piątek, 18 stycznia 2013

London mindless - 2010


Kilka dni szału zakupowego od 9 do 21, bez przerwy na obiad? Proszę bardzo, ale tylko w Londynie! Ten stres, przyspieszone bicie serca, że nie zdążymy zobaczyć wszystkiego, a jak nie kupimy danej rzeczy, już nie damy rady po nią wrócić... Trudno uwierzyć, że od czasu naszego szalonego wypadu do Londynu minęły trzy lata. Do dziś wspominamy ten wyjazd z wielkim sentymentem. Potem każda z nas próbowała jeszcze powtarzać to szaleństwo na własną rękę, ale w pojedynkę to już nie to samo ;)


Dzisiaj sobie myślę, że nie miałabym już tyle determinacji, żeby wyszukiwać najlepsze okazje (a tych w Londynie nie brakuje). Nasz plan dnia wyglądał mniej więcej tak: pobudka o 7.30, szybka kawa, biegiem na metro i od 9 tour po sklepach. Dwanaście godzin, bez wytchnienia. Po czterech dniach takich wypraw nasze bagaże pękały w szwach (trudno się dziwić, skoro na łowy wyruszałyśmy codziennie z jedną pełnowymiarową walizką).
Prawdopodobnie właśnie dlatego zdecydowałyśmy się na fashion recykling: u nas sklepowych okazji jest o wiele mniej, a obietnice przecen, które kuszą ze sklepowych wystaw nie zachwycają po przekroczeniu progu sklepu. Lepiej więc samej zadbać o to, by nasza szafa miała miano "eko" (ekologicznie i ekonomicznie).
Poniżej zdjęcia z naszych szalonych wypraw. Łupami szczycimy się do dziś;)

Czekamy na otwarcie. Z nieodłącznymi walizkami :)



Bellissima!


A tu mała kompilacja:

 
video


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz