poniedziałek, 28 stycznia 2013

Nasze plany na przyszłość


Codziennie koło południa w moim domu nastaje błoga cisza: to czas drzemki Kuby. Mam wreszcie chwilę (dosłownie!) dla siebie i bloga. Następny taki moment nastaje dopiero późnym popołudniem (ale nie zawsze), a wtedy już nie bardzo mam siłę na cokolwiek ;) Każda młoda mama na pewno wie, o czym mówię. Umówmy się, mając roczniaka u boku, ciężko zrobić cokolwiek, bo malec jest już na tyle ciekawy świata, że chce we wszystkim asystować. Trudno mu odmówić tej przyjemności, jednak trzeba się nastawić na to, że proste czynności będą wydłużały swój czas. Dlatego też moment  drzemki lubię wykorzystywać w pełni. Zawsze starannie go planuję, żeby nie stracić ani minuty. Choć z drugiej strony najczęściej właśnie wtedy wykonuję zaległe telefony, bo gdy ma się w pobliżu kandydata pretendującego do miana największego gadżeciarza, niełatwo jest się skontaktować z kimkolwiek ;)

Dziś zapraszam na wpis dotyczący naszych blogowych planów. Od początku chciałyśmy z Patrycją, żeby Boginie przy maszynie miały charakter lifestylowy.  Żeby były platformą, gdzie nie tylko możemy napisać o pomysłach na modowy recykling, ekozabawki, czy interesujące stylizacje, ale też zająć się codziennym życiem, rozterkami młodej mamy. A ta, nie ma co ukrywać, często popada we frustrację i potrzebuje znaleźć miejsce, gdzie może nie tylko wypowiedzieć się na temat tego, co ją zajmuje w danej chwili, ale też przeczytać, że inne kobiety doświadczają macierzyństwa podobnie. Bo wychowywanie dziecka to nie tylko radosne momenty, ale i ciężka praca, która na co dzień może wydawać się żmudna i monotonna. A poczucie odosobnienia i braku zrozumienia to chyba ostatnia rzecz, której potrzebujemy ;-) Chciałyśmy stworzyć przyjazną platformę, gdzie każda z nas znajdzie coś dla siebie. Dlatego też zachęcamy do komentowania i wyrażania swoich opinii, doświadczeń związanych, z tym, jak zmieniło się Wasze życie po urodzeniu dziecka.

Jeszcze tego nie zdradzałyśmy, ale w najbliższym czasie udajemy się na kurs kroju i kreatywnego szycia. Chciałybyśmy, aby prace pokazywane na blogu prezentowały przyzwoity poziom i były wykonywane zgodnie z obowiązującymi zasadami. To będzie czas tylko dla nas: bez dzieci, mężów, zobowiązań. Tylko my i nasze pomysły, a tych, uwierzcie, mamy naprawdę sporo!
Każdy dzień zajęć będzie dla nas nowym wyzwaniem, innym zadaniem do wykonania. Efekty naszej pracy będziemy prezentowały na łamach bloga. Zdajemy sobie sprawę, że do perfekcji nam jeszcze daleko, ale wierzymy, że wytrwałość i zaangażowanie procentują. A Wy swoimi radami i spostrzeżeniami będziecie nas wspierać tak, jak to robicie dotychczas.

Chciałam się jeszcze z Wami podzielić jednym małym faktem: stworzyłam (z ogromną pomocą mojego kochanego męża) królestwo, gdzie będę mogła spokojnie szyć i pracować. Jako że w najbliższym czasie maszyna do szycia będzie urządzeniem mocno przeze mnie eksploatowanym, było jasne, że musi mieć swoje miejsce, a kuchenny stół nie bardzo się do tego nadawał. Nie, żeby od razu organizować przemeblowanie, ale udało mi się znaleźć wolny do zagospodarowania kąt: dobrze doświetlony, tuż nad schodami (mogę obserwować, co aktualnie dzieje się w kuchni i salonie), jednym słowem: IDEALNY.  Poniżej wklejam efekty naszej pracy.


  






Oczywiście od razu zasiadłam do szycia i stworzyłam ekozabawkę dla mojego synka: Pana Kulfona (imię dostał, niestety, po swoich kształtach;). Uchylam rąbek tajemnicy. Pan Kulfon przedstawi się w pełnej okazałości w swoim własnym wpisie.




