wtorek, 5 lutego 2013

Historia jednego zauroczenia...



Podczas tegorocznych wakacji, gdy w drodze do Berlina przypadkiem trafiliśmy do małej przytulnej knajpki na rynku w Gnieźnie, doznałam olśnienia. Olśnienie nazywało się TILDA. Nie ukrywam, że trafiliśmy do owej knajpki ze względu na to, że miała mnóstwo udogodnień dla dzieci. Nie tylko foteliki i stoliki, ale też mnóstwo zabawek. Wśród nich najbardziej przyciągały wzrok stworzonka TILDY: surowe, proste, ale jednocześnie jakże oryginalne. Kuba podzielił mój zachwyt i chętnie spędził ten niedługi czas z "wypożyczonymi" maskotkami. Wtedy, jeszcze nieświadoma, czym jest TILDA, zapytałam właścicielki, skąd mają te małe cuda. Usłyszałam dokładną historię pochodzenia zajączków. Niestety, w opowieści był jeden ogromny zonk: wszystkie zabawki TILDY kupuje się na części. To oznacza ni mniej, ni więcej, że dostajemy kartonik z materiałem i wypełnieniem i musimy je sobie sami wykonać. Okazało się, że właścicielka knajpki kupuje zajączki właśnie w Berlinie. Mimo zwątpienia, postanowiłam sama zaopatrzyć się w jeden zestaw "Zrób to sam". Niestety, na miejscu okazało się, że to jednak zbyt droga inwestycja jak na żółtodzioba. Zrezygnowałam, wiedząc jednak, że kiedyś jeszcze zmierzę się z tematem.




Nie minęło kilka miesięcy i zamieszkała ze mną maszyna do szycia. Od razu przypomniałam sobie wakacyjną historię i postanowiłam rozpocząć "treningi". Zabrałam się więc za uszycie dla Kuby przytulanki-szmacianki, która wprawdzie w ogóle nie przypomina przepięknego królika TILDY, ale jest moim własnym wstępem do tematu. Już wcześniej przedstawiałam Wam Pana Kulfona (niestety, nie mogłam go inaczej nazwać). Daleko mu do ideału, ale Kuba jest zachwycony, a ja przy okazji wykorzystałam stare ubrania (skarpetki, spodnie i koszulkę).








Tak się składa, że jutro z Patrycją idziemy na pierwsze zajęcia z kreatywnego szycia. Mam nadzieję, że dzięki nim Pan Kulfon już niedługo będzie mógł się przeobrazić w pięknego królika TILDY. Chociaż jedno jest pewne: Pan Kulfon jest jedyny i niepowtarzalny, nie można go sobie kupić w sklepie w pudełku z napisem "Zrób to sam"!

10 komentarzy:

  1. kulfon zrobiony przez mamę jest lepszy niz wszystkie zabawki swiata..!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie, coś w tym jest ;-) Bo mama przecież tyle serca wkłada w swoje prace dla dziecka

      Usuń
  2. Pan Kulfon jest wspaniały i zawładnął mym sercem ! A Klara powiedziała : " Oooo, jaka piękna sowa ! " :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dla mnie jest niesamowity i nie potrzebuje poprawek. Jest jedyny w swoim rodzaju :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To już będzie taka sentymentalna zabawka, bo pierwsza;)

      Usuń
  4. też uwielbiam Tildy. namierzyłam jedną Panią, która szyje je na zamówienie w błyskawicznym czasie i za przystępną cenę. są takie ladne, że aż żal dziecku dawać;)
    zamawiam u Pani Małgosi i obdarowuję wszystkie okoliczne dzieci (chociaż zachwyt wzbudzają raczej u ich mam, bo kilkulatek zdecydowanie woli podobizny bohaterów z tv - e tam).
    sama też się chciałam zabrać za szycie, nawet nabyłam stosowną literaturę, ale jakoś ciagle brakuje mi czasu;)
    M

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no właśnie TILDY są tak absolutnie nieskazitelne, że aż boję się pomyśleć, co by z nimi było po kontakcie z dzieckiem tuż po jedzeniu. Chyba to jednak większa mamowa przyjemność, ale co tam. Może bynajmniej ukształtujemy gust naszych dzieci tak, jak byśmy chciały;-)

      Usuń
  5. Kulfon jest boski! Pierwszy, niepowtarzalny, absolutnie wyjątkowy :) I jak na pierwszą zabawkę homemade - jest naprawdę dobrze zrobiony!!! Patrycja :)
    I zazdroszczę pobytu w tej knajpce.. super :)

    OdpowiedzUsuń