wynika z tego, że chciałabym wszystko wykonać w miarę możliwości perfekcyjnie.. a tak się nie da.. ale z innej strony patrząc - rezygnować z czegoś co daje jakąkolwiek odskocznię od rutyny i popadania w marazm?....to chyba byłoby mimo wszystko najgorsze :) Więc podsumowując, myślę, że nawet gdy nam się wydaje, że mogłybyśmy dzieciakom poświęcić więcej czasu, i tak więcej skorzystają z tego, że dbamy o swoja psychikę :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że tak jest. W sumie to napisałam, zgłaszając się do akcji OMJK - że spełniona i szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko... prosta sprawa. Musimy trzymać się tej wersji, bo inaczej albo wdziewać fartuch i ścierę brać w łapę, albo do maszyny siadać i czarować. Ja póki co wybieram to drugie.

      Usuń
  5. Jakiś nostalgiczny ten post, może przez pogodę:) Trochę Was już poznałam i wiem, że mother power to Wy macie za dwóch. Jutro będzie lepszy dzień i na pewno będą i lepsze humory. Dzieci są jakie są, często rozrabiają i krzyczą ale i tak je kochamy bez względu na wszystko. Pamiętaj Pati, że masz do ogarnięcia aż 3 sztuki więc ja Ciebie i tak podziwiam i myślę, że jesteś wzorem dla wielu kobiet. Głowa do góry:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za cudne słowa.. mamy power - ale do szycia, powiem ci, że ostatnio naprawdę mam wrażenie, nawalam na całej linii jako mama i jako pani domu. Dom zarósł syfem i tyle :/ Dzieci jedzą gotowe posiłki, na szczęście kochane babcie i ciocie dzielą się z nami obiadami, bo ja dosłownie nie mam kiedy gotować!!! Okropna jestem i muszę to zmienić!!!

      Usuń
  6. kurde fajnie mieć zdolną mamę ;)
    Blankowa Matka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każda mama jest zdolna - choć może każda w innej dziedzinie :D Jest mama najlepsza do kochania i rozpieszczania, a inna jest do gotowania cudnej zupy pomidorowej... :)))
      W oczach naszych dzieci jesteśmy superwoman - choćby nawet kołdra była brzydka i krzywa, to dziecko i tak będzie z niej dumne. :)

      Usuń
  7. swietne kocyki Ci wyszły i chłopaki. Zawsze chciałam miec 3 synów. Toz to wulkan nieokiełzany ale jaka radośc i pomysły:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :D oj, pomysłów to mają aż za dużo ;)))

      Usuń
  8. Piękne kołdry!
    Czasem czuję się podobnie, choć jedną tylko sztukę mam na stanie;) Ale praca, domowe obowiązki, pasja, blog... Dużo tych spraw poza byciem Mamą i Żoną. A chciałaby się wszystkie pogodzić. Niestety zawsze coś kosztem czegoś- ostatnio mniej gotuję ( ale mam w tej kwestii pomocną dłoń;)), mniej sprzątam. I w sumie- zyje mi się lepiej!:) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  9. Witam, podziwiam Twoją pasję tworzenia i chęć bycia mamą idealną, ale zapewniam to raczej nie ma racji bytu. Sama mam trójkę maluchów i zaczynam moją przygodę szyciowo -blogową. Nieustanny bałagan, to pić, to siku, kupa zawsze hurtowo- cała trójka naraz-to ten coś wyleje, mamo bo ona mnie bije i tak całe popołudnie. Wieczorem gdy obiecuję sobię, że wreszcie usiądę i coś poszyję to mi się po prostu nie chce...Do tego te nerwy. Momentami myślę że zwariuję ale jak Emilka chwali się : a mama mi usyła... Fajne to, fajne te nasze urwisy. Życzę opanowania, optymizmu i radości czerpanej ze swojej pasji.(i zapraszam do mnie- zaczynam) www.http://kolorowopatchworkowo.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  10. Spodenki z guzikami są piękne, jak już będę miało kogoś, kogo mogę w nie ubrać zgłoszę się! :)

    Pozdrawiam i kibicuję Wam! :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Głowa do góry. Wydaje mi się że to jakieś.... jesienno zimowe przesilenie? Mnie już opuścił ten straszny humor i... taka jakaś niemoc dzieciowa... ale ja mam jednego syna jak wiesz. Ty Boska Patrycjo jesteś wielka i z pewnością rach ciach ciach poukładasz wszystko jak trzeba! :-) Kołdry oczywiście rewelacyjne!!! O nie... i jeszcze uszata bluza!! Jesteś niemożliwa!!! :-* <3

    OdpowiedzUsuń