niedziela, 7 lipca 2013

Witajcie po drugiej stronie lustra ;D

No i stało się. Nawet bardzo szybko się stało. Maks jest już z nami. Prawdę mówiąc, nie za bardzo zauważyłam, od kiedy ;)
Cała historia wyglądała następująco.
Po serii narzekań, wylanych żali i pretensji do całego świata, że na zawsze będę w ciąży, we wtorek w nocy zaczęłam odczuwać skurcze. Stawały się coraz bardziej regularne i mocniejsze, więc rano spakowałam siebie na porodówkę i Kubę na ewentualne dwa dni poza domem. Mój mąż wziął wolne, więc w doskonałych humorach, perfekcyjnie przygotowani, ruszyliśmy. Oczywiście jak tylko wsiadłam do samochodu, skurcze ustały, a akcja ponownie się zatrzymała. Mając w pamięci moje ostatnie przygody z porodówką, podłamałam się, że to ponowny fałszywy alarm i nic z tego nie będzie. W swój instynkt już zwątpiłam poprzednim razem, teraz przynajmniej po mojej stronie stały fakty, więc miałam nadzieję.
Jako że mój mąż miał już zaakceptowany dzień wolny, postanowiliśmy skorzystać z pięknej lipcowej pogody i pójść nad morze. Wymyśliłam nawet, że dam radę przygotować wpis na bloga o tym, co ostatnio dzieje się w moim rodzinnym mieście, Gdyni. Ulice i budynki pięknieją za sprawą piekielnie zdolnych grafficiarzy (nie, nie tych, którzy bezsensownie marzą, gdzie popadnie). A już widok z okna moich rodziców zupełnie mnie oczarował. Gdynia staje się prawdziwym zagłębiem street artu. I to nie gdzieś tam na uboczu, ale w ścisłym centrum miasta! Zresztą sami zobaczcie.

 Murale widoczne z okna moich rodziców.









Z wycieczki śladami gdyńskich murali zrobiła nam się prawdziwa wycieczka krajoznawcza. Zupełnie zapomniałam o porodzie, okazało się, że słusznie!





A to moje ostatnie zdjęcie przedporodowe:




 Ostatnie, bo spacer wywołał kolejne skurcze. Byłam już tak zmieszana ostatnimi wydarzeniami, że postanowiłam nie jechać do szpitala, a do przychodni, żeby zapytać, co sądzi lekarka, do której byłam przypadkowo umówiona już od dwóch tygodni...
Otóż lekarka była przerażona moją wizytą, kazała jechać od razu do szpitala, chciała nawet wezwać karetkę, ale zapewniłam ją, że nie jestem sama.
W szpitalu pojawiliśmy się pół godziny później (dojazd z Gdyni do Gdańska trochę trwa), około 12.30. I tu kolejna niespodzianka. Lekarz, który zszedł na izbę przyjęć powiedział, że jest mu strasznie przykro, ale nie ma miejsc...Cała porodówka oblężona. Byłam już bliska płaczu, więc powiedział, że jedyną szansą na przyjęcie będzie 8 centymetrów rozwarcia. Zwątpiłam totalnie, bo z pierwszego porodu pamiętałam, ile musiałam wycierpieć do tego etapu porodu. Poza tym słynny kryzys 7 centymetra. Niemożliwe, żebym dała radę go przetrwać bez dramatycznych scen i lamentów. A jednak! Okazało się, że jest 8 centymetrów i już nawet nie pozwolili mi pójść na nogach, tylko szybko zapakowali na wózek i biegiem na porodówkę. Ciągle nie wierzyłam, że to już ten etap.
Jakąś minutę później wylądowałam w salce przylegającej do porodówki i miałam poczekać chwilkę na posprzątanie jednej z sal porodowych. No więc wytrzymałam tam jakieś 15 minut, w panice wołałam położną, bo czułam, że to już, zaraz. I znowu biegiem na kolejną salę, tym razem na szczęście, docelową ;D Po około 20 minutach naprawdę dantejskich scen (przyznaję, na koniec wpadłam w totalną histerię), Maks już był na świecie ;D
Mimo że byłam tam tylko chwilę, przyznaję, że lekarze i położne z Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego w Gdańsku mieli ze mną prawdziwe utrapienie. Nie wdając się w szczegóły, z tego miejsca dziękuję za cierpliwość i doskonałą opiekę.

