czwartek, 10 października 2013

Niby zwyczajna czapka, ale diabeł tkwi w szczegółach ;-)

Oj ciężko mi było usiąść do tego posta. Chyba od chwili, gdy urodził się Maks nie pamiętam, jak się nazywam.  Z drugiej strony chyba dostaję turbodoładowanie z kosmosu. Sama się zastanawiam, skąd biorę ogarnianie czegokolwiek poza maluchami. Chyba wrodzona ambicja mi pomaga ;) Chociaż przyznaję, że czasami po prostu siadam i mam ochotę płakać ze zmęczenia. Nie chcę, żeby to brzmiało jak żale. Jestem jak najdalsza od nich. Jest mi szalenie dobrze z tym, że nastaje nowe, że się pięknie z naszym projektem rozwijamy, że ludzie do nas wracają. To wszystko jest dla mnie dodatkową motywacją do działania. Czasem jednak chciałabym zwolnić i przyjrzeć się wszystkiemu z oddali. Bo mam wrażenie, że pędzimy z Patrycją na ogromnym roller coasterze, tyle się wokół nas zaczyna dziać. I nie chcę, żeby się zatrzymywał ;)
Ale najważniejsze w tym wszystkim są dzieci i to one zawsze będą dla nas prioryetem. Dlatego zmęczenie czasem bierze górę.
Jako przykład taka sytuacja: jadę do rodziców z Kubą i Maksem (na szczęście mieszkają 15 min jazdy autem ode mnie). W domu nie daję rady sama ogarnąć dwóch żywiołów, w tym jednego przemieszczającego się niczym lawina.  Schodzę do hali garażowej z jednym dzieckiem, drugim dzieckiem, jednym wózkiem, drugim wózkiem, jednym fotelikiem samochodowym (drugi zamontowany na stałe), jeździkiem Kuby, pieluchami jednego dziecka, pieluchami drugiego dziecka, ciuszkami na zmianę jednego, ciuszkami na zmianę drugiego. Czasem mam wrażenie, że wyglądam tak:



W końcu pakuję wszystko do samochodu. Od momentu zamknięcia drzwi mieszkania mija około pół godziny. Ruszam. Maks zaczyna wrzeszczeć i nie chce przestać. Kuba zaczyna wrzeszczeć, bo Maks wrzeszczy i go to denerwuje. Ja wrzeszczę, bo oni wrzeszczą. Docieram na miejsce. Wyjmuję Maksa, pakuję go do wózka. Kuba jedzie swoim pojazdem. Na plecach mam walizkę Trunky. Kto ma, ten wie, ile waży. Do tego moja torba. Kuba zaczyna wrzeszczeć, że też chce na ręce. Prowadzę więc już nie tylko wózek z Maksem, ale dźwigam ich walizkę, swoją ogromną torbę, Kubę, pojazd Kuby. Cudem dochodzimy do bramy moich rodziców (oczywiście mogłam zadzwonić, żeby mi pomogli się zabrać, ale ta ambicja;-).
Tam okoliczni młodzi pijaczkowie popijają trunek gazowany, z pewnością procentowy. Może niezbyt robotni, ale przynajmniej nauczeni kultury. Stają na baczność, po czym pomagają mi otworzyć bramkę. Jeden chce zabrać Kubę za rękę do drzwi, ale Kuba jeszcze bardziej zaczyna się drzeć. Patrzą na mnie z lekką dozą niedowierzania, czy to rzeczywiście się dzieje, czy może trunek procentowy zaczyna działać. Kiedy już bramka zamyka się ze mną, jeden woła:
- Pani Kierowniczko, przeje**ne z dwójką, nie?
Tak z grubsza wygląda moja codzienność ;) Ciężko, ale z humorem i dystansem. A dzięki nieocenionej pomocy rodziny, udaje mi się tworzyć nowe rzeczy. Tym razem na tapecie CzApKi. Uszytek, z którego jestem szczególnie dumna, bo nigdzie, ale to nigdzie nie mogłam kupić dzieciom odpowiednich nakryć głowy.
 Zabrałam się za nie późnym wieczorem i siedziałam niemal całą noc. Ale są ;) Długo wyczekiwane. Założyłam sobie, że muszą być dwustronne. Z jednej strony oczywiście nasze ukochane minky, z drugiej dzianina. No i metki ;-)) Nie miałam czasu kupić nowych tkanin, więc uszyłam chłopcom czapki z tego, co miałam. O ile ze strony dzianinowej Kuby jestem ogromnie zadowolona, tak beżowa dzianinka Maksia nie do końca mi odpowiada. Wolałabym szarą. I z pewnością uszyję jeszcze jedną, z jednej strony czerwone żywe minky, z drugiej szara dresówka.














I nasza mała gwiazdka. Niestety, nie mam zdjęcia Maksa w czapeczce od strony dzianiny. Nie chciałam go męczyć zdjęciami, a co gorsza, zdejmować czapki nad wietrznym morzem.





Uwielbiam Maksa w tej czapce. Wygląda, jak Gapcio z bajki o Królewnie Śnieżce :D A czapka nie dość, że ultra ciepła, to najważniejszą jej zaletą jest to, że się nie zsuwa na oczy!!! Maks, jako dziecię wyjątkowo wrażliwe na tego typu doświadczenia, docenia pracę mamy spokojem podczas spacerów. Bo w naszym przypadku czapka choć trochę nachodząca na oczy oznacza wrzask.

Dwustronna czapeczka dostępna od przyszłego tygodnia ;) Niebawem podamy wszystkie kolory i wzory dzianiny (minky wiadomo, że występuje w każdym możliwym odcieniu), a także wzory metek, tak, żeby każdy mógł dla swojego szkraba stworzyć swoją własną czapuchę ;)

PS. U nas już jesień w pełni.


