wtorek, 13 sierpnia 2013

Bardzo kreatywne pół godziny

Nie było mnie cały miesiąc. Dzidziole wchłonęły cały mój czas. Wprawdzie czuję, że idzie ku dobremu i coraz częściej mogę wygospodarować pół godziny na coś innego niż karmienie, przewijanie i ogarnianie półtoraroczniaka. Wierzę, że z końcem wakacji dzieci załapią wspólny tryb i będzie mi łatwiej. No cóż, taka dola młodej matki, zwłaszcza podwójnej. Z przyjemnością patrzę na Patrycję, której trójka osiągnęła wiek, kiedy ona sama może już w dużej mierze zająć się własnymi sprawami. Bo czasami trudno mi uwierzyć, że będę mogła powrócić do dawnych zajęć ;D
Maksio okazał się bardzo wymagającym małym człowiekiem. Lista jego oczekiwań jest naprawdę długa, ale staram się nie zniechęcać i umilam mu czas jak tylko mogę. Szczególnie, że od niedawna męczą go kolki (a przy okazji i całą rodzinę). Z Kubą nie miałam pojęcia, co znaczy ta przypadłość. Słuchałam opowieści innych rodziców z niedowierzaniem. Teraz wierzę;) Wieczory są naprawdę trudne, ale pocieszam się, że połowa tzw. okresu kolkowego już za mną. Swoją drogą zastanawiam się, czemu producenci wspaniałych wypasionych kołysek, bujaczków, leżaczków i tym podobnych urządzeń do wyciszania małego nerwusa nie wgrywają dźwięków melodyjek typu suszarka, okap, odkurzacz. Bo jako podwójna mama z całą stanowczością mogę powiedzieć, że dzidziol nie uspokoi się przy kojącym dźwięku pozytywki (bynajmniej moi mają z tym problem), ale przy huczącym pochłaniaczu już tak. Apeluję więc o wyjście naprzeciw potrzebom młodych rodziców :D
No ale do sedna. Jak już mówiłam, zaczynam obserwować minimalną odwilż w ilości czasu poświęcanego maluchom. W sobotę, jako że miałam męża pod ręką, postanowiłam coś w końcu uszyć. Moja biedna maszyna od ponad miesiąca stoi nieruszana i pewnie już powoli myśli, że o niej zapomniałam. Nic z tych rzeczy. Wprawdzie po takim czasie nieużywania, trochę klekocze i narzeka na swój los, ale pozwoliła mi uszyć kocyk! I to w rekordowo szybkim czasie! Okazuje się, że czasem pół godziny wolnego można wykorzystać bardzo kreatywnie. Wprawdzie gdybym miała więcej czasu, z pewnością szwy byłyby idealnie równe, ale co tam. Liczy się, że Maks zawinięty w milutkie minky uspokaja się szybciej niż zazwyczaj. Dla Kuby też mam już od dawna przygotowany materiał na kocyk, ale tutaj potrzeba więcej pracy. Mam ambitny plan, żeby do końca tygodnia uszyć i kocyk i poduszeczkę, ale nie nastawiam się za bardzo. Bo może moje chłopaki wymyślą inne zagospodarowanie czasu ;D
Czy te rowerki nie są rozkoszne?







Pokażę Wam jeszcze kilka fot z ostatniego wypadu nad jezioro Dobre i na Kaszuby: na Wdzydze konkretnie. Wyjazd na Wdzydze to prezent urodzinowy dla mojego męża. Plan był taki: jedziemy z samego rana, spędzamy dzień na świeżym powietrzu z dziećmi, a wieczór mamy dla siebie.

Rano obudziła nas ulewa, więc wyjechaliśmy dopiero koło 13. Maks wrzeszczał całą drogę. Potem nie mogliśmy wjechać do hotelu, bo akurat odbywał się bieg i zamknęli dla ruchu drogę. Przy krzykach Maksa postój choćby na pół minuty był dużym wyzwaniem, więc o mało nie wyszłam z siebie, jak dowiedziałam się, że musimy czekać, aż wszyscy przebiegną. Plan spędzenia czasu na łonie natury, w ciszy i spokoju też skończył się fiaskiem, bo na Wdzydzach akurat odbywał się coroczny jarmark. Na miejscu przygrywała dożynkowa kapela, a potem walory swojego głosu prezentował pan Wodecki, więc do późnych godzin nocnych nawet w pokoju hotelowym było głośno jak cholera. Maks poszedł spać po 23, po akompaniamencie, jaki przygotował dla niego Kuba. Koniec końców padliśmy jak kawki, w ubraniach, butach, nie umywszy nawet zębów. Nie pozostało nam nic innego, jak podejść do całej sytuacji z humorem ;D
Powtarzam sobie, że z każdym kolejnym dniem chłopcy są coraz starsi i będzie coraz łatwiej. Grunt to się nie zrażać. Chociaż, przyznaję, czasami jest ekstremalnie ciężko...
Jak patrzę na zdjęcia zadowolonego Kuby podczas wyjazdów, niedogodności się nie liczą ;-)