Przypomnę jeszcze nasze dotychczas opublikowane prace:

1. RAMKI DLA BABCI I DZIADKA


2.  URODZINOWA MUCHA



3. GETRY


4.BLUZA

5.PODUSZKA







16 komentarzy:

  1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam tak samo! Tyle pomysłów na rzeczy, które chętnie bym założyła, a sklepowe rzeczy nijak się nie wpasowują ;-)

      Usuń
  2. wooooow Marta, rewelacja! maszyna do szycia..ja od dawna dawna chciałam sama szyć sobie ubrania..jak zobaczyłam ten wpis zapragnęłam teraz, szybko natychmiast wprowadzić to w życie..w głowie mam tyle pomysłów na ciuchy których w sklepach nie ma-a ja WIDZĘ siebie w nich ;P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że do szycia ubrań jeszcze trochę;-) Chociaż mam w głowie pomysł na spódnicę i muszę go zrealizować!

      Usuń
  3. Absolutnie zazdrosna jestem o miejsce do szycia:) Moja maszyna niestety w jadalni, co poradzić-trzeba się cieszyć, że jest stół na którym mogę te maszynę postawić:) Zabawka będzie na pewno super, ale jeśli mogłabym coś doradzić- będziesz miała kolejnego maluszka, a Twój Kubuś nadal mały, jeśli Kulfonem ma się bawić tez potem dzidzia-zrób oczka z filcu przyszytego lub wyszyj je. Guzik dla maluchów to wyzwanie, mogą sobie wziąć za honor odłączenie go od reszty:)ja przyszyłam guziczkowe oczka do moich zabawek, ale moje przeszkadzajki są już całkiem spore i jest to bezpieczniejsze. Jak robiłam kicie dla maluszka, to bez guziczków. fajnie, ze na kurs idziecie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobra uwaga z guzikami! Miałam założenie zrobienia oczek z filcu, bądź materiału podobnego, ale jako że wykorzystywałam stare ubrania, nie znalazłam niczego, co by się nadawało...Mam nadzieję, że oczy Pana Kulfona pozostaną na miejscu, chociaż nawet jeśli nie, nikt nie zauważy, bo na razie żadna część jego ciała nie jest tam, gdzie powinna być hehe:)

      Usuń
    2. Spoko:) miałam na myśli zjedzenie guzika:):):)

      Usuń
  4. Asia, wiem, o czym mówisz - ja też szyję w "salonie" (moja rodzina śmieje się do rozpuku, jak wymawiam do słowo :D), przy stole kuchennym, tysiące nitek na ziemi, skrawki wpadają pod dywan :D No co.. jak się nie ma co się lubi (własna piękna pracownia) to się lubi, co się ma :D Domową atmosferę dookoła :))

    OdpowiedzUsuń
  5. To pisałam ja, Patrycja :D i jeszcze, pamiętasz mojego Pana Guzika? Był z guzików, będzie o nim post kiedyś, bo to była moja pierwsza zabawka zainspirowana miłością Felka do guzików przy moich ubraniach. Minęło sporo czasu i nic się guzikom nie stało :) Kwestia mocnego przyszycia chyba. A Felek uwielbia go do dzisiaj :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pati-kwestia dziecka:) Pamiętam Pana Guzika. Maciuś wcale mi problemów takich nie robił, za to po Michasiu mam teraz takie "ostrożne" oko-you know:) Ja też mój duży pokój nazwałam salonem jak się wprowadziliśmy i teraz nie może być inaczej. Jak mówię gdzieś czasem "duży pokój"-żeby ktoś nie pomyślał że jestem ąę, to mnie chłopaki poprawiają-że my mamy salon , nie mamy dużego pokoju:)Ale prawda jest taka, że po moich 27 metrach , ja po prostu musiałam mieć "salon":)

      Usuń
  6. Wlasna maszyna i urzeczywistnianie swoich pomyslow to super sprawa! Moze i ja sie skusze...;) Albo poczekam az Boginie przy maszynie przejda kurs kreatywnego szycia i mi w tym pomoga:-)

    OdpowiedzUsuń
  7. fajnia sprawa z tym całym blogiem! patrząc na wasze wyczyny sama mam ochotę nauczyć sie szycia, lub chociaż prostych przeróbek !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic prostszego;) My się zbierałyśmy od baaardzo długiego czasu do zrobienia czegoś tylko dla siebie, a wystarczyło po prostu zabrać się do roboty;)

      Usuń
  8. Chcemy już poznać Pana Kulfona !!!! :) A propos drzemek - wiem, o czym mówisz :) Dla mnie to także był i jest cenny czas i także go planuję ;) Po urodzeniu młodszej księżniczki, czas jej drzemek na ogół w całości poświęcałam starszej księżniczce - i to był nasz magiczny czas, w którym nie musiałam co chwilę biegać do małej lub nosić jej na rękach, lecz w całości koncentrowałam się na dużej :) Gratuluję kursu ! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak podejrzewałam, że chwile, które teraz były tylko dla siebie, zostaną przetransferowane dla starszego szkraba:))) Wreszcie ktoś to powiedział;)

      Usuń