19 komentarzy:

  1. Fajne, fajne. Jak prz...e z dwójką, to ja ma przekicane z trójką. Ja daję radę i ty też dasz. Mama to super człowiek.

    OdpowiedzUsuń
  2. HaHa! Ta opowieść o przejażdżce do rodziców uruchomiła moją wyobraźnię. I choć ja mam (póki co) jedno dziecko, to moje spacery wyglądają podobnie. Czuję się jak wielbłąd. ;-)
    Gratuluję pomysłu czapkowego. Jeszcze nie widziałam czapki minky'owej w żadnym handmade'owym sklepie. Strzał w 10! :-)
    No i bosko jest mieć takich swoich własnych cudnych testerów?! Prawda Boginie? ;-) Pozdr. dla Maksa&Kuby
    Monika(Mamo, szyć!)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. własni testerzy są najkochańsi na świecie ;-) Choć trochę cierpią z tego powodu, że noszą prototypy;;P

      Usuń
  3. po raz kolejny czytając post pisany przez Panią to wybucham smiechem, to kiwam głową ze zrozumieniem... czemu? BO MAM TAK SAMO JAK TY:-D:-D dwójka maluchów, maj 2011 i lipiec 2013 i czasem jak czytam te opisy to jakbym widziała siebie i czytała o swoich uczuciach:-D (zresztą częto tak mam czytając wasze posty o czym tez nieraz wspominam w komentarzach;-))i też ta ambicja: JA SAMA;-) dlatego tym bardziej podziwiam, że w tym wszytskim potrafi Pani znaleźć czas na szycie:-) a czapeczki są cudowne:-) napewno ustawie się w kolejce, bo u nas podobnie jak Maks Julia nie toleruje nawet milimetra czapki na oczach;-) (a jakimiś dziwnym trafem zsuwają się 15 razy na min):-) naprwdę podziwiam:-) Kamila

    OdpowiedzUsuń
  4. Właśnie mi najbardziej pomaga zobaczenie, że ktoś ma tak samo jak ja. Czasem myślę, że mam najgorzej i najciężej na świecie, a jak tylko spotkam się z jakąkolwiek mamą, okazuje się, że wszystkie mamy tak samo.

    OdpowiedzUsuń
  5. bo powiedzcie kto da rade jak nie My?:) bo im wiecej na glowie tym bardziej jeden, dwa albo nawet trzy usmiechy maluchow daja takiego "powera"

    OdpowiedzUsuń
  6. a jeszcze z taka czapka na glowie...

    OdpowiedzUsuń
  7. Cudne te czapeczki! Na pewno są milutkie:)
    Ale obok czapeczek urzekły mnie piękne, zdrowe włosy na wietrze :) Zazdroszcze! ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ha, dzis weszlam na twoja strone na facebooku i przeczytalam info "nie jestesmy kurami domowymi, nie uzeramy sie z dziecmi itd." Pierwsza moja mysl: albo ma tylko jedno dziecko ta madrala albo wiecej ale sprzedaje dzieci dziadkom na pare godzin w tygodniu.
    Nie chcialam, zeby to zabrzmialo zlosliwie czy cos, mam dwojke malych dzieci, maz w pracy 12-14 godzin dziennie a dziadkowie nie kwapia sie do zaoferowania pomocy w stylu: popilnuje ich a ty sie zajmij swoimi sprawami. Mimo to staram sie rozwijac swoje pasje. Ale niestety sa one na ostatnim miejscu na mojej liscie priorytetow. I tak, uzeram sie czesto z dziecmi, mieszam w garach i nie raz musialam cos szorowac szzoteczka do zebow (sok wylany w szzeliny fotelika?). Aha. Jedna z moich trzech wielkich pasji jest to wysmiane przez ciebie moeszanie w garach. Nie lubie szyc ale nie wysmialabym nikogo, kto to robi tylko dlatego, ze uwazam, ze to nudne.
    Ania.

    OdpowiedzUsuń
  9. Cudne te czapeczki:), Może byłaby kiedyś możliwość zobaczenia Tutoriala?
    Pozdrawiam
    Marta

    OdpowiedzUsuń
  10. Muszę przyznać, że jestem pełna podziwu dla Ciebie i Pati :) Myślę, że wspaniale sobie radzicie z dzieciaczkami , do tego rozwijając swoją pasję :) Wasze wpisy często mnie śmieszą, bo przypominają mi moje własne zmagania :D I też często dziwię się , jak to możliwe, że ciągle noszę aż tyle rzeczy przy sobie - picie dla dwóch dziewczynek, przekąski, ulubione zabawki, chusteczki mokre i suche, pomadkę dla każdej, dodatkowy sweterek etc . :D ( dobrze też pamiętam, kiedy dodatkowo miałam torbę do wózka z pieluchami i dalszą częścią niemowlęcego ekwipunku i myślałam,że urwą mi się ręce ;) , czasem nie mogę znalezć wśród tych wszystkich niezbędników swoich własnych rzeczy. Równie dobrze pamiętam,że kiedy urodziła się Klarcia, czułam się tak zagoniona, że ledwo ogarniałam, jaki mamy miesiąc, nie wspominając nawet o dniach tygodnia hyhyhy.

    Ściskam Was mocno !!!!

    OdpowiedzUsuń
  11. Po prostu B O S K I E! Wyjątkową miłością darzę miętowy minky <3
    Tak trzymać dziewczyny!

    OdpowiedzUsuń