Z cyklu wakacyjne obżarstwo:



Czy Wasze dzieci też jedzą cytrynę niczym jabłko? Mi skóra cierpnie na samą myśl ;D







Czas tylko dla starszaka:



 Mam nadzieję, że od września będę już mogła regularnie udzielać się na blogu.Trzymajcie kciuki ;)

A na koniec jeszcze zagadka. Który to Maks, który Kuba? ;-))


12 komentarzy:

  1. Współczuję kolek, ale opis urodzinowego wyjazdu jest świetny :D Taki los nas, matek, że musimy nerwy chować w kieszeń i żyć chwilą.. a raczej od chwili (uśmiechu) do chwili (kolejnego uśmiechu), starając się zapanować(a może nie zwariować;) ) nad sytuacją w tzw. "międzyczasie". podpisano: mama dwójki czekająca na trzecie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oooo gratulacje z okazji trzeciej pociechy w drodze ;-) strasznie podobają mi się duże rodziny! faktycznie teraz egzystuję od uśmiechu do uśmiechu, ale co tam. będzie dobrze ;-)))

      Usuń
  2. Jeszcze chwilka, momencik i będzie spokój. 3maj się dzielnie!

    P.S. Nie wyglądasz na takie przeboje:) Raczej jakbyś na wakacjach była:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Oj, wiem co to kolki! I nie zazdroszczę. Na szczęście - to mija. Uffff... ;-) Ja mam 9 miesięczną córeczkę i też każdego dnia walczę o moment dla siebie. Od tygodnia planuję uszyć organizer na pieluszki, ale brak mi czasu. Latam jak szalona za 'Błyskawicą Ewą'. Mała musi zajrzeć w każdy kącik. Jej ulubione zajęcie to głośne trzaskanie szufladami. I śpi też krótko. Hihi! Taki już los maminy. Uśmiechnięta słodka buźka rekompensuje nam dosłownie wszystko! :-D Pozdrawiam. Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
  4. No właśnie, z czasem wolnym krucho. Ale już ja się zepnę ;) W tym tygodniu nawet nocą, ale uszyję kocyk i poduszkę dla starszaka hehe ;))A 9-miesięczniak to naprawdę wyzwanie. Trzeba mieć oczy dookoła głowy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, tak!
      Ja czasami podkładam miękki kocyk pod maszynę (żeby choć trochę stłumić hałas) i stukoczę nocą. ;-)
      To trzymam kciuki za nocne szycie i czekam na efekty.
      :-)

      Usuń
    2. o kocyku nie pomyslalam! moze i mi sie uda stlumic stuki i puki ;)

      Usuń
  5. Piękny kocyk :)
    Opis wyjazdu przypomina mi bardzo rozdzwięk pomiędzy moimi oczekiwaniami a rzeczywistością , bo nas również spotykają takie wypadki jeden za drugim :D
    Moje dziewczyny też tak jadły cytrynę.... Brrrrr...
    A co do Maksia, to czas upłynie szybciutko, wszystkie etapy miną szybciej niż u Kuby , zobaczysz. Dlatego trzymaj się dzielnie :**
    Buziakujemy Piękną Podwójną Mamę i Wspaniałych Synków :**

    OdpowiedzUsuń
  6. :-D napiszę tylko tyle: jako mama 2 latka i miesięcznej panny czytałam tego posta przy dźwiękach suszarki odpalonej z yt;-) pozdrawiam i życzę dużo sił:-) kamila

    OdpowiedzUsuń
  7. Piekny kocyk:). Mam pytanie czy w środku jest owata czy jakas inna ocieplina? czy zszyta tylko minky z bawełną? Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń