niedziela, 23 czerwca 2013

Oszukał nas wszystkich!

Planując post poweekendowy nie pomyślałabym, że jego pytanie przewodnie będzie brzmiało: Czy można zostać wypisanym z sali porodowej? Po pierwsze dlatego, że jeszcze nigdy nie słyszałam, żeby kogoś odesłali z porodówki do domu. Z izby przyjęć, z patologii ciąży - owszem. Ale z porodówki? I to po dobie porodu, który wydawałoby się, że postępuje? Wolno, w swoim własnym indywidualnym tempie, ale postępuje? Otóż okazuje się, że można zostać odesłanym z porodówki. Jestem tego żywym przykładem.
Po drugie, planując weekend, miałam w głowie takie obrazy:

 (źródło zdjęcia: http://w-spodnicy.ofeminin.pl)

A nie takie:

Ale zacznijmy od początku. Kuba miał w miniony weekend wyjechać na mini wakacje z babcią. Idealnie się składało, bo i ja i mąż potrzebowaliśmy chwili wytchnienia przed porodem. Poza tym mieliśmy do zamknięcia kilka spraw organizacyjnych, co przy obecności nadaktywnego malucha było niemożliwością. Wymarzyłam sobie, że w sobotę rano załatwimy nudne sprawy, następnie uszyję dla Kuby ręcznik plażowy, dokończę DIY dla Czterech Kątów, a wieczorem zabierzemy leżaki i pojedziemy w jakieś ustronne miejsce na plażę napawać się morskim klimatem.
Jednak od rana już szło nie tak: totalnie zaspaliśmy i wstaliśmy niemal w południe (to chyba pierwszy czas od narodzin Kuby). Okazało się, że jest potwornie gorąco,ja ledwo się ruszam, a do tego nie czuję ruchów Maksia. Postanowiliśmy więc podjechać do szpitala na "uspokająjące" KTG, a następnie załatwić, co mamy do załatwienia. Nieoczekiwanie w samochodzie zaczęłam odczuwać nasilające się skurcze. Dobrze, że od jakiegoś czasu wożę ze sobą walizkę porodową, bo po badaniu lekarskim usłyszałam prorocze: "Pani Marto, rodzimy. Niech mąż przyniesie potrzebne rzeczy".
Przyznaję, że tego się nie spodziewałam! Niby wiem, że jestem w zaawansowanej, żeby nie powiedzieć kończącej się ciąży, ale jednak mój plan ostatniego weekendu wolności zostawił trwały ślad.
Po chwili zaskoczenia pojawiła się ekscytacja. Wzrosła tym bardziej, kiedy dowiedziałam się, że przy porodzie będzie mi towarzyszył... PAN POŁOŻNY. Już panie w izbie przyjęć chichotały, że będę zaskoczona i nie myliły się! Nie dość, że wyglądał jak model o egzotycznej urodzie, to jeszcze był niesamowicie kompetentny i pomocny. Spąsowiałam jednak, kiedy uświadomiłam sobie, że jest jakieś pięć lat młodszy ode mnie. Ciągle trudno mi się przyzwyczaić, że studia skończyłam całkiem dawno i jest już wiele sporo młodszych ludzi aktywnych zawodowo. Pogorszyłam swoje samopoczucie, kiedy pan się przedstawił.
- Dzień Dobry, mam na imię Kuba i będę Pani towarzyszył przy porodzie.
- Kuba? To zupełnie jak mój syn!
No wtedy poczułam się już zupełnym dinozaurem. Ciągle podświadomie wydaje mi się, że jestem na etapie końca szkoły średniej/początku studiów i dopiero, kiedy spotykam się z osobami sporo młodszymi, uświadamiam sobie, że w zasadzie mogę być od nich sporo starsza;P
Wracając do sedna: na sali porodowej spędziłam dobę, Poród postępował, wszystko szło jak należy, ja już sobie wyobrażałam pierwszy płacz tego małego szkraba, a tu w pewnym momencie  akcja porodowa się zatrzymała. Tak po prostu. Stanęła i nie chciała postępować. Znowu ogarnęła mnie frustracja, tym bardziej, że w międzyczasie do mojej sali przynieśli ważyć i mierzyć noworodka urodzonego w sali obok (w szpitalu trwa teraz remont porodówki i kadra musi sobie radzić w nieco spartańskich warunkach). Ogłupiałam totalnie! Niestety, moja silna wola spotkania się z Maksem, nie przekonała go do dalszej mobilizacji. Postanowił jeszcze zaczekać. Lekarze nie chcieli podjąć akcji indukcji porodu, twierdząc, że mały widocznie jeszcze nie jest gotowy, by opuścić bezpieczny brzuch mamy. Trudno się dziwić ich diagnozie, mam jeszcze trochę czasu. Zastanawia mnie jedno: skoro regularne skurcze co 3-4 minuty nie oznaczają u mnie galopującego porodu, jak teraz rozpoznam, kiedy powinnam zgłosić się do szpitala? Maks nabrał nie tylko mnie, ale i lekarzy. Przez dobę mojego pobytu na porodówce kilku położników diagnozowało postęp akcji porodowej. A i ja krzyczałam, że zaraz konieczne będzie znieczulenie zewnątrzoponowe.
W zasadzie nie pozostaej mi nic innego, jak jeździć za każdym razem. Ciekawe, ile jeszcze dób i zmian kadry lekarskiej zaliczę, zanim okaże się, że naprawdę rodzę ;D






Ale, ale! Nie ma tego złego.Gdyby się Maks urodził, przegapiłabym pierwszą kąpiel Kuby w basenie balkonowym.


 I pierwszy obiad także ;)

A to jeszcze moje chłopaki dzisiaj przy kolacji. Ciekawe, kiedy Maks do nas dołączy;) Bo wychodzi na to, że już kilka razy płata nam figle ;D



16 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Następnym razem ogłoszę, jak już Maks będzie z nami hehe;)

      Usuń
  2. a hahahah no to nie wiem czy Cię pocieszy ja z moim trzecim synem najpierw dwa tygodnie przed terminem porodu wylądowałam na porodówce :) ze skurczami podobnymi jak wyżej :) spędziłam noc na owej porodówce. Potem 7 dni później sprawa się powtórzyła tym razem co minutę skurcze miałam. :D Na porodówce podali mi oksytocynę w ilościach jak dla konia :) i po 6 godzinach regularnych skurczy wszytko ucichło, nawet do domu nie chcieli mnie puścić bo nie chcieli wierzyć więc zostałam na oddziale na noc...dopiero 4 dni później trzecie podejście zakończyło się sukcesem :) Także trzymam kciuki i niech wszystko będzie cudownie i gładko już pójdzie następnym razem a Wy cali , zdrowi i szczęśliwi wrócicie do domu!!!!!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jejku nie strasz mnie, że może być aż tak skomplikowanie ;)

      Usuń
    2. Spokojnie!!!! Jak tylko nie zgubisz się gdzieś w ciemnym lesie w środku nocy i nie zaczniesz tam sama rodzić to będzie dobrze!!! Na pewno emocje są duże...ale z tego co można tu wywnioskować masz parę osób w gotowości i pełnych miłości do Ciebie więc będzie dobrze!!!

      Usuń
  3. Mnie już powoli nie robi się do śmiechu ;-)))

    OdpowiedzUsuń
  4. A zastanawiałam się jak u Ciebie. Oj to Maksiu, niezły będzie z niego bajerant :D Wszystko będzie dobrze. Niedługo nie będziesz pamiętała, że Twoja cierpliwość musiała przejść takie próby. Trzymam kciuki ile sił!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oby w realu byl bardziej zdecydowany:))

      Usuń
    2. O to się nie martw. W realu jak postawi na swoim to nie ma zmiłuj :)

      Usuń
  5. a to psotnik :) Od malutkiego płata figle :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Łobuziak mały :D Sprawdzał czujność :P

    OdpowiedzUsuń
  7. Hahaha juz dawno sie tak nie uśmiałam :D
    Najbardziej z Pana Położnego :D To dziwne, ja tez tak mam,że się czuję ciągle na koniec LO, ewent.początek studiów :D I też się dziwię, ze jednak już tak nie jest ...
    Maksio po prostu zmienil zdanie, ot i tyle ;)
    Jesteście Dzielniaki :)
    Najlepiej bądz teraz w pełnej gotowości, mając takiego dowcipnisia w brzuchu ;)
    Buziaki !

    OdpowiedzUsuń
  8. Życzę udanego, bezbolesnego porodu najlepiej w spodziewanym momencie. Skądinąd koleżance, która zwiedzała porodówki przed porodem powiedzieli na Klinicznej, że odsyłają do domu dopóki główki nie widać- to było dwa lata temu...

    OdpowiedzUsuń