Z przygodami, etapami, ale już jest i to najpiękniejszy na całym świecie ;))) Od razu się zakochałam. A to nasze pierwsze minuty razem:


A jak Kuba zareagował na brata? Bardzo entuzjastycznie! Podchodzi co chwilę i go głaszcze, albo włącza karuzelkę nad kołyską. Naprawdę nie wiem, skąd niespełna półtora roczne dziecko ma w sobie taki instynkt opiekuńczy. To ekstremalnie wzruszające ;)




A na koniec raz jeszcze bohater całego wydarzenia ;D


Uciekam spać, bo przyznaję, że ostatnie dni dały mi mocno w kość!

15 komentarzy:

  1. ZUCH DZIEWCZYNA :))) Gratulacje <3 <3 <3 i szacun za wycieczki krajoznawcze z 8 cm... No Zuch Dziewczyna! A Malutki śliczny i malutki :)
    buziu

    OdpowiedzUsuń
  2. Wspaniali jesteście i dzielni, że hej ! :)
    Podziwiam,że zdołałaś jeszcze zaliczyć wycieczkę i popstrykać zdjęcia :)
    Pięknych masz Chłopaczków :*

    Też rodziłam w tym szpitalu :)

    Buziole !!!

    OdpowiedzUsuń
  3. :) uff udało się! no to najlepszego i wiele zdrowia i miłości :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Gratuluję! :))) też wylądowałam w szpitalu z 8 cm.! :)))

    OdpowiedzUsuń
  5. piękny , bardzo podobny do mojej melki :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie ma to jak szybka akcja :) Maks chciał się pewnie zrekompensować:) Gratuluję serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  7. no jesteś niesamowita... spacerować w trakcie porodu po mieście i cykać fotki... no jakbym siebie widziała... a Street art super lubię takie klimaty... oby było ich więcej...
    ja rodziłam obie na znieczuleniu wiec na tzw lajcie... (: , ale dobrze ze zdążyłaś na porodówkę... (: buziaki dla chłopaków...

    OdpowiedzUsuń
  8. Piekny jest Maksio. Gratuluję Ci z całego serca. Zdrówka, zdrówka, zdrówka...

    OdpowiedzUsuń
  9. Szybko urodziłaś , jakie dantejskie sceny ? Przyznaj się co tam wyprawiałaś heh :)
    Oczywiście gtratuluję synka , życzę szczęścia , zdrowia !
    Pozdrawiam !

    OdpowiedzUsuń
  10. Gratulacje!!! Maksio jest przepiękny a Kuba przecudowny, witając brata tak ciepło! W miarę Twoich chęci i możliwości czekam na więcej wpisów o tym, jak układa się teraz Wasza codzienność. Uściski dla chłopaków.

    OdpowiedzUsuń
  11. Gratuluję!!!!!!!
    Odpoczywajcie:)

    OdpowiedzUsuń
  12. mimo wszystkich przejść fałyszywo-alarmowych i tych "dantejskich" klilkunastu minut to zazdroszczę takiego szybkiego obrotu "sprawy :)))))))))) Synek przecudowny!!! wielkie gratulacje!

    OdpowiedzUsuń
  13. Gratulacje! :D
    Chłopaki cudowne. Moja starsza jak zobaczyła swoją siostrę w szpitalu to myślała,że urodzi się specjalnie dla NIEJ od razu duża i będzie miała się z kim bawić :D
    a tu taki szok Julka malutka ....

    Pozdrawiamy i zdrówka zyczymy :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Gratulacje:-) piękny Włochacz! U nas też taka różnica wieku między dziewczynami i równie wielką opieką Starsza Młodszą otaczała. Piękny widok.

    OdpowiedzUsuń